Pilnuj nauki!

2017-01-20 - Marian Biernacki

Dlaczego zdrowa nauka jest aż tak ważna?

Pilnuj nauki!

W przejmujący sposób dotarło do mnie w pierwszych dniach stycznia 2017 roku potrójne wezwanie apostolskie do czytania, napominania i nauczania. Dopóki nie przybędę, przykładaj się do czytania, napominania i nauczania [1Tm 4,13 wg Biblii Poznańskiej]. Pierwszym adresatem tych słów był Tymoteusz, Pawłowy syn w wierze, wszakże z racji zawarcia ich w kanonie Pisma Świętego, dają do myślenia nam wszystkim. Tymoteusz w miejscu swej służby wyglądał powrotu apostoła Pawła. My wyczekujemy powrotu Chrystusa Pana.

Po wcześniejszym omówieniu potrzeby czytania i napominania, zajmiemy się teraz znaczeniem nauki. Oczywiście, chodzi tu o naukę Chrystusową. Już w okresie wczesnego Kościoła istniał swoisty zbiór myśli, słów, postaw i czynów Jezusa Chrystusa odczytywanych, rozumianych i stosowanych pod kierownictwem Ducha Świętego, zwany też nauką apostolską. Wszystkich nowo nawróconych z nią zapoznawano. Lecz Bogu niech będą dzięki, że wy, którzy byliście sługami grzechu, przyjęliście ze szczerego serca zarys tej nauki, której zostaliście przekazani [Rz 6,17]. I trwali w nauce apostolskiej... [Dz 2,42].

W pierwotnym Kościele dbano o poprawność nauki. Miał to na uwadze ewangelista Łukasz dedykując Teofilowi pisemną relację o Jezusie Chrystusie w celu upewnienia go w prawdziwości nauki, jaką odebrał [zob. Łk 1,1-4]. O to samo chodziło apostołom, gdy głosili Słowo i pisali listy apostolskie. Przeto, bracia, trwajcie niewzruszenie i trzymajcie się przekazanej nauki, której nauczyliście się czy to przez mowę, czy przez list nasz [2Ts 2,15]. W tym samym duchu troski o zdrową naukę nakreślona została rola Tymoteusza w Efezie. Gdy wybierałem się do Macedonii, prosiłem cię, żebyś pozostał w Efezie i żebyś pewnym ludziom przykazał, aby nie nauczali inaczej niż my i nie zajmowali się baśniami i nie kończącymi się rodowodami, które przeważnie wywołują spory, a nie służą dziełu zbawienia Bożego, które jest z wiary [1Tm 1,3-4]. Nie trzeba dodawać, że w celu utrzymania kolejnych pokoleń chrześcijan przy nauce apostolskiej Bóg powołał nauczycieli Słowa Bożego [zob. 1Ko 12,28 i Ef 4,11] i zainspirował powstanie Pisma Świętego Nowego Testamentu.


Gwarancją utrzymania się w granicach nauki Chrystusowej jest nasz osobisty, codzienny kontakt z Biblią i trwanie w społeczności Ducha Świętego. Ludzie zaś źli i oszuści coraz bardziej brnąć będą w zło, błądząc sami i drugich w błąd wprowadzając.  Ale ty trwaj w tym, czegoś się nauczył i czego pewny jesteś, wiedząc, od kogoś się tego nauczył. I ponieważ od dzieciństwa znasz Pisma święte, które cię mogą obdarzyć mądrością ku zbawieniu przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany [2Tm 3,13-17].

Od samych początków chrześcijaństwa z nauką Chrystusową ścierały się nauki ludzkie. Lecz byli też fałszywi prorocy między ludem, jak i wśród was będą fałszywi nauczyciele, którzy wprowadzać będą zgubne nauki i zapierać się Pana, który ich odkupił, sprowadzając na się rychłą zgubę. I wielu pójdzie za ich rozwiązłością, a droga prawdy będzie przez nich pohańbiona. Z chciwości wykorzystywać was będą przez zmyślone opowieści; lecz wyrok potępienia na nich od dawna zapadł i zguba ich nie drzemie [2Pt 2,1-3]. Już Jezus postawił zarzut manipulowania przy nauce Bożej. Przykazania Boże zaniedbujecie, a ludzkiej nauki się trzymacie. I mówił im: Chytrze uchylacie przykazanie Boże, aby naukę swoją zachować. […]  tak unieważniacie słowo Boże przez swoją naukę, którą przekazujecie dalej; i wiele tym podobnych rzeczy czynicie [Mk 7,8-13]. Dziwne, ale błędnej nauce ludzie gotowi są poświęcić znacznie więcej uwagi, czasu i energii, aniżeli zgłębianiu zdrowej nauki.

Faktem jest, że ludzkie nauki nie brzmią głupio. Mają one pozór mądrości w obrzędach wymyślonych przez ludzi [Kol 2,23]. Wszakże Bóg nie przyjmuje czci z ust ludzi głoszących błędną naukę. Daremnie mi jednak cześć oddają, głosząc nauki, które są nakazami ludzkimi [Mt 15,9]. Najbardziej otrzeźwiającą przestrogę przed błędną nauką znajdujemy w drugim liście Jana. Miejcie się na baczności, abyście nie utracili tego, nad czym pracowaliśmy, lecz abyście pełną zapłatę otrzymali. Kto się za daleko zapędza i nie trzyma się nauki Chrystusowej, nie ma Boga. Kto trwa w niej, ten ma i Ojca, i Syna. Jeżeli ktoś przychodzi do was i nie przynosi tej nauki, nie przyjmujcie go do domu i nie pozdrawiajcie. Kto go bowiem pozdrawia, uczestniczy w jego złych uczynkach [2J 1,8-11].

Pilnując nauki trzeba nam pamiętać, że nauka Chrystusowa to nie litera, a Duch! Kryterium prawowierności nauki nie leży w literalnym odczytywaniu Pisma, lecz w prawdziwej pobożności. Jeśli kto inaczej naucza i nie trzyma się zbawiennych słów Pana naszego Jezusa Chrystusa oraz nauki zgodnej z prawdziwą pobożnością... [1Tm 6,3]. Tę objawia w sercach i umysłach wierzących  Duch Święty. A myśmy otrzymali nie ducha świata, lecz Ducha, który jest z Boga, abyśmy wiedzieli, czym nas Bóg łaskawie obdarzył. Głosimy to nie w uczonych słowach ludzkiej mądrości, lecz w słowach, których naucza Duch, przykładając do duchowych rzeczy duchową miarę. Ale człowiek zmysłowy nie przyjmuje tych rzeczy, które są z Ducha Bożego, bo są dlań głupstwem, i nie może ich poznać, gdyż należy je duchowo rozsądzać. Człowiek zaś duchowy rozsądza wszystko, sam zaś nie podlega niczyjemu osądowi. Bo któż poznał myśl Pana? Któż może go pouczać? Ale my jesteśmy myśli Chrystusowej [1Ko 2,12-16]. Kto żyje według Ducha, ten nie wdaje się w spory o słowa. Ma duchowe pojęcie, jaka jest nauka Chrystusowa i jak ją stosować w życiu.

Bracia i Siostry! Trzeba nam trzymać się nauki Chrystusowej. Zarówno w kształtowaniu własnych poglądów, jak i w nauczaniu innych, miejmy na uwadze to, z jakiego źródła korzystamy. Pilnujmy nauki! Uważajmy, żeby błędna nauka nie zalęgła się w zborze, w rodzinie, w grupie domowej.  Trwajmy w nauce apostolskiej! Dbajmy o osobiste postępy w nauce. Przykładajmy się też do nauczania innych! Pilnujmy nauki.

Pilnuj czytania!

2017-01-07 - Marian Biernacki

Pilnuj czytania!

Statystyczny Polak spędza na czytaniu sześć i pół godziny w tygodniu, a więc niecałą godzinę dziennie. Wprawdzie nie jest z nami aż tak źle, bo to 13. miejsce na świecie, ale już gdy chodzi o czytanie książek, to tylko 17%  Polaków zadeklarowało w 2015 roku przeczytanie przynajmniej jednej książki. To znaczy, że 63 % Polaków książek zazwyczaj nie czyta w ogóle.

A jak jest z czytaniem Biblii? Nie mamy badań polskiego środowiska ewangelicznego w tej dziedzinie. Statystyka znaleziona w czasopiśmie Christianity Today sprzed kilku lat, na podstawie badań przeprowadzonych wśród blisko trzech tysięcy  amerykańskich  protestantów pokazuje wszakże, że tylko 19% z tego grona czyta Biblię codziennie. Czy polscy chrześcijanie są pilniejszymi czytelnikami Słowa Bożego?

Czytanie jest jedną z najważniejszych umiejętności człowieka. Płynne, wyraźne i należyte akcentowanie czytanego tekstu sprawia, że przemawia on stosownie do swej treści. Jeszcze ważniejsze jest to, że czytając ze zrozumieniem rozwijamy się pod wieloma względami i coraz lepiej komunikujemy. Tym bardziej w życiu chrześcijanina słowo pisane odgrywa ogromną rolę. W poznaniu Boga i Jego woli, w rozwoju osobistym, w ewangelizacji – we wszystkim potrzebujemy Słowa Bożego, a kluczową rolę w tym pełni właśnie czytanie!  Dopóki nie przyjdę, pilnuj czytania… [1Tm 4,13] – wezwał apostoł Paweł młodego Tymoteusza. 

Dlaczego jest to tak ważne? Przypomnijmy, że czytanie Pisma Świętego miało odgrywać wielką rolę w życiu ludu Bożego Starego Przymierza. Niechaj słowa te, które Ja ci dziś nakazuję, będą w twoim sercu. Będziesz je wpajał w twoich synów i będziesz o nich mówił, przebywając w swoim domu, idąc drogą, kładąc się i wstając. Przywiążesz je jako znak do swojej ręki i będą jako przepaska między twoimi oczyma. Wypiszesz je też na odrzwiach twojego domu i na twoich bramach [5Mo 6,6-9]. Dlatego nowy przywódca Izraela otrzymał instrukcję: Niechaj nie oddala się księga tego zakonu od twoich ust, ale rozmyślaj o niej we dnie i w nocy, aby ściśle czynić wszystko, co w niej jest napisane, bo wtedy poszczęści się twojej drodze i wtedy będzie ci się powodziło [Joz 1,8]. Dopiero po odczytaniu znalezionej w świątyni księgi za czasów króla judzkiego Jozjasza, doszło do wielkiej reformy [2Krl 22,8-13] i odnowienia  przymierza z Bogiem [2Krl 23,1-3]. Po latach niewoli babilońskiej całymi godzinami publicznie czytano dla wszystkich natchnione księgi [Neh  8,1-8].

Do czytania zachęca również Nowy Testament. Przykładem świeci tu przede wszystkim sam Pan. I przyszedł do Nazaretu, gdzie się wychował, i wszedł według zwyczaju swego w dzień sabatu do synagogi, i powstał, aby czytać. I podano mu księgę proroka Izajasza, a otworzywszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: […] I zamknąwszy księgę, oddał ją słudze i usiadł. A oczy wszystkich w synagodze były w niego wpatrzone [Łk 4,16-20]. Jezus sam zgłosił się tam do czytania. Niewątpliwy zwyczaj czytania widać też w człowieku starannie wykształconym w zakonie ojczystym, pełnym gorliwości dla Boga [Dz 22,3] – czyli w apostole Pawle. Gdy pisał z Rzymu list do Tymoteusza, znajdował się już w celi śmierci, a jednak wciąż miał potrzebę czytania. Płaszcz, który zostawiłem w Troadzie u Karposa, przynieś, gdy przyjdziesz, i księgi, zwłaszcza pergaminy [2Tm 4,13]. Można się domyślać, że czytanie było codziennym zwyczajem apostoła.

Nauka apostolska nie tylko zaleca czytanie, ale wręcz do niego wzywa. A gdy ten list będzie u was odczytany, postarajcie się o to, aby został odczytany także w zborze Laodycejczyków, a ten, który jest z Laodycei, i wy też przeczytajcie [Kol 4,16]. Zaklinam was na Pana, aby ten list był odczytany wszystkim braciom [1Ts 5,27].

Przy czytaniu Pisma Świętego trzeba wszakże pamiętać, że nie wystarczy je odczytywać rozumowo. Trzeba przy tym pomocy Ducha Świętego, który by nam odsłonił głęboki sens Pisma i dawał właściwe jego zrozumienie. Bo do dnia dzisiejszego ta sama zasłona pozostaje nieodsłonięta przy czytaniu starego przymierza. Jest tak dlatego, że znika ona dopiero w Chrystusie. A zatem aż do dzisiaj, ilekroć czytany jest Mojżesz, zasłona leży na ich sercach, a ilekroć ktoś nawróci się do Pana – zasłona opada [2Ko 3,14-16]. Po prostu, Biblia powstawała pod natchnieniem Ducha Świętego i tylko pod Jego natchnieniem może być właściwie zrozumiana.

Serdecznie namawiam do czytania. Czytanie bardzo dobrze na nas wpływa. Czyni nas mądrzejszymi. Nasz mózg wolniej się starzeje. Poprawia się nasza inteligencja emocjonalna. Czytanie również  łagodzi stres. Nade wszystko jednak, dzięki czytaniu Biblii poznajemy wolę Bożą i uczymy się żyć. Całe Pismo natchnione jest przez Boga i pożyteczne do nauki, do wykazania błędu, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był w pełni gotowy, wyposażony do wszelkiego dobrego dzieła [2Tm 3,16-17].

Tak więc, może mniej oglądania, bracia i siostry, a więcej czytania? Tak jest. Wręcz pilnujmy czytania. Zacznijmy Nowy Rok z odświeżonym postanowieniem czytania Słowa Bożego.

Życzenia świąteczne 2016

2016-12-24 - Marian Biernacki

Życzenia świąteczne 2016

W Wigilię Świąt Narodzenia Pańskiego 2016 moje myśli skupiają się na gotowości do głoszenia ewangelii i składania świadectwa o Jezusie. Jest tak poniekąd i dlatego, że w tych dniach, omawiając  ze zborem konieczność przywdziewania zbroi Bożej, dotarliśmy właśnie do tej kwestii. Przywdziejcie całą zbroję Bożą. [...] i obuwszy nogi, by być gotowymi do zwiastowania ewangelii pokoju [Ef 6,11-17].

 
W kontekście rzeczonych rozważań na prawdziwych bohaterów wyrasta mi dziś grupa pasterzy, którym jako pierwszym objawiono, kim jest narodzony w Betlejem chłopczyk. A gdy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze rzekli jedni do drugich: Pójdźmy zaraz aż do Betlejemu i oglądajmy to, co się stało i co nam objawił Pan. I śpiesząc się, przyszli, i znaleźli Marię i Józefa oraz niemowlątko  leżące w żłobie. A ujrzawszy, rozgłosili to, co im powiedziano o tym dziecięciu. I wszyscy, którzy słyszeli, dziwili się temu, co pasterze im powiedzieli [Łk 2,15-18]. Pasterze natychmiast wdali się w sprawę. Bez najmniejszej zwłoki rozgłosili to, czego się dowiedzieli o Jezusie. Podnieśli świadomość o Nim wśród tych, którzy coś już wiedzieli, bo mieli Go na wyciągnięcie  ręki, ale również opowiedzieli o Jezusie ludziom, którzy nie mieli żadnego pojęcia  o  przyjściu Syna Bożego na świat.
 
Wszystkim chrześcijanom trzeba żyć w takiej gotowości, aby - gdy tylko zostaje nam objawiona prawda o Synu Bożym - od razu, bezzwłocznie, a nawet śpiesznie, dzielić się nią z innymi ludźmi. Duch Święty, który wieje, jak chce, w każdej chwili i miejscu może zechcieć posłużyć się nami do zwiastowania ewangelii. Powinniśmy więc zawsze być "w butach", a nie "w kapciach". Gotowość do składania świadectwa o Jezusie stanowi właśnie jedną z tajemnic zwycięskiego życia chrześcijanina. W kim nie ma takiego nastawienia, ten staje się - niestety - łatwym łupem dla wroga. Dlaczego? Więcej powiemy o tym w niedzielę.
 
Takie więc są moje tegoroczne życzenia świąteczne. Wszystkim Braciom i Siostrom w Chrystusie, wszystkim moim Znajomym i Czytelnikom życzę, abyśmy umieli  sobie  radzić  z podstępami diabła. Abyśmy wiedzieli jak stawić opór w krytycznej chwili i jak wyjść z potyczek zwycięsko. Zbyt często i zbyt wielu chrześcijan przegrywa w duchowej walce. Dzieje się tak między innymi dlatego, że na co dzień nie składamy świadectwa. Podnieśmy stopień naszej gotowości. Modlę się, Przyjaciele, abyśmy - chodząc w pełnej zbroi Bożej - codziennie zwyciężali. Nie ma lepszego sposobu na uczczenie Narodzonego ponad to, że się ma stałą gotowość do tego, by o Nim opowiadać. Chrześcijanie  chętnie dzielący się ewangelią, o wiele lepiej radzą sobie z podstępami diabła.
 
Niechby w te święta ogarnęła nas niegasnąca pasja mówienia ludziom o Jezusie!

Powiemy przyszłemu pokoleniu

2016-12-12 - Jarosław Wierzchołowski

Powiemy przyszłemu pokoleniu
Kilka dni temu, kiedy czytałem ponownie Psalm 78 zobaczyłem ile razy jest w nim mowa o Bożym działaniu, które tak na dobrą sprawę „zewnętrzny obserwator” mógłby przypisać po prostu aktywności ludzkiej, zbiegom okoliczności albo nawet tzw. siłom natury. Zbudował świątynią swoją jak wysokie niebo, jak ziemię, którą ugruntował na wieki. [Psalm 78:69] Czy to sam Bóg zbudował sobie świątynię w Jerozolimie, o której mówi psalmista? Przecież dokonał tego Salomon, a raczej jego robotnicy z materiałów, przygotowanych wcześniej przez jego ojca, Dawida. Wszystko było tylko ludzkim działaniem!
Porzucił przybytek w Sylo, namiot, w którym mieszkał wśród ludzi. Oddał w niewolę arkę przymierza i chwałę swoją w ręce wroga. Wydał lud swój na pastwę miecza (…). [wiersze 60-62]; Uderzył na tyły wrogów swoich I okrył ich wieczną hańbą. [66] – no cóż, tak się złożyło, takie koleje wojenne.
Zniszczył gradem winnice ich, a sykomory ich szronem. Wydał na pastwę gradu bydło ich, A stada ich błyskawicom. – czytamy o plagach egipskich w wierszach 48 i 49. No tak to bywa z klęskami żywiołowymi…
Tak czytać może ten psalm człowiek, który nie zna Boga, który sam nie miał okazji (nie doznał tej łaski) by Bóg raczył mu się objawić w Swoich dziełach. Ale też nawet ktoś, kto uważnie, poddany w pokorze Bożemu prowadzeniu czyta uważnie Biblię dostrzeże Bożą rękę w rzeczach pozornie poddanych tylko prawom fizyki, biologii, rachunkowi prawdopodobieństwa.
Czytając ostatnio psalm 78 nie mogłem nie myśleć o cudach, których doświadczaliśmy jako zbór przez ostatnie dwa lata. Pomiędzy wiersze psalmu wkładałem sobie słowa, które mogłyby się w nim znaleźć równie dobrze (z całym szacunkiem dla oczywistej nienaruszalności Słowa Bożego): „posłał ludzi, poruszył serca, dodał sił, dał dobrą pogodę, ochraniał od nieszczęść”. Tego wszystkiego doświadczaliśmy od Pana, budując salę modlitwy naszego zboru. Choć to przecież my, nasi bracia i siostry, wiele osób i ofiarodawców przyczyniło się w czysto fizycznym wymiarze do powstania budynku, który dzisiaj wskazuje na chwałę Boga, to wszyscy bez wahania mówimy, że to Bóg sprawił. Także wysłuchując naszych osobistych modlitw i regularnych, comiesięcznych zbiorowych modlitw zboru o bardzo konkretne potrzeby, które równie konkretnie i wiernie zaspokajał we właściwym, niezbędnym czasie. Dziękuję Panu, że dzięki temu dał mi też łaskę nowego spojrzenia  na Jego Słowo.
 
Tego nie zataimy przed synami ich, Lecz opowiemy przyszłemu pokoleniu: Chwalebne czyny Pana i moc jego, Oraz cudowne dzieła, których dokonał. [Psalm 78:4] Nie zataimy! My bowiem nie możemy nie mówić o tym, co widzieliśmy i słyszeliśmy. [Dzieje apostolskie 4:20]

Dzisiejsza próba wiary

2016-12-05 - Marian Biernacki

Dzisiejsza próba wiary

Drugi grudnia 2016 roku pozostanie w mojej pamięci jako dzień próby wiary. Od miesiąca, od czasu otwarcia nowej sali nabożeństw, sen z powiek spędzała mi nieuruchomiona kotłownia centralnego ogrzewania. Doraźne używanie nagrzewnicy elektrycznej generowało poważne koszty, a gazu, pomimo gotowej instalacji, wciąż nie mieliśmy.

Za punkt honoru postawiłem sobie uruchomienie kotłów gazowych przed pierwszą niedzielą grudnia. Bezsilny wobec urzędniczej opieszałości, tzw. procedur i ludzkiej niesłowności, postanowiłem u Boga szukać pomocy i w związku z tym działać w wierze. Podjąłem decyzję, że piątek 2 grudnia będzie ostatecznym terminem odpalenia centralnego ogrzewania i na ten dzień załatwiłem serwisanta. We wtorek po południu podpisałem wreszcie umowę na dostawę gazu i wyczekiwałem na montaż gazomierza. W środę wieczorem miałem potwierdzić zagazowanie naszej instalacji. Niestety, w czwartek wieczorem, pomimo starań naszego kierownika budowy, wciąż nikogo z gazowni nie było. Była za to nasza wspólna modlitwa zborowa, którą zwykliśmy zanosić do Boga w każdy pierwszy dzień nowego miesiąca. Przedłożyłem braciom i siostrom sprawę braku gazomierza, pomimo zaplanowanego na ranek uruchamiania kotłowni i gorliwie się o to razem pomodliliśmy.

Późnym wieczorem w czwartek, w powiązaniu z załamaniem się pogody i ogromnej śnieżycy, miałem nieprzyjemną rozmowę z serwisantem, który dzwonił z pytaniem, czy mamy już gaz w instalacji? Chociaż mówiłem mu o naszej modlitwie, był na mnie zły, bo w tej sytuacji miał jechać do nas kilkadziesiąt kilometrów, jego zdaniem nie wiadomo po co. Zadzwonił też przedstawiciel producenta kotłów, który na moją prośbę uprosił wcześniej najlepszego fachowca w branży, aby znalazł dla nas czas w ten piątek. Ta rozmowa była dla mnie jeszcze trudniejsza.  "Odwołaj go i spokojnie poczekaj na założenie gazomierza" - zaczęło mi się wkręcać w głowę. Ale przecież dwie godziny wcześniej powierzyłem sprawę Bogu. Jakże mógłbym tak szybko okazać niewiarę?  Powiedziałem więc, że nie odwołuję uruchamiania kotłowni. Pan z serwisu zażądał, bym do godziny dziewiątej rano dał mu ostatecznie znać co robimy, bo jego zdaniem to nie miało sensu. Moje przekonanie, że wszystko się uda, jakoś do niego nie przemawiało.

Gdy dziś przed siódmą z modlitwą pojechałem do gazowni, gdy odszukałem właściwe biuro oraz człowieka, na domiar złego okazało się, że ekipa montująca gazomierze w ogóle nie ma takiego zlecenia i nic o naszej sprawie nie wie. Nogi się naprawdę pode mną ugięły. Po kilku rozmowach z różnymi urzędnikami stawało się coraz bardziej oczywiste, że najwcześniej dopiero w poniedziałek  zlecenie na montaż naszego gazomierza  zostanie zweryfikowane i przekazane do realizacji. "Widzisz, że to dzisiaj nie może się udać. Czym prędzej zadzwoń, przeproś ludzi, odwołaj temat, to jeszcze jakoś wyjdziesz z twarzą. Odpuść sobie. Tego dziś nie przeskoczysz" - zapulsowało mi w głowie.  Nie mogłem się jednak z tą myślą pogodzić. Idąc między budynkami gazowni modliłem się o to, aby Bóg poruszył serca stosownych urzędników, by nawet nie wiedząc dlaczego, ale zechcieli przyłożyć się do naszej sprawy i aby załatwili ją w trybie ekspresowym.

Około godziny ósmej wróciłem do siedziby zboru. Ogarnęła mnie fala zwątpienia. Może jednak należy dać sobie spokój i odwołać tę akcję? Zacząłem się modlić w Duchu, w obcych językach. Przecież zaufałem Bogu, a u Niego wszystko jest możliwe! Wysłałem do serwisanta sms, że nie odpuszczamy sprawy, że wkrótce potwierdzę montaż gazomierza. Kolejny kontakt telefoniczny z gazownią wskazywał, że w sprawę wdał się między innymi nieznany mi pan kierownik. O godzinie dziewiątej ponownie zapytałem mistrza sekcji gazomierzy, czy praktycznie jest to możliwe, aby około godziny 12 - 13tej wysłał do nas ludzi z gazomierzem. Nie obiecał mi tego wprost, ale odczułem, że w całej sprawie nastąpił już przełom...

Godzinę później pan Leszek z serwisu Wolfa rozpoczął swoje procedury uruchamiania kotłowni. Gdy jechałem kupić jakieś brakujące części, w samo południe, zadzwonił Adam z wiadomością, że ekipa z gazowni montuje już gazomierz. Przed godziną siedemnastą kaloryfery w nowym miejscu nabożeństw Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE zrobiły się gorące. Nie mogę się doczekać odczucia ciepłej podłogi w czasie niedzielnego nabożeństwa. Alleluja!

Jak rzadko kiedy, przekonałem się dzisiaj, że gdy coś okazuje się mało możliwe, a nawet niemożliwe, absolutnie nie powinienem rezygnować. Trzeba się modlić z wiarą w pomoc Wszechmogącego. Od południa moje serce przepełnia wdzięczność i podziw dla naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Na koniec dnia piszę tych parę słów świadectwa, aby scementować moje dzisiejsze przeżycie, oddać chwałę Bogu i zachęcić również Was, drodzy Przyjaciele, do praktykowania wiary.

Ty

2016-11-27 - Jarosław Wierzchołowski

Czyli o uwielbianiu Pana

Ty
Ostatnio sporo słucham chrześcijańskich stacji radiowych. Pieśni i piosenki, jedne zapadające w pamięć, chwytające za serce, inne wpadające jednym uchem i wylatujące drugim, jedne pięknie zaśpiewane i zagrane, inne wręcz na pograniczu fałszu. Takie to uroki radiowej składanki. Jednak zdarzają się także takie utwory, które budzą po prostu moje zdziwienie. Kontekst (czyli fakt, że piosenka była emitowana w radiu chrześcijańskim) sprawia, że staram się odczytywać tekst jako mówiący o Bogu czy Jezusie. Gdybym jednak nagle włączył radio i nie spojrzał na jego wyświetlacz byłbym zapewne przekonany, że właśnie nadawany jest typowy utwór o tzw. miłości, miłości do drugiego człowieka. Chcę być przy tobie, chcę byś mnie przytulił, zabierz mnie do domu… - i tym podobne. Ani razu nie jest wyśpiewane Boże imię, ani razu nie pojawia się cokolwiek, co pozwala odczytać, że chodzi o Osobę Wszechmocnego, Świętego Pana i Zbawiciela.
Takie refleksje przybrały jeszcze na sile po niedawnym koncercie Mate.O w moim zborze, w czasie którego zabrzmiały pieśni uwielbienia, pełne czci, bojaźni, radości ze zbawienia. Święty, święty, święty, Boże niezmierzony - huczało w sali i trudno było nie wielbić Pana razem z artystami.
„Pieśni naszych ojców” - zatytułowany był koncert i jest to tytuł znamienny. Nie zamierzam upraszczać zjawiska i twierdzić, że tylko nasi ojcowie w wierze, czyli pokolenie dzisiejszych chrześcijan-seniorów wielbiło Boga z czcią i bojaźnią a dzisiaj stajemy przed Nim z rękami w kieszeniach i bąkamy tylko coś pod nosem. Nie, tak z pewnością nie jest, byłoby to uproszczenie i krzywdzące wielu uogólnianie. Ale trudno mi sobie wyobrazić by kilkadziesiąt lat temu w jakimkolwiek zborze wierzącym zgodnie ze Słowem Bożym podrygiwano w rytmie jakiejś mantry typu „Tylko ty, tylko ty, tylko ty…”
Jak będzie dalej, czy takie piosenki, zamieniające obraz świętego Boga na partnera i kumpla będą dominowały? Niestety już dominują w wielu zborach ale wiele też wraca do wielozwrotkowych, pełnych treści pieśni sprzed lat np. ze Śpiewnika Pielgrzyma. Obawiam się jednak, że z czasem będą coraz bardziej wypierane. Wielu przywódców zborów sądzi też zapewne, że dzięki miłosnym pioseneczkom łatwiej pozyskają młodych, niewierzących ludzi. „Patrzcie, śpiewamy Bogu tak jak można śpiewać do dziewczyny czy chłopaka, to taka sama miłość. Chodźcie z nami, pośpiewajcie też a w trakcie możecie się też poprzytulać i pośpiewać to samo do siebie” - powiedzą.
A co powie Bóg?

Skąd pewność, że Bóg podniesie?

2016-03-26 - Marian Biernacki

Rozmyślanie Wielkopiątkowe

Skąd pewność, że Bóg podniesie?

Rozmyślam dziś nad powodami, dla których Syn Boży stał się Synem Człowieczym i umarł na krzyżu za grzech świata. Dlaczego chciał podnieść upadłego człowieka? Skąd mogę być pewny, że gdy już jako chrześcijanin upadnę, On zawsze mnie podniesie?

Po pierwsze, ponieważ każdy, nawet największy grzesznik, nosi w sobie jakiś obraz Stwórcy. I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich [1Mo 1,27]. Bóg ma szczególny stosunek do swego stworzenia, a człowieka uczynił właśnie na swój obraz. Wyobraź sobie, że przychodzisz do śmietnika, a tam wśród setek innych papierów na ziemi leży jakaś kartka z twoją fotografią. Czy jej nie zabierzesz stamtąd? Raczej nie możesz przejść obojętnie na tym, że twój wizerunek wala się po śmietniku. Nachylasz się i go podnosisz. Biblia mówi:  Któż jest jak Pan, Bóg nasz, który mieszka na wysokościach i patrzy w dół na niebo i na ziemię? Podnosi nędzarza z prochu, a ubogiego wywyższa ze śmieci, aby posadzić go z książętami, z książętami ludu swego [Ps 113,5-8].

To jest kapitalna myśl dla wszystkich grzeszników! Mogą liczyć na łaskę Bożą, bo są Jego tworem.  Pamiętam, mój syn w dzieciństwie samodzielnie uszył sobie pluszaka. Przy okazji licznych przeprowadzek  wiele  zabawek bezpowrotnie nam przepadało, ale nie jego dzieło. Dlaczego? Bo miał do tej zabawki osobisty stosunek.  Niech każdy człowiek to wie, że już z samej racji bycia Bożym stworzeniem jest obiektem Jego miłości i troski. Jest to podstawowy, uniwersalny powód, dlaczego przyszedł Syn Człowieczy, aby szukać i zbawić to, co zginęło [Łk 19,10].

Mało tego. Kto uwierzył w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, ten ma daleko lepszą podstawę do pewności, że pomimo upadku zostanie podniesiony. Warunkiem jest tu bycie własnością Syna Bożego. On nas wykupił swoją  krwią. My jesteśmy w tym, który jest prawdziwy, w Synu jego, Jezusie Chrystusie [1Jn 5,20], przeto czy żyjemy, czy umieramy, Pańscy jesteśmy [Rz 14,8].  Innymi słowy, przez wiarę przynależymy do Jezusa Chrystusa i jesteśmy Jego własnością.  Z tego tytułu bez najmniejszej wątpliwości możemy więc być pewni, że Bóg nas nie pozostawi w upadku.

Wyobraź sobie, że przechodzisz koło szkoły i zauważasz na chodniku walający się szalik. Normalnie takie szaliki cię nie obchodzą, ale poznajesz, że jest to szalik twojego dziecka. Natychmiast więc podnosisz go i ratujesz z tej poniewierki. Bóg rozpoznaje ludzi, którzy są własnością Syna Bożego. Kto należy do Jezusa, ten zawsze może liczyć na to, że zostanie podniesiony, bo choć sprawiedliwy siedem razy upadnie, jednak znowu się podniesie [Prz 24,16].

Jest i trzeci powód, dla którego Bóg podnosi z upadku. Jest nim krew Jezusa, przez którą staliśmy się członkami Bożej rodziny. Swego czasu Abraham dowiedział się, że wśród ograbionych i uprowadzonych  osób znalazł się jego bratanek Lot. Co w tej sytuacji zrobił? Czym prędzej zebrał najlepszych do walki  ludzi i natychmiast wyruszył, aby go odbić. Nie zostawił swojego krewniaka na pastwę losu. Tak odzyskał cały dobytek. Również przyprowadził na powrót Lota, bratanka swego, i jego dobytek, a także kobiety i ludzi [1Mo 14,16].

Biblia mówi: Ale teraz wy, którzy niegdyś byliście dalecy, staliście się w Chrystusie Jezusie bliscy przez krew Chrystusową [Ef 2,13]. Jesteśmy synami i córkami Bożymi. Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię jego, którzy narodzili się nie z krwi ani z cielesnej woli, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga [Jn 1,12-13]. Każde dziecko Boże może nosić w sercu następującą pewność: Przeto rozweseliło się serce moje i rozradował się język mój, a nadto i ciało moje spoczywać będzie w nadziei, bo nie zostawisz duszy mojej w otchłani I nie dopuścisz, by święty twój oglądał skażenie [Dz 2,26-27].  Bóg nas podniesie, bo jesteśmy mu bliscy przez krew Chrystusową.

Podsumujmy. Są trzy powody, dla których Bóg nas podnosi; (1) Każdy grzesznik nosi na sobie jakiś ślad Stwórcy. (2) Wierzący w Jezusa jest Jego własnością. (3) Przez krew Chrystusową jesteśmy członkami Bożej rodziny. Bóg nie potrzebuje żadnej dodatkowej motywacji, aby się nad nami pochylać. Robi to ze względu na samego Siebie. Uwierzmy w to! Bądźmy tego pewni, gdy sami znajdziemy się w jakimś upadku i tak myślmy o innych. Wielu mówi o mnie: Nie ma dla niego ratunku u Boga. Ale Ty, Panie, jesteś tarczą moją, chwałą moją, i Ty podnosisz głowę moją [Ps 3,3-4].  Śmierć Jezusa Chrystusa za grzech świata jest najdobitniejszym dowodem na to, że Bóg gotów jest zrobić wszystko, aby nas podnieść. Świętujmy wspaniałomyślność Bożą!

Będziemy porządnie oświetleni

2016-02-23

najnowszy przykład błogosławieństwa Bożego na Olszynce

Będziemy porządnie oświetleni

Od paru lat jako zbór przeżywamy prawdziwą przygodę wiary. Z drżeniem serca i po stoczeniu sporego boju duchowego zabraliśmy się za zrujnowane zabudowania dworskie z zamiarem przeobrażenia ich w tętniące życiem centrum chrześcijańskie. Minęły już dwa lata od burzliwego początku naszej obecności na gdańskiej Olszynce, a wciąż doświadczamy tu niesłabnących wrażeń biorących się z kroczenia drogą wiary.

Najnowsze moje przeżycie wiąże się z oświetleniem budowanej sali zgromadzeń zboru.  Projektując  je bardzo chciałem, aby stwarzało możliwości dostosowywania go do rozmaitych wydarzeń, jakie z Bożą pomocą będą tu miały miejsce. Zależało mi przy tym na nowszych i energooszczędnych rozwiązaniach. Już przy pierwszych przymiarkach i wycenach okazało się jednak, że aby osiągnąć ww. parametry oświetlenia, trzeba będzie ponieść zbyt duże - jak na naszą kieszeń - koszty.

Przyjaciel, który skontaktował mnie z producentem bardzo ładnych opraw oświetleniowych, zrobił wszystko, aby cena finalna była jak najmniejsza. Nie miałem wątpliwości, że jest to dla nas bardzo korzystna, wręcz wspaniałomyślna oferta. Można było jednakże zrezygnować z  ambitniejszego  designu  i zastosować zwykłe oprawy oświetleniowe. Do różnych opinii i spojrzeń moich towarzyszy wiary doszły też osobiste rozterki. Czy nie przesadzamy? Zabierając się za projekt adaptacji zrujnowanego budynku gospodarczego na salę spotkań, nastawiliśmy się na prostotę i wystrój przyjazny dla każdego jej użytkownika. Prostota wszakże absolutnie nie powinna szkodzić funkcjonalności miejsca, w które wkładamy tyle serca i fizycznego trudu. Ma to być przecież miejsce modlitwy, uwielbiania Boga i głoszenia Słowa Bożego. Czyż wobec tego godzi się tu stosować jedynie najtańsze rozwiązania?

Wtedy przyszła mi myśl, aby w rozstrzygnięciu tej kwestii otworzyć się na jakiś znak spoza naszego zboru. Wpadłem na pomysł zamieszczenia na zborowym profilu FB informacji o projektowanym oświetleniu kaplicy z podaniem jego kosztów. Opisałem w kilku zdaniach tę sprawę, dołączyłem zdjęcia opraw oświetleniowych, pomodliłem się i w środę, 17 lutego 2016 roku po południu zapuściłem temat do Internetu. Tego samego dnia wieczorem, dokładnie o godz. 22:22 otrzymałem sms dość prostej treści: "Podaj numer konta na Centrum Chrześcijańskie".  Zadrżało mi serce. Czyżby tak szybko przyszła odpowiedź na naszą rozterkę? A jeśli ten sms ma związek z oświetleniem,  to jak ofiara na ten projekt wpłynie? Kilkaset, może tysiąc złotych? Czy będzie to dla nas dostatecznie rozstrzygającym znakiem?

Następnego dnia o godz. 16:33 przyszedł drugi sms od tego samego człowieka: "Przelaliśmy trochę pieniążków na oświetlenie. Darczyńca niech pozostanie anonimowy. Niech waszej służbie Pan Bóg dalej błogosławi". Podziękowałem i poszedłem do komputera. Rzeczywiście, na rachunku bankowym naszego zboru pojawiła się nowa wpłata. W jakiej wysokości?  W kwocie całkowicie pokrywającej koszty wymarzonego oświetlenia sali głównej. Alleluja! Bogu niech będą dzięki nie tylko za posłanie nam dość czytelnego sygnału, że podoba Mu się nasz pomysł porządnego oświetlenia kaplicy. Chwała Mu i dzięki, że jednocześnie posłał nam na to wszystkie potrzebne pieniądze, poruszając serca dwójki kochanych, życzliwych nam ludzi.

Opisuję ten najnowszy akt łaski Bożej na Olszynce przede wszystkim po to, aby oddać Bogu należną Mu chwałę i rozgłosić Jego dobroć, jaką nam tutaj na co dzień okazuje. Przy tej okazji pragnę też zachęcić każdego chrześcijanina do ufania Bogu w każdej sprawie. Nie bądźmy minimalistami. Nie bójmy się sięgać po rzeczy większe i lepsze! Jeżeli w sercu nosimy pragnienie, aby służyć chwale Bożej - to możemy liczyć na to, że Bóg nas w odpowiednim momencie wspomoże i pobłogosławi. Pan kieruje krokami męża, wspiera tego, którego droga mu się podoba. Choćby się potknął, nie przewróci się, gdyż Pan podtrzyma go ręką swoją [Ps 37,23-24].

Ciśnie mi się do głowy na koniec jeszcze jedna myśl. Bóg w Jezusie Chrystusie nie posłał nam byle jakiego światła. Nie był minimalistą w trosce o nasze zbawienie. Posłał nam Syna! Prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka, przyszła na świat [Jn 1,9]. Dzięki temu światłość świeci w ciemności, lecz ciemność jej nie przemogła [Jn 1,5]. Ja jako światłość przyszedłem na świat, aby nie pozostał w ciemności nikt, kto wierzy we mnie [Jn 12,46].Nie inaczej ma być z nami. Nam też trzeba porządnie ludziom świecić. Wy jesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapalają też świecy i nie stawiają jej pod korcem, lecz na świeczniku, i świeci wszystkim, którzy są w domu. Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie [Mt 5,14-16]. Nie jest to opcja najtańsza. Może kosztować nawet całe życie.

Nasze miejsce na ziemi

2015-12-12 - Marian Biernacki

Nasze miejsce na ziemi

Pamiętam z lat mojej młodości zdumiewającą dla mnie wypowiedź pewnej starszej chrześcijanki opuszczającej Trójmiasto i udającej się na stałe do Stanów Zjednoczonych. Zapytana, czy nie będzie tęsknić za Polską, odpowiedziała, że jej ojczyzna jest tam, gdzie jest jej dobrze. Byłem wstrząśnięty jej słowami. Do dziś zresztą mam inne zrozumienie tej sprawy. Wierzę, że to Bóg rozlokował na ziemi poszczególne narody, ustanowiwszy dla nich wyznaczone okresy czasu i granice ich zamieszkania, żeby szukały Boga, czy go może nie wyczują i nie znajdą, bo przecież nie jest On daleko od każdego z nas [Dz 17,26-27]. Ta natchniona myśl wskazuje nam optymalne miejsce życia i służby Bogu, bowiem  jak ptak, który daleko odleciał od gniazda, tak człowiek, który się tuła z dala od ojczyzny [Prz 27,8]. Dodajmy, że czasem - w określonym celu - Bóg może kogoś posłać w obce strony, jak np. Józefa do Egiptu, lecz Jego zasadnicza wskazówka brzmi następująco: Mieszkaj w kraju i dbaj o wierność! [Ps 37,3].

Wchodząc w pierwszych dniach grudnia na Długi Targ w Gdańsku doznałem wewnętrznego wzruszenia. Moje serce zalała fala wdzięczności Bogu, że dał nam właśnie to miejsce na ziemi. Każdego dnia tysiące ludzi przyjeżdża, by je podziwiać, a my tutaj żyjemy i służymy Bogu na co dzień. Mało tego, w odległości zaledwie 1700 metrów od Ratusza Głównego Miasta, licząc w linii prostej, Bóg dał nam hektar ziemi nad Motławą, abyśmy mieli gdzie się spotykać, pracować, pomagać ludziom, budować się wzajemnie i pielęgnować naszą wieź z Bogiem. Jednocześnie otrzymaliśmy możliwość, aby - jako wspólnota kościelna – wpisać się w historię Gdańska troską o piękny zabytek, który niechybnie popadłby w całkowitą ruinę. Czyż to  nie przywilej, że z Bożą pomocą zmieniliśmy los tego miejsca i teraz czynimy je coraz piękniejszym?

Umiłowani, Bracia i Siostry! Dumny jestem i szczęśliwy, że dane mi jest właśnie z Wami dzielić wiarę i wspólnie pracować. Bywam w różnych przyjaznych dla mnie miejscach na ziemi, lecz za żadne skarby nie porzuciłbym tych chwil, gdy w niedzielę zgromadzamy się wszyscy na głównym nabożeństwie. Za nic w świecie nie oddałbym czasu, gdy w roboczych ubraniach siadamy z braćmi do wspólnej kawy, przy cieście upieczonym przez którąś z naszych sióstr. Nic nie może zastąpić mi widoku dzieci bawiących się w zborowym ogrodzie, który nie tak dawno był okropnym, zarośniętym śmietnikiem. Owszem, pocimy się tutaj i zmagamy z rozmaitymi przeciwnościami. Bywają dni naprawdę trudne. Jestem też świadomy, że w kolejnych latach – jeśli Bóg pozwoli – czeka nas na Olszynce ogrom dalszej pracy. Wcale mnie to jednak nie przeraża. Dane mi jest żyć i pracować we wspaniałym towarzystwie. Niemal każdego dnia przekonuję się także, że mamy wielu przyjaciół w kraju i za granicą. Wspierają nas modlitwą i dobrym słowem. Niektórzy bezinteresownie podarowali nam swój czas, fizyczną pracę lub pieniądze. Jestem przekonany w Chrystusie Panu, że w związku z tym Bóg będzie odbierał na Olszynce coraz więcej chwały.

Przyjaciele! Przed nami okres świąteczny. Niech będzie to czas wspólnego umocnienia się w Panu. Niech przepełni nas wdzięczność za dane nam miejsce na ziemi. Niech nasz zbór uczci przyjście Syna Bożego na świat wzajemną miłością i dalszą zgodną pracą na chwałę Bogu i dla wspólnego pożytku. Niech zbliżający się powrót Chrystusa Pana na ziemi zastanie nas w miejscu i na stanowisku, które On nam wyznaczył.

A ty? Czy znasz swoje miejsce na ziemi? Czy je należycie doceniasz? Czy otaczającym cię braciom i siostrom w Chrystusie dostatecznie dajesz do zrozumienia, że są kochani i dla ciebie ważni?

Po co wspominać?

2015-11-04 - Marian Biernacki

Refleksja okolicznościowa

Po co wspominać?

Po co wspominać?

 
Drugi dzień listopada jest dniem wspomnień o ludziach, którzy już od nas odeszli. Wspominamy zmarłych krewnych, przyjaciół, nauczycieli, dobroczyńców i wszystkich, którzy pozytywnie wpłynęli na nasze życie. Wspomnieniom towarzyszy refleksja, czy żyjemy tak, aby i nas ktoś kiedyś pozytywnie wspominał.

Wspominanie jest czynnością polecaną przez Biblię. Przede wszystkim trzeba nam pamiętać o Najważniejszym! Miej w pamięci Jezusa Chrystusa, który został wskrzeszony z martwych [2Tm 2,8]. On umarł, ale nie przynależy do świata zmarłych. Byłem umarły, lecz oto żyję na wieki wieków i mam klucze śmierci i piekła [Obj 1,8] - powiedział o Sobie. Jezus żyje. Śmierć nie ma nad Nim mocy. Wspominanie Jezusa, Jego śmierci i zmartwychwstania, ma dla wierzących wielkie znaczenie. Jego śmierć wyznacza bezwzględny kres naszemu staremu życiu. Jego zmartwychwstanie obwieszcza nam początek nowego życia. Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili [Rz 6,4]. Jezus wytyczył nam drogę zbawienia. Prawdziwa to mowa: Jeśli bowiem z nim umarliśmy, z nim też żyć będziemy [2Tm 2,11]. Trzeba nam codziennie mieć w pamięci Jezusa Chrystusa.

Dobrze jest również wspominać ludzi, którzy nam przybliżyli Jezusa. Bądźmy wdzięczni Bogu za kaznodziejów, którzy systematycznie, niedziela po niedzieli, głoszą nam dzisiaj ewangelię. Koniecznie jednak wspominajmy również tych, którzy już zakończyli swoją  posługę Słowa. Pamiętajcie o waszych przewodnikach, którzy wam zwiastowali Słowo Boże. Rozpatrując koniec ich życiowej drogi, naśladujcie ich wiarę [Hbr 13,7 wg przekładu Nowe Przymierze]. Gdzie bylibyśmy dzisiaj, gdyby nie ich kazania. których słuchaliśmy w dzieciństwie i w początkowych latach wiary?  Pełne świadectwo kaznodziei  i owoc jego posługi widać dopiero po jego śmierci. Z oceną niektórych dzisiejszych mówców trzeba więc jeszcze poczekać. Mamy jednak już całkiem spory zastęp sług Słowa Bożego, którzy godnie spełnili swą rolę w Kościele. Trzeba nam o nich pamiętać, ażeby z powodu owczego pędu ku nowoczesności, nie zejść z prawidłowego kursu.

Wspominając tych, którzy odeszli, dobrze jest również czerpać z tych wspomnień przestrogę. Wspomnijcie żonę Lota [Łk 17,32] – powiedział Pan. Kto chce być zbawiony, ten powinien wystrzegać się miłości do świata.  Nie miłujcie świata ani tych rzeczy, które są na świecie. Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Bo wszystko, co jest na świecie, pożądliwość ciała i pożądliwość oczu, i pycha życia, nie jest z Ojca, ale ze świata. I świat przemija wraz z pożądliwością swoją; ale kto pełni wolę Bożą, trwa na wieki [1Jn 2,15-17]. Trzeba nam żwawo iść drogą zbawienia, bez odwracania się wstecz. Trzeba nam zachować czujność, ażeby nasze serce nie przylgnęło do rzeczy materialnych. Nie mamy tu na ziemi nic trwałego. Niezniszczalne dziedzictwo, dom przygotowany dla nas na wieki wieków, czeka na nas w górze. Wspomnijmy żonę Lota, aby nie popełnić jej błędu i nie stracić go z oczu.

Tak więc, trzeba nam pamiętać, wspominać i czerpać mądrość...

Niestraszna tymczasowość

2015-08-04

Niestraszna tymczasowość

Wszystko, co posiadamy i czym żyjemy tu na ziemi jest tymczasowe i krótkotrwałe. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika [Jk 4,14]. Przyjaźń, stanowiska, możliwości, zdrowie, a także życie, któregoś dnia  się skończy.  Pismo Święte przyrównuje doczesne życie człowieka w ciele  do namiotu, natomiast wieczność w społeczności z Bogiem - do trwałego domu.

W porównaniu tym nie ma wszakże ani cienia nostalgii lub rozczarowania. Wręcz przeciwnie, jest całkiem spora ekscytacja. Wiemy bowiem, że jeśli ten namiot, który jest naszym ziemskim mieszkaniem, się rozpadnie, mamy budowlę od Boga, dom w niebie, nie rękoma zbudowany, wieczny. Dlatego też w tym doczesnym wzdychamy, pragnąc przyoblec się w domostwo nasze, które jest z nieba [2Ko 5,1-2]. Któregoś dnia bez żalu zostawimy to wszystko i pójdziemy na spotkanie z Panem Jezusem.

Jako ludzie narodzeni na nowo mamy wspaniałą obietnicę Pana: Idę przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli [Jn14,2-3]. Nie przywiązujemy się więc do tego, co tymczasowe. Albowiem nie mamy tu miasta trwałego, ale tego przyszłego szukamy [Hbr 13,14]. Już dzisiaj jesteśmy wpatrzeni w to, co nadchodzi, a nie w to, co tymczasowe.

Dobrze tę prawdę ilustruje załączona fotografia. Ludzie z Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku zgromadzają się w namiocie. Jest to tymczasowa i bardzo nietrwała budowla. Ale nieopodal wyłania się  z łaski Bożej stałe miejsce naszych zgromadzeń. Któregoś dnia opuścimy namiot i pójdziemy tam - do trwałego budynku, w którym będziemy się cieszyć dachem nad głową.

Mając tak wspaniałą perspektywę na przyszłość nie trapimy się tym, że nasze życie podobne jest do namiotu. Bogu niech będą dzięki za namiot. Bylibyśmy jednak niespełna rozumu, gdybyśmy  chcieli w nim pozostać. Gdy budowa dobiegnie końca z radością przeniesiemy życie zboru do trwałych i przestronnych pomieszczeń.

Twórzmy wspólnotę Ducha Świętego!

2015-05-22

refleksja na okoliczność święta Zesłania Ducha Świętego

Twórzmy wspólnotę Ducha Świętego!

Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE, podobnie jak inne zbory, gromadzi ludzi z różnych środowisk i z rozmaitą przeszłością. Odmienność zebranych wcześniej życiowych doświadczeń, nabytych zwyczajów i nawyków oraz wielość ukształtowanych już poglądów –  zakłóca wzajemne relacje i utrudnia społeczność. Próby ujednolicania przekonań i uzgadniania stanowisk kończą się nieraz jeszcze większym rozdźwiękiem i nieporozumieniem. Na nic zdaje się tu nakazywanie jedności. Zbór potrzebuje czegoś więcej niż tylko wspólnie uznawanego credo.

Przypomnijmy sobie zborową wycieczkę do Herrnhut w Niemczech sprzed dwóch lat i jedną z podstawowych lekcji, jaką wspólnie wzięliśmy z tamtego wyjazdu. Zgrupowane w posiadłości hrabiego Zinzendorfa osoby, wykluczone z innych kościołów o odmiennych językach i zwyczajach, trudno było utrzymać w jedności. Rodziły się wciąż nowe konflikty i zażarte spory religijne. Hrabia na różne sposoby próbował temu zaradzić, wzywając do wspólnej modlitwy i rozważania Biblii. Niewiele to dawało aż przyszedł dzień 13 sierpnia 1727 roku. Tego dnia mieszkańcy Herrnhut doświadczyli wylania Ducha Świętego, podobnie jak pierwszy kościół w Jerozolimie w dniu Zielonych Świąt. Wszyscy zostali ochrzczeni w Duchu Świętym. W jednej chwili nastąpiła powszechna zgoda i niezwykła harmonia. Od tego momentu wspólnota herrnhucka była gotowa nie tylko do zgodnego współżycia ale również do niezwykłych osiągnieć misyjnych.

Oto prawdziwa tajemnica jedności zboru. Można oczywiście jedność wypracowywać własnymi sposobami. Skupiając ludzi wokół charyzmatycznego przywódcy lub wytyczając im jakiś chlubny cel – na pewien czas udaje się osiągnąć jednomyślność zboru. Pełna i trwała wspólnota wierzących następuje jednak dopiero wówczas, gdy wszyscy w zborze zostaną napełnieni Duchem Świętym. Wszelki rozdźwięk zanika, bo też w jednym Duchu wszyscy zostaliśmy ochrzczeni w jedno ciało - czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni, i wszyscy zostaliśmy napojeni jednym Duchem [1Ko 12,13].

W przeddzień tegorocznego Święta Zesłania Ducha Świętego wzywam: Twórzmy wspólnotę Ducha Świętego! Każdy inny czynnik utrzymujący nas przy zborze któregoś dnia okaże się niewystarczający.  Przyjaźń, podobne poglądy, działalność misyjna, piękne budynki kościelne – to wszystko za mało. Prośmy o chrzest w Duchu Świętym. Tylko Duch Święty zespala dusze na trwałe. Gdy w Dniu Pięćdziesiątnicy uczniowie Jezusa napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i zaczęli mówić innymi językami, tak jak im Duch poddawał [Dz 2,4]  zmienili się nie do poznania. I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach [Dz 2,42]. Gdy wszyscy zostaniemy napełnieni Duchem Świętym, zbór będzie cieszył się powszechną zgodą i niezwykłą harmonią.

Niech łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i wspólny udział w Duchu Świętym nadają bieg waszemu życiu [2Ko 13,13].

Moc miłości

2015-02-09 - Jarosław Wierzchołowski

Moc miłości

Od niedawna w moim zborze słuchamy wykładów o przykazaniach Jezusa. Jedno z najważniejszych dotyczy miłości. Dla chrześcijan narodzonych na nowo z wody i z ducha oczywistym jest trwanie w Panu i Jego przykazaniach, w tym także w miłości do Niego i miłości wzajemnej.

Wiele myślałem o tym, jak ważne, wręcz podstawowe znaczenie ma ta miłość w istnieniu i życiu zboru – społeczności ludzi wierzących. Nie jest w ogóle możliwe istnienie takiej społeczności bez miłości jako środka cementującego. Czy można wyobrazić sobie grono ludzi zbierających się kilka razy w tygodniu, razem modlących się nieraz przez całe godziny, spędzających niekiedy wspólnie całe niedziele lub nawet tygodnie (np. na wczasach zborowych), wspierających siebie w najróżniejszy sposób (niekiedy także finansowo) – bez miłości wzajemnej?
Oczywiście żyjemy w kraju, gdzie całe tłumy gromadzą się co tydzień by poświęcać kilkadziesiąt minut wyłącznie Bogu (nie chcę w tym momencie wchodzić w to na ile faktycznie Jemu podoba się sposób, w jaki się to odbywa). Ale ci ludzie, siadający obok siebie w ławkach kościelnych nie mają ze sobą najczęściej nic wspólnego, zwykle nie znają się zupełnie. Dlatego nie tworzą wspólnoty, są widzami przedstawienia, w którym ich udział jest w zasadzie zbędny.
Zbór ewangelikalny, gdzie w każdym człowieku ucieleśnia się miłość do Chrystusa i miłość wzajemna jest z zasady ciałem Chrystusowym: … abyśmy, będąc szczerymi w miłości, wzrastali pod każdym względem w niego, który jest Głową, w Chrystusa (List Pawła do Efezjan 4:15). Chrystus [jest] Głową Kościoła, ciała, którego jest Zbawicielem. (List Pawła do Efezjan 5:23); Tak my wszyscy jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie, a z osobna jesteśmy członkami jedni drugich. (List Pawła do Rzymian12:5)
Czy można sobie w ogóle wyobrazić inną sytuację? Czy zbór chrześcijański mógłby trwać bez wzajemnej miłości? Czy jest możliwe znoszenie z cierpliwości wszystkich swoich wad (patrz List Pawła do Efezjan 4:2), w pokorze uważanie drugich za wyższych od siebie (patrz List Pawła do Filipian 2:3), dbanie o miejsce, w którym się zbieramy i składanie się na jego utrzymanie? Sporo o tym rozmyślałem. Jeżeli nie cementowałaby nas miłość wzajemna a motywacją działania nie była miłość do Jezusa i Jego słowa to dlaczego mielibyśmy spotykać się by Go wielbić?
Chrześcijanie opierający swą wiarę wyłącznie na Słowie Bożym nie są związani żadną presją społeczną, nie ona utrzymuje zbór w całości. Większość polskiego społeczeństwa nie patrzy bynajmniej z miłością na ludzi wiernych Słowu Bożemu i dlatego nie „chrzczących” swoich nowo narodzonych dzieci, nie posyłających ich do „pierwszej komunii”, nie przyjmujących „kolędy”. Gdyby jakakolwiek presja społeczna była istotna dla ewangelicznie wierzącego chrześcijanina to w tych warunkach pełniłaby ona rolę „siły odśrodkowej” w zborze. Tymczasem do zborów przychodzą wciąż nawracający się do żywego Boga ludzie. Są prowadzeni miłością, która każe im szukać miejsca, w którym znajdą zdrową naukę biblijną (List św. Pawła do Tytusa 1:9) i miłość braci i sióstr. Oczywiście, zdarza się, że odchodzą ci, których wiara (i miłość) ziębnie. Ale ich odchodzenie nie ma nic wspólnego z żadną presją.
Miłość jest silniejsza niż wszystko, jedynie ona ma moc budowania Ciała Chrystusowego, o którym pisał apostoł Paweł.

Co robisz dla chwały Bożej na Olszynce?

2014-11-05 - Marian Biernacki

o poczuciu osobistej odpowiedzialności za wspólne dzieło dla chwały Bożej

Co robisz dla chwały Bożej na Olszynce?

W tych dniach, w rok po przejęciu Dworu Olszynka przez nasz zbór, ponownie staliśmy się obiektem  zainteresowania lokalnych mediów. Po artykule zatytułowanym „Dwór Olszynka zmienia się na lepsze” Patrz tutaj, który ukazał się na portalu Trójmiasto.pl, jesteśmy adresatami rozmaitych komentarzy i listów. Większość z nich jest nam przychylna, ale nie brak też głosów sceptycznych. Docierają do mnie takie listy: Dzień Dobry. Mieszkam na Olszynce i praktycznie codziennie mam okazję patrzeć jak Dwór Olszynka przywracany jest do życia przez zbór, którego jest Pan pastorem... . Można też usłyszeć komentarze, że nasze przejęcie Dworu Olszynka, to jedynie przedłużenie jego agonii. Mało komu z grupy sceptyków chce się wierzyć, że podołamy.

Myślę, że to właściwa pora, aby w naszej zbiorowej świadomości odświeżyć pytanie komu i czemu ma służyć nasz trud na Olszynce? Rok temu, zabierając się za ruiny, śmieci i chaszcze przy ul. Olszyńskiej 37 ustaliliśmy, że cały nasz wysiłek dedykujemy chwale Bożej. W myśl Słowa Bożego: Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek czynicie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą [1Ko 10,31] przystąpiliśmy do dzieła, które przekracza nasze naturalne możliwości. Miesiące codziennej pracy zaowocowały niewątpliwie sporymi zmianami wizerunkowymi. Zauważają to okoliczni mieszkańcy ale też osoby rozsiane po świecie, śledzący nasze losy w Internecie. Gdy więc co nieco pozytywnego udało się w tym trudzie już osiągnąć, koniecznie powinniśmy za to oddawać chwałę Bogu. Starajmy się o tym pamiętać na co dzień i gdzie tylko się da, podkreślajmy dobroć naszego Pana, Jezusa Chrystusa, że to On nas do tej pracy zainspirował i dał siły, by ją wykonać. Albowiem z niego i przez niego i ku niemu jest wszystko; jemu niech będzie chwała na wieki [Rz 11,36].

Nie umniejszając w niczym rozmiarów poniesionego dotychczas trudu trzeba powiedzieć, że zasadnicze zadania w nowej siedzibie zboru dopiero są przed nami. Adaptacja budynku dawnej wozowni na salę zgromadzeń a potem remont kapitalny zabytkowego dworu – to zadania, przy których wielu ludzi będzie patrzeć nam na ręce. To dla nas dodatkowe wyzwanie. Nie chcemy przecież w niczym przynieść ujmy naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi. Wprost przeciwnie, niech nam zależy na tym, aby to, co tutaj robimy, rzeczywiście przyczyniało się do rozsławienia imienia Pana Jezusa. Wszyscy możemy mieć w tym praktyczny udział. Nie nam, Panie, nie nam, ale imieniu swemu daj chwałę, Dla łaski swojej, dla wierności swojej! Dlaczego mają mówić narody: Gdzież jest ich Bóg? Bóg nasz jest w niebie, Czyni wszystko, co zechce [Ps 115,1-3]. Zapragnijmy chwały Bożej na Olszynce. Dołóżmy do tego swoje pięć groszy. Niech za kilka lat będzie to powszechnie jasne, że ludzie z Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE żyją i działają z Bogiem.

Chociaż umowa użytkowania zobowiązuje nas do wykonania konkretnych robót, nie układamy żadnych żelaznych planów. Jeżeli Pan zechce, będziemy żyli i zrobimy to lub owo [Jk 4,15]. Wykonany tyle, ile On pozwoli nam zrobić w danym roku. Będziemy się w tym trzymać naszego Pana, zabiegając o kierownictwo Ducha Świętego, prosząc Go o wsparcie, za wszystko Mu dziękując, a to dlatego, aby cały czas było jasne komu należy się chwała i wdzięczność za przeobrażanie Dworu Olszynka.

Bracia i Siostry! Zadania na Olszynce są częścią naszej służby Panu. Cokolwiek czynicie, z duszy czyńcie jako dla Pana, a nie dla ludzi, wiedząc, że od Pana otrzymacie jako zapłatę dziedzictwo, gdyż Chrystusowi Panu służycie [Kol 3,23-24]. Służmy Panu ochotnie, wiernie i z oddaniem godnym naszego umiłowanego Zbawiciela i Pana.  Postarajmy się w miarę możliwości brać udział w pracy fizycznej na Olszynce. Przynieście całą dziesięcinę do spichlerza, aby był zapas w moim domu, i w ten sposób wystawcie mnie na próbę! - mówi Pan Zastępów - czy wam nie otworzę okien niebieskich i nie wyleję na was błogosławieństwa ponad miarę [Ml 3,10]. Interesujmy się tym, co dzieje się w naszym wspólnym domu i zajeżdżajmy do niego w wolnej chwili, chociażby po to, aby w nim pobyć i mieć społeczność z zastanymi tu ludźmi. Niech będzie to wiadome, że lubimy i doceniamy miejsce dane naszemu zborowi od Boga na lata ziemskiej pielgrzymki. Tak czy siak, rozsławiajmy razem imię naszego Pana, Jezusa Chrystusa w Gdańsku i na całym świecie.

Siódme miejsce spotkań

2014-10-17 - Marian Biernacki

Zmierzając ku docelowej sali zgromadzeń zboru

Siódme miejsce spotkań

Pragnę tym razem zaprosić Was, Bracia i Siostry, do chwili namysłu nad naszym miejscem zgromadzeń. Rozpoczynamy nabożeństwa w 6. już miejscu, biorąc pod uwagę całe dzieje naszego zboru.  Najpierw, przez 6 lat, zgromadzaliśmy się przy Alei Jana Pawła II  nr 7 na Zaspie w salce o powierzchni ok. 70 mkw. Potem nastąpiła wielka zmiana i przez 9 lat dysponowaliśmy dziesięciokrotnie większą  salą dawnego kina Znicz  przy ul. Szymanowskiego 12 we Wrzeszczu. Brak ogrzewania sali głównej sprawił, że urządziliśmy tam sobie mniejszą salą o powierzchni ok. 200 mkw. Czwartym miejscem naszych zgromadzeń była sala na piętrze przy ul. Droszyńskiego 28. Po trzech latach w Oliwie rozpoczęliśmy nabożeństwa w piątym miejscu, czyli w namiocie na Olszynce. Przetrwaliśmy tak ponad 5 miesięcy, przeżywając swoistą przygodę, pisaną słońcem, deszczem i wiatrem.  Teraz na zimę chowamy się do budynku dworu. Doznamy tu nieco większego ścisku, ale za to w bliskiej perspektywie mamy 7. miejsce  – czyli docelową salę zgromadzeń Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE.

Umiłowani w Chrystusie! Wdzięczni Bogu za każde dotychczasowe miejsce naszych nabożeństw, skierujmy się ku temu, które pojawia się na horyzoncie. Mamy na naszej posesji stary budynek byłej wozowni i gotowy projekt jej adaptacji na salę spotkań zboru. Czeka nas niemały wysiłek logistyczny, fizyczny i finansowy.  Zimą przygotujemy się do niego i – jeśli Pan pozwoli – wczesną wiosną wystartujemy z robotami rozbiórkowymi. Potem naprawimy mury,  zalejemy strop, zbudujemy dach, położymy instalacje, wylejemy podłogę i zajmiemy się pracami wykończeniowymi. Czy zdążymy na następną zimę przeprowadzić się już do nowej sali zgromadzeń?

Potrzebna jest mobilizacja każdego z nas.  Izraelici na pustyni nie mieli większych od nas możliwości, a jednak byli w stanie zbudować Przybytek. Jak tego dokonali?  I wezwał Mojżesz Besalela i Oholiaba, i wszystkich zręcznych mężów, których serce Pan obdarzył mądrością, wszystkich, których serce poniosło, aby przystąpić do pracy i ją wykonać.  I odebrali od Mojżesza wszystkie dary, które przynieśli synowie izraelscy na wykonanie prac, potrzebnych do służby w świątyni. Oni zaś nadal przynosili do niego dobrowolne dary każdego rana.  I zeszli się wszyscy zręczni wykonawcy wszelkiej pracy potrzebnej do służby w świątyni, każdy od swojej własnej pracy, jaką dotąd wykonywali,  i rzekli do Mojżesza: Lud przynosi więcej, niż potrzeba na wykonanie tego, co Pan nakazał wykonać.  Wtedy Mojżesz wydał rozkaz, który ogłoszono w obozie: Niechaj już nikt - ani mężczyzna, ani kobieta, nie przynosi ze swego dorobku żadnego daru ofiarnego na rzecz świątyni. I lud zaprzestał przynosić.  A tego, co zniesiono, wystarczało na wykonanie wszelkich prac, a nawet zbywało [2Mo 36,2-7].

Naród Boży wykazał się niezwykłą ofiarnością. Wielu nawet odrywało się od swojej własnej pracy, by budować Przybytek. Wszyscy przynosili dobrowolne dary. Zgodnie z tą wskazówką Słowa Bożego uczynimy podobnie. Każdy z nas może z radością i ochotnie przyłożyć się do tego dzieła. Nawet dzieci mają do tego prawo, by mieć swój udział w przygotowaniu miejsca zgromadzeń zboru, choćby poprzez poświęcenie na ten cel swojego kieszonkowego. Obok tego, co sami możemy ofiarować, zawsze istnieją jeszcze możliwości poproszenia naszych bliskich, krewnych i znajomych, aby zechcieli nas wesprzeć. Można opisać nasze dzieło i z modlitwą rozesłać to wszędzie, gdzie tylko się da z prośbą o pomoc. Bóg może w ten sposób posłużyć się Wami bardziej niż mną. Dotrzecie do ludzi, do których ja nie mam dostępu i – być może - pobudzicie ich do ofiarności. Liczy się naprawdę każda złotówka.  Żaden dar nie jest zbyt mały, aby go ofiarować na nową kaplicę Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE.

Żadna budowla na ziemi nie jest wieczna, przemija bowiem kształt tego świata [1Ko 7,31]. Dotychczasowa historia naszych zgromadzeń potwierdza, że pielgrzymami jesteśmy, że Kościół jest w drodze, że nie budujemy tu nic na wieki wieków. Widać to po zaledwie dwustuletnim Dworze Olszynka, który wymaga kapitalnego remontu. Sala spotkań jest nam potrzebna, abyśmy mogli wypełnić rolę wyznaczoną nam na teraz. Odpowiadamy za to, aby obecnemu pokoleniu głosić ewangelię. Trzeba nam w tych dniach jak najlepiej wykonać wolę Bożą. Potrzebujemy tej sali, aby w następnych latach – jeśli Pan Jezus wcześniej jeszcze nie powróci – używać jej do ratowania dusz i budowania się wzajemnie.  Do dzieła, Przyjaciele!

Oto fotograficzny przegląd naszych dotychczasowych sal: