Upewnij się!

Upewnij się!

Coraz więcej chrześcijan zamienia drogę naśladowania Pana w kult radości i dobrego życia. W swym hedonizmie nie zauważają, że przestają się już różnić od świata. A jeśli nawet zauważają, to się tym nie przejmują. Dobrze się bawią, zagłuszając swe sumienia

Upewnij się. – Z takimi słowami w głowie obudziłem się dwa dni temu i wciąż nie przestaję o nich myśleć. Tak. Trzeba sprawdzić, czy wciąż jestem na właściwym miejscu? Trzeba się upewnić, że obrana droga doprowadzi do upragnionego celu. Kilka lat temu tysiące ludzi licząc na dobre zyski zdeponowało całe swoje oszczędności w “Amber Gold”. Dziś wiemy, że się okropnie zawiedli. Na fali obietnic łatwego zarobku nie upewnili się należycie i „popłynęli” nie tak, jak to sobie planowali.

Tysiące ludzi w ewangelicznych wspólnotach żywi przekonanie, że są na drodze do nieba. Nawrócili się. Oddali kiedyś swe serca Jezusowi i zostali ochrzczeni. Z przynależności do radosnej grupy chrześcijan i zaangażowania w dobro czerpią poczucie, że wszystko jest w porządku. W atmosferze euforii idą dalej bez zastanawiania się już nad różnymi szczegółami. Byłaby to ich zdaniem nawet niepotrzebna strata czasu.

Tymczasem Słowo Boże wzywa: Poddawajcie samych siebie próbie, czy trwacie w wierze, doświadczajcie siebie [2Ko 13,5]. Najwidoczniej może się więc tak zdarzyć, że urobione w nas poczucie pewności zbawienia przestanie odpowiadać rzeczywistości. Wówczas, niejako siłą rozpędu, podążamy dalej, ale nie jest to już droga wiary. Jak wielu z nas rozmija się z prawdą? Ilu ludzi ze środowisk ewangelicznych na końcu czeka potworne rozczarowanie? Niejedna droga zda się człowiekowi prosta, lecz w końcu prowadzi do śmierci [Prz 16,25].

Już samo życie nas uczy, że tam, gdzie chodzi o jakiś poważniejszy wydatek lub dłuższą umowę, trzeba sprawę zbadać i się upewnić, żeby potem nie pluć sobie w brodę. Tym bardziej domaga się tego sprawa naszego wiecznego zbawienia. A skąd możemy wiedzieć, że jesteśmy na drodze do nieba? Nie wystarczy tu osobiste, wewnętrzne przekonanie, że myślimy i postępujemy właściwie. Słyszałem niedawno o pewnej kobiecie, która kierując się uczuciami, uległa złudzeniu, że jest kochana i wszystko, co miała, oddała facetowi, z którym  nawet ani razu się nie zobaczyła. Najwidoczniej zabrakło jej zdrowego rozsądku i wszystko straciła na rzecz jakiegoś oszusta. Człowiek zdany sam na siebie może łatwo trafić na manowce. W najważniejszej sprawie, jaką jest wieczne zbawienie, nie wolno polegać na własnych poglądach lub odczuciach.

Zjawisko zbłądzenia może towarzyszyć także przynależności do licznej grupy. W tłumie zazwyczaj panuje przekonanie, że skoro większość tak myśli i robi  – to na pewno jest dobrze. Gdy ludzi przybywa, to w naturalny sposób przestają oni rozważać słuszność drogi, którą podążają.  Euforia nie lubi głębszych rozważań. Wielkie religie światowe bazują właśnie na tym, że ich wyznawcy niczego nie sprawdzają. Ulegają zbiorowej pewności, że jest ok. A gdy do tego nad grupą przejmie kontrolę jakiś zwodziciel, to wszystkich jej członków czeka nie tylko przykrość zmarnowanego czasu i energii ale i całkowitego rozminięcia się z celem. Czyż diabłu nie chodzi o to, żeby tak zrobić z wierzącymi w sprawie ich zbawienia? Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą znaki i cuda, aby o ile można, zwieść wybranych [Mk 13,22] – zapowiedział Jezus. Jeżeli przestaniemy się upewniać na drodze wiary, to zwiedzenie będzie wielkim sukcesem szatana, bo wyszło na świat wielu zwodzicieli [1J 1,7].

Dodajmy, że szczególnie wyrafinowanym wprowadzeniem w błąd na drodze do zbawienia jest pogląd, że w ogóle nie można mieć pewności zbawienia. To tak, jakby osobie pragnącej dojechać do Warszawy mówić, że dopiero gdy zobaczy pałac kultury będzie pewna, że jechała dobrą drogą. Bóg powołał nas do wiecznej chwały i zapewnia wierzących w Jezusa Chrystusa, że osiągną upragniony cel. To napisałem wam, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie żywot wieczny [1Jn 5,13].  Tym, którzy przez trwanie w dobrym uczynku dążą do chwały i czci, i nieśmiertelności, da żywot wieczny [Rz 2,7]. Możemy i powinniśmy już teraz nosić w sercu to przekonanie.

Na drodze wiary trzeba nam jednak wciąż na nowo się upewniać. Duchowy stan zboru w Laodycei świadczy bowiem, że można popaść w stan pewności fałszywej. Ponieważ mówisz: Bogaty jestem i wzbogaciłem się, i niczego nie potrzebuję, a nie wiesz, żeś pożałowania godzien nędzarz i biedak, ślepy i goły [Obj 3,17]. Można coś po drodze zgubić lub odrzucić, jak zbór efeski, który porzucił pierwszą swoją miłość do Pana.

Kiedy więc powinna nam zapalać się w sercu lamka alarmowa, wzywająca do korekty obranego na Królestwo Boże kursu?  Gdy przestajemy odczuwać potrzebę modlitwy i nie ma w nas głodu Słowa Bożego. Gdy nie odczuwamy wstrętu do grzechu. Gdy dobrze czujemy się w towarzystwie ludzi bezbożnych. Gdy nie ma w nas palącej potrzeby mówienia innym o Jezusie. Gdy nie potrafimy zapanować nad emocjami i swoimi naturalnymi pragnieniami. Gdy równolegle w trzech źródłach norm wiary i życia chrześcijanina –  tj. w Ewangeliach, w Dziejach Apostolskich i w Listach Apostolskich nie ma śladu naszych poglądów i praktyk. – Takie i podobne im objawy świadczą, że dzieje się z nami coś złego. Nie wolno nam wówczas jechać sobie dalej, jakby nigdy nic. Trzeba się upamiętać z grzechu, skorygować poglądy, wrócić do uczynków pierwszej miłości.

Jak możesz się upewnić na drodze zbawienia?  Po pierwsze, prosząc Boga, aby cię sprawdził. Tak robili nawet wielcy mężowie wiary. Zbadaj mnie, Panie, i doświadcz, Poddaj próbie nerki i serce moje! [Ps 26,2]. Badaj mnie, Boże, i poznaj serce moje, doświadcz mnie i poznaj myśli moje! I zobacz, czy nie kroczę drogą zagłady, a prowadź mnie drogą odwieczną! [Ps 139, 23-24]. Po drugie, upewnić się możesz, poddając wszystko testowi Słowa Bożego, podobnie jak wierzący z Berei. Przyjęli oni Słowo z całą gotowością i codziennie badali Pisma, czy tak się rzeczy mają [ Dz 17,11]. Właśnie po to masz Biblię, abyś upewnił się w prawdziwości nauki, jaką odebrałeś [Łk 1,4].  Po trzecie, upewniaj się na drodze zbawienia badając i testując samego siebie. Mając np. naturalną słabość do słodyczy, sprawdzaj co jakiś czas, czy potrafisz powstrzymać się przed drugim ciastkiem?  Gdy smakuje ci piwo, sprawdź, czy przez miesiąc spokojnie możesz nie wypić ani łyka i jak najbardziej normalnie nadal funkcjonować? W ten sposób dowiesz się, czy nie zaczyna cię opanowywać jakiś grzech niepowściągliwości. Gdy masz skłonność do plotkowania i obmowy, poddaj się próbie, by zamiast złych słów powiedzieć coś dobrego o tym człowieku. Czy łatwo ci to przyjdzie? I wreszcie, gdy zauważysz, że twoje zachowanie lub poglądy wywołują smutek lub zdziwienie  na twarzy ludzi głęboko wierzących, czym prędzej zrób sobie osobiste studium biblijne danego zagadnienia.

Kościół oczekuje na rychłe Powtórne Przyjście Jezusa Chrystusa. Tego dnia jedni będą zabrani, a drudzy pozostawieni. Warunkiem naszego pochwycenia jest gotowość na ów Wielki Dzień! Baczcie na siebie, aby serca wasze nie były ociężałe wskutek obżarstwa i opilstwa oraz troski o byt i aby ów dzień was nie zaskoczył niby sidło; przyjdzie bowiem znienacka na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc, modląc się cały czas, abyście mogli ujść przed tym wszystkim, co nastanie, i stanąć przed Synem Człowieczym [Łk 21,34-36].

Przypomniała mi się  pieśń. W obecnych dniach mieć musisz Zbawcę, co dzisiaj jest kotwicą twą. Upewnij się, upewnij się, czy nogi twe na pewnej skale są? Tą skałą Jezus, tak tylko On! Tą skałą Jezus, jedynie On! Upewnij się, upewnij się! Czy nogi twe na pewnej skale są?

Upewnij się, czy wciąż jesteś na drodze wiary? Upewnij się, że jesteś należycie przygotowany, by stanąć przed Panem!