Ty

2016-11-27 - Jarosław Wierzchołowski

Czyli o uwielbianiu Pana

Ty
Ostatnio sporo słucham chrześcijańskich stacji radiowych. Pieśni i piosenki, jedne zapadające w pamięć, chwytające za serce, inne wpadające jednym uchem i wylatujące drugim, jedne pięknie zaśpiewane i zagrane, inne wręcz na pograniczu fałszu. Takie to uroki radiowej składanki. Jednak zdarzają się także takie utwory, które budzą po prostu moje zdziwienie. Kontekst (czyli fakt, że piosenka była emitowana w radiu chrześcijańskim) sprawia, że staram się odczytywać tekst jako mówiący o Bogu czy Jezusie. Gdybym jednak nagle włączył radio i nie spojrzał na jego wyświetlacz byłbym zapewne przekonany, że właśnie nadawany jest typowy utwór o tzw. miłości, miłości do drugiego człowieka. Chcę być przy tobie, chcę byś mnie przytulił, zabierz mnie do domu… - i tym podobne. Ani razu nie jest wyśpiewane Boże imię, ani razu nie pojawia się cokolwiek, co pozwala odczytać, że chodzi o Osobę Wszechmocnego, Świętego Pana i Zbawiciela.
Takie refleksje przybrały jeszcze na sile po niedawnym koncercie Mate.O w moim zborze, w czasie którego zabrzmiały pieśni uwielbienia, pełne czci, bojaźni, radości ze zbawienia. Święty, święty, święty, Boże niezmierzony - huczało w sali i trudno było nie wielbić Pana razem z artystami.
„Pieśni naszych ojców” - zatytułowany był koncert i jest to tytuł znamienny. Nie zamierzam upraszczać zjawiska i twierdzić, że tylko nasi ojcowie w wierze, czyli pokolenie dzisiejszych chrześcijan-seniorów wielbiło Boga z czcią i bojaźnią a dzisiaj stajemy przed Nim z rękami w kieszeniach i bąkamy tylko coś pod nosem. Nie, tak z pewnością nie jest, byłoby to uproszczenie i krzywdzące wielu uogólnianie. Ale trudno mi sobie wyobrazić by kilkadziesiąt lat temu w jakimkolwiek zborze wierzącym zgodnie ze Słowem Bożym podrygiwano w rytmie jakiejś mantry typu „Tylko ty, tylko ty, tylko ty…”
Jak będzie dalej, czy takie piosenki, zamieniające obraz świętego Boga na partnera i kumpla będą dominowały? Niestety już dominują w wielu zborach ale wiele też wraca do wielozwrotkowych, pełnych treści pieśni sprzed lat np. ze Śpiewnika Pielgrzyma. Obawiam się jednak, że z czasem będą coraz bardziej wypierane. Wielu przywódców zborów sądzi też zapewne, że dzięki miłosnym pioseneczkom łatwiej pozyskają młodych, niewierzących ludzi. „Patrzcie, śpiewamy Bogu tak jak można śpiewać do dziewczyny czy chłopaka, to taka sama miłość. Chodźcie z nami, pośpiewajcie też a w trakcie możecie się też poprzytulać i pośpiewać to samo do siebie” - powiedzą.
A co powie Bóg?

Oni nadal mają udział?

2016-10-28 - Marian Biernacki

o potrzebie zachowania w pamięci dzieł osób, które odeszły od zboru

Oni nadal mają udział?

Słuchając ostatnio w podróży Słowa Bożego o tzw. buncie Koracha, zwróciłem uwagę na zdumiewające pokłosie zachowania dwustu pięćdziesięciu książąt, ludzi poważanych w Izraelu. Swego czasu połączyli się oni przeciwko Mojżeszowi i Aaronowi.  Dosyć tego! - powiedzieli. -  Całe zgromadzenie, wszyscy ci ludzie są święci i PAN jest pośród nich. Dlaczego więc wynosicie się nad społeczność PANA? [4Mo 16,3]. Następnie wzięli kadzielnice - co było służbą zarezerwowaną wyłącznie dla kapłanów - i zaczęli składać Bogu ofiarę kadzidlaną. Jak wiadomo, źle się to dla nich skończyło, bo ziemia rozwarła swe czeluści i pochłonęła ich oraz ich domy, wszystkich ludzi, którzy byli u Koracha oraz cały ich dobytek. I zeszli oni wraz ze wszystkim co mieli, żywi między martwych, a ziemia zamknęła się nad nimi i tak zginęli spośród społeczności [4Mo 16,32-33].

Jest to dla ludzi wierzących wielka lekcja poglądowa, ażeby nie kwestionować Bożych rozstrzygnięć i podziału ról w służbie Bożej. Mnie, jak nigdy dotąd, zaintrygowało polecenie wydane już po całym zajściu: Kadzielnice tych ludzi, którzy zgrzeszyli kosztem własnego życia, przekujcie na blachy do pokrycia ołtarza, gdyż ofiarowano je PANU i są przez to święte. Niech też będą przestrogą dla synów Izraela! [4Mo 17,3].

Ołtarze służby i poświęcenia Panu w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE okrywa też pamięć o wszystkich, którzy od nas odeszli. Czy towarzyszyła temu jawna niechęć i pogarda dla naszej pracy, czy też odejście usprawiedliwiała jakaś pobożna wymówka, ponieważ ludzie ci razem z nami mieli udział w służbie Bożej, chcemy zachować ich w dobrej pamięci. Pomimo tego, że odeszli, nadal - w pewnym sensie - są obecni w naszej posłudze. Każda osoba, która przewinęła się przez środowisko zborowe, to przecież jakaś wartość dodana i lekcja dla nas wszystkich. Trzeba nam te lekcje wciąż mieć na uwadze i konstruktywnie z nich korzystać na co dzień.

Przede wszystkim każdego dnia składając Bogu na ołtarzu naszych modlitw ofiarę pochwalną, to jest owoc warg, które wyznają  imię Jego [Hbr 13,15] będziemy ufać, że On ma moc wskrzeszać z umarłych. Innymi słowy, każdy członek zboru, choćby odszedł nie wiem jak daleko, dopóki chodzi po tej ziemi, może któregoś dnia dostąpić miłosierdzia Bożego i powrócić do społeczności dzieci Bożych. Trzeba nam w to wierzyć i o to się modlić. Dlatego w imię Boże zapraszamy: Wracajcie do domu! Gdy tylko w miejscu, gdzie teraz jesteście, usłyszycie cichy głos Ducha Świętego i obudzi się w was tęsknota za społecznością z Panem i Jego kościołem - czym prędzej wracajcie. Czekamy na was! Wciąż mamy tu na ołtarzach fragmenty kadzielnic z waszymi imionami.

Ołtarze naszej służby Panu niech też lśnią objawieniem, że ludzki sprzeciw dzieła Bożego nie zatrzymuje. Co najwyżej wyniszcza samych niezadowolonych. Póki co, brylując w środowisku ludzi martwych duchowo może i mają oni jakąś satysfakcję, że teraz mogą sobie postępować po swojemu, lecz z pewnością Królestwo Boże nadal ma się dobrze. Współcześni Mojżesze i Aaronowie niezmiennie służą zborowi ku chwale Bożej. Blacha pamięci o "żołnierzach" rozstrzygniętych już protestów niech będzie nam przestrogą, aby nie powtarzać ich błędu.

Wkrótce przenosimy nasze ołtarze służby do nowego miejsca zgromadzeń. Nikogo nie wymazujemy z naszej zborowej pamięci na amen. Okazuje się, że każdy, kto był w naszym gronie, wciąż ma - i powinien mieć - w tutejszej służbie duchowej udział. Przecież na całokształt obecnego wizerunku  zboru  składają się również czyny osób, których już pośród nas nie ma. Ofiarowano je PANU i są przez to święte.  Nadal służą chwale Bożej, pomimo tego, że ich wykonawcy odeszli. Czy zostałem dobrze zrozumiany?

Bogu, a nie nam należy się chwała!

2016-10-11

napisali o nas i pokazali nas na Trójmiasto.pl

Bogu, a nie nam należy się chwała!

Po trzech latach obecności zboru Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE na Olszynce, w tę niedzielę, 9 października 2016 roku na portalu Trójmiasto.pl ukazał się materiał video wraz z tekstem autorstwa red. Jakuba Gilewicza o dworze olszyńskim i naszej działalności.

Zachęcam do zapoznania się z tą prezentacją, bowiem w naszym środowisku jest powszechnie wiadome, że absolutnie nie bylibyśmy zdolni wykonać w tak krótkim czasie dotychczasowej pracy, gdyby nie towarzyszyło nam Boże błogosławieństwo. Tajemnicą dobrych zmian na Olszynce, po pierwsze jest to, że w naszych sercach mieszka Pan Jezus Chrystus. To Duch Święty inspiruje nas i pobudza do ciężkiej, bezinteresownej pracy. Inaczej nie sądzę, że chciałoby się nam tak trudzić. Każdy z nas mógłby przecież  na sto innych, łatwiejszych sposobów przeżywać swoje dni i w ogóle nie byłoby nas na Olszynce. Dlatego nie nam, a Panu Jezusowi należy się chwała!

Po drugie, w naszym środowisku oczywiste jest to, że absolutnie nie bylibyśmy w stanie udźwignąć finansowych kosztów podnoszenia dworu olszyńskiego z ruiny. Ktoś postronny może odnosić wrażenie, że najwidoczniej mamy sporo pieniędzy, skoro w ciągu osiemnastu miesięcy całkowitą ruinę dawnej wozowni zamieniliśmy w nowy budynek odtwarzając jego pierwotną bryłę i detale architektoniczne. Prawda jednak jest taka, że gdyby Bóg nie pobudził rozmaitych - czasem nam wcześniej zupełnie nieznanych - ludzi do ofiarności, to chociaż jest w nas zapał do pracy - moglibyśmy co najwyżej posprzątać na Olszynce, gdyż po prostu nie mielibyśmy pieniędzy na zakup materiałów. Wdzięczność za dotychczasowe efekty naszej pracy należy się więc naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi i naszym wspaniałomyślnym Darczyńcom. My w tym dziele jesteśmy jedynie szafarzami darów Bożych.

Tak więc wdzięczność i chwałę z tytułu pozytywnych zmian na dworze olszyńskim z radością kieruję ku Bogu i oddaję Panu Jezusowi.

Dwadzieścia lat głoszenia i słuchania Słowa Bożego

2016-04-18 - Marian Biernacki

Rocznica powstania zboru

Dwadzieścia lat głoszenia i słuchania Słowa Bożego

W tym miesiącu, dokładnie 21 kwietnia 2016 roku przypada dwudziesta rocznica powstania zboru Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE w Gdańsku. Wdzięczny Bogu za dwie dekady wspólnego podążania drogą wiary proponuję chwilę namysłu nad głoszeniem i słuchaniem Słowa Bożego. Biblia mówi: Wszelkie ciało jest jak trawa. Wszelka jego chwała przypomina jej kwiat. Trawa uschła, kwiat opadł, lecz Słowo, które wypowiedział Pan, trwa na wieki. Takie właśnie Słowo zostało wam ogłoszone [1Pt 1,24-25].

Od zawsze było to moim pragnieniem, aby Słowo Boże w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE było w centrum.  Gdy tworzyliśmy podwaliny zboru, od razu mówiliśmy wyraźnie, że będzie ono fundamentem naszej społeczności. Postanowiliśmy, że o nic innego nie będziemy  tak zabiegać, jak o to, żeby Słowo Boże było tu wiernie i stale głoszone.  Niech was przepełnia Słowo Chrystusa [Kol 3,16]. Świadectwem naszego umiłowania Słowa Bożego jest wielka, odręcznie wykonana przez jednego z naszych braci kopia całego Pisma Świętego. Znaczenie Słowa Bożego dla naszego zboru podkreśla również zlokalizowane na piętrze dworu stanowisko ciągłej  emisji Biblii w formacie audio. O każdej porze dnia i nocy można wygodnie usiąść przy głośniku  i słuchać Słowa Bożego.

Pismo Święte odgrywa kluczową rolę na każdym etapie chrześcijańskiego życia.  Jest warunkiem zrodzenia się zbawczej wiary w sercu człowieka. Do wiary zatem potrzebne jest przesłanie, a treścią tego przesłania jest to, co mówi Chrystus [Rz 10,17]. W innym przypadku, gdy ktoś rusza w drogę wiary pobudzony jedynie np. wzruszającymi historyjkami, zaczyna budować na piasku i w chwili poważniejszej próby nie będzie mógł się ostać.  Zarówno odrodzenie do nowego życia jak i późniejsze jego praktykowanie wymaga codziennego karmienia się Słowem Bożym. Uczyńcie to jako ludzie odrodzeni nie z nasienia zniszczalnego, ale niezniszczalnego, przez Słowo Boga, żywe, nieprzemijające [1Pt 1,23].

Trzeba pamiętać, że Słowo Boże jest niepożądane w otaczającym nas świecie. Duch władcy tego świata nie cierpi sług Słowa Bożego.  Było to oczywiste już u schyłku pierwszego wieku. Ja, Jan, brat wasz i uczestnik w ucisku i w Królestwie, i w cierpliwym wytrwaniu przy Jezusie, byłem na wyspie, zwanej Patmos, z powodu zwiastowania Słowa Bożego i świadczenia o Jezusie [Obj 1,9].  Wielu współczesnych chrześcijan bardziej ceni sobie w kościele dobrą muzykę, programy edukacyjne dla  dzieci lub akcje charytatywne aniżeli zwiastowanie Słowa Bożego. Dlaczego? Bo Słowo Boże jest żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić zamiary i myśli serca;  i nie ma stworzenia, które by się mogło ukryć przed nim, przeciwnie, wszystko jest obnażone i odsłonięte przed oczami tego, przed którym musimy zdać sprawę [Hbr 4,12-13]. Wszystko inne pozostawia ludzkie sumienie w spokoju. Słowo Boże osądza, niepokoi duszę miłującą bardziej rozkosze niż Boga  i wzywa do upamiętania.  Jeżeli wytrwacie w Słowie moim prawdziwie uczniami moimi będziecie [Jn 8,31]. Posłuszeństwo Słowu Bożemu to podstawowy obowiązek uczniów Jezusa.

Z jakim skutkiem głosimy Słowo Boże i z jakim je słuchamy? Poza codziennym, osobistym kontaktem ze Słowem Bożym każdego z nas, z grubsza rzecz biorąc w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE zabrzmiało już około tysiąc sto kazań niedzielnych i co najmniej  tysiąc wykładów, najpierw wtorkowych, a potem środowych.  Każdego miesiąca wydajemy nasz miesięcznik PS, w którym również mamy sporo nauki Słowa Bożego. Dysponujemy jednym z najlepiej zaopatrzonych w Trójmieście punktów kolportażu literatury chrześcijańskiej. Jak wszystko to wpływa na nasz wzrost duchowy?  Skierowane do wierzących Żydów w pierwszym wieku Słowo Boże wydało im niezbyt chlubne świadectwo:  Biorąc pod uwagę czas, powinniście być nauczycielami, tymczasem znowu potrzebujecie kogoś, kto by was nauczał pierwszych zasad nauki Bożej; staliście się takimi, iż wam potrzeba mleka, a nie pokarmu stałego [Hbr 5,12]. A - biorąc pod uwagę dwadzieścia minionych lat - jaką opinię my mamy w oczach Bożych? Wielu z nas wyraźnie wzrosło w tych latach i staliśmy się dojrzalsi duchowo. Ale czy wszyscy?

Dzięki niech będą Bogu za Jego Słowo, wciąż głoszone w naszym środowisku już przez okrągłych dwadzieścia lat. W tym tkwi moc i wyjątkowość zboru Bożego, że głosi  on wciąż i niezmiennie tę samą ewangelię Chrystusową. Umiłowani, nie podaję wam nowego przykazania, lecz przykazanie dawne, które mieliście od początku; a tym przykazaniem dawnym jest to Słowo, które słyszeliście [1Jn 2,7].  Pisać do was jedno i to samo nie przykrzy mi się, dla was zaś jest to zabezpieczeniem [Flp 3,1].  List ten, umiłowani, jest już drugim listem, który do was piszę, a w nich chcę przez przypominanie utrzymać w czujności prawe umysły wasze,  abyście pamiętali na słowa, jakie poprzednio wypowiedzieli święci prorocy, i na przykazanie Pana i Zbawiciela, podane przez apostołów waszych [2Pt 3,1-2]. Oto stanowisko apostolskie w sprawie ustawicznego głoszenia Słowa Bożego.

Czy w przyszłości nasz zbór może liczyć na coś nowego? Czy na Olszynce nadejdą czasy, że i tu ludzie zdrowej nauki nie ścierpią?  O co dbać będzie następne pokolenie naszych braci i sióstr, jeżeli Pan Jezus nie zabierze jeszcze Kościoła w najbliższych latach? Współczesne trendy wskazują, że działalność większości zborów pójdzie w kierunku pielęgnowania wzajemnych relacji, dostarczania ludziom rozrywki i pełnej tolerancji  wszystkiego i wszystkich.  Błogosławieni są raczej ci, którzy słuchają Słowa Bożego i strzegą go [Łk 11,28].

Przyłóżmy się razem do tego, aby nasz zbór z roku na rok stawał się coraz silniejszym ośrodkiem głoszenia zdrowej nauki Słowa Bożego!

Skąd pewność, że Bóg podniesie?

2016-03-26 - Marian Biernacki

Rozmyślanie Wielkopiątkowe

Skąd pewność, że Bóg podniesie?

Rozmyślam dziś nad powodami, dla których Syn Boży stał się Synem Człowieczym i umarł na krzyżu za grzech świata. Dlaczego chciał podnieść upadłego człowieka? Skąd mogę być pewny, że gdy już jako chrześcijanin upadnę, On zawsze mnie podniesie?

Po pierwsze, ponieważ każdy, nawet największy grzesznik, nosi w sobie jakiś obraz Stwórcy. I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich [1Mo 1,27]. Bóg ma szczególny stosunek do swego stworzenia, a człowieka uczynił właśnie na swój obraz. Wyobraź sobie, że przychodzisz do śmietnika, a tam wśród setek innych papierów na ziemi leży jakaś kartka z twoją fotografią. Czy jej nie zabierzesz stamtąd? Raczej nie możesz przejść obojętnie na tym, że twój wizerunek wala się po śmietniku. Nachylasz się i go podnosisz. Biblia mówi:  Któż jest jak Pan, Bóg nasz, który mieszka na wysokościach i patrzy w dół na niebo i na ziemię? Podnosi nędzarza z prochu, a ubogiego wywyższa ze śmieci, aby posadzić go z książętami, z książętami ludu swego [Ps 113,5-8].

To jest kapitalna myśl dla wszystkich grzeszników! Mogą liczyć na łaskę Bożą, bo są Jego tworem.  Pamiętam, mój syn w dzieciństwie samodzielnie uszył sobie pluszaka. Przy okazji licznych przeprowadzek  wiele  zabawek bezpowrotnie nam przepadało, ale nie jego dzieło. Dlaczego? Bo miał do tej zabawki osobisty stosunek.  Niech każdy człowiek to wie, że już z samej racji bycia Bożym stworzeniem jest obiektem Jego miłości i troski. Jest to podstawowy, uniwersalny powód, dlaczego przyszedł Syn Człowieczy, aby szukać i zbawić to, co zginęło [Łk 19,10].

Mało tego. Kto uwierzył w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, ten ma daleko lepszą podstawę do pewności, że pomimo upadku zostanie podniesiony. Warunkiem jest tu bycie własnością Syna Bożego. On nas wykupił swoją  krwią. My jesteśmy w tym, który jest prawdziwy, w Synu jego, Jezusie Chrystusie [1Jn 5,20], przeto czy żyjemy, czy umieramy, Pańscy jesteśmy [Rz 14,8].  Innymi słowy, przez wiarę przynależymy do Jezusa Chrystusa i jesteśmy Jego własnością.  Z tego tytułu bez najmniejszej wątpliwości możemy więc być pewni, że Bóg nas nie pozostawi w upadku.

Wyobraź sobie, że przechodzisz koło szkoły i zauważasz na chodniku walający się szalik. Normalnie takie szaliki cię nie obchodzą, ale poznajesz, że jest to szalik twojego dziecka. Natychmiast więc podnosisz go i ratujesz z tej poniewierki. Bóg rozpoznaje ludzi, którzy są własnością Syna Bożego. Kto należy do Jezusa, ten zawsze może liczyć na to, że zostanie podniesiony, bo choć sprawiedliwy siedem razy upadnie, jednak znowu się podniesie [Prz 24,16].

Jest i trzeci powód, dla którego Bóg podnosi z upadku. Jest nim krew Jezusa, przez którą staliśmy się członkami Bożej rodziny. Swego czasu Abraham dowiedział się, że wśród ograbionych i uprowadzonych  osób znalazł się jego bratanek Lot. Co w tej sytuacji zrobił? Czym prędzej zebrał najlepszych do walki  ludzi i natychmiast wyruszył, aby go odbić. Nie zostawił swojego krewniaka na pastwę losu. Tak odzyskał cały dobytek. Również przyprowadził na powrót Lota, bratanka swego, i jego dobytek, a także kobiety i ludzi [1Mo 14,16].

Biblia mówi: Ale teraz wy, którzy niegdyś byliście dalecy, staliście się w Chrystusie Jezusie bliscy przez krew Chrystusową [Ef 2,13]. Jesteśmy synami i córkami Bożymi. Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię jego, którzy narodzili się nie z krwi ani z cielesnej woli, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga [Jn 1,12-13]. Każde dziecko Boże może nosić w sercu następującą pewność: Przeto rozweseliło się serce moje i rozradował się język mój, a nadto i ciało moje spoczywać będzie w nadziei, bo nie zostawisz duszy mojej w otchłani I nie dopuścisz, by święty twój oglądał skażenie [Dz 2,26-27].  Bóg nas podniesie, bo jesteśmy mu bliscy przez krew Chrystusową.

Podsumujmy. Są trzy powody, dla których Bóg nas podnosi; (1) Każdy grzesznik nosi na sobie jakiś ślad Stwórcy. (2) Wierzący w Jezusa jest Jego własnością. (3) Przez krew Chrystusową jesteśmy członkami Bożej rodziny. Bóg nie potrzebuje żadnej dodatkowej motywacji, aby się nad nami pochylać. Robi to ze względu na samego Siebie. Uwierzmy w to! Bądźmy tego pewni, gdy sami znajdziemy się w jakimś upadku i tak myślmy o innych. Wielu mówi o mnie: Nie ma dla niego ratunku u Boga. Ale Ty, Panie, jesteś tarczą moją, chwałą moją, i Ty podnosisz głowę moją [Ps 3,3-4].  Śmierć Jezusa Chrystusa za grzech świata jest najdobitniejszym dowodem na to, że Bóg gotów jest zrobić wszystko, aby nas podnieść. Świętujmy wspaniałomyślność Bożą!

Będziemy porządnie oświetleni

2016-02-23

najnowszy przykład błogosławieństwa Bożego na Olszynce

Będziemy porządnie oświetleni

Od paru lat jako zbór przeżywamy prawdziwą przygodę wiary. Z drżeniem serca i po stoczeniu sporego boju duchowego zabraliśmy się za zrujnowane zabudowania dworskie z zamiarem przeobrażenia ich w tętniące życiem centrum chrześcijańskie. Minęły już dwa lata od burzliwego początku naszej obecności na gdańskiej Olszynce, a wciąż doświadczamy tu niesłabnących wrażeń biorących się z kroczenia drogą wiary.

Najnowsze moje przeżycie wiąże się z oświetleniem budowanej sali zgromadzeń zboru.  Projektując  je bardzo chciałem, aby stwarzało możliwości dostosowywania go do rozmaitych wydarzeń, jakie z Bożą pomocą będą tu miały miejsce. Zależało mi przy tym na nowszych i energooszczędnych rozwiązaniach. Już przy pierwszych przymiarkach i wycenach okazało się jednak, że aby osiągnąć ww. parametry oświetlenia, trzeba będzie ponieść zbyt duże - jak na naszą kieszeń - koszty.

Przyjaciel, który skontaktował mnie z producentem bardzo ładnych opraw oświetleniowych, zrobił wszystko, aby cena finalna była jak najmniejsza. Nie miałem wątpliwości, że jest to dla nas bardzo korzystna, wręcz wspaniałomyślna oferta. Można było jednakże zrezygnować z  ambitniejszego  designu  i zastosować zwykłe oprawy oświetleniowe. Do różnych opinii i spojrzeń moich towarzyszy wiary doszły też osobiste rozterki. Czy nie przesadzamy? Zabierając się za projekt adaptacji zrujnowanego budynku gospodarczego na salę spotkań, nastawiliśmy się na prostotę i wystrój przyjazny dla każdego jej użytkownika. Prostota wszakże absolutnie nie powinna szkodzić funkcjonalności miejsca, w które wkładamy tyle serca i fizycznego trudu. Ma to być przecież miejsce modlitwy, uwielbiania Boga i głoszenia Słowa Bożego. Czyż wobec tego godzi się tu stosować jedynie najtańsze rozwiązania?

Wtedy przyszła mi myśl, aby w rozstrzygnięciu tej kwestii otworzyć się na jakiś znak spoza naszego zboru. Wpadłem na pomysł zamieszczenia na zborowym profilu FB informacji o projektowanym oświetleniu kaplicy z podaniem jego kosztów. Opisałem w kilku zdaniach tę sprawę, dołączyłem zdjęcia opraw oświetleniowych, pomodliłem się i w środę, 17 lutego 2016 roku po południu zapuściłem temat do Internetu. Tego samego dnia wieczorem, dokładnie o godz. 22:22 otrzymałem sms dość prostej treści: "Podaj numer konta na Centrum Chrześcijańskie".  Zadrżało mi serce. Czyżby tak szybko przyszła odpowiedź na naszą rozterkę? A jeśli ten sms ma związek z oświetleniem,  to jak ofiara na ten projekt wpłynie? Kilkaset, może tysiąc złotych? Czy będzie to dla nas dostatecznie rozstrzygającym znakiem?

Następnego dnia o godz. 16:33 przyszedł drugi sms od tego samego człowieka: "Przelaliśmy trochę pieniążków na oświetlenie. Darczyńca niech pozostanie anonimowy. Niech waszej służbie Pan Bóg dalej błogosławi". Podziękowałem i poszedłem do komputera. Rzeczywiście, na rachunku bankowym naszego zboru pojawiła się nowa wpłata. W jakiej wysokości?  W kwocie całkowicie pokrywającej koszty wymarzonego oświetlenia sali głównej. Alleluja! Bogu niech będą dzięki nie tylko za posłanie nam dość czytelnego sygnału, że podoba Mu się nasz pomysł porządnego oświetlenia kaplicy. Chwała Mu i dzięki, że jednocześnie posłał nam na to wszystkie potrzebne pieniądze, poruszając serca dwójki kochanych, życzliwych nam ludzi.

Opisuję ten najnowszy akt łaski Bożej na Olszynce przede wszystkim po to, aby oddać Bogu należną Mu chwałę i rozgłosić Jego dobroć, jaką nam tutaj na co dzień okazuje. Przy tej okazji pragnę też zachęcić każdego chrześcijanina do ufania Bogu w każdej sprawie. Nie bądźmy minimalistami. Nie bójmy się sięgać po rzeczy większe i lepsze! Jeżeli w sercu nosimy pragnienie, aby służyć chwale Bożej - to możemy liczyć na to, że Bóg nas w odpowiednim momencie wspomoże i pobłogosławi. Pan kieruje krokami męża, wspiera tego, którego droga mu się podoba. Choćby się potknął, nie przewróci się, gdyż Pan podtrzyma go ręką swoją [Ps 37,23-24].

Ciśnie mi się do głowy na koniec jeszcze jedna myśl. Bóg w Jezusie Chrystusie nie posłał nam byle jakiego światła. Nie był minimalistą w trosce o nasze zbawienie. Posłał nam Syna! Prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka, przyszła na świat [Jn 1,9]. Dzięki temu światłość świeci w ciemności, lecz ciemność jej nie przemogła [Jn 1,5]. Ja jako światłość przyszedłem na świat, aby nie pozostał w ciemności nikt, kto wierzy we mnie [Jn 12,46].Nie inaczej ma być z nami. Nam też trzeba porządnie ludziom świecić. Wy jesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapalają też świecy i nie stawiają jej pod korcem, lecz na świeczniku, i świeci wszystkim, którzy są w domu. Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie [Mt 5,14-16]. Nie jest to opcja najtańsza. Może kosztować nawet całe życie.

Nasze miejsce na ziemi

2015-12-12 - Marian Biernacki

Nasze miejsce na ziemi

Pamiętam z lat mojej młodości zdumiewającą dla mnie wypowiedź pewnej starszej chrześcijanki opuszczającej Trójmiasto i udającej się na stałe do Stanów Zjednoczonych. Zapytana, czy nie będzie tęsknić za Polską, odpowiedziała, że jej ojczyzna jest tam, gdzie jest jej dobrze. Byłem wstrząśnięty jej słowami. Do dziś zresztą mam inne zrozumienie tej sprawy. Wierzę, że to Bóg rozlokował na ziemi poszczególne narody, ustanowiwszy dla nich wyznaczone okresy czasu i granice ich zamieszkania, żeby szukały Boga, czy go może nie wyczują i nie znajdą, bo przecież nie jest On daleko od każdego z nas [Dz 17,26-27]. Ta natchniona myśl wskazuje nam optymalne miejsce życia i służby Bogu, bowiem  jak ptak, który daleko odleciał od gniazda, tak człowiek, który się tuła z dala od ojczyzny [Prz 27,8]. Dodajmy, że czasem - w określonym celu - Bóg może kogoś posłać w obce strony, jak np. Józefa do Egiptu, lecz Jego zasadnicza wskazówka brzmi następująco: Mieszkaj w kraju i dbaj o wierność! [Ps 37,3].

Wchodząc w pierwszych dniach grudnia na Długi Targ w Gdańsku doznałem wewnętrznego wzruszenia. Moje serce zalała fala wdzięczności Bogu, że dał nam właśnie to miejsce na ziemi. Każdego dnia tysiące ludzi przyjeżdża, by je podziwiać, a my tutaj żyjemy i służymy Bogu na co dzień. Mało tego, w odległości zaledwie 1700 metrów od Ratusza Głównego Miasta, licząc w linii prostej, Bóg dał nam hektar ziemi nad Motławą, abyśmy mieli gdzie się spotykać, pracować, pomagać ludziom, budować się wzajemnie i pielęgnować naszą wieź z Bogiem. Jednocześnie otrzymaliśmy możliwość, aby - jako wspólnota kościelna – wpisać się w historię Gdańska troską o piękny zabytek, który niechybnie popadłby w całkowitą ruinę. Czyż to  nie przywilej, że z Bożą pomocą zmieniliśmy los tego miejsca i teraz czynimy je coraz piękniejszym?

Umiłowani, Bracia i Siostry! Dumny jestem i szczęśliwy, że dane mi jest właśnie z Wami dzielić wiarę i wspólnie pracować. Bywam w różnych przyjaznych dla mnie miejscach na ziemi, lecz za żadne skarby nie porzuciłbym tych chwil, gdy w niedzielę zgromadzamy się wszyscy na głównym nabożeństwie. Za nic w świecie nie oddałbym czasu, gdy w roboczych ubraniach siadamy z braćmi do wspólnej kawy, przy cieście upieczonym przez którąś z naszych sióstr. Nic nie może zastąpić mi widoku dzieci bawiących się w zborowym ogrodzie, który nie tak dawno był okropnym, zarośniętym śmietnikiem. Owszem, pocimy się tutaj i zmagamy z rozmaitymi przeciwnościami. Bywają dni naprawdę trudne. Jestem też świadomy, że w kolejnych latach – jeśli Bóg pozwoli – czeka nas na Olszynce ogrom dalszej pracy. Wcale mnie to jednak nie przeraża. Dane mi jest żyć i pracować we wspaniałym towarzystwie. Niemal każdego dnia przekonuję się także, że mamy wielu przyjaciół w kraju i za granicą. Wspierają nas modlitwą i dobrym słowem. Niektórzy bezinteresownie podarowali nam swój czas, fizyczną pracę lub pieniądze. Jestem przekonany w Chrystusie Panu, że w związku z tym Bóg będzie odbierał na Olszynce coraz więcej chwały.

Przyjaciele! Przed nami okres świąteczny. Niech będzie to czas wspólnego umocnienia się w Panu. Niech przepełni nas wdzięczność za dane nam miejsce na ziemi. Niech nasz zbór uczci przyjście Syna Bożego na świat wzajemną miłością i dalszą zgodną pracą na chwałę Bogu i dla wspólnego pożytku. Niech zbliżający się powrót Chrystusa Pana na ziemi zastanie nas w miejscu i na stanowisku, które On nam wyznaczył.

A ty? Czy znasz swoje miejsce na ziemi? Czy je należycie doceniasz? Czy otaczającym cię braciom i siostrom w Chrystusie dostatecznie dajesz do zrozumienia, że są kochani i dla ciebie ważni?

Nasze miejsce na ziemi

2015-12-12 - Marian Biernacki

Nasze miejsce na ziemi

Pamiętam z lat mojej młodości zdumiewającą dla mnie wypowiedź pewnej starszej chrześcijanki opuszczającej Trójmiasto i udającej się na stałe do Stanów Zjednoczonych. Zapytana, czy nie będzie tęsknić za Polską, odpowiedziała, że jej ojczyzna jest tam, gdzie jest jej dobrze. Byłem wstrząśnięty jej słowami. Do dziś zresztą mam inne zrozumienie tej sprawy. Wierzę, że to Bóg rozlokował na ziemi poszczególne narody, ustanowiwszy dla nich wyznaczone okresy czasu i granice ich zamieszkania, żeby szukały Boga, czy go może nie wyczują i nie znajdą, bo przecież nie jest On daleko od każdego z nas [Dz 17,26-27]. Ta natchniona myśl wskazuje nam optymalne miejsce życia i służby Bogu, bowiem  jak ptak, który daleko odleciał od gniazda, tak człowiek, który się tuła z dala od ojczyzny [Prz 27,8]. Dodajmy, że czasem - w określonym celu - Bóg może kogoś posłać w obce strony, jak np. Józefa do Egiptu, lecz Jego zasadnicza wskazówka brzmi następująco: Mieszkaj w kraju i dbaj o wierność! [Ps 37,3].

Wchodząc w pierwszych dniach grudnia na Długi Targ w Gdańsku doznałem wewnętrznego wzruszenia. Moje serce zalała fala wdzięczności Bogu, że dał nam właśnie to miejsce na ziemi. Każdego dnia tysiące ludzi przyjeżdża, by je podziwiać, a my tutaj żyjemy i służymy Bogu na co dzień. Mało tego, w odległości zaledwie 1700 metrów od Ratusza Głównego Miasta, licząc w linii prostej, Bóg dał nam hektar ziemi nad Motławą, abyśmy mieli gdzie się spotykać, pracować, pomagać ludziom, budować się wzajemnie i pielęgnować naszą wieź z Bogiem. Jednocześnie otrzymaliśmy możliwość, aby - jako wspólnota kościelna – wpisać się w historię Gdańska troską o piękny zabytek, który niechybnie popadłby w całkowitą ruinę. Czyż to  nie przywilej, że z Bożą pomocą zmieniliśmy los tego miejsca i teraz czynimy je coraz piękniejszym?

Umiłowani, Bracia i Siostry! Dumny jestem i szczęśliwy, że dane mi jest właśnie z Wami dzielić wiarę i wspólnie pracować. Bywam w różnych przyjaznych dla mnie miejscach na ziemi, lecz za żadne skarby nie porzuciłbym tych chwil, gdy w niedzielę zgromadzamy się wszyscy na głównym nabożeństwie. Za nic w świecie nie oddałbym czasu, gdy w roboczych ubraniach siadamy z braćmi do wspólnej kawy, przy cieście upieczonym przez którąś z naszych sióstr. Nic nie może zastąpić mi widoku dzieci bawiących się w zborowym ogrodzie, który nie tak dawno był okropnym, zarośniętym śmietnikiem. Owszem, pocimy się tutaj i zmagamy z rozmaitymi przeciwnościami. Bywają dni naprawdę trudne. Jestem też świadomy, że w kolejnych latach – jeśli Bóg pozwoli – czeka nas na Olszynce ogrom dalszej pracy. Wcale mnie to jednak nie przeraża. Dane mi jest żyć i pracować we wspaniałym towarzystwie. Niemal każdego dnia przekonuję się także, że mamy wielu przyjaciół w kraju i za granicą. Wspierają nas modlitwą i dobrym słowem. Niektórzy bezinteresownie podarowali nam swój czas, fizyczną pracę lub pieniądze. Jestem przekonany w Chrystusie Panu, że w związku z tym Bóg będzie odbierał na Olszynce coraz więcej chwały.

Przyjaciele! Przed nami okres świąteczny. Niech będzie to czas wspólnego umocnienia się w Panu. Niech przepełni nas wdzięczność za dane nam miejsce na ziemi. Niech nasz zbór uczci przyjście Syna Bożego na świat wzajemną miłością i dalszą zgodną pracą na chwałę Bogu i dla wspólnego pożytku. Niech zbliżający się powrót Chrystusa Pana na ziemi zastanie nas w miejscu i na stanowisku, które On nam wyznaczył.

A ty? Czy znasz swoje miejsce na ziemi? Czy je należycie doceniasz? Czy otaczającym cię braciom i siostrom w Chrystusie dostatecznie dajesz do zrozumienia, że są kochani i dla ciebie ważni?

Po co wspominać?

2015-11-04 - Marian Biernacki

Refleksja okolicznościowa

Po co wspominać?

Po co wspominać?

 
Drugi dzień listopada jest dniem wspomnień o ludziach, którzy już od nas odeszli. Wspominamy zmarłych krewnych, przyjaciół, nauczycieli, dobroczyńców i wszystkich, którzy pozytywnie wpłynęli na nasze życie. Wspomnieniom towarzyszy refleksja, czy żyjemy tak, aby i nas ktoś kiedyś pozytywnie wspominał.

Wspominanie jest czynnością polecaną przez Biblię. Przede wszystkim trzeba nam pamiętać o Najważniejszym! Miej w pamięci Jezusa Chrystusa, który został wskrzeszony z martwych [2Tm 2,8]. On umarł, ale nie przynależy do świata zmarłych. Byłem umarły, lecz oto żyję na wieki wieków i mam klucze śmierci i piekła [Obj 1,8] - powiedział o Sobie. Jezus żyje. Śmierć nie ma nad Nim mocy. Wspominanie Jezusa, Jego śmierci i zmartwychwstania, ma dla wierzących wielkie znaczenie. Jego śmierć wyznacza bezwzględny kres naszemu staremu życiu. Jego zmartwychwstanie obwieszcza nam początek nowego życia. Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili [Rz 6,4]. Jezus wytyczył nam drogę zbawienia. Prawdziwa to mowa: Jeśli bowiem z nim umarliśmy, z nim też żyć będziemy [2Tm 2,11]. Trzeba nam codziennie mieć w pamięci Jezusa Chrystusa.

Dobrze jest również wspominać ludzi, którzy nam przybliżyli Jezusa. Bądźmy wdzięczni Bogu za kaznodziejów, którzy systematycznie, niedziela po niedzieli, głoszą nam dzisiaj ewangelię. Koniecznie jednak wspominajmy również tych, którzy już zakończyli swoją  posługę Słowa. Pamiętajcie o waszych przewodnikach, którzy wam zwiastowali Słowo Boże. Rozpatrując koniec ich życiowej drogi, naśladujcie ich wiarę [Hbr 13,7 wg przekładu Nowe Przymierze]. Gdzie bylibyśmy dzisiaj, gdyby nie ich kazania. których słuchaliśmy w dzieciństwie i w początkowych latach wiary?  Pełne świadectwo kaznodziei  i owoc jego posługi widać dopiero po jego śmierci. Z oceną niektórych dzisiejszych mówców trzeba więc jeszcze poczekać. Mamy jednak już całkiem spory zastęp sług Słowa Bożego, którzy godnie spełnili swą rolę w Kościele. Trzeba nam o nich pamiętać, ażeby z powodu owczego pędu ku nowoczesności, nie zejść z prawidłowego kursu.

Wspominając tych, którzy odeszli, dobrze jest również czerpać z tych wspomnień przestrogę. Wspomnijcie żonę Lota [Łk 17,32] – powiedział Pan. Kto chce być zbawiony, ten powinien wystrzegać się miłości do świata.  Nie miłujcie świata ani tych rzeczy, które są na świecie. Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Bo wszystko, co jest na świecie, pożądliwość ciała i pożądliwość oczu, i pycha życia, nie jest z Ojca, ale ze świata. I świat przemija wraz z pożądliwością swoją; ale kto pełni wolę Bożą, trwa na wieki [1Jn 2,15-17]. Trzeba nam żwawo iść drogą zbawienia, bez odwracania się wstecz. Trzeba nam zachować czujność, ażeby nasze serce nie przylgnęło do rzeczy materialnych. Nie mamy tu na ziemi nic trwałego. Niezniszczalne dziedzictwo, dom przygotowany dla nas na wieki wieków, czeka na nas w górze. Wspomnijmy żonę Lota, aby nie popełnić jej błędu i nie stracić go z oczu.

Tak więc, trzeba nam pamiętać, wspominać i czerpać mądrość...

Niestraszna tymczasowość

2015-08-04

Niestraszna tymczasowość

Wszystko, co posiadamy i czym żyjemy tu na ziemi jest tymczasowe i krótkotrwałe. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika [Jk 4,14]. Przyjaźń, stanowiska, możliwości, zdrowie, a także życie, któregoś dnia  się skończy.  Pismo Święte przyrównuje doczesne życie człowieka w ciele  do namiotu, natomiast wieczność w społeczności z Bogiem - do trwałego domu.

W porównaniu tym nie ma wszakże ani cienia nostalgii lub rozczarowania. Wręcz przeciwnie, jest całkiem spora ekscytacja. Wiemy bowiem, że jeśli ten namiot, który jest naszym ziemskim mieszkaniem, się rozpadnie, mamy budowlę od Boga, dom w niebie, nie rękoma zbudowany, wieczny. Dlatego też w tym doczesnym wzdychamy, pragnąc przyoblec się w domostwo nasze, które jest z nieba [2Ko 5,1-2]. Któregoś dnia bez żalu zostawimy to wszystko i pójdziemy na spotkanie z Panem Jezusem.

Jako ludzie narodzeni na nowo mamy wspaniałą obietnicę Pana: Idę przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli [Jn14,2-3]. Nie przywiązujemy się więc do tego, co tymczasowe. Albowiem nie mamy tu miasta trwałego, ale tego przyszłego szukamy [Hbr 13,14]. Już dzisiaj jesteśmy wpatrzeni w to, co nadchodzi, a nie w to, co tymczasowe.

Dobrze tę prawdę ilustruje załączona fotografia. Ludzie z Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku zgromadzają się w namiocie. Jest to tymczasowa i bardzo nietrwała budowla. Ale nieopodal wyłania się  z łaski Bożej stałe miejsce naszych zgromadzeń. Któregoś dnia opuścimy namiot i pójdziemy tam - do trwałego budynku, w którym będziemy się cieszyć dachem nad głową.

Mając tak wspaniałą perspektywę na przyszłość nie trapimy się tym, że nasze życie podobne jest do namiotu. Bogu niech będą dzięki za namiot. Bylibyśmy jednak niespełna rozumu, gdybyśmy  chcieli w nim pozostać. Gdy budowa dobiegnie końca z radością przeniesiemy życie zboru do trwałych i przestronnych pomieszczeń.

Twórzmy wspólnotę Ducha Świętego!

2015-05-22

refleksja na okoliczność święta Zesłania Ducha Świętego

Twórzmy wspólnotę Ducha Świętego!

Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE, podobnie jak inne zbory, gromadzi ludzi z różnych środowisk i z rozmaitą przeszłością. Odmienność zebranych wcześniej życiowych doświadczeń, nabytych zwyczajów i nawyków oraz wielość ukształtowanych już poglądów –  zakłóca wzajemne relacje i utrudnia społeczność. Próby ujednolicania przekonań i uzgadniania stanowisk kończą się nieraz jeszcze większym rozdźwiękiem i nieporozumieniem. Na nic zdaje się tu nakazywanie jedności. Zbór potrzebuje czegoś więcej niż tylko wspólnie uznawanego credo.

Przypomnijmy sobie zborową wycieczkę do Herrnhut w Niemczech sprzed dwóch lat i jedną z podstawowych lekcji, jaką wspólnie wzięliśmy z tamtego wyjazdu. Zgrupowane w posiadłości hrabiego Zinzendorfa osoby, wykluczone z innych kościołów o odmiennych językach i zwyczajach, trudno było utrzymać w jedności. Rodziły się wciąż nowe konflikty i zażarte spory religijne. Hrabia na różne sposoby próbował temu zaradzić, wzywając do wspólnej modlitwy i rozważania Biblii. Niewiele to dawało aż przyszedł dzień 13 sierpnia 1727 roku. Tego dnia mieszkańcy Herrnhut doświadczyli wylania Ducha Świętego, podobnie jak pierwszy kościół w Jerozolimie w dniu Zielonych Świąt. Wszyscy zostali ochrzczeni w Duchu Świętym. W jednej chwili nastąpiła powszechna zgoda i niezwykła harmonia. Od tego momentu wspólnota herrnhucka była gotowa nie tylko do zgodnego współżycia ale również do niezwykłych osiągnieć misyjnych.

Oto prawdziwa tajemnica jedności zboru. Można oczywiście jedność wypracowywać własnymi sposobami. Skupiając ludzi wokół charyzmatycznego przywódcy lub wytyczając im jakiś chlubny cel – na pewien czas udaje się osiągnąć jednomyślność zboru. Pełna i trwała wspólnota wierzących następuje jednak dopiero wówczas, gdy wszyscy w zborze zostaną napełnieni Duchem Świętym. Wszelki rozdźwięk zanika, bo też w jednym Duchu wszyscy zostaliśmy ochrzczeni w jedno ciało - czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni, i wszyscy zostaliśmy napojeni jednym Duchem [1Ko 12,13].

W przeddzień tegorocznego Święta Zesłania Ducha Świętego wzywam: Twórzmy wspólnotę Ducha Świętego! Każdy inny czynnik utrzymujący nas przy zborze któregoś dnia okaże się niewystarczający.  Przyjaźń, podobne poglądy, działalność misyjna, piękne budynki kościelne – to wszystko za mało. Prośmy o chrzest w Duchu Świętym. Tylko Duch Święty zespala dusze na trwałe. Gdy w Dniu Pięćdziesiątnicy uczniowie Jezusa napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i zaczęli mówić innymi językami, tak jak im Duch poddawał [Dz 2,4]  zmienili się nie do poznania. I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach [Dz 2,42]. Gdy wszyscy zostaniemy napełnieni Duchem Świętym, zbór będzie cieszył się powszechną zgodą i niezwykłą harmonią.

Niech łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i wspólny udział w Duchu Świętym nadają bieg waszemu życiu [2Ko 13,13].

Dlaczego kawa w zborze jest bezpłatna?

2015-02-17 - Marian Biernacki

czyli refleksja o zbawieniu

Dlaczego kawa w zborze jest bezpłatna?

Od samych początków istnienia Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku uczestnicy naszych spotkań i nabożeństw mogą nieodpłatnie napić się gorącej kawy i herbaty  lub schłodzonej wody mineralnej. O cieście i innych wiktuałach nie wspominając, chcę dziś wyjaśnić gratisowy charakter tego poczęstunku. Kto sponsoruje takie ilości bardzo dobrej kawy? Czy zbór dostaje ją za darmo?

Oczywiście nie. Zbór kupuje wodę mineralną, kawę, herbatę i wszystko, co do ich serwowania jest potrzebne,  każdego miesiąca wydając na to sporo pieniędzy. Stać nas na to, ponieważ członkowie zboru regularnie oddają do kasy zborowej swoje dziesięciny i składają tu rozmaite ofiary. Podobnie jak funkcjonowanie świątyni i całe życie duchowe Izraela kwitło dzięki oddawanym dziesięcinom, tak też nie brakuje niczego  we wspólnocie chrześcijan stosujących się do zasad Słowa Bożego. Wprowadzanie opłaty lub dodatkowej ofiary za kawę w zborze infekowałoby wspólnotę duchem komercji, a przede wszystkim byłoby nieuczciwością w stosunku do członków zboru, którzy swoimi dziesięcinami i ofiarami już się na tę kawę przecież złożyli.

Gratisowy charakter zborowego poczęstunku może niektórym z nas pomóc zrozumieć, jak to jest z naszym zbawieniem. Czy mamy je za darmo? Tak i nie. Owszem, mamy w Biblii prorocze zaproszenie: Nuże, wszyscy, którzy macie pragnienie, pójdźcie do wód, a którzy nie macie pieniędzy, pójdźcie, kupujcie i jedzcie! Pójdźcie, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia wino i mleko! [Iz 55,1]. Lecz czy to znaczy, że zbawienie grzesznika nikogo i nic nie kosztuje? Tak nie powiemy, bo Biblia nam mówi, że nie rzeczami znikomymi, srebrem albo złotem, zostaliście wykupieni z marnego postępowania waszego, przez ojców wam przekazanego, lecz drogą krwią Chrystusa, jako baranka niewinnego i nieskalanego [1Pt 1,18-19].

Drogoście kupieni [1Ko 7,23]. Syn Boży, Jezus Chrystus, zapłacił za nasze zbawienie pełną cenę. Wobec tego nie ma potrzeby, byśmy znowu za nie płacili. Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił.  Jego bowiem dziełem jesteśmy [Ef 2,8-10]. Tym bardziej nikomu nie wolno już handlować zbawieniem i pobierać  za nie dodatkowych opłat. Uwłaczałoby to wystarczalności ofiary Chrystusa, niczym pobieranie od członka zboru opłaty za kawę mogłoby sugerować, że regularnie oddawana przez niego dziesięcina nie wystarcza na kubek niedzielnej kawy.

Może i są gdzieś zbory, gdzie członkowie nie oddają dziesięcin i nie składają regularnych ofiar. Takie zbory – jeśli chcą po nabożeństwach serwować kawę – są zmuszone ją sprzedawać. W naszym zborze kawa po nabożeństwie jest za darmo. Już za nią zapłaciliśmy.

Moc miłości

2015-02-09 - Jarosław Wierzchołowski

Moc miłości

Od niedawna w moim zborze słuchamy wykładów o przykazaniach Jezusa. Jedno z najważniejszych dotyczy miłości. Dla chrześcijan narodzonych na nowo z wody i z ducha oczywistym jest trwanie w Panu i Jego przykazaniach, w tym także w miłości do Niego i miłości wzajemnej.

Wiele myślałem o tym, jak ważne, wręcz podstawowe znaczenie ma ta miłość w istnieniu i życiu zboru – społeczności ludzi wierzących. Nie jest w ogóle możliwe istnienie takiej społeczności bez miłości jako środka cementującego. Czy można wyobrazić sobie grono ludzi zbierających się kilka razy w tygodniu, razem modlących się nieraz przez całe godziny, spędzających niekiedy wspólnie całe niedziele lub nawet tygodnie (np. na wczasach zborowych), wspierających siebie w najróżniejszy sposób (niekiedy także finansowo) – bez miłości wzajemnej?
Oczywiście żyjemy w kraju, gdzie całe tłumy gromadzą się co tydzień by poświęcać kilkadziesiąt minut wyłącznie Bogu (nie chcę w tym momencie wchodzić w to na ile faktycznie Jemu podoba się sposób, w jaki się to odbywa). Ale ci ludzie, siadający obok siebie w ławkach kościelnych nie mają ze sobą najczęściej nic wspólnego, zwykle nie znają się zupełnie. Dlatego nie tworzą wspólnoty, są widzami przedstawienia, w którym ich udział jest w zasadzie zbędny.
Zbór ewangelikalny, gdzie w każdym człowieku ucieleśnia się miłość do Chrystusa i miłość wzajemna jest z zasady ciałem Chrystusowym: … abyśmy, będąc szczerymi w miłości, wzrastali pod każdym względem w niego, który jest Głową, w Chrystusa (List Pawła do Efezjan 4:15). Chrystus [jest] Głową Kościoła, ciała, którego jest Zbawicielem. (List Pawła do Efezjan 5:23); Tak my wszyscy jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie, a z osobna jesteśmy członkami jedni drugich. (List Pawła do Rzymian12:5)
Czy można sobie w ogóle wyobrazić inną sytuację? Czy zbór chrześcijański mógłby trwać bez wzajemnej miłości? Czy jest możliwe znoszenie z cierpliwości wszystkich swoich wad (patrz List Pawła do Efezjan 4:2), w pokorze uważanie drugich za wyższych od siebie (patrz List Pawła do Filipian 2:3), dbanie o miejsce, w którym się zbieramy i składanie się na jego utrzymanie? Sporo o tym rozmyślałem. Jeżeli nie cementowałaby nas miłość wzajemna a motywacją działania nie była miłość do Jezusa i Jego słowa to dlaczego mielibyśmy spotykać się by Go wielbić?
Chrześcijanie opierający swą wiarę wyłącznie na Słowie Bożym nie są związani żadną presją społeczną, nie ona utrzymuje zbór w całości. Większość polskiego społeczeństwa nie patrzy bynajmniej z miłością na ludzi wiernych Słowu Bożemu i dlatego nie „chrzczących” swoich nowo narodzonych dzieci, nie posyłających ich do „pierwszej komunii”, nie przyjmujących „kolędy”. Gdyby jakakolwiek presja społeczna była istotna dla ewangelicznie wierzącego chrześcijanina to w tych warunkach pełniłaby ona rolę „siły odśrodkowej” w zborze. Tymczasem do zborów przychodzą wciąż nawracający się do żywego Boga ludzie. Są prowadzeni miłością, która każe im szukać miejsca, w którym znajdą zdrową naukę biblijną (List św. Pawła do Tytusa 1:9) i miłość braci i sióstr. Oczywiście, zdarza się, że odchodzą ci, których wiara (i miłość) ziębnie. Ale ich odchodzenie nie ma nic wspólnego z żadną presją.
Miłość jest silniejsza niż wszystko, jedynie ona ma moc budowania Ciała Chrystusowego, o którym pisał apostoł Paweł.

Co robisz dla chwały Bożej na Olszynce?

2014-11-05 - Marian Biernacki

o poczuciu osobistej odpowiedzialności za wspólne dzieło dla chwały Bożej

Co robisz dla chwały Bożej na Olszynce?

W tych dniach, w rok po przejęciu Dworu Olszynka przez nasz zbór, ponownie staliśmy się obiektem  zainteresowania lokalnych mediów. Po artykule zatytułowanym „Dwór Olszynka zmienia się na lepsze” Patrz tutaj, który ukazał się na portalu Trójmiasto.pl, jesteśmy adresatami rozmaitych komentarzy i listów. Większość z nich jest nam przychylna, ale nie brak też głosów sceptycznych. Docierają do mnie takie listy: Dzień Dobry. Mieszkam na Olszynce i praktycznie codziennie mam okazję patrzeć jak Dwór Olszynka przywracany jest do życia przez zbór, którego jest Pan pastorem... . Można też usłyszeć komentarze, że nasze przejęcie Dworu Olszynka, to jedynie przedłużenie jego agonii. Mało komu z grupy sceptyków chce się wierzyć, że podołamy.

Myślę, że to właściwa pora, aby w naszej zbiorowej świadomości odświeżyć pytanie komu i czemu ma służyć nasz trud na Olszynce? Rok temu, zabierając się za ruiny, śmieci i chaszcze przy ul. Olszyńskiej 37 ustaliliśmy, że cały nasz wysiłek dedykujemy chwale Bożej. W myśl Słowa Bożego: Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek czynicie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą [1Ko 10,31] przystąpiliśmy do dzieła, które przekracza nasze naturalne możliwości. Miesiące codziennej pracy zaowocowały niewątpliwie sporymi zmianami wizerunkowymi. Zauważają to okoliczni mieszkańcy ale też osoby rozsiane po świecie, śledzący nasze losy w Internecie. Gdy więc co nieco pozytywnego udało się w tym trudzie już osiągnąć, koniecznie powinniśmy za to oddawać chwałę Bogu. Starajmy się o tym pamiętać na co dzień i gdzie tylko się da, podkreślajmy dobroć naszego Pana, Jezusa Chrystusa, że to On nas do tej pracy zainspirował i dał siły, by ją wykonać. Albowiem z niego i przez niego i ku niemu jest wszystko; jemu niech będzie chwała na wieki [Rz 11,36].

Nie umniejszając w niczym rozmiarów poniesionego dotychczas trudu trzeba powiedzieć, że zasadnicze zadania w nowej siedzibie zboru dopiero są przed nami. Adaptacja budynku dawnej wozowni na salę zgromadzeń a potem remont kapitalny zabytkowego dworu – to zadania, przy których wielu ludzi będzie patrzeć nam na ręce. To dla nas dodatkowe wyzwanie. Nie chcemy przecież w niczym przynieść ujmy naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi. Wprost przeciwnie, niech nam zależy na tym, aby to, co tutaj robimy, rzeczywiście przyczyniało się do rozsławienia imienia Pana Jezusa. Wszyscy możemy mieć w tym praktyczny udział. Nie nam, Panie, nie nam, ale imieniu swemu daj chwałę, Dla łaski swojej, dla wierności swojej! Dlaczego mają mówić narody: Gdzież jest ich Bóg? Bóg nasz jest w niebie, Czyni wszystko, co zechce [Ps 115,1-3]. Zapragnijmy chwały Bożej na Olszynce. Dołóżmy do tego swoje pięć groszy. Niech za kilka lat będzie to powszechnie jasne, że ludzie z Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE żyją i działają z Bogiem.

Chociaż umowa użytkowania zobowiązuje nas do wykonania konkretnych robót, nie układamy żadnych żelaznych planów. Jeżeli Pan zechce, będziemy żyli i zrobimy to lub owo [Jk 4,15]. Wykonany tyle, ile On pozwoli nam zrobić w danym roku. Będziemy się w tym trzymać naszego Pana, zabiegając o kierownictwo Ducha Świętego, prosząc Go o wsparcie, za wszystko Mu dziękując, a to dlatego, aby cały czas było jasne komu należy się chwała i wdzięczność za przeobrażanie Dworu Olszynka.

Bracia i Siostry! Zadania na Olszynce są częścią naszej służby Panu. Cokolwiek czynicie, z duszy czyńcie jako dla Pana, a nie dla ludzi, wiedząc, że od Pana otrzymacie jako zapłatę dziedzictwo, gdyż Chrystusowi Panu służycie [Kol 3,23-24]. Służmy Panu ochotnie, wiernie i z oddaniem godnym naszego umiłowanego Zbawiciela i Pana.  Postarajmy się w miarę możliwości brać udział w pracy fizycznej na Olszynce. Przynieście całą dziesięcinę do spichlerza, aby był zapas w moim domu, i w ten sposób wystawcie mnie na próbę! - mówi Pan Zastępów - czy wam nie otworzę okien niebieskich i nie wyleję na was błogosławieństwa ponad miarę [Ml 3,10]. Interesujmy się tym, co dzieje się w naszym wspólnym domu i zajeżdżajmy do niego w wolnej chwili, chociażby po to, aby w nim pobyć i mieć społeczność z zastanymi tu ludźmi. Niech będzie to wiadome, że lubimy i doceniamy miejsce dane naszemu zborowi od Boga na lata ziemskiej pielgrzymki. Tak czy siak, rozsławiajmy razem imię naszego Pana, Jezusa Chrystusa w Gdańsku i na całym świecie.

Siódme miejsce spotkań

2014-10-17 - Marian Biernacki

Zmierzając ku docelowej sali zgromadzeń zboru

Siódme miejsce spotkań

Pragnę tym razem zaprosić Was, Bracia i Siostry, do chwili namysłu nad naszym miejscem zgromadzeń. Rozpoczynamy nabożeństwa w 6. już miejscu, biorąc pod uwagę całe dzieje naszego zboru.  Najpierw, przez 6 lat, zgromadzaliśmy się przy Alei Jana Pawła II  nr 7 na Zaspie w salce o powierzchni ok. 70 mkw. Potem nastąpiła wielka zmiana i przez 9 lat dysponowaliśmy dziesięciokrotnie większą  salą dawnego kina Znicz  przy ul. Szymanowskiego 12 we Wrzeszczu. Brak ogrzewania sali głównej sprawił, że urządziliśmy tam sobie mniejszą salą o powierzchni ok. 200 mkw. Czwartym miejscem naszych zgromadzeń była sala na piętrze przy ul. Droszyńskiego 28. Po trzech latach w Oliwie rozpoczęliśmy nabożeństwa w piątym miejscu, czyli w namiocie na Olszynce. Przetrwaliśmy tak ponad 5 miesięcy, przeżywając swoistą przygodę, pisaną słońcem, deszczem i wiatrem.  Teraz na zimę chowamy się do budynku dworu. Doznamy tu nieco większego ścisku, ale za to w bliskiej perspektywie mamy 7. miejsce  – czyli docelową salę zgromadzeń Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE.

Umiłowani w Chrystusie! Wdzięczni Bogu za każde dotychczasowe miejsce naszych nabożeństw, skierujmy się ku temu, które pojawia się na horyzoncie. Mamy na naszej posesji stary budynek byłej wozowni i gotowy projekt jej adaptacji na salę spotkań zboru. Czeka nas niemały wysiłek logistyczny, fizyczny i finansowy.  Zimą przygotujemy się do niego i – jeśli Pan pozwoli – wczesną wiosną wystartujemy z robotami rozbiórkowymi. Potem naprawimy mury,  zalejemy strop, zbudujemy dach, położymy instalacje, wylejemy podłogę i zajmiemy się pracami wykończeniowymi. Czy zdążymy na następną zimę przeprowadzić się już do nowej sali zgromadzeń?

Potrzebna jest mobilizacja każdego z nas.  Izraelici na pustyni nie mieli większych od nas możliwości, a jednak byli w stanie zbudować Przybytek. Jak tego dokonali?  I wezwał Mojżesz Besalela i Oholiaba, i wszystkich zręcznych mężów, których serce Pan obdarzył mądrością, wszystkich, których serce poniosło, aby przystąpić do pracy i ją wykonać.  I odebrali od Mojżesza wszystkie dary, które przynieśli synowie izraelscy na wykonanie prac, potrzebnych do służby w świątyni. Oni zaś nadal przynosili do niego dobrowolne dary każdego rana.  I zeszli się wszyscy zręczni wykonawcy wszelkiej pracy potrzebnej do służby w świątyni, każdy od swojej własnej pracy, jaką dotąd wykonywali,  i rzekli do Mojżesza: Lud przynosi więcej, niż potrzeba na wykonanie tego, co Pan nakazał wykonać.  Wtedy Mojżesz wydał rozkaz, który ogłoszono w obozie: Niechaj już nikt - ani mężczyzna, ani kobieta, nie przynosi ze swego dorobku żadnego daru ofiarnego na rzecz świątyni. I lud zaprzestał przynosić.  A tego, co zniesiono, wystarczało na wykonanie wszelkich prac, a nawet zbywało [2Mo 36,2-7].

Naród Boży wykazał się niezwykłą ofiarnością. Wielu nawet odrywało się od swojej własnej pracy, by budować Przybytek. Wszyscy przynosili dobrowolne dary. Zgodnie z tą wskazówką Słowa Bożego uczynimy podobnie. Każdy z nas może z radością i ochotnie przyłożyć się do tego dzieła. Nawet dzieci mają do tego prawo, by mieć swój udział w przygotowaniu miejsca zgromadzeń zboru, choćby poprzez poświęcenie na ten cel swojego kieszonkowego. Obok tego, co sami możemy ofiarować, zawsze istnieją jeszcze możliwości poproszenia naszych bliskich, krewnych i znajomych, aby zechcieli nas wesprzeć. Można opisać nasze dzieło i z modlitwą rozesłać to wszędzie, gdzie tylko się da z prośbą o pomoc. Bóg może w ten sposób posłużyć się Wami bardziej niż mną. Dotrzecie do ludzi, do których ja nie mam dostępu i – być może - pobudzicie ich do ofiarności. Liczy się naprawdę każda złotówka.  Żaden dar nie jest zbyt mały, aby go ofiarować na nową kaplicę Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE.

Żadna budowla na ziemi nie jest wieczna, przemija bowiem kształt tego świata [1Ko 7,31]. Dotychczasowa historia naszych zgromadzeń potwierdza, że pielgrzymami jesteśmy, że Kościół jest w drodze, że nie budujemy tu nic na wieki wieków. Widać to po zaledwie dwustuletnim Dworze Olszynka, który wymaga kapitalnego remontu. Sala spotkań jest nam potrzebna, abyśmy mogli wypełnić rolę wyznaczoną nam na teraz. Odpowiadamy za to, aby obecnemu pokoleniu głosić ewangelię. Trzeba nam w tych dniach jak najlepiej wykonać wolę Bożą. Potrzebujemy tej sali, aby w następnych latach – jeśli Pan Jezus wcześniej jeszcze nie powróci – używać jej do ratowania dusz i budowania się wzajemnie.  Do dzieła, Przyjaciele!

Oto fotograficzny przegląd naszych dotychczasowych sal: