Artykuły otagowane: kz gdańsk

Uważajcie na siebie!

2020-03-21 - Marian Biernacki

Zapowiedź niedzielnego kazania

Uważajcie na siebie!

Miłość do braci i sióstr w Chrystusie przynagla i mnie do przekazania Słowa Bożego w tych dziwnych dniach, jakie przyszły na cały świat.

Mówiąc o czasach końca, Jezus zapowiedział na ziemi lęk bezradnych narodów [Łk 21,25]. Wydaje się, że zjawisko powszechnego lęku przestało być nam obce. Tylko nieliczne "duchowe pyszałki" naśmiewają się z niego. Wszyscy obawiamy się, jeśli nie o swoje własne, to o życie naszych bliskich. Jakkolwiek by nie cytować Psalmu 91., to chrześcijanie również mogą złapać koronawirusa. Przykładem niech będzie jeden z przywódców Assemblies of God, głównej denominacji zielonoświątkowej na świecie, który od czwartku ma COVID-19 w organizmie. Boimy się więc, zwłaszcza o osoby w wieku podwyższonego ryzyka. W ślad za apostołem Pawłem miewamy też inne obawy. Obawiam się jednak, czy w jakiś sposób - podobnie jak wąż zwiódł Ewę swoją przebiegłością - wasze myśli nie zostały skażone i odwiedzione od szczerości i czystości względem Chrystusa [2Ko 11,3]. Niech mi nikt nie mówi, że niczego się nie boi. Owszem, jako naśladowcy Pana nie jesteśmy ludźmi lękliwymi, Bóg bowiem nie dał nam ducha lęku, lecz mocy, ale ponieważ jest to również duch miłości i trzeźwego myślenia [2Tm 1,7] to jak najbardziej z rozmaitymi obawami trzeba nam się zmagać.

W czasie niepewności i podwyższonej troski o własną skórę należy przede wszystkim zadbać o pojednanie z Bogiem. Dlatego w miejsce Chrystusa głosimy poselstwo jakby samego Boga, który przez nas kieruje do ludzi wezwanie. W miejsce Chrystusa błagamy: Pojednajcie się z Bogiem [2Ko 5,20]. W myśl przysłowia "jak trwoga to do Boga" można by się spodziewać, że ludzie zaczną się teraz nawracać. Tymczasem ludzkie serca są na tyle zatwardzone grzechem, że nawet w obliczu strasznych plag potrafią odrzucić ewangelię. Ludzie z bólu gryźli swe języki. Zmagali się z cierpieniem i wrzodami. A jednak z tego powodu bluźnili Bogu nieba, zamiast się opamiętać i zaprzestać swoich czynów [Obj 16,10b-11]. Jakkolwiek ludzie by nie reagowali, niezmiennie ewangelia zostanie rozgłoszona po całym zamieszkałym świecie na świadectwo wszystkim narodom - i wtedy nadejdzie koniec [Mt 24,14].

Wiem, że niektórzy spodziewają się wielkiego przebudzenia duchowego. Tym mówię ja, nie Pan [1Ko 7,12], że raczej nadchodzi czas jeszcze większego odstępstwa od wiary. Jeden Bóg wie, jak bardzo chciałbym się mylić, ale Biblia właśnie tak opisuje dni ostateczne. Zepsuci ludzi i zwodziciele, siebie i innych prowadząc na manowce, posuwać się będą do coraz większego zła [2Tm 3,13]. Myślę, że nawet wielu dzisiaj ewangelicznie wierzących ludzi wkrótce porzuci ścieżkę naśladowania Chrystusa. Godzina próby polega bowiem między innymi na tym, że Bóg w czasie jej trwania nie odpowiada na modlitwy. Aby przy Nim wytrwać, trzeba w złym czasie wykazać się niezachwianą wiarą. Cieleśni chrześcijanie tej próby nie przejdą, bo nie mogą.

Chrześcijanie nastawieni na sukcesy w doczesności, upatrujący w wierze gwarancji długiego i szczęśliwego życia, muszą któregoś dnia rozczarować się Bogiem tak pojmowanym. Syn Boży nie przyszedł zapewnić nam pomyślności na grzesznym świecie. W osobie Jezusa Chrystusa mamy zbawienie od grzechów i od wiecznego potępienia. Najwyższy czas to zrozumieć, że Jezusowa obietnica dla Jego owiec: Ja przyszedłem aby miały życie i aby miały je w obfitości [J 10,10] dotyczy daru życia wiecznego, a nie życia w ciele, jak chcieliby głosiciele ewangelii sukcesu.

Dla ludu Bożego nadszedł wyjątkowo stosowny czas do ujawnienia się naszej wolności od lęku przed śmiercią. Przez wiarę ukryci w Chrystusie jesteśmy bezpieczni, jak ongiś Noe w arce. Ludzie naprawdę wierzący w Boga nie drżą o swoje życie i nie dadzą się zastraszyć. Dobrze to wyraził Nehemiasz. Czy człowiek taki jak ja ma uciekać? Czy ktoś taki jak wejdzie do przybytku, aby ratować życie? Nie pójdę! [Neh 6,11]. Nie musimy nikogo epatować naszą odwagą. Wystarczy, że zachowamy się godnie dając świadectwo, że - jak to śpiewamy w znanej pieśni - Boży pokój jak rzeka wypełnia duszę mą...

Przeżycia i obserwacje z ostatnich dni dobitnie pokazują, jak łatwo cały ten świat może się zawalić. Jeszcze dziesięć dni temu mogliśmy żywić przekonanie, że nic nie może wstrząsnąć posadami utrwalonych reguł międzynarodowego porządku życia. Dzisiaj na własnej skórze się przekonaliśmy, że zapowiedzi Pisma Świętego dotyczące wszystkich ludzi na ziemi w jednej chwili mogą się urzeczywistnić.  Dlatego uważnie wsłuchajmy się w słowa Pana Jezusa.

Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie stały się ociężałe przez opilstwo, obżarstwo i starania o życie, aby nie zaskoczył was ów dzień niespodziewany jak potrzask. Bo on nagle przyjdzie na wszystkich, którzy znajdują się na obliczu całej ziemi. Czuwajcie każdej chwili, modląc się o to, abyście byli zdolni wyjść cało z tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym [Łk 21,34-36].

Uważajcie na siebie! Te słowa Jezusa - jeśli Bóg pozwoli - będą tematem naszego rozważania podczas nabożeństwa Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w najbliższą niedzielę 22 marca 2020 roku.

Transmisja on-line https://www.facebook.com/ccnowezycie/
Nabożeństwo będzie udostępnione wieczorem na zborowym kanale YouTube. Kliknij: Centrum Chrześcijańskie NOWE ZYCIE w Gdańsku  Można też będzie go posłuchać w formacie mp3 na www.ccnz.pl w dziale AUDIO.  Zapraszam.

Post i modlitwa

2020-03-17 - Marian Biernacki

Post i modlitwa

Dzisiaj w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE mamy dzień postu i modlitwy. Przyłączyliśmy się w ten sposób do ogłoszonego na ten tydzień dla całego Kościoła Zielonoświątkowego apelu, aby modlić się o Bożą ochronę, zatrzymanie epidemii, rząd, lekarzy i o ekonomię kraju. W chwili gdy piszę te słowa mamy w Polsce 205 potwierdzonych przypadków zainfekowania koronowirusem przy 182247 zarażonych na świecie.

Biblia mówi, że swego czasu w Izraelu też rozszalała się zaraza.  Pomijając tu powody, dla których ludzie zaczęli masowo umierać, pragnę zwrócić dziś uwagę na to, jak w obliczu owego nieszczęścia zachował się król Dawid.

W tym dniu poszedł Gad do Dawida i rzekł do niego: Idź, wznieś ołtarz dla Pana na klepisku Arawny Jebuzejczyka. Poszedł tedy Dawid zgodnie ze słowami Gada, jak Pan nakazał. Gdy Arawna wyjrzał i zobaczył króla wraz z jego sługami, zbliżających się do niego, wyszedł i oddając królowi pokłon aż do ziemi, rzekł: Po co przychodzi mój pan, król, do swego sługi? Dawid odpowiedział: Po to, aby kupić od ciebie klepisko i zbudować na nim ołtarz dla Pana, aby zatrzymana została zaraza wśród ludu. Arawna odpowiedział królowi: Niechaj mój pan, król, zabiera i składa na całopalenie, co mu się podoba. Patrz, oto bydło na całopalenie, a wał do młócenia i jarzma z bydła jako drwa. Wszystko to, o królu, Arawna oddaje królowi. Rzekł jeszcze Arawna do króla: Niechaj Pan, Bóg twój, będzie ci miłościw! Lecz król rzekł do Arawny: Nie tak, ale chcę to kupić od ciebie za pieniądze; nie chcę bowiem składać Panu, Bogu mojemu, całopaleń darmowych. Toteż Dawid kupił klepisko i bydło za pięćdziesiąt sykli srebra. I zbudował tam Dawid ołtarz Panu, i złożył ofiary całopalne i ofiary pojednania, a Pan dał się przebłagać za ziemię i zatrzymana została zaraza w Izraelu [2Sm 24,18-25].

Proszę zauważyć, że w opisanym tu zachowaniu Dawida na pierwszym planie pojawia się posłuszeństwo Słowu Bożemu obwieszczonemu mu przez proroka Gada. Na tę chwilę nieważne było, co o sprawie myśli sam Dawid, chociaż był królem, ani też jakie są jego koncepcje na rozwiązanie problemu. Otrzymał instrukcję, że w konkretnym miejscu ma wznieść ołtarz dla Pana. I tak zrobił. Pouczające w tej historii jest również to, że Dawid na wzniesionym ołtarzu złożył ofiary całopalne oraz ofiary pojednania. Skupił się przede wszystkim na tym, aby sprawić Bogu przyjemność. I po trzecie, w zachowaniu Dawida ujmuje mnie nieodparta gotowość do poniesienia osobistych kosztów. Nie chciał składać Panu całopaleń darmowych. Nie chciał prześliznąć się przez ten trudny czas jak najmniejszym kosztem.

Kto czyta Biblię, ten wie, że miejsce to stało się potem ośrodkiem prawdziwego kultu Jahwe. Po latach właśnie tam Salomon wzniósł Panu świątynię.

Czy nasze obecne zmagania w stanie zagrożenia epidemicznego mogą podobnie zaowocować? Czy zbór zechce wznieść ołtarz Panu i złożyć Mu całopalne ofiary? Czy zapalimy dziś ofiary pojednania i w ten sposób sprawimy Bogu przyjemność? Niech nie będą to ofiary darmowe.

post i modlitwa 1

Tym bardziej w zagrożeniu

2020-03-12

Do Członków i Przyjaciół Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE

Tym bardziej w zagrożeniu

Czytam dzisiaj w Biblii o zachowaniu w obliczu zagrożenia życia. Przy Tobie, PANIE, postanowiłem się schronić, nie dopuść, by z tego powodu okrył mnie kiedyś wstyd. W swej sprawiedliwości wybaw mnie i ocal! Skłoń ku mnie swoje ucho i uratuj mnie! Bądź nadal moją opoką, zawsze dostępnym schronieniem; postanowiłeś mnie zbawić, bo jesteś moją skałą - Ty jesteś moją twierdzą! [Ps 71,1-3].

Nasze zaufanie do Boga nie ma zbyt wielkiej wartości w czasach pomyślności i pokoju. Każdego stać na to, by mówić o pokładaniu ufności w Bogu, gdy nic nam nie grozi. Dopiero gdy nadchodzi czas niepewności i zagrożenia życia dowiadujemy się prawdy o nas samych. Wtedy mamy naprawdę możliwość, by przed Bogiem i ludźmi wykazać się wiarą. Jeszcze ważniejsze w oczach Bożych jest podtrzymywanie naszego stanowiska wówczas, gdy niebezpieczeństwo już zakłóciło nam sielankę życia. Gdy jest źle, a my nadal zdajemy się na Boga i trwamy przy Nim - to są czasy, gdy nasza wiara faktycznie może zalśnić i przynieść chwałę Bogu.

Ja natomiast nie odstąpię od nadziei, tym bardziej będę mówił o Twojej chwale! [Ps 71,14]. Gdy dotknięci niepowodzeniem, chorobą lub jakimś innym cierpieniem nie tracimy nadziei i tym bardziej dobrze myślimy i mówimy o Bogu, wtedy bardzo zyskujemy w Jego oczach. Naszemu PANU podobają się bowiem ludzie, którzy bardziej opierają się na Jego Słowie, aniżeli na tym, co mówią naukowcy lub co można usłyszeć w mediach. Moje usta - jak czytamy w przekładzie Biblii Pierwszego Kościoła - będą sławić Twoją sprawiedliwość, przez całe dnie - Twoje zbawienie, bo nie chcę zajmować się naukami [Ps 71,15]. Ludzie mówią jedynie to, co w swoich ograniczeniach potrafili poznać i ustalić. Granice możliwości Bożych natomiast są nie do opisania i znacznie wykraczają poza ludzką wiedzę i prognozy.

Kto z nas dotychczas mówił, że nie boi się śmierci, bo przez wiarę w Jezusa Chrystusa ma żywot wieczny, kto wierzył, że chociażby umarł, żyć będzie [J 11,25] - niech tym bardziej w zagrożeniu koronawirusem wykaże się niezachwianym zaufaniem do Boga. Dla ludzi biblijnie wierzących to dobry czas. Poddani wszelkiemu ludzkiemu porządkowi ze względu na Pana [1Pt 2,13] zachowajmy spokój. Niech nasza wiara zalśni w tych dniach i przyniesie chwałę Bogu!

Zbór jako ośrodek kultury Królestwa Bożego

2019-12-13

Rozważanie o roli jaką pełnimy w naszym otoczeniu

Zbór jako ośrodek kultury Królestwa Bożego

Słownik języka polskiego definiuje kulturę w interesującym nas aspekcie jako stopień doskonałości, sprawności w opanowaniu jakiejś umiejętności, jako wysoki poziom czegoś, zwłaszcza rozwoju intelektualnego czy moralnego. Mówi się więc o kulturze muzycznej, językowej, umysłowej albo np. o kulturze jazdy. Jako naśladowcy Jezusa Chrystusa jesteśmy ludźmi kultury szczególnej. Tworzymy duchowy ośrodek kultury Królestwa Bożego. Co mam na myśli?

Swego czasu dane mi było zajrzeć do Domu Kultury Polskiej na Litwie. Na terenach dość gęsto zamieszkanych przez Polaków stworzono miejsce, gdzie nasi rodacy spotykali się i na różne sposoby wyrażali tam samych siebie; swoje obyczaje, upodobania, przyzwyczajenia i zainteresowania. Z miłości i szacunku do moich rodaków nie napiszę, jak wyglądało to miejsce.  Było wszakże świadectwem stanu ducha i kultury osobistej tamtejszych mieszkańców polskiego pochodzenia.

Nie inaczej jest z nami. Kto odwiedza Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE na Olszynce już na pierwszy rzut oka może się o nas sporo dowiedzieć. Oczywiście, najpierw zwraca uwagę na rzeczy zewnętrzne. Lecz liczy się nie tylko to, aby wszystko było na swoim miejscu, aby trawa była wykoszona a cała posesja należycie uporządkowana. Nie mniej ważne jest i to, by został on przez nas serdecznie przywitany i potraktowany w sposób godny miejsca, w którym się znalazł.

Królestwo Boże na ziemi wyraża się zachowaniem osób, które do niego należą. Królestwo Boże nie przychodzi w sposób dostrzegalny. Nikt nie powie: Spójrzcie, jest tutaj! Albo: Spójrzcie, jest tam! Bo właściwie Królestwo Boże jest pośród was [Łk 17,20b-21]. Zbór chrześcijański z natury rzeczy jest więc ośrodkiem kultury Królestwa Bożego. Nasze czyny, gesty i słowa, całe nasze zachowanie na Olszynce – chcemy czy nie chcemy – jest odzwierciedleniem Królestwa Bożego w nas. Tym samym przynosimy Królestwu Bożemu albo chwałę, albo ujmę. Albo wysyłamy zrozumiałe sygnały na jego temat, albo zaciemniamy obraz Królestwa Bożego w oczach przyglądających się nam ludzi.

Rola domu kultury Królestwa Bożego na ziemi jest bardzo odpowiedzialna i zobowiązująca. Wymaga od nas wszystkich postępowania zgodnego ze standardami Pisma Świętego. Nie może ono być zdominowane przez sprawy o charakterze fizycznym, albowiem Królestwo Boże, to nie pokarm i napój, lecz sprawiedliwość i pokój, i radość w Duchu Świętym [Rz 14,17]. Powinno być nacechowane harmonią i pokojem Bożym, gdyż Bóg nie jest Bogiem zamieszania, ale pokoju [1Ko 14,33]. Miejsce kultury Królestwa Bożego z założenia, z natury rzeczy, ma służyć chwale Bożej, a nie ludzkiej. Ma sprawiać przyjemność Bogu, a nie służyć ludzkim upodobaniom. Z tego też tytułu zbór nie jest miejscem do uprawiania pluralizmu kulturowego. Chrześcijańska pobożność nie zapożycza świeckich zwyczajów i nie splata się z nimi. Bóg nie chce, aby kościół był ośrodkiem multikulti. Dlatego nie wnośmy do życia zboru metod, manier i aplauzów zapożyczanych ze świeckich imprez.

W ośrodku kultury Królestwa Bożego myśli się i rozmawia w sposób godny dzieci Bożych. Wreszcie, bracia, myślcie tylko o tym, co prawdziwe, co poczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, co jest cnotą i godne pochwały [Flp 4,8]. Niech żadne nieprzyzwoite słowo nie wychodzi z ust waszych, ale tylko dobre, które może budować, gdy zajdzie potrzeba, aby przyniosło błogosławieństwo tym, którzy go słuchają [Ef 4,29]. Tutaj nie plotkuje się ani nie obmawia bliźnich. Nie mówi się źle o władzy ani nie krytykuje innych chrześcijan. Kultura Królestwa Bożego polega na stałej gotowości do usługiwania innym i uważania ich za wyższych od siebie.

Mając powyższe na uwadze wszyscy z należytym zaangażowaniem przykładajmy się do tworzenia dobrego ośrodka kultury Królestwa Bożego na Olszynce. Począwszy od utrzymywania wzorowego porządku na całej parceli, poprzez wygląd zewnętrzny i wewnętrzny naszych budynków, a na godnym zachowaniu każdego z nas kończąc, dbajmy o wysoki poziom świadectwa dla otaczającego nas świata. Niech każdy, kto zajrzy do nas chociażby na chwilę, od razu zauważy i odczuje, że trafił do nieziemskiego miejsca. Niech poczuje tu atmosferę Królestwa Bożego.

Dlaczego Wieczerza Pańska jest tak ważna?

2019-05-04 - Marian Biernacki

w przeddzień nabożeństwa z Wieczerzą Pańską

Dlaczego Wieczerza Pańska jest tak ważna?

Wieczerza Pańska została ustanowiona przez Jezusa Chrystusa podczas święta Paschy, rokrocznie obchodzonego przez Żydów na wspomnienie ich cudownego uwolnienia z niewoli egipskiej. Tajemnicą cudownego ocalenia Izraelitów owej nocy od śmierci był baranek paschalny. Zgodnie z wolą Bożą miał on być spożywany w czasie ostatniej plagi egipskiej, a jego krwią należało naznaczyć wejścia do izraelskich domów.

Zachowanie życia w tamtych okolicznościach wymagało czynnej wiary. Kto posłuchał i pokropił odrzwia swego domu krwią baranka, tego pierworodni domownicy ocaleli i wszyscy cieszyli się życiem. Kto zlekceważył Słowo Boże i nie oznakował swych drzwi krwią, ten miał wizytę anioła śmierci i rozpacz w domu.

Jak przebiegała typowa wieczerza paschalna na pamiątkę tamtych wydarzeń? Prowadzący na początku brał do ręki kielich z winem, ogłaszał błogosławieństwo tzw. kidusz, wypijał wino i dawał pozostałym do wypicia. Potem brano gorzkie zioła moczone w sosie owocowym. Był to także czas  na wyjaśnienie znaczenia paschy. Śpiewano też któryś z psalmów (od 113 do 118). Zasadniczą wieczerzę paschalną Żydzi zaczynali łamaniem chleba. Pili drugi kielich wina i jedli baranka oraz chleb bez kwasu. Kiedy skończyli wieczerzę prowadzący brał trzeci kielich, wypijali go po modlitwie i śpiewali kolejny hymn ze wspomnianego zakresu psalmów. Po śpiewaniu wypijali czwarty kielich podkreślając w ten sposób swą nadzieję na udział w chwale przyszłego królestwa Izraela.

W czasie swojej ostatniej wieczerzy paschalnej Jezus nadał nowe znaczenie dwóm elementom: przaśnikom i trzeciemu kielichowi. Powiedział  o chlebie: To jest ciało moje,  za was wydane; to czyńcie na pamiątkę moją(1Ko 11,24). Podając trzeci kielich powiedział: Ten kielich, to nowe przymierze we krwi mojej; to czyńcie ilekroć pić będziecie na pamiątkę moją (1Ko 11,25). Tak jest do dzisiaj. Chleb reprezentuje ciało Jezusa Chrystusa jako Baranka Bożego. Wino w Wieczerzy Pańskiej reprezentuje krew Jezusa Chrystusa jako Baranka Bożego, który gładzi grzech świata. Warto tu dodać, że w symbolice żydowskiej wino reprezentuje zarówno krew jak i radość.

W zrozumieniu głębi wymowy Wieczerzy Pańskiej może być bardzo pomocny obraz tradycyjnych zaślubin żydowskich. Gdy młody Izraelita zakochał się w kobiecie – wówczas ojcowie organizowali uroczystość zawarcie kontraktu ślubnego. Aktem, który cementował miłość i związywał Oblubienicę z Oblubieńcem na zawsze była chwila, gdy on podawał jej kielich z winem i mówił: "Wino, które jest w tym kielichu reprezentuje moją krew. Jeżeli ją wypijesz, będziesz moją. Będziesz mi na zawsze poślubioną". Jeżeli ona wzięła ten kielich i z tego kielicha wypiła, to stawali się małżeństwem.

W Wieczerzy Pańskiej mamy wyraźny akt duchowych zaręczyn Syna Bożego z Kościołem. Podając kielich swym uczniom, Jezus symbolicznie zaoferował im związanie się z Nim na zawsze na wzór małżeństwa. Apostołowie znali ten obyczaj żydowski i nie mogli tego inaczej rozumieć. Jak niegdyś Izrael był małżonką Jahwe, tak Kościół jest Oblubienicą Chrystusa, związaną z Nim prawnym kontraktem ślubnym. Wskazują na to słowa Pisma Świętego: Zabiegam bowiem o was z gorliwością Bożą; albowiem zaręczyłem was z jednym mężem, aby stawić przed Chrystusem dziewicę czystą [2Ko 11,2].  Każdy, kto dzisiaj w akcie Wieczerzy Pańskiej pije z kielicha Pańskiego – daje świadectwo, że przyjął oświadczyny PANA i jest z Nim związany dozgonnym węzłem.

Tak było z izraelskimi zaślubinami. Po wypiciu wina z kielicha podanego przez oblubieńca  narzeczona była mu poślubiona. Od tego momentu należała tylko do niego. Zgodnie ze Słowem Bożym złamanie tych ślubów było w Izraelu karane śmiercią. Pomimo tego, że oblubieniec jeszcze nie mieszkał z oblubienicą, to już była ona zobowiązana do dochowania mu całkowitej wierności. Stąd rozterka Józefa po otrzymaniu informacji, że Maria – z którą byli już związani  takim kontraktem - jest w ciąży. Dopiero, gdy otrzymał objawienie w tej sprawie uspokoił się i w stosownym czasie przyjął Marię do przygotowanego już domu.

Udział w Wieczerzy Pańskiej zobowiązuje do wierności Panu. Nie możecie pić kielicha Pańskiego i kielicha demonów; nie możecie być uczestnikami stołu Pańskiego i stołu demonów. Albo czy chcemy Pana pobudzać do gniewu? Czyśmy mocniejsi od niego? [1Ko 10,21-22].  Stąd przestroga, którą często powtarzamy za apostołem: Niechże więc człowiek samego siebie doświadcza i tak niech je z chleba tego i z kielicha tego pije. Albowiem kto je i pije niegodnie, nie rozróżniając ciała Pańskiego, sąd własny je i pije. Dlatego jest między wami wielu chorych i słabych, a niemało zasnęło. Bo gdybyśmy sami siebie osądzali, nie podlegalibyśmy sądowi. Gdy zaś jesteśmy sądzeni przez Pana, znaczy to, że nas wychowuje, abyśmy wraz ze światem nie zostali potępieni [1Ko 11,28-32]. Wspaniałe to i chwalebne być w związku z Panem Jezusem Chrystusem! Jednocześnie jednak jest to bardzo odpowiedzialna pozycja, domagająca się wygaszenia wszelkich duchowych przyjaźni i związków ze światem.

Powróćmy do ilustracji kontraktu ślubnego. Po wypiciu wina z kielicha zaręczynowego oblubieniec odchodził, by przygotować dom do wspólnego zamieszkania, a oblubienica pozostawała w oczekiwaniu na dzień, gdy po nią przyjdzie, aby zabrać ją do siebie. Oblubieniec przygotowywał dom pod okiem ojca, który był doświadczony i wiedział, co oblubienicy będzie potrzebne. Gdy ojciec stwierdzał, że wszystko było już należycie przygotowane – wysyłał syna po oblubienicę. Wtedy oblubieniec powracał po swą narzeczoną, zabierał ją do przygotowanego domu i tam – znowu podawał jej kielich z winem. Był to wino ich radości. Pili z niego razem - symbolicznie kończąc czas rozstania.

Na tę radość wskazał Pan uczniom, ustanawiając Wieczerzę Pańską. Potem wziął kielich, podziękował, dał im i pili z niego wszyscy. I rzekł im: To jest krew moja nowego przymierza, która się za wielu wylewa. Zaprawdę powiadam wam, nie będę już odtąd pił z owocu winorośli, aż do owego dnia, gdy go będę pił na nowo w Królestwie Bożym. A gdy odśpiewali hymn, wyszli na Górę Oliwną [Mk 14, 23-26]. To prawda. Przed Oblubienicą Chrystusową wspaniała przyszłość – czwarty kielich z winem radości!

Niechaj się nie trwoży serce wasze; wierzcie w Boga i we mnie wierzcie! W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli [J 14,1-3]. I wy teraz się smucicie, lecz znowu ujrzę was, i będzie się radowało serce wasze, a nikt nie odbierze wam radości waszej [J 16,22]. Czeka nas niekończąca się radość w niebie.

Dlaczego Wieczerza Pańska jest tak ważna? Bo mówi, że jesteśmy w związku z samym Panem! Zawarliśmy Przymierze z Synem Bożym Jezusem Chrystusem. On  ofiarował się dla nas. Przelał za nas Swą krew. My przyjęliśmy z Jego rąk dar ocalenia od śmierci. Dar życia wiecznego! Za każdym razem jedząc z tego chleba i pijąc z tego kielicha to poświadczamy! To poważna sprawa. Najpoważniejsza na świecie! Zapraszam do łamania chleba przy stole Pańskim. Zapraszam do godnego picia z kielicha Pańskiego.

Trzeba nam wzmóc czujność!

2019-01-14

Moja osobista refleksja o zachowaniu przy życiu swojej duszy

Trzeba nam wzmóc czujność!

Gdy zdarza się coś tragicznego, zaczynamy szukać winnych. Czym prędzej chcielibyśmy ustalić i ukarać sprawcę nieszczęścia. Nie zawsze jednak jest to możliwe. W świetle prawa nie można, na przykład, karać kogoś za jego czyn, jeżeli popełnił go w stanie niepoczytalności. Pozbawionego władz umysłowych człowieka nie można sądzić tak, jak kogoś normalnego, zdolnego ponosić odpowiedzialność za swoje czyny.

Jestem wstrząśnięty wczorajszym atakiem nożownika na Prezydenta Gdańska, Pana Pawła Adamowicza. Zamach miał charakter fizyczny, rzeczywisty, a do tego spektakularny. Dlatego tak poruszył nas wszystkich. Zaczęliśmy się modlić o Prezydenta. Zły, szalony człowiek targnął się na jego życie. Chciał mu je odebrać i - jak się dzisiaj okazało - niestety tego dokonał. Obawiam się, że nawet trudno go będzie za to ukarać, bo podobno jest chory psychicznie.

Jest w Biblii opowieść o Gedaliaszu, ustanowionym na okoliczność niewoli babilońskiej zarządcą Judei. Miał działać dla dobra pozostałej w miastach biednej ludności i z wielkim optymizmem do tego zadania przystąpił. Niestety, pojawił się człowiek z obsesyjnym zamiarem pozbawienia go życia. Przedostał się do najbliższego otoczenia Gedaliasza i w trakcie uczty, gdy siedzieli przy wspólnym stole, Ismael, syn Netaniasza, i dziesięciu ludzi, którzy mu towarzyszyli, zerwali się i zamordowali Gedaliasza, syna Achikama, wnuka Szafana! Zadali śmierć temu, którego król Babilonu ustanowił namiestnikiem w kraju! [Jr 41,2]. Gedaliasz był wcześniej ostrzegany, że takie niebezpieczeństwo mu grozi, lecz nie dawał temu wiary. Nie dopuszczał do siebie myśli, że ktoś mógłby targnąć się na jego życie.

Spróbujmy z tą myślą przenieść się w sferę duchową. Podobnie jak przez naturalne poczęcie i narodziny otrzymujemy doczesne, fizyczne życie w ciele, tak też przez wiarę w Jezusa Chrystusa i duchowe odrodzenie otrzymujemy dar życia wiecznego. Kto wierzy w Syna ma życie wieczne, kto natomiast odmawia Synowi posłuszeństwa, nie zazna życia, lecz ciąży na nim Boży gniew [J 3,36]. Jezus Chrystus dał nam dar życia wiecznego, diabeł natomiast chce nam je odebrać. I jest w tym skuteczny. Tysiące ludzi chodzi ulicami naszych miast nie zdając sobie sprawy z tego, że został im zadany śmiertelny cios.

Nie możemy obwiniać, a tym bardziej w żaden sposób nie możemy ukarać diabła za to, że atakuje z zamiarem pozbawienia nas życia wiecznego. Taką ma obsesję.  Jest całkowicie wynaturzony i nie potrafi inaczej działać. Złodziej przychodzi tylko po to, by kraść, zarzynać i niszczyć [J 10,10] - powiedział o nim Jezus. Nie da się go zresocjalizować i nawrócić na dobrą drogę. Zawsze będzie chciał pozbawić nas życia wiecznego. Jak? Kusząc nas do grzechu. Odwołuje się przy tym do naszych naturalnych pragnień. Źródłem pokus człowieka są jego własne żądze. To one go pociągają i nęcą. Gdy żądza się rozwinie, rodzi grzech, a gdy grzech dojrzeje, rodzi śmierć [Jk 1,14-15]. Każdy niewyznany, nieusprawiedliwiony grzech to śmiertelne niebezpieczeństwo. Albo czy nie wiecie, że niesprawiedliwi nie odziedziczą Królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ludzie dopuszczający się nierządu, bałwochwalcy, cudzołożnicy, mężczyźni współżyjący między sobą i ci, którzy sie im oddają, złodzieje, chciwcy, pijacy, oszczercy i zdziercy nie odziedziczą Królestwa Bożego [1Ko 6,9-10]. Gdy któremuś z tych grzechów ulegniemy i się z niego natychmiast nie opamiętamy, to jesteśmy pozbawieni życia wiecznego. Takie stanowisko prezentowali apostołowie Jezusa Chrystusa. Każdy, kto nienawidzi swojego brata, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego [1J 3,15]. Czy dobrze myślę?

Zagrożenia nie da się zniwelować. Diabeł aż do końca świata pozostanie Złym, a cały świat tkwi w mocy złego [1J 5,19]. Jak wobec tego możemy być zbawieni? Jak uchronić się przed śmiertelnymi atakami diabła? Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Wasz przeciwnik, diabeł, krąży wokoło niczym lew ryczący, wypatrujący łupu. Przeciwstawcie mu się mocni w wierze... [1Pt 5,8-9]. Diabeł, dopóki ostatecznie nie zostanie odizolowany poprzez wrzucenie go do jeziora ognistego, jest śmiertelnie groźny. Musimy uważać na zagrożenie z jego strony. Zawsze wznoście tarczę wiary. Dzięki niej ugasicie każdy rozżarzony pocisk złego [Ef 6,16] - wzywa Słowo Boże. Każdego dnia duchowy przeciwnik - szatan - w różnej postaci i w rozmaitym przebraniu zbliża się niespodziewanie, aby nas ugodzić. Trzeba nam wzmóc czujność!

Jako chrześcijanie mamy też wielką rolę względem siebie nawzajem. Powinniśmy czujniej troszczyć się o duchowe bezpieczeństwo braci i sióstr w Chrystusie. Musimy w porę zauważać grożące im niebezpieczeństwo. Gdy dostrzegamy, że grzech zaczyna ich wciągać, nieraz dosłownie trzeba rzucić się im na pomoc. Stańmy się dla bliźnich prawdziwymi ochroniarzami i ratownikami wiedząc, że ten, kto nawrócił grzesznika z jego błędnej drogi, uratuje jego duszę od śmierci i zakryje mnóstwo grzechów [Jk 5,20].

Odkrywam w sobie tendencję do bagatelizowania grzechu i jego wpływu na moją przyszłość. Zbyt łatwo dopuszczam go do siebie, wypierając myśl, że jakaś tam słabostka, jakieś nieposłuszeństwo Słowu Bożemu mogłoby pozbawić mnie żywota wiecznego. Wstrząśnięty śmiercią Pana Prezydenta Pawła Adamowicza wzmagam osobistą czujność na zagrożenie ze strony grzechu. Od wszelkiego rodzaju zła z dala się trzymajcie [1Ts 5,22]. Niech ta tragedia nauczy mnie czegoś ważnego o zachowaniu przy życiu swojej duszy. Ciebie też do tego zachęcam.

Jest nadzieja!

2018-07-31

Pisemna forma kazania z niedzieli, 29 lipca 2018 roku

Jest nadzieja!

Są chwile w naszym życiu, gdy przytłacza nas uczucie niepowodzenia, rozczarowania, tęsknoty za czymś, co dobrego miało się wydarzyć, a się nie stało. Miewamy dni, gdy znajdujemy się stanie niezadowolenia z samych siebie, gdy odczuwamy przykrość jakiejś niepowetowanej straty. Łatwo otwieramy się wtedy na każde dobre dla nas słowa – nieważne nawet czy prawdziwe – oby tylko zapowiadały nam szybką odmianę losu i jaśniejszą przyszłość. To dlatego taką popularnością cieszą się kaznodzieje sukcesu, coraz liczniejsi mówcy motywacyjni i rozmaitej maści dobre wróżki.

 

Rozpocznijmy nasze rozważanie od biblijnej ilustracji Judejczyków w niewoli babilońskiej. Trafili oni na wygnanie z powodu swoich grzechów. Bóg wielokrotnie zapowiadał im to przez swoich proroków. Deportowani do Babilonii źle się z tym mieli i bardzo nastawili się na szybkie rozwiązanie problemu. W ich oczekiwanie łatwo wstrzelili się więc fałszywi prorocy i rozmaici zapowiadacze dobrego losu. Opowiadali oni ludziom swoje sny i prorokowali rychłą odmianę losu. Jeden z nich – na przykład - obiecywał, że w dwa lata przykrości się skończą i znowu wszystko będzie dobrze. Biblia mówi, że przypłacił to przedwczesną śmiercią [Jr 28,17].

 

Faktycznie konsekwencje nieposłuszeństwa Judejczyków miały potrwać siedemdziesiąt lat. Do przetrwania tak długiego okresu wygnania potrzebna była nadzieja. Nadzieja oparta nie na złudnych przepowiedniach szybkiego sukcesu, lecz na prawdzie Słowa Bożego, które brzmiało następująco: Niechaj was nie zwodzą wasi prorocy, którzy są wśród was, ani wasi wróżbici, i nie słuchajcie waszych snów, które się wam śnią. Albowiem oni kłamliwie wam prorokują w moim imieniu, nie posłałem ich - mówi Pan. Bo tak mówi Pan: Gdy upłynie dla Babilonu siedemdziesiąt lat, nawiedzę was i spełnię na was swoją obietnicę, że sprowadzę was z powrotem na to miejsce. Albowiem ja wiem, jakie myśli mam o was - mówi Pan - myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować wam przyszłość i natchnąć nadzieją. Gdy będziecie mnie wzywać i zanosić do mnie modły, wysłucham was. A gdy mnie będziecie szukać, znajdziecie mnie. Gdy mnie będziecie szukać całym swoim sercem, objawię się wam - mówi Pan - odmienię wasz los i zgromadzę was ze wszystkich narodów i ze wszystkich miejsc, do których was rozproszyłem - mówi Pan - i sprowadzę was z powrotem do miejsca, skąd skazałem was na wygnanie [Jr 29,8-14].

 

Przypomnijmy, że Judejczycy zostali najechani, pokonani i deportowani do Babilonii z powodu własnych błędów. Sami sobie zgotowali ten los. Bóg wszakże miał w planach dobre zamiary względem nich i konkretny program odmiany ich losu. Chodziło o to, żeby na wygnaniu nie tyle skupiali się na próbach skrócenia sobie pobytu w Babilonie, co raczej wsłuchali się wreszcie w to, co mówił im Pan. A Jego instrukcje były wyraźne. Mieli zaprzestać słuchania fałszywych proroków obiecujących im gruszki na wierzbie. Trzeba im było uniżyć się przed Bogiem i szczerze opamiętać. Zabrać się na wygnaniu do normalnej pracy. Modlić się, szczerze wzywać Pana i czekać, aż On sam odmieni ich los.

 

Ażeby z klasą przetrwać czas wygnania i właściwe zachowywać się w Babilonii, Judejczycy potrzebowali nadziei. Wiarę w to, że Bóg przez Jeremiasza powiedział prawdę, podtrzymać i ponieść przez tyle lat mogła jedynie nadzieja. Sam Bóg chciał ją w nich rozbudzić. Ja wiem, jakie wiążę z wami plany – oświadcza PAN. – To plany o pokoju, a nie o niedoli. Chcę dać wam szczęśliwą przyszłość i uczynić was ludźmi nadziei [Jr 29,11 w przekładzie Biblii Ewangelicznej]. Mieli tam żyć nadzieją na odmianę losu w stosownym, wyznaczonym przez Boga czasie. I rzeczywiście, gdy minęło siedemdziesiąt lat, Judejczycy powrócili z wygnania do swojej ojczyzny i rozpoczęli w niej nowe życie.

 

Również i nam się zdarza popełniać błędy skutkujące przykrymi konsekwencjami. Jest nam wówczas źle i bardzo byśmy chcieli odmiany swego losu. Biblia poucza, że niezależnie od okoliczności i charakteru odczuwanego przez nas dyskomfortu, Bóg chce naszego dobra i zamierza odmienić nasz los w stosownym czasie. Rzecz w tym, abyśmy szczerze zwrócili się do Niego i przestali szukać łatwych, bezbolesnych rozwiązań. Bóg chce, abyśmy naprawdę Mu uwierzyli i żywili nadzieję na spełnienie Słowa Bożego. Właśnie dlatego przywołałem powyższą historię biblijną. Całe to rozważanie jest po to, aby natchnąć nas nadzieją biorącą się z wiary w naszego Pana, Jezusa Chrystusa.

 

Przede wszystkim powiedzmy, że źle jest nam bez Boga na świecie i bez pokoju Bożego w sercu. Każdy w jakimś stopniu wie, jak to jest być z dala od Niego. Wszyscy jesteśmy stworzeni i przeznaczeni do społeczności z Bogiem. Dlatego bez Niego wciąż czegoś nam brakuje. Serce jest niespokojne, sumienie obciążone, dusza tęskni i stara się czymś wypełnić powstałą po Nim pustkę. Rozrywka, rozkosze zmysłów, dobra praca, aktywność społeczna, poczucie władzy, sport, podróże, kariera naukowa lub artystyczna -  owszem, na jakiś czas potrafią złagodzić nam brak więzi z Bogiem, lecz potem duszę ogarnia tym dotkliwsza nostalgia i samotność.

 

Jest wielka różnica pomiędzy życiem w pojednaniu z Bogiem, a życiem po swojemu. Weźmy na przykład chrześcijan z Efezu. Dlatego pamiętajcie, że wy, niegdyś poganie z pochodzenia, […] żyliście bez Chrystusa. Byliście odcięci od wspólnoty Izraela, obcy przymierzom związanym z obietnicą, bez nadziei i bez Boga na tym świecie. Jednak teraz, w Chrystusie Jezusie, wy, którzy niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy — dzięki krwi Chrystusa. […]  Tak więc nie jesteście już obcymi, przybyszami, lecz współobywatelami świętych i domownikami Boga [Ef 2,11-19].

 

Biblia mówi o wspaniałej zmianie, jaka bierze się z pojednania z Bogiem i napełnienia Duchem Świętym. Bo i my kiedyś byliśmy nierozumni, nieposłuszni, zagubieni, zniewoleni przez przeróżne żądze i rozkosze, żyjący w gniewie i zazdrości, znienawidzeni i do siebie nawzajem odnoszący się z nienawiścią. Gdy jednak objawiła się dobroć i miłość naszego Zbawcy, Boga, do ludzi,  zbawił nas nie dzięki naszym uczynkom, dokonanym w sprawiedliwości, lecz dzięki swemu miłosierdziu, przez kąpiel odrodzenia i odnowę, którą sprawia Duch Święty. Tego Ducha wylał na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, naszego Zbawcę, abyśmy, usprawiedliwieni Jego łaską, stali się dziedzicami, zgodnie z nadzieją życia wiecznego [Tt 3,3-7]. Byliście bowiem zbłąkani jak owce, lecz teraz nawróciliście się do pasterza i stróża dusz waszych [1Pt 2,25]. Byliście bowiem niegdyś ciemnością, a teraz jesteście światłością w Panu [Ef 5,8].

 

Opisani tu ludzie z natury nie byli lepsi od nas, a jednak dostąpili pojednania z Bogiem. Jest więc nadzieja i dla nas! Jakkolwiek zaniedbalibyśmy się duchowo, choćby nie wiem jak głęboko zabrnęlibyśmy w świat i zanurzyli się w grzech, możemy wstać i wrócić do Boga. Syn Boży przyszedł na ziemię, aby ten powrót nam umożliwić. Biblia mówi, że Bóg w Chrystusie świat ze sobą jedna, nie poczytując ludziom ich upadków [2Ko 5,19]. Aby przyjąć dar zbawienia trzeba uwierzyć w Pana Jezusa Chrystusa i dać się ochrzcić.

 

Rzecz w tym, że zbawienie jest długotrwałym procesem. Zaczyna się ono od aktu wiary w Jezusa Chrystusa, w wyniku której - korząc się przed Bogiem i wyznając swe grzechy - zostajemy usprawiedliwieni przez wiarę i z łaski otrzymujemy dar życia wiecznego. Dzięki temu ruszamy w drogę, której celem jest zbawienie naszej duszy, to znaczy całkowite upodobnienie się do Jezusa Chrystusa. Naszym Opiekunem w całym procesie zbawienia jest Duch Święty, który napełnia nas i prowadzi, kto zaś nie ma Ducha Chrystusa, ten do Niego nie należy [Rz 8,9].

 

Ponieważ przebywając w ciele, jesteśmy oddaleni od Pana [2Ko 5,6] na drodze zbawienia potrzebujemy nadziei. Nieraz się potykamy, słabniemy i popadamy w zniechęcenie. Podobnie jak zdążającego w stronę domu syna marnotrawnego prowadziła nadzieja, że osiągnie on cel swojego powrotu, tak też nam na co dzień przyświeca nadzieja, że jesteśmy dziedzicami żywota wiecznego [Tt 3,7] i w końcu czekają na nas szeroko otwarte drzwi Królestwa Bożego. Po drodze spotka nas jeszcze wiele przeciwności, cierpień i prób, ale mamy nadzieję na dotarcie do celu, a nadzieja nie zawodzi, bo miłość Boża rozlana jest w naszych sercach przez Ducha Świętego, który został nam dany [Rz 5,5]. Tak więc wszystkim, którzy są z dala od Boga i którym jest z tym źle, ogłaszam, że wciąż  jest dla was nadzieja na pojednanie z Bogiem i żywot wieczny w Królestwie Bożym. Wszystkim, którzy utrudzeni na drodze wiary popadli w zniechęcenie, mówię: Miejcie nadzieję, bo jeszcze tylko mała chwila, a przyjdzie Ten, który ma przyjść [Hbr 10,37] i szczęśliwie dotrzecie do celu.

 

Z wielu innych jeszcze, pomniejszych powodów, ktoś z nas może czuć się źle i martwić się o swoją przyszłość. Również takim osobom chciałbym powiedzieć, że w Chrystusie jest nadzieja! Na przykład, ktoś z nas utknął w martwym punkcie i przeżywa okres duchowego zastoju. Jest nadzieja, że znowu zaczniesz wzrastać i rozwiniesz się duchowo! Nie szukaj łatwych rozwiązań. W posłuszeństwie wiary w Jezusa Chrystusa zacznij pracować nad sobą i żyj nadzieją na upragniony postęp.

 

Być może ktoś ma problemy w kontaktach z innymi ludźmi. Od jakiegoś czasu jest skłócony z bliskimi i żyje w swoistej izolacji. Tak bywa. Nawet niektórzy chrześcijanie miewają trudności we wzajemnych relacjach. Nieudany wspólny biznes lub związek uczuciowy, potrafią zaowocować całkowitym zerwaniem kontaktów. Wydaje się, że już nie można będzie dłużej spoglądać sobie w oczy, uczestniczyć w tych samych nabożeństwach i należeć do jednego zboru. W Chrystusie jest jednak nadzieja na zmianę tego stanu rzeczy. Biblia mówi: Gdy drogi człowieka podobają się Panu, wtedy godzi on z nim nawet jego nieprzyjaciół [Prz 16,7].

 

A może ktoś czuje się bezużyteczny w swoim środowisku i bardzo źle się z tym czuje. Błędem wielu ludzi jest oczekiwanie, że trafiając do zboru, od razu będą uchodzić za bardzo potrzebnych i wartościowych. Jest tak być może dlatego, że dzisiaj niemal wszędzie w świecie mówi się ludziom, że są mega wyjątkowi, wspaniali itd. Bóg jednak nie nazywa białym tego, co jest co najmniej szare. Biblia poucza, jak można stać się użytecznym dla Boga i ludzi. W wielkim zaś domu są nie tylko naczynia złote i srebrne, ale też drewniane i gliniane; jedne służą do celów zaszczytnych, a drugie pospolitych. Jeśli tedy kto siebie czystym zachowa od tych rzeczy pospolitych, będzie naczyniem do celów zaszczytnych, poświęconym i przydatnym dla Pana, nadającym się do wszelkiego dzieła dobrego [2Tm 2,20-21]. Ażeby być przydatnym dla Pana – trzeba przejść różne próby, co wymaga wytrwałości i samozaparcia. Jest wszakże nadzieja, że gdy pójdziemy tym tropem, to po jakimś czasie staniemy się naczyniem nadającym się do wszelkiego dobrego dzieła.

 

Celem tego rozważania jest ukazanie funkcji nadziei w Bożym planie zbawienia grzeszników. Wielu ludzi nie chce czekać ani się trudzić. Nawet, gdy ich zły los jest wynikiem ich własnych błędów, chcą natychmiastowych efektów, szybkiej satysfakcji i łatwych rozwiązań. Uganiają się więc za złudnymi obietnicami i proroctwami, które faktycznie nadziei odmawiają racji bytu. Pismo Święte natomiast wciąż mówi o nadziei i wyznacza jej wielką rolę.  Wiemy bowiem, że całe stworzenie aż do teraz wzdycha i znosi bóle rodzenia. A nie tylko ono. Podobnie my sami, którzy już mamy pierwszy owoc — Ducha, wzdychamy w sobie, oczekując usynowienia, odkupienia naszego ciała. Z taką właśnie nadzieją zostaliśmy zbawieni. Nadzieja, której spełnienie się widzi, właściwie nie jest nadzieją. Bo kto żyje nadzieją na to, co już się spełniło? Ale jeśli spodziewamy się tego, czego jeszcze nie widać, to oczekujemy tego z całą wytrwałością [Rz 8,22-25].

 

Jakkolwiek zabrnęliśmy w naszym życiu, jest dla nas nadzieja! Jest nadzieja na pojednanie z Bogiem! Jest nadzieja na wzrost duchowy! Jest nadzieja na dobre relacje z ludźmi! Jest nadzieja na bycie przydatnym! Bóg chce uczynić nas ludźmi nadziei. Podobnie jak Judejczyków na wygnaniu w Babilonii – chce natchnąć nas nadzieją. Miej nadzieję w Panu! Bądź mężny i niech serce twoje będzie niezłomne! Miej nadzieję w Panu! [Ps 27,14].

Godnie jedzmy i pijmy przy Stole Pańskim

2018-05-15 - Marian Biernacki

Pisemna wersja kazania z pierwszej niedzieli maja 2018

Godnie jedzmy i pijmy przy Stole Pańskim

Przedmiotem tego rozważania jest Wieczerza Pańska czasem błędnie zwana "Pamiątką Wieczerzy Pańskiej". Błędnie, ponieważ Wieczerza Pańska jest wspominaniem śmierci Jezusa, a nie wspominaniem samej Wieczerzy. Jeżeli więc mówiąc o Wieczerzy Pańskiej chcielibyśmy koniecznie użyć słowa "pamiątka" to należałoby powiedzieć "Pamiątka Śmierci Pańskiej". Mamy wszakże inne biblijne jej nazwy, takie jak "Łamanie chleba" lub "Stół Pański".

Klasycznym fragmentem Biblii o ustanowieniu i praktykowaniu Wieczerzy Pańskiej jest nauka apostolska z jedenastego rozdziału Pierwszego Listu do Koryntian. Albowiem jam wziął od Pana, com też wam podał, iż Pan Jezus tej nocy, której był wydan, wziął chleb, a podziękowawszy, złamał i rzekł: Bierzcie, jedzcie; to jest ciało moje, które za was bywa łamane; to czyńcie na pamiątkę moję. Także i kielich, gdy było po wieczerzy mówiąc: Ten kielich jest nowy testament we krwi mojej; to czyńcie, ilekroć pić będziecie, na pamiątkę moję. Albowiem ilekroć byście jedli ten chleb i ten kielich byście pili, śmierć Pańską opowiadajcie, ażby przyszedł. A tak, kto by jadł ten chleb, albo pił ten kielich Pański niegodnie, będzie winien ciała i krwi Pańskiej. Niechże tedy człowiek samego siebie doświadczy, a tak niech je z chleba tego i z kielicha tego niechaj pije. Albowiem kto je i pije niegodnie, sąd sobie samemu je i pije, nie rozsądzając ciała Pańskiego. Dlatego między wami wiele jest słabych i chorych, i niemało ich zasnęło. Bo gdybyśmy się sami rozsądzali, nie bylibyśmy sądzeni. Lecz gdy sądzeni bywamy, od Pana bywamy ćwiczeni, abyśmy z światem nie byli potępieni [1Ko 11,23-29  w przekładzie Biblii Gdańskiej]

Jak wiadomo, Paweł apostoł nie był w gronie uczniów w wieczerniku. Jednak nie tylko nauczał o Wieczerzy tak samo jak inni apostołowie, ale też bardzo dobrze rozumiał jej znaczenie. Sam zmartwychwstały Chrystus Pan objawił się Pawłowi i przekazał mu, czego i jak trzeba nauczać. Jest to wyraźny dowód, że Wieczerza Pańska nie jest pomysłem apostolskim. Pochodzi ona od samego Jezusa Chrystusa, jako czynność na Jego pamiątkę, wciąż na nowo przypominająca o Jego śmierci za nasze grzechy. Trzeba nam przy tym pamiętać, że śmierć krzyżowa Jezusa Chrystusa ma absolutnie wyjątkową rangę i znaczenie. Owszem, znamy w dziejach ludzkości takie przypadki, że ludzie oddawali swe życie za ojczyznę, rodzinę lub ideę, lecz ich śmierć w żadnym razie nie rozwiązywała problemu grzechu. Tylko śmierć wcielonego Syna Bożego, doskonałego Baranka Bożego, stanowiła ofiarę gładzącą grzech świata i jednającą nas z Bogiem.

Wieczerza Pańska jest głoszeniem śmierci Pańskiej, aż przyjdzie. Mowa tu o powtórnym przyjściu Jezusa Chrystusa. Do czasu powrotu Chrystusa na ziemię trwa czas łaski Bożej. Grzesznicy słysząc ewangelię, słuchając o śmierci Jezusa na krzyżu, mogą się opamiętać ze swoich grzechów i przez wiarę osobiście skorzystać z ofiary Chrystusowej. Trzeba nam więc opowiadać o ofierze złożonej przez Baranka Bożego aż do końca, aż On powróci.

Do wspominania śmierci Jezusa poprzez sprawowanie Wieczerzy Pańskiej używamy prostego obrazu podstawowego pokarmu i napoju w Izraelu z czasów Jezusa. Są to chleb i wino.  Pojawiają się one już na początku Biblii w rękach Melchizedeka, kapłana Boga Najwyższego [1Mo 14,18]. Obietnica Boża złożona Izraelowi, głosi o Ziemi Obiecanej, że w niej nie zabraknie im chleba i wina  [3Mo 26,5]. Chleb i wino było w Izraelu na każdym stole paschalnym i tak jest do dzisiaj. Księga Psalmów mówi o winie, które rozwesela serce człowieka i chlebie, co wzmacnia serce człowieka [Ps 104,15].

Chleb złamany rękami samego Syna Bożego, to obraz ciała Jezusa ubiczowanego i ukrzyżowanego jako ofiara za grzech świata. Wziął chleb, a podziękowawszy, złamał i rzekł: Bierzcie, jedzcie; to jest ciało moje, które za was bywa łamane. Z pewnością nikt z uczniów nie pomyślał wówczas, że Jezus daje im do jedzenia swoje ciało w sensie dosłownym. Tak. Jego ciało jest prawdziwym pokarmem, a Jego krew jest prawdziwym napojem, lecz są pokarmem i napojem duchowym, a nie materialnym. Łamiąc chleb własnymi rękami Syn Boży dał do zrozumienia, że oddanie życia za grzech świata jest Jego czynem osobistym i dobrowolnym. Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz oddaje za owce własne życie [Jn 10,11]. Ja kładę życie swoje, aby je znowu wziąć. Nikt mi go nie odbiera, ale Ja kładę je z własnej woli. Mam moc dać je i mam moc znowu je odzyskać; taki rozkaz wziąłem od Ojca mego [Jn 10,17-18].

Jedząc z jednego, rozłamanego chleba, karmiąc swe dusze Chrystusem, zbór daje tym samym świadectwo jedności Kościoła tj. Ciała Chrystusowego. Czy chleb, który łamiemy, nie oznacza udziału w Jego ciele? Ponieważ jest jeden chleb, my, choć liczni, stanowimy jedno ciało, wszyscy bowiem bierzemy cząstkę pochodzącą z jednego chleba [1Ko 10,16-17].

Kielich podany do picia uczniom – to obraz Nowego Przymierza Syna Bożego z wierzącymi w Niego ludźmi. Kielich ten jest Nowym Przymierzem we krwi mojej (wg BW-P). Biblia mówi, że bez krwi nie ma przebaczenia grzechów. Krew doskonałego Baranka Bożego musiała zostać wylana w ofierze, raz na zawsze złożonej za grzech świata. Syn Boży, Jezus Chrystus jako Arcykapłan złożył ofiarę z własnej krwi za nasze grzechy i w ten sposób ustanowił Nowe Przymierze, na mocy którego wszyscy wierzący w Niego zostali pojednani z Bogiem. 

Ideę Nowego Przymierza Boga z człowiekiem dobrze ilustruje związek małżeński w dawnym Izraelu. Tajemnica to wielka, ale ja odnoszę to do Chrystusa i Kościoła [Ef 5,31-32] – napisał o małżeństwie apostoł Paweł w natchnieniu Ducha Świętego. Przypatrując się żydowskim zaślubinom, rzeczywiście można lepiej zrozumieć, jak dochodzi do związku pomiędzy Chrystusem i wierzącym w Niego człowiekiem.

W tamtych czasach w Izraelu ojciec oblubieńca wyszukiwał synowi oblubienicę, wypłacał za nią określoną należność i wtedy następował akt zaręczyn. Podpisywano kontrakt, w którym oblubieniec zobowiązywał się, że zatroszczy się o całą przyszłość oblubienicy. Oblubieniec rozpoczynał przygotowanie domu, a oblubienica szykowała się do dnia ślubu i wesela, nie wiedząc, kiedy oblubieniec przyjdzie zabrać ją do ich wspólnego miejsca zamieszkania. W końcu następował ten wyczekiwany dzień zaślubin i czas wesela.

Czyż można lepiej zobrazować związek Chrystusa z Kościołem? Bóg Ojciec wybiera i pociąga człowieka do Syna Bożego. Nikt nie może przyjść do mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który mnie posłał [Jn 6,44] powiedział Jezus. Następnie grzesznik zostaje wykupiony ze swojej grzesznej przeszłości, ze wszystkich uzależnień, naturalnych powiązań i świeckiego środowiska. Wiedząc, że nie rzeczami znikomymi, srebrem albo złotem, zostaliście wykupieni z marnego postępowania waszego, przez ojców wam przekazanego, lecz drogą krwią Chrystusa, jako baranka niewinnego i nieskalanego [1Pt 1,18-19]. Duch Święty wzbudza wiarę w sercu człowieka i w ten sposób powstaje osobista więź z Synem Bożym. Albowiem zaręczyłem was z jednym mężem, aby stawić przed Chrystusem dziewicę czystą [2Ko 11,2]. Tym samym Syn Boży bierze na Siebie odpowiedzialność za nasze zbawienie. Daje nam dar żywota wiecznego, a poprzez zadatek Ducha zapewnia wszystkich napełnionych Duchem Świętym, że doprowadzi do końca, to co z nimi zaczął i że zabierze ich do Siebie. Idę przygotować wam miejsce. A gdy pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie ja jestem [Jn 14,2-3].

Kościół - jako Oblubienica Chrystusowa - ma się przygotowywać na powtórne przyjście Jezusa Chrystusa. I wy bądźcie gotowi, gdyż Syn Człowieczy przyjdzie o takiej godzinie, której się nie spodziewacie [Łk 12,40]. Wraz z ponownym przyjściem Chrystusa nadejdzie czas wesela Baranka.  Weselmy się i radujmy się, i oddajmy mu chwałę, gdyż nastało wesele Baranka, i oblubienica jego przygotowała się; i dano jej przyoblec się w czysty, lśniący bisior, a bisior oznacza sprawiedliwe uczynki świętych. I rzecze do mnie: Napisz: Błogosławieni, którzy są zaproszeni na weselną ucztę Baranka. I rzecze do mnie: To są prawdziwe Słowa Boże [Obj 19,7-9].

Czy wszystko w tym obrazie jest jasne? Kielich podczas Wieczerzy Pańskiej rozdzielany pomiędzy wiernych  obrazuje Nowe Przymierze, jakie Bóg zawarł z wierzącymi, poprzez krew Syna Bożego.

Z powyższych powodów odczytane Słowo Boże nakazuje konieczność rozsądzania Ciała Pańskiego i godnego przystępowania do Wieczerzy Pańskiej. W naszym tekście występują dwa ważne pojęcia: rozróżnianie i doświadczanie. Rozróżnianie, gr. diakrino, znaczy - rozdzielać, rozróżniać, rozstrzygać, rozsądzać. Albowiem kto je i pije niegodnie, nie rozróżniając ciała Pańskiego, sąd własny je i pije [w. 29]. To nie jest zwyczajne jedzenie chleba i picie wina. Udział w Wieczerzy Pańskiej domaga się rozróżnienia pomiędzy tym, co święte i godne, a tym, co jest duchowo nieczyste. Kto chce mieć udział w Łamaniu Chleba potrzebuje oddzielenia dla Pana! Nie możecie pić kielicha Pańskiego i kielicha demonów; nie możecie być uczestnikami stołu Pańskiego i stołu demonów [1Ko 10,21].

Aby należycie oddzielać się dla Chrystusa Pana, trzeba samego siebie wciąż na nowo poddawać próbie. Doświadczanie, gr. dokimadzo, znaczy próbować, doświadczać, poddać próbie, wybadać. Chodzi o zdolność duchową, niektórym ludziom zupełnie nieznaną. Poddawajcie samych siebie próbie, czy trwacie w wierze, doświadczajcie siebie; czy nie wiecie o sobie, że Jezus Chrystus jest w was? [2Ko 13,5]. Tylko ludzie dorośli i odrodzeni z Ducha Świętego potrafią na tyle wejrzeć w siebie, aby oczyścić się od wszelkiej zmazy ciała i ducha, dopełniając świątobliwości swojej w bojaźni Bożej [2Ko 7,1].

Oto dlaczego do Wieczerzy Pańskiej w naszym zborze przystępują wyłącznie osoby odrodzone duchowo i pojednane z Bogiem, będące we właściwych relacjach z innymi ludźmi. Oto dlaczego osobom przybliżonym i dzieciom zalecamy, aby z udziałem w Wieczerzy Pańskiej poczekali aż do chwili ich osobistego nawrócenia i przyjęcia chrztu wiary.

Coraz więcej wspólnot zaprasza do Wieczerzy wszystkich uczestników nabożeństwa, nawet dzieci, które do żadnego diakrino ani dokimadzo jeszcze nie są zdolne. My tak nie robimy, bo Słowo Boże mówi o konsekwencjach niegodnego jedzenia i picia przy Stole Pańskim. Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winnym staje się Ciała i Krwi Pańskiej [1Ko 11,27]. Być winnym Ciała i Krwi Pańskiej to poważna sprawa. Taka wina musi wiązać się z konsekwencjami. Dlatego to właśnie wielu wśród was słabych i chorych i wielu też pomarło [1Ko 11,32].

Przystępowanie do Stołu Pańskiego z należytym respektem i oddzieleniem się dla Pana wzmacnia chrześcijanina duchowo i powoduje jego dalszy rozwój. Niegodny, lekkomyślny udział w Wieczerzy Pańskiej nie tylko mu nie pomaga, ale wręcz powoli go zabija i to nie tylko duchowo. Gdy ktoś ze zboru zachoruje nagle lub umrze, to najczęściej szukamy naturalnych przyczyn takiego stanu rzeczy. Nawet do głowy nam nie przychodzi, że mogło to nastąpić z omawianych tu powodów duchowych. Naprawdę warto o tym pomyśleć.

Oczywiście, nikt z nas nie potrafi policzyć, ile z znanych nam chorób i zgonów w kręgach chrześcijańskich nastąpiło z powodu niegodnego udziału w Wieczerzy Pańskiej. Zresztą, nie naszą rolą jest ocenianie innych ludzi. Słowo Boże zobowiązuje nas wszakże do rozsądzania znaczenia Ciała i Krwi Pańskiej. Przymusza nas też do należytej samooceny przed przystąpieniem do stołu Pańskiego. Jeżeli zaś sami siebie osądzimy, nie będziemy sądzeni. Lecz gdy jesteśmy sądzeni przez Pana, upomnienie otrzymujemy, abyśmy nie byli potępieni ze światem [1Ko 11,31-32].

Każdy własny ciężar poniesie – naucza Biblia [Ga 6,5]. Wieczerza Pańska jest nam dana, abyśmy wciąż na nowo karmili naszego wewnętrznego człowieka Ciałem i Krwią Pańską. Biorąc regularnie udział w Wieczerzy Pańskiej należycie pielęgnujemy społeczność z naszym Zbawicielem i Panem, Jezusem Chrystusem. Łamiąc chleb dajemy też świadectwo naszej jedności ze zborem Pańskim, a to ma również wielkie znaczenie w praktycznym zastosowaniu Bożego Planu Zbawienia. Chrystus Pan bowiem na ziemi działa poprzez zbór i na rzecz zboru.

Dlatego serdecznie zachęcam do godnego jedzenia i picia przy Stole Pańskim.

Kobiety tobą rządzą?

2018-03-08 - Marian Biernacki

Jeszcze raz w kwestii przywództwa kobiet w zborze

Kobiety tobą rządzą?
Obok wielu spraw poruszających środowiska ewangelicznego chrześcijaństwa w naszym kraju wciąż nie cichnie dyskusja, czy kobiety powinny stawać na czele zboru oraz czy z jego kazalnicy mogą nauczać Słowa Bożego? Również w środowisku Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku temat – jak świadczy bieżące wydanie miesięcznika PS – jest żywy. Wielokrotnie zabierałem już głos w tej sprawie i nie zamierzam powtarzać tu jednoznacznych wskazówek nauki apostolskiej. Ponieważ odnoszę wrażenie, że po obydwu stronach debaty przywołano już większość argumentów, pozwolę sobie tym razem zwrócić uwagę jedynie na prorockie zawołanie z przełomu VIII i VII wieku przed Chrystusem. Ludu mój! Twoi ciemiężcy są niczym dzieci! Kobiety tobą rządzą! Ludu mój! Zwodzą cię twoi przewodnicy! Gmatwają twoje ścieżki [Iz 3,12 wg BE].
 
Powyższa wypowiedź proroka Izajasza jest częścią szerszego proroctwa skierowanego do Judejczyków,  zatytułowanego w Biblii Ewangelicznej - Kres świetności i powodzenia. Bałwochwalstwo, samowola i otwarte nieposłuszeństwo ludu Bożego okresu Starego Przymierza musiało wywołać gniew Boży i sprowadzić na nich sąd. Zanim doszło do najazdu Babilończyków i upadku Jerozolimy, prorok zauważył w królestwie Judy dziwne zjawisko w sferze przywództwa. Książęta ludu mego są dziećmi, a niewiasty panują nad nimi. O ludu mój! ci, którzy cię wodzą, zwodzą cię, a drogę ścieżek twoich ukrywają [Iz 3,12 wg Biblii Gdańskiej].
 
Przywództwo ludu Bożego było sprawą na tyle poważną, że sam Bóg określał, kto ma stać na jego czele i sam przywódców Izraela ustanawiał. Wskazani przez JHWH mężowie Boży; Mojżesz, Jozue, Samuel i kolejni sędziowie, a potem namaszczani świętym olejem królowie, prowadzili zasadniczo lud Boży zgodnie z wolą Bożą. Problemy się zaczęły, gdy do władzy zaczęli dochodzić ludzie już wg innego klucza, a nie ze wskazania Bożego. Nie dbając o wyraźne wskazówki Tory rządzili bezbożnie i po swojemu.  Znamy z Biblii sytuacje, gdy na króla ustanowiono dzieciaka, a też, gdy żona króla miała więcej do powiedzenia niż sam król. Co gorsza, działo się to przy aprobacie ludzi odpowiedzialnych przed Bogiem za ustanawianie władzy.
 
Dwie myśli cisną się do głowy po przeczytaniu powyższego Słowa od Pana do Judejczyków. Odnoszę je do współczesnego zboru chrześcijańskiego.
 
Po pierwsze, najwidoczniej źle się dzieje, gdy na czele ludu Bożego zaczynają stawać dzieci i kobiety. Oznacza to kres świetności i powodzenia zboru. Kres – oczywiście - w sensie duchowym, bo pod względem socjologicznym wspólnoty z młodzieżą i kobietami na czele jak najbardziej dziś rozkwitają. Można nawet odnieść wrażenie, że zbór dzięki tym zmianom dopiero zaczął żyć. Jeden z pastorów stwierdził swego czasu, że dopuszczając kobiety do przywództwa i nauczania w zborze, uwolnił namaszczenie Ducha Świętego nad zborem. Cokolwiek jednak powie jeden czy drugi, Biblia mówi, że rolą młodzieży i kobiet nie jest przywództwo. Na czele zboru mają stać starsi, których obdarowanie i kwalifikacje są dość szczegółowo opisane w Piśmie Świętym. Żadne dziecko ani żadna kobieta – ze względów naturalnych -  nie są w stanie tych wymogów spełnić.
 
Po drugie, rolą przewodników ludu Bożego jest prowadzenie, a nie zwodzenie. Tak jak w Judzie doszło do wspomnianego nieposłuszeństwa Słowu Bożemu za sprawą chwiejnych kapłanów i królów, tak i we współczesnym chrześcijaństwie mielibyśmy jasność w kwestii przywództwa, gdyby nie rozchwianie duchowe prezbiterów kościoła. Słuchając wypowiedzi niektórych z nich odnoszę wrażenie, że bardziej zależy im na ukryciu, a przynajmniej - stępieniu ostrości wypowiedzi apostolskich, aniżeli na zaprezentowaniu ich rzeczywistego stanowiska. Mocno pogmatwana argumentacja, a na końcu jednoznaczny wniosek, że kobiety mogą nauczać i stać na czele zboru – taki jest mój odbiór nauczania kilku prezbiterów, które wysłuchałem.
 
Bracia i Siostry! W imię Boże proszę, nie zmieniajmy w zborze niczego, w czym Słowo Boże nakazuje nam stałość i obowiązek trzymania się nauki apostolskiej! Ludu mój! Zwodzą cię twoi przewodnicy! Gmatwają twoje ścieżki. Nie chcę nigdy stanąć pod takim zarzutem. Dlatego trzymam się tej zasady, że siłą apostolskiego autorytetu przywództwo w zborze zostało przypisane powołanym do tego mężczyznom. Nie próbujmy tego zmieniać. Skoncentrujmy się na tym, co w świetle Biblii ewidentnie zmian wymaga.

Życzenia świąteczne 2017

2017-12-23

Członkom i Przyjaciołom Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku

Życzenia świąteczne 2017

Syn Boży powiedział: Ja przyszedłem na świat jako światło, aby nikt, kto we Mnie wierzy, nie pozostał w ciemności [J 12,46]. Zakomunikował też swoich uczniom: Jak Mnie posłał  Ojciec, tak i was posyłam [J20,21] i na nich przeniósł Swoje posłannictwo: Wy jesteście światłem świata. […] Tak niech i wasze światło świeci wobec wszystkich. Niech ludzie zobaczą wasze szlachetne czyny i wielbią waszego Ojca w niebie [Mt 5,14-16].

Moje tegoroczne życzenia świąteczne mocno wiążą się z nałożonym na nas zadaniem bycia światłem w otaczającym nas świecie. Chcę zainspirować nas wszystkich pragnieniem, abyśmy – ku czci naszego Pana, Jezusa Chrystusa – tak jak On, dobrze świecili w duchowych mrokach świata.

Każdemu z nas, kto już jest chrześcijaninem, życzę abyśmy mocniej zapalając się dla Jezusa, nabierali zdolności do świecenia jaśniej niż dotychczas. Życzę nam kierownictwa Ducha Świętego, byśmy – nie krytykując duchowych ciemności panujących wśród naszych drogich Rodaków – dostrzegali w tym mroku daną nam sposobność do sprawdzania się jako światło świata. Życzę, abyśmy wszędzie tym światłem byli. Mamy przed sobą wielkie zadanie i z radością je pełnijmy!

Wszystkim zaś moim Znajomym, którzy jeszcze naśladowcami Jezusa Chrystusa nie są, życzę, abyście któregoś dnia za sprawą Ducha Świętego i Pisma Świętego również doznali olśnienia. Życzę wam kontaktu z kimś, kto - sam oświecony przez zamieszkującego w nim Syna Bożego - stanie się światłem przewodnim na drodze Waszego poznania Boga. Ośmielam się mieć marzenie, żeby i mnie dane było choć troszkę tych duchowych lumenów Wam dostarczyć. Niech się stanie światło! 

Nie przestawaj czekać!

2017-12-06 - Marian Biernacki

Najnowsze rozważanie niedzielne w wersji pisemnej

Nie przestawaj czekać!

Każdy z nas na coś czeka. Różnej rangi są cele naszych oczekiwań, lecz bywa, że nawet w drobnych sprawach towarzyszą nam w tym silne emocje i rozterki. Wbrew pozorom czekanie proste nie jest. Dlatego dzisiaj właśnie o czekaniu porozmawiamy, a ściślej o tym, ażeby czekania nie zaprzestawać!

Za kanwę naszego rozważania niech posłuży nam sytuacja w Judei z przełomu VII i VI wieku przed Chrystusem, tuż przed najazdem i deportacją wielu jej obywateli do Babilonu. Dla ludzi bogobojnych były to czasy wielkiego dyskomfortu z powodu grzechów Judy i zerwanej więzi z Bogiem. Rządy sprawowali wówczas niesprawiedliwi i bezbożni królowie, co nieuchronnie prowadziło do moralnego upadku całego narodu.

Jednym z proroków Bożych, któremu przyszło się zmierzyć z tą sytuacją był prorok Habakuk. Ten sługa Boży wielce tęsknił za naprawieniem relacji z Bogiem. Największą wartością dla człowieka wierzącego jest przecież pokój z Bogiem! Wyczekujący na dobrą zmianę Habakuk miał świadomość, że pojednanie z Bogiem nie nastąpi bezboleśnie. Grzechy same przecież nie odchodzą. Dobrze znane w Judzie Prawo Boże mówiło, że karą za grzech jest śmierć! Ażeby cieszyć się z oczyszczenia i pojednania z Bogiem, trzeba było ponieść konsekwencje nieposłuszeństwa wobec Niego. Dlaczego?

Rozwińmy ten temat. Otóż Bóg nie jest obojętny. Wszelki przejaw bezbożności i niesprawiedliwości ludzi, którzy nieprawością tłumią prawdę, spotyka się z gniewem nieba [Rz 1,18]. Gniew Boży z powodu grzechu Judy musiał znaleźć ujście w celu naprawienia relacji. We wzburzeniu kroczysz po ziemi, w gniewie depczesz narody. Wyruszyłeś dla zbawienia Twojego ludu, dla zbawienia swojego pomazańca, zmiażdżyłeś szczyt domu bezbożnego, obnażyłeś fundament aż do skały [Hb 3,12-13].  Narzędziem sądu mieli być najeźdźcy – Chaldejczycy – co zapowiadało straszny czas, szereg przykrości i nieszczęść [zob. 2Krl 24 i 25]. Jednakże spoza tego nieszczęścia już przebłyskiwała Habakukowi radość z naprawionych relacji z Bogiem.

Dla osiągnięcia tego celu warto było nie tylko nie unikać sądu Bożego, ale nawet go z utęsknieniem wyczekiwać. Prorok Habakuk dobrze to wiedział i rozumiał. PANIE, usłyszałem Twą wieść! Przeraziło mnie, o PANIE, Twoje dzieło! Wzbudź je z biegiem lat, z biegiem czasu spraw jego poznanie, a we wzburzeniu pamiętaj o miłosierdziu! [Hb 3,2]. Ponieważ to wyczekiwanie wiązało się z atmosferą napięcia w narodzie i zrozumiałym prawdopodobieństwem sporej huśtawki nastrojów, Bóg skierował pod adresem proroka następujący apel: Zapisz to widzenie wyraźnie na tablicach, tak by ten, kto czyta, mógł to czynić bez trudu. Gdyż widzenie wciąż czeka na czas oznaczony, lecz wypełni się przy końcu – nie zawiedzie. Choćby się spóźniało, nie przestawaj czekać, gdyż spełni się na pewno i niezwłocznie [Hab. 2,2-3]. Bóg zapewnił, że czekający na moralne uzdrowienie Judy ludzie, jak najbardziej mają na co czekać i na pewno doczekają się radosnych dni. Chodziło o to, ażeby w tym czekaniu wytrwali.

Prorok Boży tak bardzo nastawił się na zbawienne skutki zbliżającego się sądu Bożego, że jego serce wypełniła radość w Panu. Pomimo szeregu nieuchronnych przykrości cieszył się nadchodzącym oczyszczeniem i naprawieniem relacji z Bogiem. Choćby nie zakwitły figowce, winorośl straciła swój plon, zabrakło na drzewach oliwek i nadziei na chleb z plonów pól; choć w zagrodach wybito by owce, obory opustoszałyby z krów, ja jednak będę radował się w PANU, cieszył Bogiem mojego zbawienia [Hb 3,17-18]. Zbliżający się sąd Boży oznaczał dla Habakuka wejście na duchowe wyżyny.

Czasem słyszymy, że ktoś na coś czekał i się nie doczekał.  Na przykład, nie żyjąca od października 2014 roku gdyńska aktorka Anna Przybylska mówiła tuż przed śmiercią: – Chciałabym jeszcze trochę pożyć, chciałabym doczekać się wiosny. Czekała na wiosnę, lecz się jej nie doczekała. To oczywista i wielka  przykrość, lecz całkowicie niezależna od osoby czekającej. Nie o takim czekaniu tu mowa.

Rozmawiamy teraz o sytuacji, gdy słusznie na coś czekaliśmy, lecz w pewnym momencie się zniecierpliwiliśmy i odstąpiliśmy od dalszego czekania. Ach, gdybyśmy wytrzymali jeszcze troszkę i nie zaprzestali czekać, to byśmy się doczekali. Czekałem kiedyś na autobus. Minęła rozkładowa godzina przyjazdu, a on nie nadjeżdżał. Czekałem, czekałem, aż w końcu nie wytrzymałem i odszedłem z przystanku, by przy wylocie z miasteczka łapać tzw. "okazję". Po przejściu kilkuset metrów zobaczyłem, jak upragniony autobus zatrzymuje się na przystanku, lecz mnie już tam nie było… Do dzisiaj pamiętam przykrość żalu mieszającego się ze złością na samego siebie, który wówczas ścisnął mi serce.

Pomyślmy o odczuwanym przez grzesznika ciężarze z powodu grzechu i życia z dala od Boga. Zazwyczaj towarzyszy temu niepokój, smutek, rozdrażnienie, jakieś próby zagłuszenia sumienia albo pogłębiająca się obojętność i depresja. Świadczy to o potrzebie pojednania się grzesznika z Bogiem. Lecz z kary za grzech nie można się ot tak, po prostu wywinąć; otrzepać ręce i jakby nigdy nic zacząć sobie nowe życie. Ktoś zawsze musi wypić kielich gniewu Bożego z powodu popełnionego grzechu.

Na szczęście dla każdego grzesznika jest nam zwiastowana dobra nowina o Jezusie Chrystusie. Głosi ona, że Syn Boży przyszedł na świat w ludzkim ciele i wziął na siebie Boży gniew z powodu popełnionych przez nas grzechów. Bóg bowiem tak bardzo ukochał świat, że dał swego Jedynego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Bóg nie posłał swego Syna na świat, aby wydał On na świat wyrok, lecz aby świat został przez Niego zbawiony [J 3,16-17].

Ale uwaga! Przez sam fakt śmierci Jezusa na krzyżu automatycznie nie następuje dla każdego człowieka pojednanie z Bogiem, zbawienie od grzechu i nie przychodzi radość zbawienia. Grzesznik, jeśli chce pokoju z Bogiem, musi osobiście uwierzyć w Jezusa Chrystusa. Jak to odbywa się w praktyce? Otóż gdy człowiek zostanie nawiedzony przez Ducha  Świętego, gdy usłyszy ewangelię i ją przyjmie, wówczas zaczyna się w nim wspaniały proces zbawienia. Rodzi się wiara w Jezusa Chrystusa jako Syna Bożego. Następuje nowe narodzenie z wody i z Ducha. Grzesznik zostaje zbawiony od mocy grzechu i praktycznie odwraca sie od niego. Otrzymuje nowy system wartości i zaczyna o wszystkim myśleć w nowy sposób.  Efektem tej wielkiej zmiany jest radość zbawienia! Radość w Panu i pokój z Bogiem! Usprawiedliwieni zatem na podstawie wiary, mamy pokój z Bogiem. Stało się to dzięki naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi. Przez Niego uzyskaliśmy dostęp, za sprawą wiary, do tej łaski, w której niewzruszenie stoimy i chlubimy się nadzieją chwały Boga [Rz 5,1-2]. 

Ale, ale! Jest to długotrwały proces. Wszystko odbywa się w Bożym czasie i wymaga od nas cierpliwości w czekaniu. Zewlekanie z siebie starego człowieka, którego gubią zwodnicze żądze, jest bolesne i potrafi trwać wiele lat. Uświęcenie, bez którego nikt nie ujrzy Pana, nie następuje w jeden sezon, zwłaszcza, gdy uwikłaliśmy się w szereg złych nawyków, nałogów i grzesznych przyzwyczajeń, które nie chcą dać za wygraną. To wszystko trwa.., musi trwać, aby wraz z rozwojem duchowym, zgodnie z Bożym planem zbawienia, serce chrześcijanina przepełnił trwały pokój Boży i radość w Panu.

Niektórzy nie mają ochoty czekać. Wielu współczesnych chrześcijan próbuje bez jakiegokolwiek czekania mieć wszystko w pełni i od razu! Chcą mieć od razu pełnię zbawienia od grzechu. Gdy jej nie mają – to wymyślają sobie naukę, która pozwala im akceptować szereg grzechów, jako nic nie znaczących dla ich zbawienia. Chcą mieć od razu odpowiedź na modlitwę. Ponieważ Bóg nie zawsze od razu odpowiada -wmawiają sobie, że im już odpowiedział.  Chcą być od razu dojrzałymi w wierze, a skoro tak nie jest – to udają dorosłych. Chcą mieć od razu pełnię radości w Panu, a jeśli tak nie jest – to przynajmniej tak sobie w niedzielę śpiewają.

W poczuciu takiego rozmijania się z rzeczywistością łatwo też - niestety - o zniecierpliwienie i rezygnację. Znam sporo takich osób, które nie chciały czekać i odeszły z drogi wiary stwierdzając, że "to nie działa", albo że "najwidoczniej to nie jest dla mnie". Wielka szkoda, że niektórzy z nas nie wytrzymują próby czasu i nie chcą zaczekać na obiecane w Biblii rezultaty wiary. Tym większa szkoda i przykrość, bo często spełnienie  jest już bardzo blisko.

Stąd dzisiejsze wezwanie Słowa Bożego, by nie przestawać czekać! Zadawanie śmierci temu, co w członkach ziemskie – mam na myśli rozwiązłość, nieczystość, zmysłowość, złe pragnienia i zachłanność równoznaczną z bałwochwalstwem [Kol 3,5] w swoim czasie z pewnością zaowocuje pełną wolnością od tych grzechów. Nie należy rezygnować, ani tym bardziej wmawiać sobie, że tę wolność już mamy, skoro jeszcze jej w naszym życiu nie widać. Dobrze jest czekać w milczeniu na ratunek PANA [Tr 3,26]. Ukształtowanie Chrystusa Jezusa w nas - to najważniejszy cel, na który - chociaż będzie boleć - z radością czekamy!

Wezwanie, by nie przestawać czekać, jak najbardziej należy stosować także do innych, nawet i przyziemnych sytuacji i spraw. Mam tu na uwadze, na przykład, zakochanie z wzajemnością i założenie rodziny. Jeśli modlisz się o to i czekasz na błogosławieństwo Boże w tej sferze, to nie zniechęcaj się upływem czasu. Nie zmieniaj poglądów, nie wyrzekaj się swych pragnień tylko dlatego, że tak długo już czekasz. Nie wybierając – broń Boże – drogi na skróty, nie przestawaj czekać  na swą wielką miłość.

Aktywnie wyczekuj też nawrócenia twoich bliskich. Nie zniechęcaj się ich aktualnym brakiem zainteresowania wstąpieniem w ślady Jezusa. Nie przestawaj modlić się o nich i mówić im o Jezusie. Także nadal pielęgnuj w sobie marzenia o udziale w pracy dla Pana. Bóg ma dla ciebie wiele zadań na rzecz Królestwa Bożego. Ważne, żebyś nie powoływał się do nich sam, lecz czekał na Boże powołanie. Pracuj nad osobistym rozwojem, przygotowuj się do służby, módl się i nie przestawaj wyglądać chwili, gdy On cię wezwie i wskaże zadanie do wykonania. Na początku może wydawać ci się ono mało znaczące, lecz jeśli okażesz się wierny w małym, Bóg zacznie powierzać ci rzeczy większe.

Tytułowe wezwanie niezwykle ważne jest również przy chrzcie w Duchu Świętym i korzystaniu z darów duchowych. Bywa, że ktoś pragnący napełnienia Duchem Świętym, gdy modlitwa nie przynosi pożądanego skutku, po jakimś czasie wymięka i przestaje zabiegać o dar Ducha Świętego. Nic bardziej błędnego. Nie oddalajcie się z Jerozolimy, ale oczekujcie obietnicy Ojca, o której słyszeliście ode Mnie [Dz 1,4] – powiedział Pan swoim uczniom i oni posłusznie czekali. I ty, gdy się modlisz o napełnienie Duchem Świętym, nie przestawaj czekać! Bądźcie wytrwali w modlitwie [Kol 4,2].

Ludzie miewają różne cele oczekiwań; realne i nierealne, zgodne z wolą Bożą, ale też samolubne i grzeszne. Należy to rozróżnić i prawidłowo ocenić charakter swoich oczekiwań. Jeżeli Biblia jasno stwierdza, że poza Jezusem nie ma w nikim innym zbawienia, gdyż nie dano nam ludziom żadnego innego imienia pod niebem, w którym moglibyśmy być zbawieni [Dz 4,12], to beznadziejne byłoby oczekiwanie zbawienia w jakiś inny sposób. Lepiej czym prędzej zaprzestać czekania na to, co jest niezgodne z wolą Bożą. Gdy bowiem przeciwnik Boży zauważy, że mocno na coś takiego się nastawiliśmy, podejdzie nas chytrze i podstawi nam jakąś "fałszywkę", abyśmy na domiar złego myśleli, że otrzymaliśmy Bożą odpowiedź na nasze modlitwy.

W niektórych z kolei sprawach trzeba wziąć się w garść, a nie czekać, że – na przykład - rektor przyniesie ci do domu dyplom ukończenia studiów. Trzeba po prostu zabrać się za naukę i chodzić na uczelnię. Nie ma co czekać też, że będziesz się rozwijać godzinami przesiadując przed telewizorem, albo że jesienią będziesz miał co zbierać, gdy nic nie siejesz wiosną. Czekanie w takich przypadkach na nic nam się nie przyda.

Gdy jednak zacząłeś czekać na Pana – i wiesz, że tak trzeba - to w imię Boże wołam: Nie przestawaj czekać! Czekanie na Boga w życiu chrześcijanina nie jest żadnym lenistwem, założeniem rąk ani bezradnością. Czekanie na Boga nie jest unikaniem wysiłku. Jest prostolinijnym, dobitnym wyrażeniem zaufania do naszego Zbawiciela i Pana, że On interesuje się naszym losem i w stosownym czasie przyjdzie nam w sukurs. Czekanie na Boga oznacza, że chcemy działać tylko na Boży głos. Jest utrzymywaniem się w gotowości do wykonania każdego nowego polecenia, gdy tylko Bóg je nam wyda. Czekanie na Boga jest zdolnością, by nie robić niczego, zanim nie usłyszy się Jego polecenia.

Jeśli wierzysz w Jezusa Chrystusa – to wszystko w Twoim życiu ma swój czas. Tak rozumiał to Dawid, bo śpiewał przed Panem: Wyznaczasz mi marszrutę i spoczynek [Ps 139,3]. Bogu podobają się ludzie, którzy na Niego czekają. Nie przestawaj więc czekać!

Wierność idei jednego ciała

2017-09-17 - Marian Biernacki

Drugi wykład o małżeństwie

Wierność idei jednego ciała

W poprzednim wykładzie zatytułowanym "Związek jednego ciała" podkreśliliśmy prawdę, że mąż i żona – to jeden człowiek! Lecz na początku stworzenia (Bóg) "uczynił ich mężczyzną i kobietą. Dlatego opuści człowiek swojego ojca i swoją matkę, a połączy się z żoną i będą oboje jednym ciałem" tak że już nie są więcej dwojgiem (ludzi), lecz jednym człowiekiem. Co więc Bóg połączył, niech człowiek nie rozdziela [Mk 10,6-9 w przekładzie Biblii Poznańskiej]. Jak ciało człowieka ma charakter nienaruszalny tak i związek małżeński  jest jednym ciałem. Rozdzielanie tego ciała na połowę jest makabrycznym jego okaleczaniem i uśmiercaniem. Kto się tego dopuszcza grzeszy przeciwko własnemu ciału, żeby nie powiedzieć, że jest samobójcą.

Bardzo potrzebujemy takiego rozumienia jedności w małżeństwie, bowiem zbyt często zdarza nam się podział między małżonkami na "ty – ja" i  "moje – twoje". A przecież jedno ciało nie nosi dwóch portfeli, nie śpi jednocześnie w dwóch różnych łóżkach i nie rozjeżdża się na urlop w dwie różne strony świata. Idea małżeństwa jako "jednego człowieka" oznacza, że w danej chwili myślimy i działamy zgodnie, że nikt nie nazywa swoim tego, co posiada, ale wszystko jest wspólne. Wspólna także jest nasza odpowiedzialność za nienaruszalność "jednego ciała".  Jak to robić?

Mamy w Piśmie Świętym dwa fundamentalne wskazania gwarantujące pełny sukces związku małżeńskiego.  Bądźcie względem siebie nawzajem ulegli z szacunku dla Chrystusa. Żony, ulegajcie swym mężom jak Panu. Bo mąż jest głową żony, tak jak Chrystus Głową Kościoła – On jest Zbawcą Ciała. Toteż jak Kościół ulega Chrystusowi, żony niech to czynią względem mężów, we wszystkim. Mężowie natomiast, kochajcie swoje żony, tak jak Chrystus ukochał Kościół. On wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić po oczyszczeniu przez kąpiel wodną w Słowie. Chciał przez to przygotować sobie Kościół godny chwały, bez plam i zmarszczek lub czegoś w tym rodzaju, ale święty, niczym nie skalany. Podobnie mężowie niech kochają swoje żony – tak, jak własne ciała. Kto kocha swoją żonę, kocha samego siebie. Nikt przecież swego ciała nie ma w nienawiści, raczej je karmi i chroni – tak, jak Chrystus Kościół. Jesteśmy bowiem członkami Jego Ciała. Właśnie dlatego opuści człowiek ojca i matkę, połączy się ze swą żoną i będzie z nią jednym ciałem. Jest to wielka tajemnica – odnoszę to do Chrystusa i Kościoła. Niech zatem każdy z was kocha swoją żonę jak samego siebie, a żona niech swojego męża ma w poszanowaniu [Ef 5,21-33].

ZADANIE MĘŻA

Mąż ma miłować żonę tak, jak Chrystus Kościół. To znaczy jak?  Chrystus wydał za Kościół samego Siebie.  Bądźcie względem siebie tacy jak Chrystus Jezus. On, choć istniał w tej postaci, co Bóg, nie dbał wyłącznie o to, aby być Mu równym. Przeciwnie, wyrzekł się siebie… [Flp 2,5-9]. Miłość rozpoznaliśmy po tym, że On oddał za nas swoje życie [1J 3,16]. Mąż nie ma zajmować się bronieniem swojej pozycji. Naśladując Chrystusa w Jego miłości do Kościoła ma dla dobra żony wyrzekać się swoich praw i wszystko poświęcać dla niej, nie stawiając w tym żadnej granicy.

Chrystus przyjął względem Kościoła tę postawę, aby go uświęcić po oczyszczeniu przez kąpiel wodną w Słowie. Mowa tu o złożonym i długotrwałym procesie, a zwłaszcza o atmosferze, w jakiej ten proces się odbywa. Nasz Pan cierpliwie oczyszcza nas kąpielą wodną w Słowie w atmosferze miłości. Liczy się tu nie tylko sama woda ale i miejsce, w którym kąpiel się odbywa. Można człowieka myć pod silnym strumieniem zimnej wody, ale jeśli się go kocha, to urządza mu się przyjemną kąpiel w wannie. Mąż w miłości do żony nie uświęca jej zimnym prysznicem wersetów biblijnych i szorstkich uwag. Potrafi zadbać o to, aby to była przyjemna kąpiel. Jego mowa do żony jest zawsze uprzejma, zaprawiona solą [Kol 4,6]. Unika gorzkich słów. Mężowie, miłujcie żony swoje i nie bądźcie dla nich przykrymi [Kol 3,19]. Taka metoda oczyszczania przynosi pożądany skutek. Wy jesteście już czyści dla słowa, które wam głosiłem [J 15,3].

Kolejnym aspektem miłości Chrystusa do Kościoła jest to, że On sam przygotowuje sobie Kościół godny chwały, bez plam i zmarszczek lub czegoś w tym rodzaju, ale święty, niczym nie skalany. Tego zadania Syn Boży nie zleca, nie oddaje w niczyje ręce. Osobiście zajmuje się nami, aby sam sobie przysposobić Kościół pełen chwały. Podobnie mąż, dostrzegając niedoskonałości charakteru swojej żony nie idzie z tym problemem do duszpasterza, psychologa, ani tym bardziej, do jej mamusi. Nie żąda, aby ktoś zajął się jego żoną i skorygował jej zachowanie. On sam ją sobie przysposabia. Miłując ją – jak Chrystus miłuje Kościół – mąż cierpliwie wpływa na żonę i "urabia" ją tak, aby miło i zgodnie się im żyło.

Przypatrując się miłości Chrystusa do Kościoła widzimy także, że On karmi go i chroni. Tak jest. Nasz Pan obdarowuje nas wszystkim co jest potrzebne do życia i pobożności i zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa. Jeśli Bóg za nami, któż przeciwko nam? [Rz 8,31]. Wzorowana tym miłość męża do żony oznacza jego stałą troskę o zaspokajanie potrzeb żony i zapewnianie jej poczucia bezpieczeństwa.

Jezu, Jezu, Jezu, Twa miłość me serce zdobyła… - śpiewamy naszemu Panu, poruszeni ogromem okazanej nam łaski i wspaniałomyślnością z Jego strony. Miłość Pana Jezusa kruszy najtwardsze serca i je całkowicie przemienia. Tak też miłość męża zdobywa serce żony! Rzadko się zdarza, aby kobieta pozostała niewrażliwa na prawdziwą miłość.

Niech postawa Chrystusa Pana każdemu mężowi codziennie świeci przykładem, bo jego rolą jest miłować żonę tak, jak Chrystus umiłował Kościół. A jakie zadanie Słowo Boże wyznacza żonie?

ZADANIE ŻONY

Trzy razy Biblia mówi, że żona ma ulegać mężowi tak, jak Kościół Chrystusowi [Ef 5,22; Kol 3,18; 1Pt 3,1]. Innymi słowy, ma podporządkowywać się mężowi, jak Kościół Chrystusowi. Ktoś zapyta, który Kościół? Wiele złych, mylących i sprzecznych sygnałów płynie dzisiaj z Kościoła. Współczesny kościół zdaje się być coraz bardziej niezależny od Boga. Coraz mniej liczący się z Chrystusem. Coraz bardziej samowolny. Coraz mniej miłujący Chrystusa. Wzorować się więc należy na Kościele czasów apostolskich!

Przypatrując się Kościołowi opisanemu w Dziejach Apostolskich każda chrześcijanka z pewnością zauważy, że odnosił się on do Chrystusa Pana z wielkim respektem. Tymczasem kościół, budując się i żyjąc w bojaźni Pańskiej, cieszył się pokojem po całej Judei, Galilei i Samarii, i wspomagany przez Ducha Świętego, pomnażał się [Dz 9,31]. Podkreślona tu bojaźń Pańska, to rozmiłowane w Chrystusie serca pierwszych chrześcijan, drżące w świętym respekcie i szacunku, aby swego Pana w żaden sposób nie zasmucić. Taka też ma być chrześcijanka w stosunku do swego męża. Ma się do niego odnosić z respektem i poszanowaniem. Nie ma dla męża nic ważniejszego ponad to, aby żona go szanowała i żeby nie stawiała przy tym swoich warunków. A żona niech swojego męża ma w poszanowaniu.

Pierwsi chrześcijanie podlegali Chrystusowi ochotnie i z radością. Nie ociągali się w pełnieniu Jego woli. Nie ciążyły im przykazania Chrystusowe. Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe [1J 5,3]. Dla Chrystusa byli gotowi na wszystko. Ja przecież gotów jestem nie tylko dać się związać, lecz i umrzeć w Jerozolimie dla imienia Pana Jezusa [Dz 21,13]. Podporządkowywać się woli Pana to dla chrześcijan najwyższy zaszczyt i radość. Podobnie chrześcijanka, podporządkowuje się swojemu mężowi nie dlatego, że musi, ale dlatego, że tego chce. Odkrywanie woli męża i wychodzenie naprzeciw jego oczekiwaniom sprawia jej autentyczną radość. Nie karmi przy tym w sobie samoświadomości tego ulegania. Nie wylicza mężowi ile to już razy podporządkowała się i zrobiła coś ze względu na niego. Jest zajęta nie tyle tym, ile ją to kosztuje, co bardziej tym, jak bardzo jest w ten sposób pomocna i miła dla swojego męża.

Kościół podlega Chrystusowi we wszystkim. Albowiem nikt z nas dla siebie nie żyje i nikt dla siebie nie umiera; bo jeśli żyjemy, dla Pana żyjemy; jeśli umieramy, dla Pana umieramy; przeto czy żyjemy, czy umieramy, Pańscy jesteśmy [Rz 14,7-8]. Wobec powyższego nie ma w Kościele żadnej tzw. rozsądnej granicy uległości względem Chrystusa. Każda Jego objawiona w Piśmie Świętym wskazówka jest dla nas rozkazem. Podlegamy naszemu Panu bezgranicznie. Podobnie żona w swej uległości mężowi nie stawia żadnych granic. Oczywiście mówimy o uległości mężowi, który wierzy w Jezusa Chrystusa. Nie mamy na myśli takiej sytuacji, że mąż jest złodziejem i chce, aby żona w nocy pomogła mu obrabować sąsiadów. To nie byłaby uległość wzorowana na relacji Chrystusa i Kościoła.

Tak oto Biblia daje mężowi i żonie po jednym, podstawowym zadaniu. On ma kochać żonę tak, jak Chrystus Kościół, a ona ma ulegać mężowi, jak Kościół Chrystusowi. Bardzo ważne jest, aby obydwoje skupili się na robieniu swego. Dość powszechnym błędem współmałżonków jest monitorowanie tego, jak partner wywiązuje się ze swojej powinności. To zatruwa duszę i prowadzi do napięć w małżeństwie. Koniecznie trzeba, aby mąż i żona byli skupieni na swoim zadaniu i aby swe role pełnili jednocześnie. Bez równego rozłożenia starań o małżeństwo nie może być mowy o pełnym sukcesie.

Pozwólcie, że posłużę się ilustracją dwukonnego zaprzęgu. Bywa, że przy źle wyregulowanych elementach uprzęży – jeden koń męczy się, a drugi próżnuje. Wóz wprawdzie jedzie, ale kosztem nadmiernego wysiłku jednego z nich. Nic dziwnego, że w pewnym momencie się zatrzymuje. Stąd ważna jest regulacja postronków i zastosowanie tzw. sztelwagi tj. dodatkowego orczyka pokazującego woźnicy, czy obydwie strony są jednakowo obciążone. Jeżeli któryś z koni się ociąga, trzeba go pobudzić do zrównania współodpowiedzialności za ciągnięty ciężar. Bóg po to wyznaczył mężowi i żonie opisane wyżej role w małżeństwie, aby obydwoje jednakowo przykładali się do ich spełniania.

Trwanie w Chrystusie domaga się od współmałżonków wierności idei jednego ciała. W kolejnym odcinku zajmiemy się kilkoma praktycznymi tego aspektami.

Czy mi was brakuje?

2017-07-17 - Marian Biernacki

Z dzisiejszej lektury Pisma Świętego

Czy mi was brakuje?

Lipiec to bardzo dobra pora na zadumę nad rzeczywistym związkiem z braćmi i siostrami z miejscowego zboru. Myśli te nasuwają się niemal same, gdy podczas nabożeństwa widzę puste krzesła z powodu wakacyjnych wyjazdów osób, które normalnie każdej niedzieli je zajmują. Dlaczego aż tak bardzo odczuwam ich nieobecność? Przecież wiem, gdzie są i kiedy wrócą. A jednak przerzedzonych szeregów zborowników nie potrafią mi zrekompensować nawet najwspanialsi goście, którzy w sezonie często biorą udział w naszych nabożeństwach. Niczego i nikogo tak nie pragnę, jak widoku "swoich". Cieszę się z każdego przybysza, który chce z nami wielbić Boga i rozważać Słowo Boże, ale najcenniejszym towarzystwem są dla mnie domownicy wiary. 

Czytany dziś przeze mnie Psalm 16 wskazuje na swego rodzaju prawidłowość moich uczuć do miejscowych zborowników. Mówię do Jahwe: Jesteś moim Panem! Nie mam żadnego dobra ponad Ciebie. Do świętych, którzy są w Jego ziemi, jak silne uczynił moje upodobanie do nich [Ps 16,2-3]. Tak jest. Nikt i nic nie równa się z Bogiem! On jest godzien chwały i najwyższego podziwu z mojej strony. Wszakże bracia i siostry w Chrystusie - jako najbliżsi współwyznawcy - są nieodłączną częścią mojej dobrej społeczności z Bogiem. Co do świętych, którzy są w tej ziemi, są wspaniali i są mą rozkoszą (wg Biblii Ewangelicznej). Każda wdowa, każde dziecko, każdy mężczyzna itd. - niezależnie od tego, kim są według ciała - są dla mnie wspaniali i pragnę ich towarzystwa. Nieobecność kogokolwiek z nich w niedzielnym zgromadzeniu to dla mnie duży niedosyt. 

Wiem, że w moich uczuciach względem braci i sióstr nie jestem odosobniony. Każdy normalny chrześcijanin, który wyjedzie na urlop lub do sanatorium i przez dwie, trzy kolejne niedziele nie jest obecny w swoim zborze, ktoś taki wie, o czym tu piszę. My nie nudzimy się sobą nawzajem. Ponieważ Chrystus przez wiarę zamieszkał w naszych sercach, lubimy z sobą przebywać. My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, ponieważ kochamy braci [1Jn 3,14]. Nie tylko świeżo po nawróceniu chciałoby się nam, ażeby nabożeństwa i spotkania zboru częściej się odbywały. Jakże wartościowa jest dla nas choćby jedna godzina spędzona w towarzystwie świętych. Choćby nie wiem jak prości, spracowani, małomówni - a jednak są oni naszą rozkoszą. To są szlachetni, w nich mam całe upodobanie - głosi przekład Biblii Warszawskiej.

W świetle powyższego nastawienia do zboru, potwierdzonego mi dziś przez Słowo Boże, w żaden sposób nie mogę pojąć ludzi, którzy do społeczności chrześcijańskiej w ogóle się nie przywiązują. Za nienormalną uważam taką sytuację, że ktoś prowadzi osiadły tryb życia, a nie przyłącza się do zboru i w kolejne niedziele bywa sobie w różnych miejscach. Tym bardziej zdumiewa mnie coś takiego, że ktoś jest członkiem określonego zboru, a w niedzielę idzie na nabożeństwo do innego. Jestem przekonany w Panu, że dla wierzącego człowieka najlepszym miejscem w niedzielę jest zbór, którego jest on członkiem. Miłuję zbór, do którego przynależę i wiem, o czym piszę. W każdym zborze można spotkać ludzi miłujących Boga, ale żadna społeczność nie jest dla nas tak wartościowa, jak ta, której jesteśmy członkami.

Korzystając z okazji pragnę zaapelować do każdego chrześcijanina, abyśmy - mając jasno określoną przynależność do zboru - kontakt z domownikami wiary, tj. z członkami swojego zboru, zawsze traktowali priorytetowo. Rozwijajmy i pielęgnujmy społeczność ze świętymi. Dla człowieka miłującego Pana nie ma takich salonów, takich kręgów towarzyskich, takich miejsc i klimatów, które swą wartością i magnetyzmem przewyższyłyby siłę przyciągania zboru Chrystusowego.

W wakacje ta prawda staje się mi szczególnie wyrazista. 

Po co żaglom wiatr?

2017-06-06 - Marian Biernacki

pisemna wersja kazania w niedzielę Zeslania Ducha Świętego

Po co żaglom wiatr?

Żagle. Po co je projektują i szyją? Żeby łapały wiatr i umożliwiały prawidłowe korzystanie z jego siły. Wiatr w żaglach to piękno i radość prawdziwego żeglowania. Ale uwaga! Gdy wieje silny wiatr, nieraz robi się niebezpiecznie. Może więc lepiej, żeby wiatru nie było? Gdy wiatr cichnie – żagiel uspokaja się, zamiera i robi się sielankowo. Nawet na głębokiej toni nie ma zaskakujących zwrotów okoliczności. Można skupić się na zaspokajaniu swoich pragnień. Synonimem takiej postawy jest sławny „Żagiel” w Dubaju, czyli najwyższy budynek hotelowy świata, zarazem będący świątynią ludzkiego hedonizmu.

Brak wiatru wszakże to - niestety - zero zmian. Żadnych nowych celów, redukcja postępu i poczucia przygody. Dlatego prawdziwi żeglarze pragną wiatru! Sami za nim tęsknią i też innym życzą wiatru w żaglach. Mając żagiel nad głową, trudno usiedzieć w jednym miejscu. Co robić, gdy następuje flauta, cisza morska, tj. zupełny brak wiatru? Ażeby się przemieszczać, niektórzy pseudo żeglarze wyciągają wówczas własny napęd i odpalają silniki. Rasowi żeglarze natomiast nie plamią się takimi uproszczeniami. Czekają na wiatr. Czuwają, żeby już przy pierwszym powiewie, czym prędzej złapać wiatr w żagle.

Po tak sugestywnym wstępie pora na dwa fragmenty Pisma Świętego. Wiatr wieje dokąd chce – słyszysz jego szum, ale nie wiesz, skąd nadciąga i dokąd zmierza; tak jest z każdym, kto się narodził z Ducha [J 3,8]. A gdy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy byli wszyscy razem zgromadzeni w jednym miejscu. Nagle od strony nieba dał się słyszeć szum. Był jak uderzenie potężnego wiatru. Wypełnił cały dom, w którym się zebrali. Wówczas zobaczyli jakby języki ognia. Rozdzieliły się one i spoczęły na każdym z nich. Wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym i zaczęli mówić innymi językami, stosownie do tego, jak Duch im to umożliwiał [Dz 2,1-4].

Wiatr to biblijny obraz pomagający zrozumieć działanie Ducha Świętego. Na użytek tego rozważania proponuję następującą paralelę: Wiatr i żagiel – Duch Święty i chrześcijanin.

Tak jak żagiel ma łapać wiatr i wykorzystywać jego siłę, tak chrześcijanin ma nastawić się na działanie Ducha Bożego. Biblia uczy, że napełnienie człowieka Duchem Świętym ma konkretne cele i skutki. Jakie?  Moc do prowadzenia nowego życia. Zdolność do bycia świadkiem Jezusa. Wewnętrzne świadectwo przynależności do Boga. Korzystanie z darów Ducha. Wydawanie owocu Ducha. Nade wszystko zaś tym razem podkreślmy, że celem napełnienia Duchem Świętym jest Jego kierownictwo w codziennym życiu.

Nie trzeba być żaglem, by zatrzepotać na wietrze. Potrafi to nawet zwykła chustka czy torba foliowa, ale poza efektem wizualno-akustycznym nie ma z tego większego pożytku. Tak bywa z niektórymi ludźmi. Gdy Duch zaczyna działać – przeżywają poruszenie Ducha i… to wszystko. Praktycznie żyją, tak jak dawniej. Dobrze ilustruje to przypadek Saula, pierwszego króla Izraela. Miał on chwilę napełnienia Duchem, zanim został ustanowiony królem Izraela. Niestety, wkrótce okazał nieposłuszeństwo Bogu i od Saula odstąpił Duch Pański. Potem znowu zdarzyło się, że Duch go poruszył. Żadne jednak z tych poruszeń Ducha nie oznaczało Jego kierownictwa w życiu Saula. Oddajmy głos Pismu Świętemu:

A gdy Dawid uciekł i ocalał, przybył do Samuela do Ramy i opowiedział mu wszystko, jak z nim postąpił Saul. Potem poszedł wraz z Samuelem i zamieszkali w osiedlu prorockim. I doniesiono Saulowi: Oto Dawid przebywa w osiedlu prorockim w Ramie. Wysłał więc Saul oprawców, aby pojmali Dawida. A gdy oni ujrzeli poczet proroków będących w zachwyceniu, a na ich czele Samuela, na oprawców Saula zstąpił Duch Boży i oni również wpadli w zachwycenie. I donieśli o tym Saulowi; wysłał więc innych oprawców, lecz także oni wpadli w zachwycenie. Toteż Saul wysłał ponownie trzecich już oprawców, ale i oni wpadli w zachwycenie. Wreszcie i on sam udał się do Ramy, a przyszedłszy do wielkiej studni, która jest przy Sęk, zapytał: Gdzie jest Samuel i Dawid? I odpowiedziano mu: W osiedlu prorockim w Ramie. Udał się tedy do osiedla prorockiego w Ramie; lecz i nim owładnął Duch Boży i wpadł w zachwycenie, i był w tym zachwyceniu, aż doszedł do osiedla prorockiego w Ramie. Tam także i on zrzucił z siebie swoje szaty i był w zachwyceniu przed Samuelem, a padłszy na ziemię leżał nagi przez cały ten dzień i przez całą noc; dlatego mówi się: Czy i Saul między prorokami? [1Sm 19,18-24].

Trzy myśli cisną się do głowy po przeczytaniu powyższego fragmentu Pisma: Można popaść w zachwycenie Ducha nie będąc pojednanym z Bogiem i nie mając prawidłowej relacji z Bogiem. Nie każde napełnienie Duchem skutkuje Jego prowadzeniem w życiu. Saul w wyniku tego zachwycenia nie zaczął pełnić woli Bożej. Zachwyceniu Duchem Bożym u ludzi nie mających prawidłowej relacji z Bogiem towarzyszą kontrowersyjne zachowania i zjawiska. Saul nagi leżał na ziemi przez cały dzień i całą noc. Bywamy i w naszych czasach świadkami na tyle dziwnego zachowania niektórych ludzi w zachwyceniu Duchem, że aż trudno to komentować.

Każdy może przeżyć chwilowe poruszenie Duchem. Powyższa historia pomaga zrozumieć, jak to jest, że niektórzy ludzie mówią innymi językami, prorokują itd., a wcale nie odwrócili się od swego bałwochwalstwa, nie odczuwają potrzeby rewizji swoich poglądów ani okazania posłuszeństwa ewangelii Chrystusowej. Jakoś tam manifestują zachwycenie Duchem, ale On ich nie prowadzi.

Kapitalnym znakiem prawdziwego napełnienia Duchem jest prowadzenie przez Ducha Świętego. Wy natomiast nie jesteście w ciele lecz w Duchu – jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Kto zaś nie ma Ducha Chrystusa, ten do Niego nie należy. Jeśli jednak Chrystus w was jest, to chociaż ciało jest martwe z powodu grzechu, duch jest żywy dzięki sprawiedliwości. Jeśli zaś mieszka w was Duch Tego, który wzbudził Jezusa z martwych, to Ten, który przywrócił do życia Jezusa Chrystusa, ożywi również wasze śmiertelne ciała przez swego Ducha, który mieszka w was. […] Bo wszyscy, których prowadzi Duch Boży, są dziećmi Boga [Rz 8,9-14].

Życie chrześcijan prowadzonych Duchem Świętym jest nakierowane na Królestwo Boże. Służba każdego poszczególnego chrześcijanina charakteryzuje się celowością i rozwojem. Nie wszyscy robią to samo, a jednak każdy z nich działa z natchnienia Ducha Świętego. Tak jak wiele żaglówek widzimy na pełnym morzu, a każda z nich płynie w określonym tempie i kierunku, tak jest z wpływem Ducha Świętego na ludzi wierzących. Ten sam Duch, a różne dary i posługi. Niczym żagle łapią wiatr, tak dzieci Boże korzystają z powiewu Ducha i dzięki Jego mocy osiągają duchowe cele.

Ale uwaga! Prowadzenie Ducha nie jest wynikiem ludzkiej kalkulacji. Pomyślmy, jakże inaczej potoczyłyby się sprawy, gdyby w działalność pierwszych chrześcijan włączono tak modne dzisiaj ludzkie „know how”? Oto Jezus pełen Ducha został poprowadzony na pustynię, gdzie kusił go diabeł. Oto Szczepan pełen Ducha przemówił i został ukamienowany. Piotr pełen Ducha popsuł euforyczną atmosferę prazboru zadając niewygodne pytania Ananiaszowi i Safirze. Barnaba pełen Ducha poszedł aż do Tarsu szukać kontrowersyjnego faryzeusza Saula. Wiele innych jeszcze przykładów ciśnie się do głowy, a wszystkie dobitnie świadczą o tym, że wolę Bożą pełnią ci, którzy nie radząc się ciała i krwi, bezdyskusyjnie poddają się kierownictwu Ducha Świętego. Dzięki prowadzeniu Ducha wiedzą, co robić. Dzięki prowadzeniu Ducha wiedzą też, czego nie robić!
Napełnienie Duchem Świętym przekłada się na Jego kierownictwo i biorącą się z tego aktywność oraz moc do dalszej służby.

Życie ludzi napełnionych Duchem Świętym nabiera charakteru i cech wspaniałej przygody. Wiatr wieje dokąd chce – słyszysz jego szum, ale nie wiesz, skąd nadciąga i dokąd zmierza; tak jest z każdym, kto się narodził z Ducha. Nie wiesz, jak Duch cię jutro poprowadzi, ale poprowadzi! I jest w tym spora dawka adrenaliny. Oto przykład: A gdy was wodzić będą do synagog i do urzędów, i do władz, nie troszczcie się, jak się bronić i co mówić będziecie. Duch Święty bowiem pouczy was w tej właśnie godzinie, co trzeba mówić [Łk 12,11-12]. Czyż dla takich chwil nie warto żyć?!  Duch wieje, jak chce!  Nie potrafisz tego ogarnąć rozumem. Jest w tym adrenalina! Jest przygoda! Jest co opowiadać! Duch - działając zawsze zgodnie z myślą Bożą objawioną w Piśmie Świętym - raz po raz nas zaskakuje i zamienia nasze życie w jedną wielką niespodziankę!

Powróćmy do obrazu żagla i wiatru. Żagiel jest uszyty, aby łapać wiatr i korzystać z jego siły. Różne płachty, prześcieradła i chustki są zdolne, by powiewać na wietrze  - ale niczego nie wprawiają w pożyteczny ruch. Żagiel – odpowiednio założony na maszt – łapie wiatr i pozwala wprawić łódź w ruch zgodnie z wolą sternika.

Żagiel zawsze potrzebuje wiatru! Podobnie jest z chrześcijaninem. Jesteśmy powołani do tego, aby iść i wydawać owoc, i aby owoc nasz był trwały. Nie zrobimy tego o wlasnych silach. Napełnienie Duchem Świętym nadaje naszemu życiu odpowiedniego kierunku, dynamiki i trwałości. Chrześcijanin bez Ducha Świętego jest w duchowym zastoju. Bywa, że wtedy różnymi sposobami zaczyna nakręcać się po swojemu. Nie upijajcie się też winem, bo przy tym łatwo o nieprzyzwoitość, ale dbajcie o to, aby Duch mógł was stale napełniać [Ef 5,18].

Podobnie jak żagiel potrzebuje wiatru – tak my potrzebujemy Ducha Świętego. Łapmy wiatr!  Napełniajmy się Duchem! Zapamiętajmy to z tegorocznego święta Zesłania Ducha Świętego.

Spełniaj czym prędzej swój zamiar!

2017-05-11 - Marian Biernacki

Skrócona, pisemna wersja środowego rozważania z 10 maja 2017 roku

Spełniaj czym prędzej swój zamiar!

Ludzie noszą w sercu i obmyślają różne zamiary. Jedne wynikają z poczucia obowiązku, drugie z chęci uporządkowania lub naprawienia czegoś w życiu. Jeszcze inne rodzą się z namiętności i marzeń, a są też zamiary z gruntu złe i bezbożne. W tych dniach zaintrygowały mnie słowa Jezusa skierowane do Judasza podczas Jego ostatniej Paschy.

I wtedy, gdy Judasz wziął kawałek chleba, wstąpił w niego szatan. Jezus powiedział więc do niego: Spełniaj czym prędzej swój zamiar. Nikt ze spoczywających przy stole nie zrozumiał jednak, o co chodzi. Niektórzy przypuszczali nawet, że ponieważ Judasz zarządzał sakiewką, Jezus posyła go, by kupił czego im trzeba na święto, albo by dał coś ubogim. On zatem wziął ten kawałek i natychmiast wyszedł. A była noc [Jn 13,27-30].

W jakich okolicznościach Judasz powziął zamiar wydania Jezusa? Przede wszystkim trzeba tu wspomnieć o jego miłości do pieniędzy. Opiekując się wspólną sakiewką, podkradał z niej sobie. Bardzo się też oburzał, gdy jakaś kwota będąca w ich zasięgu, ostatecznie nie trafiała pod jego opiekę. Tak było na przykład z flakonem kosztownego olejku nardowego. Do tego stopnia nie mógł odżałować straty trzystu denarów, że od tej chwili korzyści dla siebie postanowił poszukać gdzie indziej. W Judasza zaś, zwanego Iskariot, który należał do dwunastu, wstąpił szatan; i ten odszedłszy, umówił się z arcykapłanami i dowódcami straży co do sposobu, jak im go wydać. I ucieszyli się, i ułożyli się z nim, że mu dadzą pieniądze. A on zgodził się i szukał sposobu, jak by go wydać z dala od ludu [Łk 22,3-6].

Człowiek miłujący świat bardziej niż Boga, podatny jest na wpływy diabła. Takie przypadki zdarzają się również w środowisku naśladowców Jezusa. Judasz powziął złe zamiary zanim zasiadł do wieczerzy paschalnej. Diabeł zasiał już w sercu Judasza syna Szymona Iskariota, myśl o wydaniu Go [J 13,2]. I wtedy, gdy Judasz wziął kawałek chleba, wstąpił w niego szatan. Poprzez ten zwyczajny szczegół potwierdziło się Słowo Boże z Psalmu 41. Ten, który je mój chleb wystąpił przeciwko Mnie zdradziecko [ Ps 41,10]. Jezus – o, dziwo! – nie próbował odwodzić Judasza od jego pomysłu. Wręcz przeciwnie. Spełniaj czym prędzej swój zamiar! – zaapelował do zdrajcy.

Niech te słowa Jezusa przemówią też dzisiaj do nas i to przynajmniej w kilku sferach.

1. Spełniaj czym prędzej swój zamiar w odniesieniu do wyjawienia, kim naprawdę jesteś. Są wokół nas ludzie obłudni i knujący - jak Judasz - złe zamiary. Czym srebrna glazura na czaszy, tym gładkie wargi i złe serce. Ten, kto nienawidzi, udaje wargami innego, lecz w sercu knuje podstęp; nie wierz mu, choć odzywa się miłym głosem, gdyż siedem obrzydliwości jest w jego sercu. Choć nienawiść ubiera się w szatę pozornej życzliwości, to jednak jej złość wyjdzie na jaw w zgromadzeniu [Prz 26,23-26]. Dość ściemy! – chciałoby się komuś takiemu powiedzieć. Nie ukrywaj, kim naprawdę jesteś! I tak wszystko kiedyś wyjdzie na jaw. Przynajmniej niech ludzie wiedzą, z kim mają do czynienia. Mają prawo to wiedzieć. Dzięki temu będą mogli się ciebie wystrzegać. Przy wyjawieniu prawdy pojawia się możliwość zapoczątkowania wobec ciebie procesu zbawczego oddziaływania. Kto ukrywa występki, nie ma powodzenia, lecz kto je wyznaje i porzuca, dostępuje miłosierdzia [Prz 28,13].

2. Spełniaj czym prędzej swój zamiar w odniesieniu do  nawrócenia. To może być dziś dla nas najważniejszy wniosek z tego wezwania. Nosimy w sercu wiele postanowień, że trzeba się  opamiętać. Zasadniczo i po raz pierwszy, ale także kolejny już raz. Przecież zawsze, gdy zeszliśmy z drogi naśladowania Pana, należy na nią powracać. Nieraz trzeba nam się opamiętać także w sensie jakiejś pojedynczej sprawy lub korekty w określonej dziedzinie życia. Bywa, że całymi latami odkładamy ten krok na potem. Spełniaj czym prędzej swój zamiar, Jezus mówi bowiem: W czasie łaski wysłuchałem cię, a w dniu zbawienia pomogłem ci; Oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia [2Ko 6,2]. Dlatego, jak mówi Duch Święty: Dziś, jeśli głos jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych [Hbr 3,7].

3. Spełniaj czym prędzej swój zamiar w odniesieniu do twojego powołania. Każdy chrześcijanin jest powołany do pełnienia w Ciele Chrystusowym określonej roli. Wiemy to i jak najbardziej zamierzamy wywiązywać się ze swojego powołania. Rzecz w tym, że odkładamy to na potem. Albo w ogóle nie przystąpiliśmy do wypełniania swego powołania, albo się wycofaliśmy i opuściliśmy  wyznaczone nam stanowisko.  Z tego powodu przypominam ci, abyś rozniecił na nowo dar łaski Bożej, którego udzieliłem ci przez włożenie rąk moich [2Tm 1,6] – wzywał apostoł młodego Tymoteusza. Dobrze, że wciąż myślisz o swoim powołaniu. Dobrze, że planujesz zgodnie z nim żyć. Spełniaj czym prędzej swój zamiar!

4. Spełniaj czym prędzej swój zamiar w odniesieniu do uświęcenia. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że wszyscy jesteśmy powołani do uświęcenia. Powinniśmy ustawicznie  do niego dążyć. Chociaż diabeł nie jest w stanie wmówić nam, że uświęcenie jest niepotrzebne, to jednak dość łatwo udaje mu się nas przekonać, żebyśmy odłożyli je na potem. Wreszcie, bracia, myślcie tylko o tym, co prawdziwe, co poczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, co jest cnotą i godne pochwały [Flp 4,8].

Spełniaj czym prędzej swój zamiar! Zamiar dążenia do uświęcenia. Zamiar życia zgodnie z powołaniem oraz zamiar nawrócenia się całym sercem do Pana Jezusa Chrystusa!