Artykuły otagowane: wiara

Skąd pewność, że Bóg podniesie?

2016-03-26 - Marian Biernacki

Rozmyślanie Wielkopiątkowe

Skąd pewność, że Bóg podniesie?

Rozmyślam dziś nad powodami, dla których Syn Boży stał się Synem Człowieczym i umarł na krzyżu za grzech świata. Dlaczego chciał podnieść upadłego człowieka? Skąd mogę być pewny, że gdy już jako chrześcijanin upadnę, On zawsze mnie podniesie?

Po pierwsze, ponieważ każdy, nawet największy grzesznik, nosi w sobie jakiś obraz Stwórcy. I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich [1Mo 1,27]. Bóg ma szczególny stosunek do swego stworzenia, a człowieka uczynił właśnie na swój obraz. Wyobraź sobie, że przychodzisz do śmietnika, a tam wśród setek innych papierów na ziemi leży jakaś kartka z twoją fotografią. Czy jej nie zabierzesz stamtąd? Raczej nie możesz przejść obojętnie na tym, że twój wizerunek wala się po śmietniku. Nachylasz się i go podnosisz. Biblia mówi:  Któż jest jak Pan, Bóg nasz, który mieszka na wysokościach i patrzy w dół na niebo i na ziemię? Podnosi nędzarza z prochu, a ubogiego wywyższa ze śmieci, aby posadzić go z książętami, z książętami ludu swego [Ps 113,5-8].

To jest kapitalna myśl dla wszystkich grzeszników! Mogą liczyć na łaskę Bożą, bo są Jego tworem.  Pamiętam, mój syn w dzieciństwie samodzielnie uszył sobie pluszaka. Przy okazji licznych przeprowadzek  wiele  zabawek bezpowrotnie nam przepadało, ale nie jego dzieło. Dlaczego? Bo miał do tej zabawki osobisty stosunek.  Niech każdy człowiek to wie, że już z samej racji bycia Bożym stworzeniem jest obiektem Jego miłości i troski. Jest to podstawowy, uniwersalny powód, dlaczego przyszedł Syn Człowieczy, aby szukać i zbawić to, co zginęło [Łk 19,10].

Mało tego. Kto uwierzył w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, ten ma daleko lepszą podstawę do pewności, że pomimo upadku zostanie podniesiony. Warunkiem jest tu bycie własnością Syna Bożego. On nas wykupił swoją  krwią. My jesteśmy w tym, który jest prawdziwy, w Synu jego, Jezusie Chrystusie [1Jn 5,20], przeto czy żyjemy, czy umieramy, Pańscy jesteśmy [Rz 14,8].  Innymi słowy, przez wiarę przynależymy do Jezusa Chrystusa i jesteśmy Jego własnością.  Z tego tytułu bez najmniejszej wątpliwości możemy więc być pewni, że Bóg nas nie pozostawi w upadku.

Wyobraź sobie, że przechodzisz koło szkoły i zauważasz na chodniku walający się szalik. Normalnie takie szaliki cię nie obchodzą, ale poznajesz, że jest to szalik twojego dziecka. Natychmiast więc podnosisz go i ratujesz z tej poniewierki. Bóg rozpoznaje ludzi, którzy są własnością Syna Bożego. Kto należy do Jezusa, ten zawsze może liczyć na to, że zostanie podniesiony, bo choć sprawiedliwy siedem razy upadnie, jednak znowu się podniesie [Prz 24,16].

Jest i trzeci powód, dla którego Bóg podnosi z upadku. Jest nim krew Jezusa, przez którą staliśmy się członkami Bożej rodziny. Swego czasu Abraham dowiedział się, że wśród ograbionych i uprowadzonych  osób znalazł się jego bratanek Lot. Co w tej sytuacji zrobił? Czym prędzej zebrał najlepszych do walki  ludzi i natychmiast wyruszył, aby go odbić. Nie zostawił swojego krewniaka na pastwę losu. Tak odzyskał cały dobytek. Również przyprowadził na powrót Lota, bratanka swego, i jego dobytek, a także kobiety i ludzi [1Mo 14,16].

Biblia mówi: Ale teraz wy, którzy niegdyś byliście dalecy, staliście się w Chrystusie Jezusie bliscy przez krew Chrystusową [Ef 2,13]. Jesteśmy synami i córkami Bożymi. Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię jego, którzy narodzili się nie z krwi ani z cielesnej woli, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga [Jn 1,12-13]. Każde dziecko Boże może nosić w sercu następującą pewność: Przeto rozweseliło się serce moje i rozradował się język mój, a nadto i ciało moje spoczywać będzie w nadziei, bo nie zostawisz duszy mojej w otchłani I nie dopuścisz, by święty twój oglądał skażenie [Dz 2,26-27].  Bóg nas podniesie, bo jesteśmy mu bliscy przez krew Chrystusową.

Podsumujmy. Są trzy powody, dla których Bóg nas podnosi; (1) Każdy grzesznik nosi na sobie jakiś ślad Stwórcy. (2) Wierzący w Jezusa jest Jego własnością. (3) Przez krew Chrystusową jesteśmy członkami Bożej rodziny. Bóg nie potrzebuje żadnej dodatkowej motywacji, aby się nad nami pochylać. Robi to ze względu na samego Siebie. Uwierzmy w to! Bądźmy tego pewni, gdy sami znajdziemy się w jakimś upadku i tak myślmy o innych. Wielu mówi o mnie: Nie ma dla niego ratunku u Boga. Ale Ty, Panie, jesteś tarczą moją, chwałą moją, i Ty podnosisz głowę moją [Ps 3,3-4].  Śmierć Jezusa Chrystusa za grzech świata jest najdobitniejszym dowodem na to, że Bóg gotów jest zrobić wszystko, aby nas podnieść. Świętujmy wspaniałomyślność Bożą!

Twórzmy wspólnotę Ducha Świętego!

2015-05-22

refleksja na okoliczność święta Zesłania Ducha Świętego

Twórzmy wspólnotę Ducha Świętego!

Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE, podobnie jak inne zbory, gromadzi ludzi z różnych środowisk i z rozmaitą przeszłością. Odmienność zebranych wcześniej życiowych doświadczeń, nabytych zwyczajów i nawyków oraz wielość ukształtowanych już poglądów –  zakłóca wzajemne relacje i utrudnia społeczność. Próby ujednolicania przekonań i uzgadniania stanowisk kończą się nieraz jeszcze większym rozdźwiękiem i nieporozumieniem. Na nic zdaje się tu nakazywanie jedności. Zbór potrzebuje czegoś więcej niż tylko wspólnie uznawanego credo.

Przypomnijmy sobie zborową wycieczkę do Herrnhut w Niemczech sprzed dwóch lat i jedną z podstawowych lekcji, jaką wspólnie wzięliśmy z tamtego wyjazdu. Zgrupowane w posiadłości hrabiego Zinzendorfa osoby, wykluczone z innych kościołów o odmiennych językach i zwyczajach, trudno było utrzymać w jedności. Rodziły się wciąż nowe konflikty i zażarte spory religijne. Hrabia na różne sposoby próbował temu zaradzić, wzywając do wspólnej modlitwy i rozważania Biblii. Niewiele to dawało aż przyszedł dzień 13 sierpnia 1727 roku. Tego dnia mieszkańcy Herrnhut doświadczyli wylania Ducha Świętego, podobnie jak pierwszy kościół w Jerozolimie w dniu Zielonych Świąt. Wszyscy zostali ochrzczeni w Duchu Świętym. W jednej chwili nastąpiła powszechna zgoda i niezwykła harmonia. Od tego momentu wspólnota herrnhucka była gotowa nie tylko do zgodnego współżycia ale również do niezwykłych osiągnieć misyjnych.

Oto prawdziwa tajemnica jedności zboru. Można oczywiście jedność wypracowywać własnymi sposobami. Skupiając ludzi wokół charyzmatycznego przywódcy lub wytyczając im jakiś chlubny cel – na pewien czas udaje się osiągnąć jednomyślność zboru. Pełna i trwała wspólnota wierzących następuje jednak dopiero wówczas, gdy wszyscy w zborze zostaną napełnieni Duchem Świętym. Wszelki rozdźwięk zanika, bo też w jednym Duchu wszyscy zostaliśmy ochrzczeni w jedno ciało - czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni, i wszyscy zostaliśmy napojeni jednym Duchem [1Ko 12,13].

W przeddzień tegorocznego Święta Zesłania Ducha Świętego wzywam: Twórzmy wspólnotę Ducha Świętego! Każdy inny czynnik utrzymujący nas przy zborze któregoś dnia okaże się niewystarczający.  Przyjaźń, podobne poglądy, działalność misyjna, piękne budynki kościelne – to wszystko za mało. Prośmy o chrzest w Duchu Świętym. Tylko Duch Święty zespala dusze na trwałe. Gdy w Dniu Pięćdziesiątnicy uczniowie Jezusa napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i zaczęli mówić innymi językami, tak jak im Duch poddawał [Dz 2,4]  zmienili się nie do poznania. I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach [Dz 2,42]. Gdy wszyscy zostaniemy napełnieni Duchem Świętym, zbór będzie cieszył się powszechną zgodą i niezwykłą harmonią.

Niech łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i wspólny udział w Duchu Świętym nadają bieg waszemu życiu [2Ko 13,13].

Co robisz dla chwały Bożej na Olszynce?

2014-11-05 - Marian Biernacki

o poczuciu osobistej odpowiedzialności za wspólne dzieło dla chwały Bożej

Co robisz dla chwały Bożej na Olszynce?

W tych dniach, w rok po przejęciu Dworu Olszynka przez nasz zbór, ponownie staliśmy się obiektem  zainteresowania lokalnych mediów. Po artykule zatytułowanym „Dwór Olszynka zmienia się na lepsze” Patrz tutaj, który ukazał się na portalu Trójmiasto.pl, jesteśmy adresatami rozmaitych komentarzy i listów. Większość z nich jest nam przychylna, ale nie brak też głosów sceptycznych. Docierają do mnie takie listy: Dzień Dobry. Mieszkam na Olszynce i praktycznie codziennie mam okazję patrzeć jak Dwór Olszynka przywracany jest do życia przez zbór, którego jest Pan pastorem... . Można też usłyszeć komentarze, że nasze przejęcie Dworu Olszynka, to jedynie przedłużenie jego agonii. Mało komu z grupy sceptyków chce się wierzyć, że podołamy.

Myślę, że to właściwa pora, aby w naszej zbiorowej świadomości odświeżyć pytanie komu i czemu ma służyć nasz trud na Olszynce? Rok temu, zabierając się za ruiny, śmieci i chaszcze przy ul. Olszyńskiej 37 ustaliliśmy, że cały nasz wysiłek dedykujemy chwale Bożej. W myśl Słowa Bożego: Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek czynicie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą [1Ko 10,31] przystąpiliśmy do dzieła, które przekracza nasze naturalne możliwości. Miesiące codziennej pracy zaowocowały niewątpliwie sporymi zmianami wizerunkowymi. Zauważają to okoliczni mieszkańcy ale też osoby rozsiane po świecie, śledzący nasze losy w Internecie. Gdy więc co nieco pozytywnego udało się w tym trudzie już osiągnąć, koniecznie powinniśmy za to oddawać chwałę Bogu. Starajmy się o tym pamiętać na co dzień i gdzie tylko się da, podkreślajmy dobroć naszego Pana, Jezusa Chrystusa, że to On nas do tej pracy zainspirował i dał siły, by ją wykonać. Albowiem z niego i przez niego i ku niemu jest wszystko; jemu niech będzie chwała na wieki [Rz 11,36].

Nie umniejszając w niczym rozmiarów poniesionego dotychczas trudu trzeba powiedzieć, że zasadnicze zadania w nowej siedzibie zboru dopiero są przed nami. Adaptacja budynku dawnej wozowni na salę zgromadzeń a potem remont kapitalny zabytkowego dworu – to zadania, przy których wielu ludzi będzie patrzeć nam na ręce. To dla nas dodatkowe wyzwanie. Nie chcemy przecież w niczym przynieść ujmy naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi. Wprost przeciwnie, niech nam zależy na tym, aby to, co tutaj robimy, rzeczywiście przyczyniało się do rozsławienia imienia Pana Jezusa. Wszyscy możemy mieć w tym praktyczny udział. Nie nam, Panie, nie nam, ale imieniu swemu daj chwałę, Dla łaski swojej, dla wierności swojej! Dlaczego mają mówić narody: Gdzież jest ich Bóg? Bóg nasz jest w niebie, Czyni wszystko, co zechce [Ps 115,1-3]. Zapragnijmy chwały Bożej na Olszynce. Dołóżmy do tego swoje pięć groszy. Niech za kilka lat będzie to powszechnie jasne, że ludzie z Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE żyją i działają z Bogiem.

Chociaż umowa użytkowania zobowiązuje nas do wykonania konkretnych robót, nie układamy żadnych żelaznych planów. Jeżeli Pan zechce, będziemy żyli i zrobimy to lub owo [Jk 4,15]. Wykonany tyle, ile On pozwoli nam zrobić w danym roku. Będziemy się w tym trzymać naszego Pana, zabiegając o kierownictwo Ducha Świętego, prosząc Go o wsparcie, za wszystko Mu dziękując, a to dlatego, aby cały czas było jasne komu należy się chwała i wdzięczność za przeobrażanie Dworu Olszynka.

Bracia i Siostry! Zadania na Olszynce są częścią naszej służby Panu. Cokolwiek czynicie, z duszy czyńcie jako dla Pana, a nie dla ludzi, wiedząc, że od Pana otrzymacie jako zapłatę dziedzictwo, gdyż Chrystusowi Panu służycie [Kol 3,23-24]. Służmy Panu ochotnie, wiernie i z oddaniem godnym naszego umiłowanego Zbawiciela i Pana.  Postarajmy się w miarę możliwości brać udział w pracy fizycznej na Olszynce. Przynieście całą dziesięcinę do spichlerza, aby był zapas w moim domu, i w ten sposób wystawcie mnie na próbę! - mówi Pan Zastępów - czy wam nie otworzę okien niebieskich i nie wyleję na was błogosławieństwa ponad miarę [Ml 3,10]. Interesujmy się tym, co dzieje się w naszym wspólnym domu i zajeżdżajmy do niego w wolnej chwili, chociażby po to, aby w nim pobyć i mieć społeczność z zastanymi tu ludźmi. Niech będzie to wiadome, że lubimy i doceniamy miejsce dane naszemu zborowi od Boga na lata ziemskiej pielgrzymki. Tak czy siak, rozsławiajmy razem imię naszego Pana, Jezusa Chrystusa w Gdańsku i na całym świecie.

Ekonomia posłuszeństwa Bogu

2014-07-24 - Marian Biernacki

Ekonomia posłuszeństwa Bogu

Dzisiaj trochę o ekonomii posłuszeństwa Bogu. Bogiem wielu ludzi w tych czasach stał się rachunek ekonomiczny. Wygrywa  lepsza oferta cenowa. Nikt nie chce przepłacać ani ponosić strat. Każdy chce mieć poczucie, że coś zyskał i w czymś wygrał. Jednym z haczyków na ludzi o takim nastawieniu jest wciągnięcie ich we wstępne umowy i  koszty.  Gdy wpłacą jakąś zaliczkę, albo gdy uwierzą, że coś będą mieli taniej, to będą trzymać się obranej drogi i zamkną się na szukanie innych rozwiązań, nawet jeśli po jakimś czasie odkryją jej mankamenty.  Żal im będzie utraty poniesionych już kosztów.

W taką pułapkę wpadł kiedyś judzki król Amasjasz. Następnie Amasjasz zebrał Judejczyków i oddał ich według rodów pod komendę dowódców nad tysiącami i setników dla całego Judy i Beniamina, dokonał też przeglądu mężczyzn od dwudziestu lat wzwyż i doliczył się trzystu tysięcy zdatnych do boju, uzbrojonych w dzidę i tarczę oraz najął z Izraela sto tysięcy dzielnych wojowników za sto talentów srebra [2 Kn 25,5-11].

Wydarzenia te miały miejsce w czasach, gdy Królestwo Izraela było podzielone na państwo Północne ze stolicą w Samarii zwane Izraelem i Południowe ze stolicą w Jerozolimie zwane Judą. Podział wśród ludu Bożego polegał i na tym, że - z grubsza rzecz biorąc - królowie judzcy byli bogobojni, a królowie izraelscy bezbożni. Wszyscy byli jednakowoż potomkami jednego ojca Jakuba. Rozdźwięk między nimi wydawał się być czymś złym. Należało dążyć do jedności i współdziałania między braćmi.

Tak zrodziła się inicjatywa Amasjasza, króla judzkiego. W obliczu grożącej im wojny z Edomitami, czyli potomkami Ezawa, postanowił zaprosić do współdziałania izraelitów. W myśl słów piosenki, że nikt nie ma sam tego, co mamy razem, poszerzył swoją armię o sto tysięcy wojowników z Izraela, inwestując w to przedsięwzięcie co najmniej trzy tony srebra. Wydawać by się mogło, że był to super pomysł. Pojawił się dzięki temu jakiś przebłysk jedności między zwaśnionymi stronami. Oto synowie Jakuba mieli pójść razem walczyć z wrogami ludu Bożego. Mogło to ich przecież zbliżyć i trwale zjednoczyć.

Lecz przyszedł do niego pewien mąż Boży i rzekł: Królu! Niech nie wyrusza z tobą wojsko Izraela, gdyż Pan nie jest z Izraelem, z nikim z Efraimitów. Lecz wyrusz sam! Działaj! Wytrwaj dzielnie w boju! W przeciwnym razie Bóg przywiedzie cię do upadku wobec nieprzyjaciół. Bóg ma bowiem moc, by wesprzeć, ale i przywieść do upadku [2 Kn 25,5-11]. Zamiast pochwały za inicjatywę współpracy, Amasjasz usłyszał od Boga wezwanie do zaniechania pomysłu posiłkowania się ludźmi, którzy nie są pojednani z Bogiem. Mąż Boży potwierdził  znaną w Izraelu naukę Słowa Bożego o potrzebie ufności w  pomoc Pana, a nie szukania oparcia w ludziach, którzy nie żyją w bliskiej społeczności z Bogiem. Jednym słowem stało się jasne, że obrany przez Amasjasza sposób nie tylko nie gwarantował zwycięstwa nad Edomitami ale wręcz groził tym, że sam Pan stanie się przeciwnikiem Judy.

Tego król judzki z pewnością chciałby uniknąć, ale w jego głowie pojawił się wspomniany na początku problem poniesionych już kosztów. Wtedy rzekł Amasjasz do męża Bożego: A co zrobić ze stu talentami, które dałem wojsku izraelskiemu? Mąż Boży odpowiedział: Pan ma tyle, że może ci dać więcej niż to. Amasjasz oddzielił więc wojsko, które przyszło do niego z Efraima, aby powrócili do swych miejscowości; lecz oni wybuchnęli wielkim gniewem na Judę i powrócili do swych miejscowości mocno zagniewani. Amasjasz zaś nabrał odwagi i powiódł swój zbrojny lud [2 Kn 25,5-11].

Wyciągnijmy z tej historii parę chrześcijańskich wniosków. Jak Amasjaszowi tak i nam się zdarza, że nasze pomysły – chociaż wydają się słuszne – to jednak nie współgrają  z wolą Bożą. Bo myśli moje, to nie myśli wasze, a drogi wasze, to nie drogi moje - mówi Pan, lecz jak niebiosa są wyższe niż ziemia, tak moje drogi są wyższe niż drogi wasze i myśli moje niż myśli wasze [Iz 55,8-9]. Z tego tytułu nieraz pochopnie dokonujemy inwestycji i ponosimy koszty, których okazują się niepotrzebne, a nawet zaprzeczające szczeremu oddaniu się Chrystusowi. Pragnienie pełnienia woli Bożej zderza się wtedy w nas z niechęcią do ponoszenia strat.

Jakieś przykłady?  Oto ktoś ukończył studia na prestiżowej uczelni i ma przed sobą karierę zawodową, a Bóg wzywa go, aby pozostawił wszystko i pojechał na misję. Czyż nie szkoda tych ciężkich lat studiów? Ktoś inny wykupił drogi kurs jogi w Indiach, a właśnie dotarła do niego ewangelia i rozpoczyna nowe życie z Jezusem. Czyż nie żal wpłaconej kwoty i pożegnania się z myślą o zobaczeniu egzotycznego kraju? Oto jeszcze ktoś inny ciężko zdobywał przez lata dyskografię heavymetalową, a teraz nawrócił się do Pana Jezusa Chrystusa i już wie, że ta muzyka nie jest dla niego. A co zrobić ze stu talentami, które dałem wojsku izraelskiemu? Czy nie ma jakiejś możliwości, żeby  okazać posłuszeństwo Bogu i jednocześnie nie utracić tego, co przez lata tak ciężko zdobywaliśmy? Czy w posłuszeństwie Bogu należy odrzucić tak uznane dziś kryteria rachunku ekonomicznego? Jak wygląda ekonomia posłuszeństwa Bogu?

Biblia naucza, że posłuszeństwo Bogu nieraz wiązać się będzie z poczuciem straty materialnej. Kto chce być posłuszny Bogu, spotka się też z pretensjami ludzi, od których będzie się dystansować. Ba, narazi się nawet na szkody ze strony osób niezadowolonych z jego posłuszeństwa Bogu. Nie ominęło to Amasjasza. Lecz wojownicy z wojska, które Amasjasz odprawił, aby nie poszło z nim na wojnę, rozproszyli się po miastach judzkich od Samarii aż po Bet-Choron, zabili z nich trzy tysiące i zagrabili duży łup [2Kn 25,13].

Ekonomia posłuszeństwa Bogu rządzi się innymi niż w świecie zasadami. Pieniądze nie są tu najważniejsze. Relacje nie są najważniejsze. Dobra opinia nie jest najważniejsza. Nawet rodzina nie jest najważniejsza. Najważniejsze jest to, co powiedział Bóg. To jest arbitralne. Rodzi to w duszy człowieka oczywiste napięcie. Abraham i Sara nie wytrzymali owego napięcia i urodził się im z tego Ismael. Żona Lota nie wytrzymała tego napięcia i zamieniła się w słup soli. Król Saul nie wytrzymał tego napięcia  i stracił koronę. Amasjasz zaś nabrał odwagi i powiódł swój zbrojny lud. Machnął ręką na sto talentów srebra i zgodnie ze Słowem Bożym zwyciężył bez posiłkowania się odstępcami.

Dlatego bądźmy posłuszny Bogu niezależnie od kosztów już poniesionych! Bądźmy posłuszni Słowu Bożemu niezależnie też od kosztów prognozowanych. Uwierzmy Panu Jezusowi Chrystusowi! On może dać nam więcej niż wszystko to, co próbuje nas zatrzymać przed pełnym oddaniem i poświęceniem się Bogu. Upewnijmy się, jaka jest dla nas wola Boża objawiona w Piśmie Świętym i trwajmy przy tym, choćbyśmy mieli ponieść przy tym śmierć.  Pan powiedział:  Kto stara się zachować życie swoje, straci je, a kto straci życie swoje dla mnie, znajdzie je [Mt 10,39].

Taka jest ekonomia posłuszeństwa Bogu.

Jak trzcina kołysana przez wiatr

2014-07-12 - Marian Biernacki

o ludzkiej chwiejności

Jak trzcina kołysana przez wiatr

Dzisiejsza lektura Pisma Świętego skłoniła mnie do chwili zadumy nad chwiejnością ludzkich postaw. W jedenastym rozdziale Ewangelii Mateusza natrafiamy na intrygującą informację o Janie Chrzcicielu. Największy prorok Izraela, który wcześniej obwieścił o Jezusie:  Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata [Jn 1,28] po kilku latach pyta: Czy Ty jesteś tym, który ma przyjść, czy też mamy oczekiwać innego? [Mt 11,3]. Cóż wzbudziło w Janie takie wątpliwości? Czyżby Jezus  zmienił się w międzyczasie? Czy dał jakieś obiektywne powody, aby Janowa pewność sprzed paru lat ustąpiła miejsca takiej rozterce?

Nie. To nie Jezus, a Jan zachwiał się w swoich przekonaniach. A gdy ci odchodzili, zaczął Jezus mówić do tłumów o Janie: Co wyszliście oglądać na pustyni? Czy trzcinę chwiejącą się od wiatru? [Mt 11,7]. Człowiek - nawet tej co Jan klasy – niestety, może okazać się chwiejny. Wątpliwości bardzo szybko mogą ogarnąć ludzką duszę. Wystarczy, że zaniedbamy osobistą społeczność z Bogiem czy też dostaniemy się pod wpływ złych osób, a wkrótce nasza wcześniejsza pewność kruszy się i rozsypuje.

Iluż wokół siebie mamy takich „Piotrów”, którzy wcześniej zapewniali, że będą z nami, a już ich przy nas nie ma? Iluż mężów zapewniało, że będą kochać i nie opuszczą żony aż do śmierci? Ileż żon w słowach przysięgi małżeńskiej gwarantowało uległość mężowi, jak Chrystusowi  Panu?  Ileż przyjacielskich zapewnień poszło w niepamięć? Okoliczności mogą być różne i bardzo złożone, ale chwiejność zawsze świadczy o jakimś kryzysie w relacjach z Bogiem i wybrakowanej wierze.

Człowiek prawdziwie wierzący nie jest jak chorągiewka na dachu. Nauka Boga jego jest w sercu jego. Kroki jego nie chwieją się [Ps 37,31]. Miałem Pana zawsze przed oczami mymi, gdyż jest po prawicy mojej, abym się nie zachwiał [Dz 2,25]. Ci, którzy ufają Panu są jak Góra Syjon, która się nie chwieje, lecz trwa wiecznie [Ps 125,1].

Zawsze będą wokół nas ludzie podobni do trzciny kołysanej przez wiatr. A my? A tak, bracia moi mili, bądźcie stali, niewzruszeni... [1Ko 15,58].

W obliczu cierpienia

2014-05-29 - Marian Biernacki

W obliczu cierpienia

Dziś proponuję garść myśli o podejściu chrześcijanina do cierpienia. W świetle Biblii widać, że może ono pojawić się z różnych powodów. Jak je rozumieć i przeżywać? Co cierpienie wnosi w życie chrześcijanina?

W obliczu ubóstwa

2014-05-17 - Marian Biernacki

W obliczu ubóstwa

 W  tych dniach czytam interesującą książkę D. A.  Carsona pt.  Jak długo, Panie?  Ponieważ Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE rozpoczyna działalność w uboższych rejonach Gdańska, postanowiłem przybliżyć streszczenie jednego z jej rozdziałów, traktujący o ubóstwie.

Dzień Zwycięstwa i Wolności?

2014-05-09 - Marian Biernacki

Dzień Zwycięstwa i Wolności?

 Rosja na Placu Czerwonym fetuje dziś z niespotykanym wcześniej rozmachem Dzień Zwycięstwa. Również w Polsce 9 maja obchodzimy Narodowe Święto Zwycięstwa i Wolności, ustanowione dekretem Krajowej Rady Narodowej z 8 maja 1945 roku, który głosił m.in.: Celem upamiętnienia po wsze czasy zwycięstwa Narodu Polskiego i Jego Wielkich Sprzymierzeńców nad najeźdźcą germańskim, demokracji nad hitleryzmem i faszyzmem, wolności i sprawiedliwości nad niewolą i gwałtem - dzień 9 maja, jako dzień zakończenia działań wojennych, stanowić będzie Narodowe Święto Zwycięstwa i Wolności.

Niestety, mamy to święto i nie mamy, bo chociaż teoretycznie nikt go nie odwołał, to jednak z różnych względów, zwłaszcza w dniu 9 maja, jakby przestaliśmy się owym zwycięstwem cieszyć. Zawiłości losów narodu polskiego, zdradliwa pomoc sąsiadów oraz interesowność naszych przywódców, gasi w Polakach radość z różnych zwycięstw. Wciąż zależni to od jednych, to od drugich, na nowo przekonujemy się, że nie jest nam pisane, abyśmy jako naród mogli świętować wolność prawdziwą.

 
Dlatego w dniu tak wątpliwego, Narodowego Święta Zwycięstwa i Wolności, zwracam się ku obietnicy nadchodzącego Królestwa Bożego. Chrystus Pan nie daje nam „malowanej” wolności. Chrystus wyzwolił nas, abyśmy w tej wolności żyli [Ga 5,1]. Syn Boży oddał życie za grzech świata, nie po to aby zrobić na nas jakiś interes. Uczynił to, aby na wieki cieszyć się widokiem zbawionych, szczęśliwych dusz ludzkich.
 
Jeśli 9 maja mam co świętować i z czego się cieszyć, to tylko z tego, że osobiście dotyczy mnie obietnica Jezusa: Jeśli więc Syn was wyswobodzi, prawdziwie wolnymi będziecie [Jn 8,36]. I jutro tym bardziej będę mówić: Bogu niech będą dzięki, który nam zawsze daje zwycięstwo w Chrystusie i sprawia, że przez nas rozchodzi się wonność poznania Bożego po całej ziemi [2Ko2,14].
 
Chociaż jako Polakowi raczej nie jest mi pisane, aby szczerze i prawdziwie, z pełnym rozmachem - jak np. dzisiejszym Rosjanom - świętować jakiekolwiek zwycięstwo mojego narodu, to jednak przez wiarę przysposabiam się do zwycięstwa, którym będę się cieszyć na wieki. Jemu, który miłuje nas i który wyzwolił nas z grzechów naszych przez krew swoją, i uczynił nas rodem królewskim, kapłanami Boga i Ojca swojego, niech będzie chwała i moc na wieki wieków. Amen [Obj 1,5-6].