Artykuły otagowane: Marian Biernacki

Wierność idei jednego ciała

2017-09-17 - Marian Biernacki

Drugi wykład o małżeństwie

Wierność idei jednego ciała

W poprzednim wykładzie zatytułowanym "Związek jednego ciała" podkreśliliśmy prawdę, że mąż i żona – to jeden człowiek! Lecz na początku stworzenia (Bóg) "uczynił ich mężczyzną i kobietą. Dlatego opuści człowiek swojego ojca i swoją matkę, a połączy się z żoną i będą oboje jednym ciałem" tak że już nie są więcej dwojgiem (ludzi), lecz jednym człowiekiem. Co więc Bóg połączył, niech człowiek nie rozdziela [Mk 10,6-9 w przekładzie Biblii Poznańskiej]. Jak ciało człowieka ma charakter nienaruszalny tak i związek małżeński  jest jednym ciałem. Rozdzielanie tego ciała na połowę jest makabrycznym jego okaleczaniem i uśmiercaniem. Kto się tego dopuszcza grzeszy przeciwko własnemu ciału, żeby nie powiedzieć, że jest samobójcą.

Bardzo potrzebujemy takiego rozumienia jedności w małżeństwie, bowiem zbyt często zdarza nam się podział między małżonkami na "ty – ja" i  "moje – twoje". A przecież jedno ciało nie nosi dwóch portfeli, nie śpi jednocześnie w dwóch różnych łóżkach i nie rozjeżdża się na urlop w dwie różne strony świata. Idea małżeństwa jako "jednego człowieka" oznacza, że w danej chwili myślimy i działamy zgodnie, że nikt nie nazywa swoim tego, co posiada, ale wszystko jest wspólne. Wspólna także jest nasza odpowiedzialność za nienaruszalność "jednego ciała".  Jak to robić?

Mamy w Piśmie Świętym dwa fundamentalne wskazania gwarantujące pełny sukces związku małżeńskiego.  Bądźcie względem siebie nawzajem ulegli z szacunku dla Chrystusa. Żony, ulegajcie swym mężom jak Panu. Bo mąż jest głową żony, tak jak Chrystus Głową Kościoła – On jest Zbawcą Ciała. Toteż jak Kościół ulega Chrystusowi, żony niech to czynią względem mężów, we wszystkim. Mężowie natomiast, kochajcie swoje żony, tak jak Chrystus ukochał Kościół. On wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić po oczyszczeniu przez kąpiel wodną w Słowie. Chciał przez to przygotować sobie Kościół godny chwały, bez plam i zmarszczek lub czegoś w tym rodzaju, ale święty, niczym nie skalany. Podobnie mężowie niech kochają swoje żony – tak, jak własne ciała. Kto kocha swoją żonę, kocha samego siebie. Nikt przecież swego ciała nie ma w nienawiści, raczej je karmi i chroni – tak, jak Chrystus Kościół. Jesteśmy bowiem członkami Jego Ciała. Właśnie dlatego opuści człowiek ojca i matkę, połączy się ze swą żoną i będzie z nią jednym ciałem. Jest to wielka tajemnica – odnoszę to do Chrystusa i Kościoła. Niech zatem każdy z was kocha swoją żonę jak samego siebie, a żona niech swojego męża ma w poszanowaniu [Ef 5,21-33].

ZADANIE MĘŻA

Mąż ma miłować żonę tak, jak Chrystus Kościół. To znaczy jak?  Chrystus wydał za Kościół samego Siebie.  Bądźcie względem siebie tacy jak Chrystus Jezus. On, choć istniał w tej postaci, co Bóg, nie dbał wyłącznie o to, aby być Mu równym. Przeciwnie, wyrzekł się siebie… [Flp 2,5-9]. Miłość rozpoznaliśmy po tym, że On oddał za nas swoje życie [1J 3,16]. Mąż nie ma zajmować się bronieniem swojej pozycji. Naśladując Chrystusa w Jego miłości do Kościoła ma dla dobra żony wyrzekać się swoich praw i wszystko poświęcać dla niej, nie stawiając w tym żadnej granicy.

Chrystus przyjął względem Kościoła tę postawę, aby go uświęcić po oczyszczeniu przez kąpiel wodną w Słowie. Mowa tu o złożonym i długotrwałym procesie, a zwłaszcza o atmosferze, w jakiej ten proces się odbywa. Nasz Pan cierpliwie oczyszcza nas kąpielą wodną w Słowie w atmosferze miłości. Liczy się tu nie tylko sama woda ale i miejsce, w którym kąpiel się odbywa. Można człowieka myć pod silnym strumieniem zimnej wody, ale jeśli się go kocha, to urządza mu się przyjemną kąpiel w wannie. Mąż w miłości do żony nie uświęca jej zimnym prysznicem wersetów biblijnych i szorstkich uwag. Potrafi zadbać o to, aby to była przyjemna kąpiel. Jego mowa do żony jest zawsze uprzejma, zaprawiona solą [Kol 4,6]. Unika gorzkich słów. Mężowie, miłujcie żony swoje i nie bądźcie dla nich przykrymi [Kol 3,19]. Taka metoda oczyszczania przynosi pożądany skutek. Wy jesteście już czyści dla słowa, które wam głosiłem [J 15,3].

Kolejnym aspektem miłości Chrystusa do Kościoła jest to, że On sam przygotowuje sobie Kościół godny chwały, bez plam i zmarszczek lub czegoś w tym rodzaju, ale święty, niczym nie skalany. Tego zadania Syn Boży nie zleca, nie oddaje w niczyje ręce. Osobiście zajmuje się nami, aby sam sobie przysposobić Kościół pełen chwały. Podobnie mąż, dostrzegając niedoskonałości charakteru swojej żony nie idzie z tym problemem do duszpasterza, psychologa, ani tym bardziej, do jej mamusi. Nie żąda, aby ktoś zajął się jego żoną i skorygował jej zachowanie. On sam ją sobie przysposabia. Miłując ją – jak Chrystus miłuje Kościół – mąż cierpliwie wpływa na żonę i "urabia" ją tak, aby miło i zgodnie się im żyło.

Przypatrując się miłości Chrystusa do Kościoła widzimy także, że On karmi go i chroni. Tak jest. Nasz Pan obdarowuje nas wszystkim co jest potrzebne do życia i pobożności i zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa. Jeśli Bóg za nami, któż przeciwko nam? [Rz 8,31]. Wzorowana tym miłość męża do żony oznacza jego stałą troskę o zaspokajanie potrzeb żony i zapewnianie jej poczucia bezpieczeństwa.

Jezu, Jezu, Jezu, Twa miłość me serce zdobyła… - śpiewamy naszemu Panu, poruszeni ogromem okazanej nam łaski i wspaniałomyślnością z Jego strony. Miłość Pana Jezusa kruszy najtwardsze serca i je całkowicie przemienia. Tak też miłość męża zdobywa serce żony! Rzadko się zdarza, aby kobieta pozostała niewrażliwa na prawdziwą miłość.

Niech postawa Chrystusa Pana każdemu mężowi codziennie świeci przykładem, bo jego rolą jest miłować żonę tak, jak Chrystus umiłował Kościół. A jakie zadanie Słowo Boże wyznacza żonie?

ZADANIE ŻONY

Trzy razy Biblia mówi, że żona ma ulegać mężowi tak, jak Kościół Chrystusowi [Ef 5,22; Kol 3,18; 1Pt 3,1]. Innymi słowy, ma podporządkowywać się mężowi, jak Kościół Chrystusowi. Ktoś zapyta, który Kościół? Wiele złych, mylących i sprzecznych sygnałów płynie dzisiaj z Kościoła. Współczesny kościół zdaje się być coraz bardziej niezależny od Boga. Coraz mniej liczący się z Chrystusem. Coraz bardziej samowolny. Coraz mniej miłujący Chrystusa. Wzorować się więc należy na Kościele czasów apostolskich!

Przypatrując się Kościołowi opisanemu w Dziejach Apostolskich każda chrześcijanka z pewnością zauważy, że odnosił się on do Chrystusa Pana z wielkim respektem. Tymczasem kościół, budując się i żyjąc w bojaźni Pańskiej, cieszył się pokojem po całej Judei, Galilei i Samarii, i wspomagany przez Ducha Świętego, pomnażał się [Dz 9,31]. Podkreślona tu bojaźń Pańska, to rozmiłowane w Chrystusie serca pierwszych chrześcijan, drżące w świętym respekcie i szacunku, aby swego Pana w żaden sposób nie zasmucić. Taka też ma być chrześcijanka w stosunku do swego męża. Ma się do niego odnosić z respektem i poszanowaniem. Nie ma dla męża nic ważniejszego ponad to, aby żona go szanowała i żeby nie stawiała przy tym swoich warunków. A żona niech swojego męża ma w poszanowaniu.

Pierwsi chrześcijanie podlegali Chrystusowi ochotnie i z radością. Nie ociągali się w pełnieniu Jego woli. Nie ciążyły im przykazania Chrystusowe. Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe [1J 5,3]. Dla Chrystusa byli gotowi na wszystko. Ja przecież gotów jestem nie tylko dać się związać, lecz i umrzeć w Jerozolimie dla imienia Pana Jezusa [Dz 21,13]. Podporządkowywać się woli Pana to dla chrześcijan najwyższy zaszczyt i radość. Podobnie chrześcijanka, podporządkowuje się swojemu mężowi nie dlatego, że musi, ale dlatego, że tego chce. Odkrywanie woli męża i wychodzenie naprzeciw jego oczekiwaniom sprawia jej autentyczną radość. Nie karmi przy tym w sobie samoświadomości tego ulegania. Nie wylicza mężowi ile to już razy podporządkowała się i zrobiła coś ze względu na niego. Jest zajęta nie tyle tym, ile ją to kosztuje, co bardziej tym, jak bardzo jest w ten sposób pomocna i miła dla swojego męża.

Kościół podlega Chrystusowi we wszystkim. Albowiem nikt z nas dla siebie nie żyje i nikt dla siebie nie umiera; bo jeśli żyjemy, dla Pana żyjemy; jeśli umieramy, dla Pana umieramy; przeto czy żyjemy, czy umieramy, Pańscy jesteśmy [Rz 14,7-8]. Wobec powyższego nie ma w Kościele żadnej tzw. rozsądnej granicy uległości względem Chrystusa. Każda Jego objawiona w Piśmie Świętym wskazówka jest dla nas rozkazem. Podlegamy naszemu Panu bezgranicznie. Podobnie żona w swej uległości mężowi nie stawia żadnych granic. Oczywiście mówimy o uległości mężowi, który wierzy w Jezusa Chrystusa. Nie mamy na myśli takiej sytuacji, że mąż jest złodziejem i chce, aby żona w nocy pomogła mu obrabować sąsiadów. To nie byłaby uległość wzorowana na relacji Chrystusa i Kościoła.

Tak oto Biblia daje mężowi i żonie po jednym, podstawowym zadaniu. On ma kochać żonę tak, jak Chrystus Kościół, a ona ma ulegać mężowi, jak Kościół Chrystusowi. Bardzo ważne jest, aby obydwoje skupili się na robieniu swego. Dość powszechnym błędem współmałżonków jest monitorowanie tego, jak partner wywiązuje się ze swojej powinności. To zatruwa duszę i prowadzi do napięć w małżeństwie. Koniecznie trzeba, aby mąż i żona byli skupieni na swoim zadaniu i aby swe role pełnili jednocześnie. Bez równego rozłożenia starań o małżeństwo nie może być mowy o pełnym sukcesie.

Pozwólcie, że posłużę się ilustracją dwukonnego zaprzęgu. Bywa, że przy źle wyregulowanych elementach uprzęży – jeden koń męczy się, a drugi próżnuje. Wóz wprawdzie jedzie, ale kosztem nadmiernego wysiłku jednego z nich. Nic dziwnego, że w pewnym momencie się zatrzymuje. Stąd ważna jest regulacja postronków i zastosowanie tzw. sztelwagi tj. dodatkowego orczyka pokazującego woźnicy, czy obydwie strony są jednakowo obciążone. Jeżeli któryś z koni się ociąga, trzeba go pobudzić do zrównania współodpowiedzialności za ciągnięty ciężar. Bóg po to wyznaczył mężowi i żonie opisane wyżej role w małżeństwie, aby obydwoje jednakowo przykładali się do ich spełniania.

Trwanie w Chrystusie domaga się od współmałżonków wierności idei jednego ciała. W kolejnym odcinku zajmiemy się kilkoma praktycznymi tego aspektami.

Czy mi was brakuje?

2017-07-17 - Marian Biernacki

Z dzisiejszej lektury Pisma Świętego

Czy mi was brakuje?

Lipiec to bardzo dobra pora na zadumę nad rzeczywistym związkiem z braćmi i siostrami z miejscowego zboru. Myśli te nasuwają się niemal same, gdy podczas nabożeństwa widzę puste krzesła z powodu wakacyjnych wyjazdów osób, które normalnie każdej niedzieli je zajmują. Dlaczego aż tak bardzo odczuwam ich nieobecność? Przecież wiem, gdzie są i kiedy wrócą. A jednak przerzedzonych szeregów zborowników nie potrafią mi zrekompensować nawet najwspanialsi goście, którzy w sezonie często biorą udział w naszych nabożeństwach. Niczego i nikogo tak nie pragnę, jak widoku "swoich". Cieszę się z każdego przybysza, który chce z nami wielbić Boga i rozważać Słowo Boże, ale najcenniejszym towarzystwem są dla mnie domownicy wiary. 

Czytany dziś przeze mnie Psalm 16 wskazuje na swego rodzaju prawidłowość moich uczuć do miejscowych zborowników. Mówię do Jahwe: Jesteś moim Panem! Nie mam żadnego dobra ponad Ciebie. Do świętych, którzy są w Jego ziemi, jak silne uczynił moje upodobanie do nich [Ps 16,2-3]. Tak jest. Nikt i nic nie równa się z Bogiem! On jest godzien chwały i najwyższego podziwu z mojej strony. Wszakże bracia i siostry w Chrystusie - jako najbliżsi współwyznawcy - są nieodłączną częścią mojej dobrej społeczności z Bogiem. Co do świętych, którzy są w tej ziemi, są wspaniali i są mą rozkoszą (wg Biblii Ewangelicznej). Każda wdowa, każde dziecko, każdy mężczyzna itd. - niezależnie od tego, kim są według ciała - są dla mnie wspaniali i pragnę ich towarzystwa. Nieobecność kogokolwiek z nich w niedzielnym zgromadzeniu to dla mnie duży niedosyt. 

Wiem, że w moich uczuciach względem braci i sióstr nie jestem odosobniony. Każdy normalny chrześcijanin, który wyjedzie na urlop lub do sanatorium i przez dwie, trzy kolejne niedziele nie jest obecny w swoim zborze, ktoś taki wie, o czym tu piszę. My nie nudzimy się sobą nawzajem. Ponieważ Chrystus przez wiarę zamieszkał w naszych sercach, lubimy z sobą przebywać. My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, ponieważ kochamy braci [1Jn 3,14]. Nie tylko świeżo po nawróceniu chciałoby się nam, ażeby nabożeństwa i spotkania zboru częściej się odbywały. Jakże wartościowa jest dla nas choćby jedna godzina spędzona w towarzystwie świętych. Choćby nie wiem jak prości, spracowani, małomówni - a jednak są oni naszą rozkoszą. To są szlachetni, w nich mam całe upodobanie - głosi przekład Biblii Warszawskiej.

W świetle powyższego nastawienia do zboru, potwierdzonego mi dziś przez Słowo Boże, w żaden sposób nie mogę pojąć ludzi, którzy do społeczności chrześcijańskiej w ogóle się nie przywiązują. Za nienormalną uważam taką sytuację, że ktoś prowadzi osiadły tryb życia, a nie przyłącza się do zboru i w kolejne niedziele bywa sobie w różnych miejscach. Tym bardziej zdumiewa mnie coś takiego, że ktoś jest członkiem określonego zboru, a w niedzielę idzie na nabożeństwo do innego. Jestem przekonany w Panu, że dla wierzącego człowieka najlepszym miejscem w niedzielę jest zbór, którego jest on członkiem. Miłuję zbór, do którego przynależę i wiem, o czym piszę. W każdym zborze można spotkać ludzi miłujących Boga, ale żadna społeczność nie jest dla nas tak wartościowa, jak ta, której jesteśmy członkami.

Korzystając z okazji pragnę zaapelować do każdego chrześcijanina, abyśmy - mając jasno określoną przynależność do zboru - kontakt z domownikami wiary, tj. z członkami swojego zboru, zawsze traktowali priorytetowo. Rozwijajmy i pielęgnujmy społeczność ze świętymi. Dla człowieka miłującego Pana nie ma takich salonów, takich kręgów towarzyskich, takich miejsc i klimatów, które swą wartością i magnetyzmem przewyższyłyby siłę przyciągania zboru Chrystusowego.

W wakacje ta prawda staje się mi szczególnie wyrazista. 

Po co żaglom wiatr?

2017-06-06 - Marian Biernacki

pisemna wersja kazania w niedzielę Zeslania Ducha Świętego

Po co żaglom wiatr?

Żagle. Po co je projektują i szyją? Żeby łapały wiatr i umożliwiały prawidłowe korzystanie z jego siły. Wiatr w żaglach to piękno i radość prawdziwego żeglowania. Ale uwaga! Gdy wieje silny wiatr, nieraz robi się niebezpiecznie. Może więc lepiej, żeby wiatru nie było? Gdy wiatr cichnie – żagiel uspokaja się, zamiera i robi się sielankowo. Nawet na głębokiej toni nie ma zaskakujących zwrotów okoliczności. Można skupić się na zaspokajaniu swoich pragnień. Synonimem takiej postawy jest sławny „Żagiel” w Dubaju, czyli najwyższy budynek hotelowy świata, zarazem będący świątynią ludzkiego hedonizmu.

Brak wiatru wszakże to - niestety - zero zmian. Żadnych nowych celów, redukcja postępu i poczucia przygody. Dlatego prawdziwi żeglarze pragną wiatru! Sami za nim tęsknią i też innym życzą wiatru w żaglach. Mając żagiel nad głową, trudno usiedzieć w jednym miejscu. Co robić, gdy następuje flauta, cisza morska, tj. zupełny brak wiatru? Ażeby się przemieszczać, niektórzy pseudo żeglarze wyciągają wówczas własny napęd i odpalają silniki. Rasowi żeglarze natomiast nie plamią się takimi uproszczeniami. Czekają na wiatr. Czuwają, żeby już przy pierwszym powiewie, czym prędzej złapać wiatr w żagle.

Po tak sugestywnym wstępie pora na dwa fragmenty Pisma Świętego. Wiatr wieje dokąd chce – słyszysz jego szum, ale nie wiesz, skąd nadciąga i dokąd zmierza; tak jest z każdym, kto się narodził z Ducha [J 3,8]. A gdy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy byli wszyscy razem zgromadzeni w jednym miejscu. Nagle od strony nieba dał się słyszeć szum. Był jak uderzenie potężnego wiatru. Wypełnił cały dom, w którym się zebrali. Wówczas zobaczyli jakby języki ognia. Rozdzieliły się one i spoczęły na każdym z nich. Wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym i zaczęli mówić innymi językami, stosownie do tego, jak Duch im to umożliwiał [Dz 2,1-4].

Wiatr to biblijny obraz pomagający zrozumieć działanie Ducha Świętego. Na użytek tego rozważania proponuję następującą paralelę: Wiatr i żagiel – Duch Święty i chrześcijanin.

Tak jak żagiel ma łapać wiatr i wykorzystywać jego siłę, tak chrześcijanin ma nastawić się na działanie Ducha Bożego. Biblia uczy, że napełnienie człowieka Duchem Świętym ma konkretne cele i skutki. Jakie?  Moc do prowadzenia nowego życia. Zdolność do bycia świadkiem Jezusa. Wewnętrzne świadectwo przynależności do Boga. Korzystanie z darów Ducha. Wydawanie owocu Ducha. Nade wszystko zaś tym razem podkreślmy, że celem napełnienia Duchem Świętym jest Jego kierownictwo w codziennym życiu.

Nie trzeba być żaglem, by zatrzepotać na wietrze. Potrafi to nawet zwykła chustka czy torba foliowa, ale poza efektem wizualno-akustycznym nie ma z tego większego pożytku. Tak bywa z niektórymi ludźmi. Gdy Duch zaczyna działać – przeżywają poruszenie Ducha i… to wszystko. Praktycznie żyją, tak jak dawniej. Dobrze ilustruje to przypadek Saula, pierwszego króla Izraela. Miał on chwilę napełnienia Duchem, zanim został ustanowiony królem Izraela. Niestety, wkrótce okazał nieposłuszeństwo Bogu i od Saula odstąpił Duch Pański. Potem znowu zdarzyło się, że Duch go poruszył. Żadne jednak z tych poruszeń Ducha nie oznaczało Jego kierownictwa w życiu Saula. Oddajmy głos Pismu Świętemu:

A gdy Dawid uciekł i ocalał, przybył do Samuela do Ramy i opowiedział mu wszystko, jak z nim postąpił Saul. Potem poszedł wraz z Samuelem i zamieszkali w osiedlu prorockim. I doniesiono Saulowi: Oto Dawid przebywa w osiedlu prorockim w Ramie. Wysłał więc Saul oprawców, aby pojmali Dawida. A gdy oni ujrzeli poczet proroków będących w zachwyceniu, a na ich czele Samuela, na oprawców Saula zstąpił Duch Boży i oni również wpadli w zachwycenie. I donieśli o tym Saulowi; wysłał więc innych oprawców, lecz także oni wpadli w zachwycenie. Toteż Saul wysłał ponownie trzecich już oprawców, ale i oni wpadli w zachwycenie. Wreszcie i on sam udał się do Ramy, a przyszedłszy do wielkiej studni, która jest przy Sęk, zapytał: Gdzie jest Samuel i Dawid? I odpowiedziano mu: W osiedlu prorockim w Ramie. Udał się tedy do osiedla prorockiego w Ramie; lecz i nim owładnął Duch Boży i wpadł w zachwycenie, i był w tym zachwyceniu, aż doszedł do osiedla prorockiego w Ramie. Tam także i on zrzucił z siebie swoje szaty i był w zachwyceniu przed Samuelem, a padłszy na ziemię leżał nagi przez cały ten dzień i przez całą noc; dlatego mówi się: Czy i Saul między prorokami? [1Sm 19,18-24].

Trzy myśli cisną się do głowy po przeczytaniu powyższego fragmentu Pisma: Można popaść w zachwycenie Ducha nie będąc pojednanym z Bogiem i nie mając prawidłowej relacji z Bogiem. Nie każde napełnienie Duchem skutkuje Jego prowadzeniem w życiu. Saul w wyniku tego zachwycenia nie zaczął pełnić woli Bożej. Zachwyceniu Duchem Bożym u ludzi nie mających prawidłowej relacji z Bogiem towarzyszą kontrowersyjne zachowania i zjawiska. Saul nagi leżał na ziemi przez cały dzień i całą noc. Bywamy i w naszych czasach świadkami na tyle dziwnego zachowania niektórych ludzi w zachwyceniu Duchem, że aż trudno to komentować.

Każdy może przeżyć chwilowe poruszenie Duchem. Powyższa historia pomaga zrozumieć, jak to jest, że niektórzy ludzie mówią innymi językami, prorokują itd., a wcale nie odwrócili się od swego bałwochwalstwa, nie odczuwają potrzeby rewizji swoich poglądów ani okazania posłuszeństwa ewangelii Chrystusowej. Jakoś tam manifestują zachwycenie Duchem, ale On ich nie prowadzi.

Kapitalnym znakiem prawdziwego napełnienia Duchem jest prowadzenie przez Ducha Świętego. Wy natomiast nie jesteście w ciele lecz w Duchu – jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Kto zaś nie ma Ducha Chrystusa, ten do Niego nie należy. Jeśli jednak Chrystus w was jest, to chociaż ciało jest martwe z powodu grzechu, duch jest żywy dzięki sprawiedliwości. Jeśli zaś mieszka w was Duch Tego, który wzbudził Jezusa z martwych, to Ten, który przywrócił do życia Jezusa Chrystusa, ożywi również wasze śmiertelne ciała przez swego Ducha, który mieszka w was. […] Bo wszyscy, których prowadzi Duch Boży, są dziećmi Boga [Rz 8,9-14].

Życie chrześcijan prowadzonych Duchem Świętym jest nakierowane na Królestwo Boże. Służba każdego poszczególnego chrześcijanina charakteryzuje się celowością i rozwojem. Nie wszyscy robią to samo, a jednak każdy z nich działa z natchnienia Ducha Świętego. Tak jak wiele żaglówek widzimy na pełnym morzu, a każda z nich płynie w określonym tempie i kierunku, tak jest z wpływem Ducha Świętego na ludzi wierzących. Ten sam Duch, a różne dary i posługi. Niczym żagle łapią wiatr, tak dzieci Boże korzystają z powiewu Ducha i dzięki Jego mocy osiągają duchowe cele.

Ale uwaga! Prowadzenie Ducha nie jest wynikiem ludzkiej kalkulacji. Pomyślmy, jakże inaczej potoczyłyby się sprawy, gdyby w działalność pierwszych chrześcijan włączono tak modne dzisiaj ludzkie „know how”? Oto Jezus pełen Ducha został poprowadzony na pustynię, gdzie kusił go diabeł. Oto Szczepan pełen Ducha przemówił i został ukamienowany. Piotr pełen Ducha popsuł euforyczną atmosferę prazboru zadając niewygodne pytania Ananiaszowi i Safirze. Barnaba pełen Ducha poszedł aż do Tarsu szukać kontrowersyjnego faryzeusza Saula. Wiele innych jeszcze przykładów ciśnie się do głowy, a wszystkie dobitnie świadczą o tym, że wolę Bożą pełnią ci, którzy nie radząc się ciała i krwi, bezdyskusyjnie poddają się kierownictwu Ducha Świętego. Dzięki prowadzeniu Ducha wiedzą, co robić. Dzięki prowadzeniu Ducha wiedzą też, czego nie robić!
Napełnienie Duchem Świętym przekłada się na Jego kierownictwo i biorącą się z tego aktywność oraz moc do dalszej służby.

Życie ludzi napełnionych Duchem Świętym nabiera charakteru i cech wspaniałej przygody. Wiatr wieje dokąd chce – słyszysz jego szum, ale nie wiesz, skąd nadciąga i dokąd zmierza; tak jest z każdym, kto się narodził z Ducha. Nie wiesz, jak Duch cię jutro poprowadzi, ale poprowadzi! I jest w tym spora dawka adrenaliny. Oto przykład: A gdy was wodzić będą do synagog i do urzędów, i do władz, nie troszczcie się, jak się bronić i co mówić będziecie. Duch Święty bowiem pouczy was w tej właśnie godzinie, co trzeba mówić [Łk 12,11-12]. Czyż dla takich chwil nie warto żyć?!  Duch wieje, jak chce!  Nie potrafisz tego ogarnąć rozumem. Jest w tym adrenalina! Jest przygoda! Jest co opowiadać! Duch - działając zawsze zgodnie z myślą Bożą objawioną w Piśmie Świętym - raz po raz nas zaskakuje i zamienia nasze życie w jedną wielką niespodziankę!

Powróćmy do obrazu żagla i wiatru. Żagiel jest uszyty, aby łapać wiatr i korzystać z jego siły. Różne płachty, prześcieradła i chustki są zdolne, by powiewać na wietrze  - ale niczego nie wprawiają w pożyteczny ruch. Żagiel – odpowiednio założony na maszt – łapie wiatr i pozwala wprawić łódź w ruch zgodnie z wolą sternika.

Żagiel zawsze potrzebuje wiatru! Podobnie jest z chrześcijaninem. Jesteśmy powołani do tego, aby iść i wydawać owoc, i aby owoc nasz był trwały. Nie zrobimy tego o wlasnych silach. Napełnienie Duchem Świętym nadaje naszemu życiu odpowiedniego kierunku, dynamiki i trwałości. Chrześcijanin bez Ducha Świętego jest w duchowym zastoju. Bywa, że wtedy różnymi sposobami zaczyna nakręcać się po swojemu. Nie upijajcie się też winem, bo przy tym łatwo o nieprzyzwoitość, ale dbajcie o to, aby Duch mógł was stale napełniać [Ef 5,18].

Podobnie jak żagiel potrzebuje wiatru – tak my potrzebujemy Ducha Świętego. Łapmy wiatr!  Napełniajmy się Duchem! Zapamiętajmy to z tegorocznego święta Zesłania Ducha Świętego.

Spełniaj czym prędzej swój zamiar!

2017-05-11 - Marian Biernacki

Skrócona, pisemna wersja środowego rozważania z 10 maja 2017 roku

Spełniaj czym prędzej swój zamiar!

Ludzie noszą w sercu i obmyślają różne zamiary. Jedne wynikają z poczucia obowiązku, drugie z chęci uporządkowania lub naprawienia czegoś w życiu. Jeszcze inne rodzą się z namiętności i marzeń, a są też zamiary z gruntu złe i bezbożne. W tych dniach zaintrygowały mnie słowa Jezusa skierowane do Judasza podczas Jego ostatniej Paschy.

I wtedy, gdy Judasz wziął kawałek chleba, wstąpił w niego szatan. Jezus powiedział więc do niego: Spełniaj czym prędzej swój zamiar. Nikt ze spoczywających przy stole nie zrozumiał jednak, o co chodzi. Niektórzy przypuszczali nawet, że ponieważ Judasz zarządzał sakiewką, Jezus posyła go, by kupił czego im trzeba na święto, albo by dał coś ubogim. On zatem wziął ten kawałek i natychmiast wyszedł. A była noc [Jn 13,27-30].

W jakich okolicznościach Judasz powziął zamiar wydania Jezusa? Przede wszystkim trzeba tu wspomnieć o jego miłości do pieniędzy. Opiekując się wspólną sakiewką, podkradał z niej sobie. Bardzo się też oburzał, gdy jakaś kwota będąca w ich zasięgu, ostatecznie nie trafiała pod jego opiekę. Tak było na przykład z flakonem kosztownego olejku nardowego. Do tego stopnia nie mógł odżałować straty trzystu denarów, że od tej chwili korzyści dla siebie postanowił poszukać gdzie indziej. W Judasza zaś, zwanego Iskariot, który należał do dwunastu, wstąpił szatan; i ten odszedłszy, umówił się z arcykapłanami i dowódcami straży co do sposobu, jak im go wydać. I ucieszyli się, i ułożyli się z nim, że mu dadzą pieniądze. A on zgodził się i szukał sposobu, jak by go wydać z dala od ludu [Łk 22,3-6].

Człowiek miłujący świat bardziej niż Boga, podatny jest na wpływy diabła. Takie przypadki zdarzają się również w środowisku naśladowców Jezusa. Judasz powziął złe zamiary zanim zasiadł do wieczerzy paschalnej. Diabeł zasiał już w sercu Judasza syna Szymona Iskariota, myśl o wydaniu Go [J 13,2]. I wtedy, gdy Judasz wziął kawałek chleba, wstąpił w niego szatan. Poprzez ten zwyczajny szczegół potwierdziło się Słowo Boże z Psalmu 41. Ten, który je mój chleb wystąpił przeciwko Mnie zdradziecko [ Ps 41,10]. Jezus – o, dziwo! – nie próbował odwodzić Judasza od jego pomysłu. Wręcz przeciwnie. Spełniaj czym prędzej swój zamiar! – zaapelował do zdrajcy.

Niech te słowa Jezusa przemówią też dzisiaj do nas i to przynajmniej w kilku sferach.

1. Spełniaj czym prędzej swój zamiar w odniesieniu do wyjawienia, kim naprawdę jesteś. Są wokół nas ludzie obłudni i knujący - jak Judasz - złe zamiary. Czym srebrna glazura na czaszy, tym gładkie wargi i złe serce. Ten, kto nienawidzi, udaje wargami innego, lecz w sercu knuje podstęp; nie wierz mu, choć odzywa się miłym głosem, gdyż siedem obrzydliwości jest w jego sercu. Choć nienawiść ubiera się w szatę pozornej życzliwości, to jednak jej złość wyjdzie na jaw w zgromadzeniu [Prz 26,23-26]. Dość ściemy! – chciałoby się komuś takiemu powiedzieć. Nie ukrywaj, kim naprawdę jesteś! I tak wszystko kiedyś wyjdzie na jaw. Przynajmniej niech ludzie wiedzą, z kim mają do czynienia. Mają prawo to wiedzieć. Dzięki temu będą mogli się ciebie wystrzegać. Przy wyjawieniu prawdy pojawia się możliwość zapoczątkowania wobec ciebie procesu zbawczego oddziaływania. Kto ukrywa występki, nie ma powodzenia, lecz kto je wyznaje i porzuca, dostępuje miłosierdzia [Prz 28,13].

2. Spełniaj czym prędzej swój zamiar w odniesieniu do  nawrócenia. To może być dziś dla nas najważniejszy wniosek z tego wezwania. Nosimy w sercu wiele postanowień, że trzeba się  opamiętać. Zasadniczo i po raz pierwszy, ale także kolejny już raz. Przecież zawsze, gdy zeszliśmy z drogi naśladowania Pana, należy na nią powracać. Nieraz trzeba nam się opamiętać także w sensie jakiejś pojedynczej sprawy lub korekty w określonej dziedzinie życia. Bywa, że całymi latami odkładamy ten krok na potem. Spełniaj czym prędzej swój zamiar, Jezus mówi bowiem: W czasie łaski wysłuchałem cię, a w dniu zbawienia pomogłem ci; Oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia [2Ko 6,2]. Dlatego, jak mówi Duch Święty: Dziś, jeśli głos jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych [Hbr 3,7].

3. Spełniaj czym prędzej swój zamiar w odniesieniu do twojego powołania. Każdy chrześcijanin jest powołany do pełnienia w Ciele Chrystusowym określonej roli. Wiemy to i jak najbardziej zamierzamy wywiązywać się ze swojego powołania. Rzecz w tym, że odkładamy to na potem. Albo w ogóle nie przystąpiliśmy do wypełniania swego powołania, albo się wycofaliśmy i opuściliśmy  wyznaczone nam stanowisko.  Z tego powodu przypominam ci, abyś rozniecił na nowo dar łaski Bożej, którego udzieliłem ci przez włożenie rąk moich [2Tm 1,6] – wzywał apostoł młodego Tymoteusza. Dobrze, że wciąż myślisz o swoim powołaniu. Dobrze, że planujesz zgodnie z nim żyć. Spełniaj czym prędzej swój zamiar!

4. Spełniaj czym prędzej swój zamiar w odniesieniu do uświęcenia. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że wszyscy jesteśmy powołani do uświęcenia. Powinniśmy ustawicznie  do niego dążyć. Chociaż diabeł nie jest w stanie wmówić nam, że uświęcenie jest niepotrzebne, to jednak dość łatwo udaje mu się nas przekonać, żebyśmy odłożyli je na potem. Wreszcie, bracia, myślcie tylko o tym, co prawdziwe, co poczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, co jest cnotą i godne pochwały [Flp 4,8].

Spełniaj czym prędzej swój zamiar! Zamiar dążenia do uświęcenia. Zamiar życia zgodnie z powołaniem oraz zamiar nawrócenia się całym sercem do Pana Jezusa Chrystusa!

Odszukać i ocalić!

2017-05-01 - Marian Biernacki

Główne wątki kazania wygłoszonego w niedzielę, 30 kwietnia 2017 roku

Odszukać i ocalić!

Niezrozumiała i zaskakująca to scena, gdy w sielankową scenerię miasta wdziera się nagle i ujawnia jakaś walka, strzelanina, ucieczka, pogoń, aresztowanie lub akt terroryzmu. O czym to świadczy? O tym, że gdzieś obok nas dzieją się rzeczy, z których ludzie nie zdają sobie sprawy. Ktoś na kogoś poluje, chce skrzywdzić, zemścić się, okraść, porwać, nastraszyć. W takich sytuacjach nie zawsze wiadomo, kto jest zły, a kto dobry? Kogo ratować, komu pomagać, a komu próbować się przeciwstawić?  Orientują się w tym tylko te osoby, które bezpośrednio w sprawę są zaangażowani.

Zaczynam od takiego właśnie obrazu, bowiem dobrze ilustruje on rozmaite sytuacje, z którymi, jako chrześcijanie, mamy do czynienia w sferze duchowej. Otóż, w łatwo dostrzegalną rzeczywistość fizyczną wplata się i ma miejsce akcja duchowa, dostrzegalna i zrozumiała jedynie dla nielicznych. Jako ludzie wrażliwi na ludzkie potrzeby, gotowi podawać rękę pomocy, nie zawsze mamy w tym pełne rozeznanie. Normalnie, wręcz podświadomie, rodzi się w nas współczucie i chęć ratunku na widok osoby chorej, ubogiej, porwanej, bitej lub sędziwej. Tymczasem ratunku potrzebują też ludzie, o których w pierwszym odczuciu tak nie myślimy. Dla przykładu, przyjrzymy się sytuacji człowieka, który nie był ani chory, ani biedny, ani bezrobotny, a jednak potrzebował ocalenia.

Potem wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. W tym czasie pewien bogaty człowiek imieniem Zacheusz, przełożony celników, próbował zobaczyć Jezusa. Chciał on się dowiedzieć, kim Jezus jest, lecz nie mógł, gdyż był niskiego wzrostu i tłum mu Go zasłaniał. Pobiegł więc naprzód i, aby ujrzeć Jezusa, wspiął się na sykomorę rosnącą przy drodze, którą Pan miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i powiedział: Zacheuszu, zejdź prędko, gdyż dziś muszę zatrzymać się w twoim domu. Zacheusz zszedł więc czym prędzej i z radością przyjął Go u siebie. Zajście to wywołało powszechne niezadowolenie: Poszedł w gościnę do grzesznika – szemrano. Zacheusz natomiast podniósł się i oświadczył wobec Jezusa: Panie, oto połowę mojego majątku przeznaczam dla ubogich, a jeśli na kimś coś wymusiłem, oddaję poczwórnie. Jezus zaś odpowiedział: Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, ponieważ i ten człowiek jest synem Abrahama. Syn Człowieczy przyszedł bowiem odszukać i ocalić to, co zaginęło [Łk  19,1-10].

Ta piękna historia ewangeliczna ukazuje Jezusa jako ratownika dusz. Zadaniem ratownika jest odszukiwanie i ocalanie. Każdy człowiek potencjalnie mógł stać się wówczas obiektem akcji ratunkowej Jezusa. Ewangelia w tym miejscu skupia się jednak na Zacheuszu i odkrywa prawdę o  nim. Okazuje się, że ten bogaty i dobrze ustawiony życiowo człowiek potrzebował zbawienia. Ludzie tego nie dostrzegali. Może nawet myśleli wprost przeciwnie, że to Zacheusz powinien zająć się niesieniem pomocy. Lecz Jezus zauważył, że Zacheusz nosi w sercu ogromną potrzebę. Doszło więc do kontaktu Ratownika z człowiekiem zagubionym. Nastąpiła krótka wymiana słów i już było wiadomo, że Jezus ze swoją propozycją złożoną Zacheuszowi trafił w dziesiątkę!

Jak zareagowali na to ludzie?  Widząc to, wszyscy szemrali. Skąd wzięło się powszechne  niezadowolenie z tego, jak Jezus postąpił z Zacheuszem? Po prostu, ludzie nie zdawali sobie sprawy z tego, co Zacheusz nosi w głębi duszy. Widzieli w nim jedynie bogatego cwaniaka, który dorobił się na ludzkiej krzywdzie. Nie lubili go i nic nie wiedzieli o jego duchowym zagubieniu. Ratownik dusz dostrzega jednak osoby w takim stanie serca w każdym środowisku. I liczy się z tym, że nawet wśród najbliższych spotykać się będzie z niezadowoleniem. Lecz od ludzkich reakcji ważniejsza jest dla niego miłość do grzesznika, którego trzeba uratować.

W czasie gościny Jezusa w domu Zacheusza, w gospodarzu nastąpiły ogromne zmiany. Zacheusz uwierzył w Boga. Został zbawiony. Stał się innym, nowym człowiekiem, co ujawniło się poprzez – niezrozumiałą dla wielu – zmianą jego życiowych postaw. Wielu ubogich w Jerycho z pewnością mogło potem to poświadczyć, że przełożony celników naprawdę się nawrócił. Sam Zacheusz natomiast na własnej skórze przekonał się, że bardziej błogosławioną rzeczą jest dawać aniżeli brać [Dz 20,35].

Biblia mówi, że wszyscy ludzie zgrzeszyli, a każdy kto grzeszy, jest niewolnikiem grzechu. Jeśli więc Syn was wyswobodzi, prawdziwie wolnymi będziecie [Jn 8,36]. Ludzie boją się śmierci, a Syn Boży przyszedł, aby wyzwolić wszystkich tych, którzy z powodu lęku przed śmiercią przez całe życie byli w niewoli [Hbr 2,15]. Niesienie ratunku osobom zniewolonym grzechem wymaga od ratowników wyjątkowej wrażliwości i umiejętności. A sługa Pański nie powinien wdawać się w spory, lecz powinien być uprzejmy dla wszystkich, zdolny do nauczania, cierpliwie znoszący przeciwności, napominający z łagodnością krnąbrnych, w nadziei, że Bóg przywiedzie ich kiedyś do upamiętania i do poznania prawdy, i że wyzwolą się z sideł diabła, który ich zmusza do pełnienia swojej woli [2Tm 2,24-26].

Celem tego rozważania jest rozszerzenie duchowego ratownictwa na osoby, które na pierwszy rzut oka tego nie potrzebują. Gdy ktoś jest chory, biedny, maltretowany – to od razu widać, że potrzeba mu ratunku. Jest wszakże wiele osób zgubionych, które tego po sobie nie dają poznać. Idą na wieczne zatracenie w modnych garniturach, uśmiechnięci i uznawani za ludzi sukcesu. Naszym wielkim zadaniem jest odszukanie ich i ocalenie. Bóg powołał zbór, by zgrupować ratowników dusz i używać ich do odszukiwania i ocalania wszystkich grzeszników. Owszem, jak najbardziej trzeba nam ratować przestępców, ludzi uzależnionych itp.  Ale – na Boga! – zacznijmy dostrzegać i ratować także grzeszników, którzy ukryci za parawanem religijności, dobrych uczynków, pozycji społecznej i sporych pieniędzy wydają się żadnej pomocy nie potrzebować.

Wielu z nas Pan odszukał i ocalił. Byliśmy już w ogniu – a On nas wyratował. Jakże Go nie kochać?! Taka refleksja i żarliwa miłość do Zbawiciela przychodzi czasem dopiero po latach. Słyszałem kiedyś opowieść o pięknej, młodej dziewczynie wstydzącej się matki z powodu jej szpetnego wyglądu. Nie chciała jej odwiedzin w szkole, ani wspólnych spacerów. Aż któregoś dnia dowiedziała się, że gdy była niemowlęciem, dom, w którym spała, stanął w płomieniach. Wszystko wskazywało, że nie ma już dla niej ratunku. Lecz jej mama rzuciła się w żywy ogień, odszukała ją i ocaliła. W czasie tej brawurowej akcji, chroniąc w ramionach swoje maleństwo, doznała poparzenia twarzy. W tym tkwił sekret jej złego wyglądu. Od tego momentu mama stała się dla córki kobietą najpiękniejszą na świecie.

O Wybawcy naszych dusz Pismo Święte tak opowiada: Nie miał postawy ani urody, które by pociągały nasze oczy i nie był to wygląd, który by nam się mógł podobać. Wzgardzony był i opuszczony przez ludzi, mąż boleści, doświadczony w cierpieniu jak ten, przed którym zakrywa się twarz, wzgardzony tak, że nie zważaliśmy na Niego. Lecz on nasze choroby nosił, nasze cierpienia wziął na siebie. A my mniemaliśmy, że jest zraniony, przez Boga zbity i umęczony.
Lecz on zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze. Ukarany został dla naszego zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni
[Iz 53,2-5]. Syn Boży – to nasz Ratownik! Jakże można się wstydzić kogoś takiego?! Nie wstydzimy się Jezusa. Kochamy Go!

Codziennie bądźmy świadomi, że w widzialną rzeczywistość wplata się wiele trudno dostrzegalnych akcji o charakterze duchowym. Obok nas ktoś się czegoś boi. Ktoś czegoś pragnie. Ktoś nosi złe zamiary. Ktoś jest w matni ukrytych grzechów. Prośmy Boga o otwarte oczy i uszy na to, co niedostrzegalne gołym okiem. Prośmy o dar rozpoznawania duchów. Uczmy się od Pana Jezusa, apostołów i doświadczonych braci, jak zauważać przypadki wymagające akcji ratowniczej. "Odszukać i ocalić!" – oto zadanie naszego życia. Historia Zacheusza otwiera nam oczy, że ocalenia potrzebują nie tylko ludzie z widocznymi potrzebami. Także tzw. „dobrych” grzeszników trzeba wyrywać z ognia i ratować przed nadchodzącym gniewem Bożym.

I jeszcze jedno.  Prawdziwy ratownik nie zadowala się tym, co już osiągnął. Jesienią ubiegłego roku świat usłyszał historię o Desmondzie Dossie, amerykańskim sanitariuszu, który pod koniec II wojny światowej, po ataku Japończyków samotnie wyniósł z pola walki 75 rannych Amerykanów. U kresu sił fizycznych, sam ranny i potrzebujący pomocy, modlił się: Boże, daj mi siłę uratować jeszcze jednego. Za tę heroiczną postawę z rąk prezydenta Trumana otrzymał Medal Honoru.

Mój Ojciec aż dotąd działa i Ja działam [J 5,17] – powiedział Jezus. Nie mógł usiedzieć na jednym miejscu. Muszę i w innych miastach zwiastować dobrą nowinę o Królestwie Bożym, gdyż na to zostałem posłany [Łk 4,43]. Syn Człowieczy przyszedł bowiem odszukać i ocalić to, co zaginęło. Wzorem Jezusa, ratownik dusz rozgląda się za wciąż nowym człowiekiem, którego należy ratować. Jeżeli zaś ktoś widzi, że sam się w życiu zagubił, to czym prędzej powinien się pomodlić: Chociaż zabłądziłem jak zgubiona owca, odszukaj swego sługę [Ps 119,176]. Wtedy na pewno Bóg pośle do niego któregoś ze swoich ratowników.

Tak, trzeba poświęcić czas na prozaiczne czynności i dobrze pełnić swe życiowe, społeczne i zawodowe role. Trzeba nam być dobrymi dziećmi, współmałżonkami, rodzicami, pracownikami, przyjaciółmi itd. Lecz gdy usłyszymy zadanie: „Odszukać i ocalić” – to już nic nie ma prawa nas zatrzymać! Niczym żołnierze elitarnego oddziału sił specjalnych w imię naszego Zbawiciela i Pana, Jezusa Chrystusa - ruszajmy do  akcji.

Baza ratowników dusz

2017-04-21 - Marian Biernacki

w 21. rocznicę powstania Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE

Baza ratowników dusz

W dniu dzisiejszym Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE w Gdańsku osiąga wiek dwudziestu jeden lat istnienia. Dwadzieścia jeden lat czynnej obecności w mieście; najpierw na Zaspie, potem we Wrzeszczu, w Oliwie, a teraz na Olszynce. W wielu środowiskach taki wiek oznacza dorosłość i zdolność do samodzielnego działania. Ja w wieku 21 lat założyłem rodzinę i wziąłem pełną odpowiedzialność  już nie tylko za swoje osobiste życie. A dwudziestojednoletni zbór? Czy nie czas na zmiany i podjęcie się nowych zadań duchowych? Gdy rozmyślam nad tym i modlę się o nasz zbór, moje myśli grupują się wokół trzech zagadnień, co zarazem określa moją wizję przyszłości Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE.

1. Otaczający nas świat pełen jest zgubionych dusz, które trzeba ratować! To zadanie zostało nakreślone już w chwili powstania pierwszego zboru chrześcijańskiego. Wielu też innymi słowy składał świadectwo i napominał ich, mówiąc: Ratujcie się spośród tego pokolenia przewrotnego [Dz 2,40]. Wyrok na bezbożny świat jest już wydany. Ale teraźniejsze niebo i ziemia mocą tego samego Słowa zachowane są dla ognia i utrzymane na dzień sądu i zagłady bezbożnych ludzi [2Pt 3,7]. Nie zmienia to dobrej nowiny, że Bóg chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni [1Tm 2,4] i w celach ratunkowych stosuje rozmaite środki. Gdy zaś jesteśmy sądzeni przez Pana, znaczy to, że nas wychowuje, abyśmy wraz ze światem nie zostali potępieni [1Ko 11,32]. Ponieważ mamy być naśladowcami Boga, jako dzieci umiłowane [Ef 5,1], to w imię Boże trzeba nam ratować ludzkie dusze. Dla jednych, którzy mają wątpliwości, miejcie litość, wyrywając ich z ognia, ratujcie ich [Jd 1,22-23]. Jeżeli jest to dla nas oczywiste, to możemy przejść do punktu drugiego.

2. Każdy z nas indywidualnie i na co dzień jest ratownikiem dusz. Zacznijmy od prostego obrazu. Dlaczego zadziwia nas bohaterstwo żołnierza lub policjanta, który w cywilnym ubraniu  przeciwstawił się przestępcy? Ponieważ zwykliśmy myśleć, że mundurowy poza godzinami pracy jest prywatną osobą i nie ma takiego obowiązku. Podobnie bywa z chrześcijańskim zaangażowaniem w ratowanie dusz. Niektórzy członkowie zboru angażują się w wyjazdy misyjne i różne działania  ewangelizacyjne wspólnoty, ale na co dzień raczej nie żyją takimi sprawami. Oddzielają życie kościelne od życia prywatnego. Tak być nie powinno. Każdemu z nas na stałe została przypisana powinność troski o zbawienie grzeszników. Tak jak lekarz lub ratownik medyczny, obojętnie czy jest w pracy, czy na urlopie daleko od domu, zawsze w razie zagrożenia powinien ratować ludzkie życie, tak i chrześcijanin nigdy nie przestaje być ratownikiem dusz. Wszędzie; w pracy, w szkole, w sąsiedztwie, na wakacjach, w szpitalu, w kościele - zawsze i wszędzie chrześcijanie są aktywnymi ratownikami dusz. To prowadzi nas do punktu trzeciego.

3. Zbór jest bazą ratownictwa duchowego. Każdy ratownik, jakkolwiek indywidualnie zmotywowany i oddany wielkiej sprawie niesienia pomocy, potrzebuje odpowiedniej bazy dla swojej działalności. Zbór jest właśnie taką bazą. Spotykają się w nim ratownicy duchowi, by wymienić się doświadczeniami, podszkolić wzajemnie lub zmotywować jeden drugiego do dalszego wysiłku. Mało tego. Do tej bazy duchowej sprowadzamy ludzi chorych, zranionych, rozczarowanych, osłabionych itd. Opiekujemy się nimi, aby ozdrowieli, stanęli w wierze na własnych nogach i zyskali zdolność do samodzielnego naśladowania Jezusa. Zarówno dla nas samych, jak i dla każdej ratowanej osoby, zbór ma być przyjaznym i bezpiecznym miejscem duchowego wytchnienia, korekty, wzmocnienia i zbudowania.

Właśnie tak postrzegam naszą nową siedzibę i przyszłość zboru. Cały trud adaptacji wozowni na salę nabożeństw, ogrom prac porządkowych na całej posesji, czekający nas remont zabytkowego budynku dworu i ewentualna rekonstrukcja dawnej stajni - to wszystko ma głębszy sens tylko wówczas, jeżeli będzie przez nas traktowane jako tworzenie i utrzymywanie bazy ratownictwa duchowego. Taka jest idea prawdziwego centrum chrześcijańskiego w świeckim otoczeniu. Tworzymy je nie dla rozrywki, zabawy i osobistej satysfakcji, lecz przede wszystkim po to, by mieć narzędzie do ratowania dusz. Siedziba CCNŻ będzie bazą ratownictwa duchowego wszakże tylko na tyle na ile my, członkowie i przyjaciele zboru, na co dzień będziemy w imieniu Pana Jezusa nieść ludziom pomoc duchową i okazywać się faktycznymi ratownikami dusz.

Drodzy Ratownicy! Dwadzieścia jeden lat wspólnoty, licznych akcji i rozmaitych doświadczeń za nami. Wykorzystajmy to wszystko, by jeszcze lepiej służyć Bogu i ludziom. Przywdziewajmy codziennie całą zbroję Bożą i działajmy dla chwały naszego Pana, Jezusa Chrystusa! Błogosławiony ów sługa, którego pan jego, gdy przyjdzie, zastanie tak czyniącego [Łk 12,43].

Marian Biernacki

Duchowa ślepota ludu Bożego?

2017-04-12

o przykrym zjawisku rozbieżności poglądów wśród chrześcijan

Duchowa ślepota ludu Bożego?

Zastanawiałem się w tych dniach, dlaczego wielu chrześcijan ma tak słabe rozeznanie w sferze duchowej. Trapiłem się, zachodziłem w głowę, pytałem i w świetle Biblii badałem własne serce. Oto trzy biblijne przykłady uświadamiające mi, że moje obserwacje dotyczą zjawiska znanego od zawsze.

1. Misja proroka Ezechiela wpośród ludu Bożego Starego Przymierza, owładniętego buntem przeciwko Bogu i przekorą w stosunku do Słowa Bożego. I rzekł do mnie: Synu człowieczy! Posyłam cię do synów izraelskich, do narodu buntowników, którzy zbuntowali się przeciwko mnie, zarówno oni jak i ich ojcowie odstąpili ode mnie i odstępują aż do dnia dzisiejszego, do synów o zuchwałej twarzy i nieczułym sercu - do nich cię posyłam, a ty mów do nich: Tak mówi Wszechmocny Pan, a oni - czy będą słuchać, czy nie - bo to dom przekory - poznają, że prorok był wśród nich. Ale ty, synu człowieczy, nie bój się ich i nie bój się ich słów, chociaż cię otaczają ciernie i mieszkasz wśród skorpionów; nie bój się ich słów i nie drżyj przed ich obliczem, gdyż to dom przekory! Lecz mów do nich moje słowa - czy będą słuchać, czy nie - gdyż są przekorni [Ez 2,3-7]. Brak wglądu w duchowe sprawy najwyraźniej brała się ze złej postawy ich serc. Synu człowieczy! Mieszkasz pośród domu przekory, który ma oczy, aby widzieć, a jednak nie widzi, ma uszy, aby słyszeć, a jednak nie słyszy, gdyż to dom przekory [Ez 12,2]. Bunt i przekora zaślepiały Izraelitów. Prorokowanie Ezechiela tego nie zmieniło.

2. Wcielenie Syna Bożego i Jego fizyczna obecność wpośród ludu Bożego. I rzekł Jezus: Przyszedłem na ten świat na sąd, aby ci, którzy nie widzą, widzieli, a ci, którzy widzą, stali się ślepymi. A gdy to usłyszeli ci faryzeusze, którzy z nim byli, rzekli mu: Czy i my ślepi jesteśmy? Rzekł im Jezus: Gdybyście byli ślepi, nie mielibyście grzechu, a że teraz mówicie: Widzimy, przeto pozostajecie w grzechu [J 9,39-41]. Jezus wykazał Żydom, że ich przekonanie o prawidłowości  widzenia jest błędne i podyktowane duchową pychą. On otwierał oczy pokornym i przez objawienie dawał im wgląd w duchową rzeczywistość. Zadufani w sobie religijni Żydzi pozostawali w zaślepieniu. Syn Boży nie uzdrowił wzroku duchowego wszystkim Żydom.

3. List Jezusa Chrystusa do chrześcijańskiego zboru. Ponieważ mówisz: Bogaty jestem i wzbogaciłem się, i niczego nie potrzebuję, a nie wiesz, żeś pożałowania godzien nędzarz i biedak, ślepy i goły, radzę ci, abyś nabył u mnie złota w ogniu wypróbowanego, abyś się wzbogacił i abyś przyodział szaty białe, aby nie wystąpiła na jaw haniebna nagość twoja, oraz maści, by nią namaścić oczy twoje, abyś przejrzał. Wszystkich, których miłuję, karcę i smagam; bądź tedy gorliwy i upamiętaj się [Obj 3,17-19]. Przynależność do społeczności chrześcijańskiej automatycznie nie oznaczała zdolności duchowego rozeznania i prawidłowego oglądu spraw. Pasterz laodycejskiego zboru był pożałowania godnym, zadufanym w sobie, ślepcem. To dlatego Pan Jezus stał na zewnątrz owego zboru i pukał do drzwi.

Już wiem. Zjawisko duchowej ślepoty będzie obecne w środowiskach chrześcijańskich aż do powrotu Jezusa Chrystusa. Dopiero wtedy ziemia będzie pełna poznania Pana [Iz 11,9]. Trzeba mi spokojnie pogodzić się z tym faktem. Przestaję się martwić, że pomimo jasnego – dla niektórych – objawienia, inni widzą sprawy zupełnie inaczej. Do mnie należy obowiązek uniżenia się przed Bogiem i trwanie w pokorze. Trzeba mi zachować czujność. Rozsiewane przez wroga ziarno duchowej pychy i przekory może wykiełkować i w moim sercu.

Panie, chcę uważnie słuchać tego, co Ty mówisz do mnie i okazywać Ci posłuszeństwo bez  wsłuchiwania się w to, co o tym myślą i mówią inni ludzie. Zbadaj mój duchowy wzrok i ulecz go, proszę, jeśli coś widzę inaczej niż Ty. Pomóż mi też w pokorze pogodzić się z tym, że inni nie podzielają mojego punktu widzenia.

Czy robisz, co możesz?

2017-03-21 - Marian Biernacki

Pisemny skrót kazania z niedzieli, 19 marca 2017 roku

Czy robisz, co możesz?

Czterdzieści lat temu w piosence  skomponowanej do słów zmarłego w minioną środę Wojciecha Młynarskiego, Anna Jantar śpiewała: Na pół gwizdka nie ma co żyć. Na pół gwizdka nie ma co żyć […] Stając oko w oko, stając oko w oko ze swym życiem skoro świt. Przymierz się wysoko, przymierz się wysoko, żeby ci nie było wstyd. […] Chęci swe uparte, chęci swe uparte rzuć na jedną kartę, rzuć na jedną kartę. Tylko takie życie warte, warte coś jest! Na pół gwizdka nie ma co żyć. Na pół gwizdka nie ma co żyć.

Zdarza się nam sporo rzeczy robić bez pełnego zaangażowania. Nie przykładać się całym sercem do nauki lub pracy. Ociągać się w niesieniu pomocy potrzebującym. Zaniedbywać relacje rodzinne itd. Jako chrześcijanie stańmy dziś przed pytaniem o to, jacy jesteśmy w stosunku do Jezusa? Gdy przebywał w Betanii, w domu Szymona zwanego Trędowatym, i spoczywał przy stole, przyszła pewna kobieta z alabastrowym flakonikiem bardzo kosztownego, czystego olejku nardowego. Odłamała główkę flakonika i całą zawartość wylała na głowę Jezusa.  Wtedy niektórzy zaczęli się oburzać między sobą: Po co to marnotrawstwo olejku? Przecież można go było sprzedać za ponad trzysta denarów i pieniądze rozdać ubogim. Nie szczędzili jej za to cierpkich słów. Jednakże Jezus powiedział: Dajcie jej spokój! Dlaczego sprawiacie jej przykrość? Przecież spełniła względem Mnie dobry uczynek. Ubodzy zawsze będą pośród was i gdy tylko zechcecie, możecie świadczyć im dobro. Ja jednak nie zawsze będę z wami. Ta kobieta zrobiła to, co mogła, z wyprzedzeniem namaściła moje ciało na pogrzeb. Zapewniam was, gdziekolwiek na świecie głoszona będzie dobra nowina, opowiadać będą również o tym, co ona zrobiła – na jej pamiątkę [Mk 14,3-9].

Po pierwsze, jest to historia zderzenia się dwóch bardzo różnych postaw w stosunku do Jezusa. Ewangelista Jan dopisuje do tych postaw nawet konkretne imiona [zobacz J 12,1-8].  Jak scharakteryzowalibyśmy postawę Marii? Jest to taki stan serca i umysłu, gdy w wyniku   poznania Jezusa – wszystko inne odchodzi na dalszy plan. Jedno jest w głowie: Żeby najpełniej – jak to możliwe - okazać Jezusowi miłość! To co najdroższe, najlepsze, najcenniejsze – Jezusowi!

Jeśli ktoś chciałby oddać za miłość wszystko, co posiada, czy będą go mieli w pogardzie? [PnP 8,7]. Oj, niestety, może się tak zdarzyć. W naszej historii taką właśnie postawą wykazał się Judasz. Na czym ona polega? Pomimo poznania Jezusa – nadal ja sam i moje sprawy są na pierwszym miejscu. W głowie mam ciągle jakiś rodzaj interesu. A co ja z tego będę miał? – pytam, myśląc o sobie. A Jezusowi? Jezusowi daję to, co się nie udało, to co zbywa, co mi już niepotrzebne. Nie daję Mu tego, co mogę, a tylko takie tam różne życiowe ochłapy. Uwaga! Do zderzenia się takich skrajnie różnych postaw w stosunku do Jezusa dochodzi i dzisiaj. W obrębie jednego zboru, jednej rodziny, a nawet jednego serca ścierają się tak skrajne myśli i emocje.

Po drugie, historia namaszczenia Jezusa w Betanii jest pytaniem o mój stosunek do Niego. Owszem, robię różne rzeczy ze względu na Jezusa. Angażuję się w kościele, pomagam ludziom, staram się osobiście żyć pobożnie itp. Ale co robię dla samego Jezusa? Czy robię coś, w czym nie mam na uwadze własnej korzyści? Coś, w czym nie ma interesu innych ludzi? Czy oddzielam się dla Niego ze względu na Niego? I jeszcze o coś więcej chodzi: Czy to, co robię dla Jezusa jest piękne? Na gest Marii Jezus powiedział: To był piękny czyn [Mt 26,10]. Czy mam na swoim koncie takie czyny i chwile, które są piękne dla Jezusa?

Po trzecie, jest to historia ogromnego dyskomfortu i sprzeciwu. Jak to możliwe, że przyjemna wonność olejku nardowego niektórych ludzi z otoczenia Jezusa bardziej rozzłościła niż ucieszyła?  Otóż, tak jak wyróżniający się uczeń lub pracownik wzbudza złe emocje w gronie przeciętniaków, tak  bezgraniczne oddanie Jezusowi jest „solą w oku” dla niektórych chrześcijan. Denerwuje ich czyjaś gorliwość i gotowość do przekraczania granic w miłości do Jezusa.  Żaden zapatrzony w siebie człowiek czegoś takiego nie przetrzyma! To właśnie w następstwie tego zdarzenia Judasz powziął postanowienie o odejściu z tego „dziwnego” grona fanatyków Jezusowych i poszukaniu korzyści dla siebie w innym środowisku. Wówczas Judasz Iskariot, jeden z Dwunastu, odszedł do arcykapłanów, aby Go im wydać. A oni, gdy to usłyszeli, ucieszyli się i obiecali dać mu pieniądze [Mk 14,10-11].

Po czwarte, jest to historia konfrontująca mnie z bardzo niewygodnym pytaniem: Na ile jestem oddany Jezusowi? Tak bardzo wiele potrafię zrobić dla siebie i dla moich bliskich. Owszem, robię różne rzeczy ze względu na wiarę w Jezusa. Owszem, różnych rzeczy ze względu na Niego nie robię. Ale najczęściej mam w tym jakiś osobisty  interes. Ta historia każe mi pomyśleć, ile z tego, co robię, jest zadedykowane Jezusowi samemu? Pytanie brzmi: Czy robię dla Jezusa, to co mogę? W istocie, jest to pytanie o miłość. O moją miłość do Jezusa. To nie może być miłość na pół gwizdka!

I wreszcie po piąte, mamy tu do czynienia z historią upamiętniającą ludzi bezgranicznie oddanych Jezusowi. Znamy i uznajemy zwyczaj wyróżniania i honorowania ludzi za to, co wspaniałego zrobili lub robią. Gdyby jakaś kapituła z kręgów Judasza miała oceniać czyn Marii – to raczej nie zdobyłby on pierwszego miejsca. Lecz Jezus jednym zdaniem wyróżnił i upamiętnił go na zawsze! To był piękny czyn! – powiedział i postawę Marii uczynił częścią Swojej ewangelii. Gdziekolwiek na świecie głoszona będzie dobra nowina, opowiadać będą również o tym, co ona zrobiła – na jej pamiątkę.

Jak reagujesz, gdy widzisz w kimś wielkie oddanie i poświęcenie Panu? To zależy kim jesteś. Jeśli z całego serca miłujesz Jezusa Chrystusa, to z całą pewnością bardzo cię to cieszy. Budujesz się widokiem ludzi zakochanych w Jezusie. A co, jeśli irytuje cię czyjaś gorliwość i zapatrzenie się w Jezusa? To może oznaczać, że twoje serce jeszcze nie należy do Jezusa. Ludziom bezgranicznie oddanym Jezusowi należą się tu słowa otuchy. Nieraz usłyszymy od ludzi sporo przykrych słów. Bądźmy jednak pewni, że Pan nie przegapi najmniejszego gestu naszej miłości do Niego. Ludzie nas poniżą, lecz Jezus na końcu drogi uhonoruje nas i wywyższy!

Przyjaciele! Na pół gwizdka nie ma co żyć! Trzeba nam zacząć żyć dla Jezusa na sto procent! Pan powiedział: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się wyrzeknie samego siebie, bierze swój krzyż na siebie codziennie i naśladuje Mnie [Łk 9,23]. Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ceni Mnie bardziej niż swego ojca i matkę, żonę i dzieci, braci i siostry, a także bardziej niż swoją duszę, nie może być moim uczniem [Łk 14,26]. Zachęcam do całkowitego oddania się Jezusowi! Wzywam, byśmy miłowali Go z całego serca. Róbmy dla Niego wszystko, co możemy.  Dobrze tę myśl wyrażają słowa starego hymnu: Wszystko Tobie dziś oddaję, wszystko Twoim musi być. Chce Cię, Jezu, kochać zawsze. W Obecności Twojej żyć. Wszystko daję dziś, wszystko daję dziś. Jezusowi, memu Zbawcy, wszystko daję dziś.

Pozostańmy posłuszni!

2017-03-17 - Marian Biernacki

Zmieniające się czasy nie zwalniają z obowiązku posłuszeństwa Słowu Bożemu

Pozostańmy posłuszni!

Kto dziś przejmuje się posłuszeństwem Słowu Bożemu? Oczywiste, że wśród ludzi niewierzących, albo takich, którzy są chrześcijanami jedynie z nazwy, respekt dla Pisma Świętego jest postawą  raczej  nieznaną. Dla osób ewangelicznie wierzących natomiast Biblia jest Słowem samego Boga, a elementarnym wyrażeniem prawidłowego nastawienia do Boga jest posłuszeństwo Jego Słowu. Każdy akt szczerego respektu dla Słowa Bożego zostaje zauważony przez Boga. Ja patrzę na tego, który jest pokorny i przygnębiony na duchu i który z drżeniem odnosi się do mojego słowa [Iz 66,2]. Nigdzie w Biblii nie mamy przyzwolenia na to, by stosownie do zmieniających się czasów wybierać i dowolnie interpretować sobie poszczególne przykazania Słowa Bożego. Co do mnie, to świadczę każdemu, który słucha słów proroctwa tej księgi: Jeżeli ktoś dołoży coś do nich, dołoży mu Bóg plag opisanych w tej księdze; a jeżeli ktoś ujmie coś ze słów tej księgi proroctwa, ujmie Bóg z działu jego z drzewa żywota i ze świętego miasta, opisanych w tej księdze [Obj 22,18-19].

Są jednak wokół nas chrześcijanie, którzy coraz śmielej dopuszczają się uchybień w stosunku do Pisma Świętego. Wciąż podkreślają swój osobisty związek z Jezusem Chrystusem, deklarują całkowite oddanie się sprawom Królestwa Bożego, ale w wielu dziedzinach mówią i robią rzeczy, które znacznie już odbiegają od ewangelii Chrystusowej. Pod szyldem służenia  Bogu realizują swoje własne pomysły i plany. Owszem, bardzo pragną zrobić coś wyjątkowego dla Boga, ale przy tym zaczynają przekraczać granice, poza które sługom Bożym wychodzić nie wolno. Nawet król Izraela po samowolnym wyjściu poza ramy Słowa Bożego usłyszał: Czy takie ma Pan upodobanie w całopaleniach i w rzeźnych ofiarach, co w posłuszeństwie dla głosu Pana? Oto: Posłuszeństwo lepsze jest niż ofiara, a uważne słuchanie lepsze niż tłuszcz barani. Gdyż nieposłuszeństwo jest takim samym grzechem, jak czary, a krnąbrność, jak bałwochwalstwo i oddawanie czci obrazom. Ponieważ wzgardziłeś rozkazem Pana, więc i On wzgardził tobą i nie będziesz królem [1Sm 15,22-23]. Chciał dobrze, ale zrobił to kosztem uchybienia względem Słowa Bożego.  Proszę zauważyć, że Saul długo jeszcze stał na czele Izraela, lecz w oczach Bożych przestał być namaszczonym królem z chwilą owego nieposłuszeństwa.

Z ust wielu współczesnych kaznodziejów, pastorów i przywódców chrześcijańskich słyszeć będziemy coraz więcej słów wzniosłej troski o rozwój Kościoła i bardziej efektywne głoszenie ewangelii. Wszakże w imię starań o namaszczenie duchowe, liczebność wspólnoty oraz pozyskanie w zborach nowych i oddanych pracowników, będą oni coraz mniej dbać o podporządkowanie się nauce Nowego Testamentu. Powołując się na swoje wykształcenie i najnowsze metody interpretacji Pisma Świętego dokonają rewizji szeregu fundamentalnych poglądów i zwyczajów obowiązujących w zborach Pańskich od samych narodzin Kościoła. W duchu własnych pomysłów na nowoczesny Kościół poprowadzą całe rzesze młodych, nieugruntowanych w wierze chrześcijan, budując w nich święte przekonanie, że Kościół ma dopasowywać się do współczesnego świata. Już dzisiaj, jak grzyby po deszczu, powstają wciąż nowe wspólnoty młodych ludzi przekonanych o powołaniu do szczególnej misji w zmienianiu świata, a zwerbowanych - niestety - głównie w istniejących zborach.

W obliczu tego co nadchodzi pragnę niezmiennie pozostać na fundamencie nauki apostołów i proroków Nowego Testamentu. Choćby posądzano mnie o nie wiem jak uwstecznioną teologię, brak wiedzy, stosowanie złych metod interpretacji Biblii, czy o wszystko naraz, wciąż będę wzywać do opamiętania, nowego narodzenia, chrztu wiary, chrztu w Duchu Świętym i uświęcenia. Nadal będę głosił, że zbliża się powtórne przyjście Jezusa Chrystusa, a wraz z Nim pochwycenie Kościoła oraz sąd Boży nad bezbożnym światem. Wciąż wierzę w Tysiącletnie panowanie Jezusa Chrystusa na ziemi.Obstawać też będę przy nowotestamentowym modelu zboru Pańskiego, ewangelicznych normach moralności i takim podziale zadań w Ciele Chrystusowym, który rozróżnia płeć, wiek, obdarowanie i doświadczenie poszczególnych członków zboru.

Moim najświętszym obowiązkiem nie jest tworzenie nowoczesnego zboru, lecz pozostanie aż do końca wiernym i posłusznym sługą Słowa Bożego. Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE nie będzie wobec tego z żadną wspólnotą ścigać się na liczebność niedzielnego audytorium, atrakcyjność programu dla dzieci czy profesjonalność zborowych muzyków. Duch Święty nie gromadzi nas na Olszynce, żeby nas zabawiać, lecz zbawiać i kształtować w nas Jezusa Chrystusa. Niech naszą domeną w każdej dziedzinie życia będzie prostolinijne podejście do Biblii. Pozostańmy posłuszni Słowu Bożemu, choćbyśmy z tego powodu znaleźli się na szarym końcu wszelkich rankingów. Któregoś dnia, gdy przyjdzie Pan wymierzając karę tym, którzy nie znają Boga, oraz tym, którzy nie są posłuszni ewangelii Pana naszego Jezusa   [2Ts 1,8] przekonamy się, że posłuszeństwo Bogu warte było zapłacenia w doczesnym świecie każdej ceny.

Pilnuj nauki!

2017-01-20 - Marian Biernacki

Dlaczego zdrowa nauka jest aż tak ważna?

Pilnuj nauki!

W przejmujący sposób dotarło do mnie w pierwszych dniach stycznia 2017 roku potrójne wezwanie apostolskie do czytania, napominania i nauczania. Dopóki nie przybędę, przykładaj się do czytania, napominania i nauczania [1Tm 4,13 wg Biblii Poznańskiej]. Pierwszym adresatem tych słów był Tymoteusz, Pawłowy syn w wierze, wszakże z racji zawarcia ich w kanonie Pisma Świętego, dają do myślenia nam wszystkim. Tymoteusz w miejscu swej służby wyglądał powrotu apostoła Pawła. My wyczekujemy powrotu Chrystusa Pana.

Po wcześniejszym omówieniu potrzeby czytania i napominania, zajmiemy się teraz znaczeniem nauki. Oczywiście, chodzi tu o naukę Chrystusową. Już w okresie wczesnego Kościoła istniał swoisty zbiór myśli, słów, postaw i czynów Jezusa Chrystusa odczytywanych, rozumianych i stosowanych pod kierownictwem Ducha Świętego, zwany też nauką apostolską. Wszystkich nowo nawróconych z nią zapoznawano. Lecz Bogu niech będą dzięki, że wy, którzy byliście sługami grzechu, przyjęliście ze szczerego serca zarys tej nauki, której zostaliście przekazani [Rz 6,17]. I trwali w nauce apostolskiej... [Dz 2,42].

W pierwotnym Kościele dbano o poprawność nauki. Miał to na uwadze ewangelista Łukasz dedykując Teofilowi pisemną relację o Jezusie Chrystusie w celu upewnienia go w prawdziwości nauki, jaką odebrał [zob. Łk 1,1-4]. O to samo chodziło apostołom, gdy głosili Słowo i pisali listy apostolskie. Przeto, bracia, trwajcie niewzruszenie i trzymajcie się przekazanej nauki, której nauczyliście się czy to przez mowę, czy przez list nasz [2Ts 2,15]. W tym samym duchu troski o zdrową naukę nakreślona została rola Tymoteusza w Efezie. Gdy wybierałem się do Macedonii, prosiłem cię, żebyś pozostał w Efezie i żebyś pewnym ludziom przykazał, aby nie nauczali inaczej niż my i nie zajmowali się baśniami i nie kończącymi się rodowodami, które przeważnie wywołują spory, a nie służą dziełu zbawienia Bożego, które jest z wiary [1Tm 1,3-4]. Nie trzeba dodawać, że w celu utrzymania kolejnych pokoleń chrześcijan przy nauce apostolskiej Bóg powołał nauczycieli Słowa Bożego [zob. 1Ko 12,28 i Ef 4,11] i zainspirował powstanie Pisma Świętego Nowego Testamentu.


Gwarancją utrzymania się w granicach nauki Chrystusowej jest nasz osobisty, codzienny kontakt z Biblią i trwanie w społeczności Ducha Świętego. Ludzie zaś źli i oszuści coraz bardziej brnąć będą w zło, błądząc sami i drugich w błąd wprowadzając.  Ale ty trwaj w tym, czegoś się nauczył i czego pewny jesteś, wiedząc, od kogoś się tego nauczył. I ponieważ od dzieciństwa znasz Pisma święte, które cię mogą obdarzyć mądrością ku zbawieniu przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany [2Tm 3,13-17].

Od samych początków chrześcijaństwa z nauką Chrystusową ścierały się nauki ludzkie. Lecz byli też fałszywi prorocy między ludem, jak i wśród was będą fałszywi nauczyciele, którzy wprowadzać będą zgubne nauki i zapierać się Pana, który ich odkupił, sprowadzając na się rychłą zgubę. I wielu pójdzie za ich rozwiązłością, a droga prawdy będzie przez nich pohańbiona. Z chciwości wykorzystywać was będą przez zmyślone opowieści; lecz wyrok potępienia na nich od dawna zapadł i zguba ich nie drzemie [2Pt 2,1-3]. Już Jezus postawił zarzut manipulowania przy nauce Bożej. Przykazania Boże zaniedbujecie, a ludzkiej nauki się trzymacie. I mówił im: Chytrze uchylacie przykazanie Boże, aby naukę swoją zachować. […]  tak unieważniacie słowo Boże przez swoją naukę, którą przekazujecie dalej; i wiele tym podobnych rzeczy czynicie [Mk 7,8-13]. Dziwne, ale błędnej nauce ludzie gotowi są poświęcić znacznie więcej uwagi, czasu i energii, aniżeli zgłębianiu zdrowej nauki.

Faktem jest, że ludzkie nauki nie brzmią głupio. Mają one pozór mądrości w obrzędach wymyślonych przez ludzi [Kol 2,23]. Wszakże Bóg nie przyjmuje czci z ust ludzi głoszących błędną naukę. Daremnie mi jednak cześć oddają, głosząc nauki, które są nakazami ludzkimi [Mt 15,9]. Najbardziej otrzeźwiającą przestrogę przed błędną nauką znajdujemy w drugim liście Jana. Miejcie się na baczności, abyście nie utracili tego, nad czym pracowaliśmy, lecz abyście pełną zapłatę otrzymali. Kto się za daleko zapędza i nie trzyma się nauki Chrystusowej, nie ma Boga. Kto trwa w niej, ten ma i Ojca, i Syna. Jeżeli ktoś przychodzi do was i nie przynosi tej nauki, nie przyjmujcie go do domu i nie pozdrawiajcie. Kto go bowiem pozdrawia, uczestniczy w jego złych uczynkach [2J 1,8-11].

Pilnując nauki trzeba nam pamiętać, że nauka Chrystusowa to nie litera, a Duch! Kryterium prawowierności nauki nie leży w literalnym odczytywaniu Pisma, lecz w prawdziwej pobożności. Jeśli kto inaczej naucza i nie trzyma się zbawiennych słów Pana naszego Jezusa Chrystusa oraz nauki zgodnej z prawdziwą pobożnością... [1Tm 6,3]. Tę objawia w sercach i umysłach wierzących  Duch Święty. A myśmy otrzymali nie ducha świata, lecz Ducha, który jest z Boga, abyśmy wiedzieli, czym nas Bóg łaskawie obdarzył. Głosimy to nie w uczonych słowach ludzkiej mądrości, lecz w słowach, których naucza Duch, przykładając do duchowych rzeczy duchową miarę. Ale człowiek zmysłowy nie przyjmuje tych rzeczy, które są z Ducha Bożego, bo są dlań głupstwem, i nie może ich poznać, gdyż należy je duchowo rozsądzać. Człowiek zaś duchowy rozsądza wszystko, sam zaś nie podlega niczyjemu osądowi. Bo któż poznał myśl Pana? Któż może go pouczać? Ale my jesteśmy myśli Chrystusowej [1Ko 2,12-16]. Kto żyje według Ducha, ten nie wdaje się w spory o słowa. Ma duchowe pojęcie, jaka jest nauka Chrystusowa i jak ją stosować w życiu.

Bracia i Siostry! Trzeba nam trzymać się nauki Chrystusowej. Zarówno w kształtowaniu własnych poglądów, jak i w nauczaniu innych, miejmy na uwadze to, z jakiego źródła korzystamy. Pilnujmy nauki! Uważajmy, żeby błędna nauka nie zalęgła się w zborze, w rodzinie, w grupie domowej.  Trwajmy w nauce apostolskiej! Dbajmy o osobiste postępy w nauce. Przykładajmy się też do nauczania innych! Pilnujmy nauki.

Pilnuj czytania!

2017-01-07 - Marian Biernacki

Pilnuj czytania!

Statystyczny Polak spędza na czytaniu sześć i pół godziny w tygodniu, a więc niecałą godzinę dziennie. Wprawdzie nie jest z nami aż tak źle, bo to 13. miejsce na świecie, ale już gdy chodzi o czytanie książek, to tylko 17%  Polaków zadeklarowało w 2015 roku przeczytanie przynajmniej jednej książki. To znaczy, że 63 % Polaków książek zazwyczaj nie czyta w ogóle.

A jak jest z czytaniem Biblii? Nie mamy badań polskiego środowiska ewangelicznego w tej dziedzinie. Statystyka znaleziona w czasopiśmie Christianity Today sprzed kilku lat, na podstawie badań przeprowadzonych wśród blisko trzech tysięcy  amerykańskich  protestantów pokazuje wszakże, że tylko 19% z tego grona czyta Biblię codziennie. Czy polscy chrześcijanie są pilniejszymi czytelnikami Słowa Bożego?

Czytanie jest jedną z najważniejszych umiejętności człowieka. Płynne, wyraźne i należyte akcentowanie czytanego tekstu sprawia, że przemawia on stosownie do swej treści. Jeszcze ważniejsze jest to, że czytając ze zrozumieniem rozwijamy się pod wieloma względami i coraz lepiej komunikujemy. Tym bardziej w życiu chrześcijanina słowo pisane odgrywa ogromną rolę. W poznaniu Boga i Jego woli, w rozwoju osobistym, w ewangelizacji – we wszystkim potrzebujemy Słowa Bożego, a kluczową rolę w tym pełni właśnie czytanie!  Dopóki nie przyjdę, pilnuj czytania… [1Tm 4,13] – wezwał apostoł Paweł młodego Tymoteusza. 

Dlaczego jest to tak ważne? Przypomnijmy, że czytanie Pisma Świętego miało odgrywać wielką rolę w życiu ludu Bożego Starego Przymierza. Niechaj słowa te, które Ja ci dziś nakazuję, będą w twoim sercu. Będziesz je wpajał w twoich synów i będziesz o nich mówił, przebywając w swoim domu, idąc drogą, kładąc się i wstając. Przywiążesz je jako znak do swojej ręki i będą jako przepaska między twoimi oczyma. Wypiszesz je też na odrzwiach twojego domu i na twoich bramach [5Mo 6,6-9]. Dlatego nowy przywódca Izraela otrzymał instrukcję: Niechaj nie oddala się księga tego zakonu od twoich ust, ale rozmyślaj o niej we dnie i w nocy, aby ściśle czynić wszystko, co w niej jest napisane, bo wtedy poszczęści się twojej drodze i wtedy będzie ci się powodziło [Joz 1,8]. Dopiero po odczytaniu znalezionej w świątyni księgi za czasów króla judzkiego Jozjasza, doszło do wielkiej reformy [2Krl 22,8-13] i odnowienia  przymierza z Bogiem [2Krl 23,1-3]. Po latach niewoli babilońskiej całymi godzinami publicznie czytano dla wszystkich natchnione księgi [Neh  8,1-8].

Do czytania zachęca również Nowy Testament. Przykładem świeci tu przede wszystkim sam Pan. I przyszedł do Nazaretu, gdzie się wychował, i wszedł według zwyczaju swego w dzień sabatu do synagogi, i powstał, aby czytać. I podano mu księgę proroka Izajasza, a otworzywszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: […] I zamknąwszy księgę, oddał ją słudze i usiadł. A oczy wszystkich w synagodze były w niego wpatrzone [Łk 4,16-20]. Jezus sam zgłosił się tam do czytania. Niewątpliwy zwyczaj czytania widać też w człowieku starannie wykształconym w zakonie ojczystym, pełnym gorliwości dla Boga [Dz 22,3] – czyli w apostole Pawle. Gdy pisał z Rzymu list do Tymoteusza, znajdował się już w celi śmierci, a jednak wciąż miał potrzebę czytania. Płaszcz, który zostawiłem w Troadzie u Karposa, przynieś, gdy przyjdziesz, i księgi, zwłaszcza pergaminy [2Tm 4,13]. Można się domyślać, że czytanie było codziennym zwyczajem apostoła.

Nauka apostolska nie tylko zaleca czytanie, ale wręcz do niego wzywa. A gdy ten list będzie u was odczytany, postarajcie się o to, aby został odczytany także w zborze Laodycejczyków, a ten, który jest z Laodycei, i wy też przeczytajcie [Kol 4,16]. Zaklinam was na Pana, aby ten list był odczytany wszystkim braciom [1Ts 5,27].

Przy czytaniu Pisma Świętego trzeba wszakże pamiętać, że nie wystarczy je odczytywać rozumowo. Trzeba przy tym pomocy Ducha Świętego, który by nam odsłonił głęboki sens Pisma i dawał właściwe jego zrozumienie. Bo do dnia dzisiejszego ta sama zasłona pozostaje nieodsłonięta przy czytaniu starego przymierza. Jest tak dlatego, że znika ona dopiero w Chrystusie. A zatem aż do dzisiaj, ilekroć czytany jest Mojżesz, zasłona leży na ich sercach, a ilekroć ktoś nawróci się do Pana – zasłona opada [2Ko 3,14-16]. Po prostu, Biblia powstawała pod natchnieniem Ducha Świętego i tylko pod Jego natchnieniem może być właściwie zrozumiana.

Serdecznie namawiam do czytania. Czytanie bardzo dobrze na nas wpływa. Czyni nas mądrzejszymi. Nasz mózg wolniej się starzeje. Poprawia się nasza inteligencja emocjonalna. Czytanie również  łagodzi stres. Nade wszystko jednak, dzięki czytaniu Biblii poznajemy wolę Bożą i uczymy się żyć. Całe Pismo natchnione jest przez Boga i pożyteczne do nauki, do wykazania błędu, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był w pełni gotowy, wyposażony do wszelkiego dobrego dzieła [2Tm 3,16-17].

Tak więc, może mniej oglądania, bracia i siostry, a więcej czytania? Tak jest. Wręcz pilnujmy czytania. Zacznijmy Nowy Rok z odświeżonym postanowieniem czytania Słowa Bożego.

Upewnij się!

2017-01-26 - Marian Biernacki

Coraz więcej chrześcijan zamienia drogę naśladowania Pana w kult radości i dobrego życia. W swym hedonizmie nie zauważają, że przestają się już różnić od świata. A jeśli nawet zauważają, to się tym nie przejmują. Dobrze się bawią, zagłuszając swe sumienia

Upewnij się!

Upewnij się. - Z takimi słowami w głowie obudziłem się dwa dni temu i wciąż nie przestaję o nich myśleć. Tak. Trzeba sprawdzić, czy wciąż jestem na właściwym miejscu? Trzeba się upewnić, że obrana droga doprowadzi do upragnionego celu. Kilka lat temu tysiące ludzi licząc na dobre zyski zdeponowało całe swoje oszczędności w "Amber Gold". Dziś wiemy, że się okropnie zawiedli. Na fali obietnic łatwego zarobku nie upewnili się należycie i „popłynęli” nie tak, jak to sobie planowali.

Tysiące ludzi w ewangelicznych wspólnotach żywi przekonanie, że są na drodze do nieba. Nawrócili się. Oddali kiedyś swe serca Jezusowi i zostali ochrzczeni. Z przynależności do radosnej grupy chrześcijan i zaangażowania w dobro czerpią poczucie, że wszystko jest w porządku. W atmosferze euforii idą dalej bez zastanawiania się już nad różnymi szczegółami. Byłaby to ich zdaniem nawet niepotrzebna strata czasu.

Tymczasem Słowo Boże wzywa: Poddawajcie samych siebie próbie, czy trwacie w wierze, doświadczajcie siebie [2Ko 13,5]. Najwidoczniej może się więc tak zdarzyć, że urobione w nas poczucie pewności zbawienia przestanie odpowiadać rzeczywistości. Wówczas, niejako siłą rozpędu, podążamy dalej, ale nie jest to już droga wiary. Jak wielu z nas rozmija się z prawdą? Ilu ludzi ze środowisk ewangelicznych na końcu czeka potworne rozczarowanie? Niejedna droga zda się człowiekowi prosta, lecz w końcu prowadzi do śmierci [Prz 16,25].

Już samo życie nas uczy, że tam, gdzie chodzi o jakiś poważniejszy wydatek lub dłuższą umowę, trzeba sprawę zbadać i się upewnić, żeby potem nie pluć sobie w brodę. Tym bardziej domaga się tego sprawa naszego wiecznego zbawienia. A skąd możemy wiedzieć, że jesteśmy na drodze do nieba? Nie wystarczy tu osobiste, wewnętrzne przekonanie, że myślimy i postępujemy właściwie. Słyszałem niedawno o pewnej kobiecie, która kierując się uczuciami, uległa złudzeniu, że jest kochana i wszystko, co miała, oddała facetowi, z którym  nawet ani razu się nie zobaczyła. Najwidoczniej zabrakło jej zdrowego rozsądku i wszystko straciła na rzecz jakiegoś oszusta. Człowiek zdany sam na siebie może łatwo trafić na manowce. W najważniejszej sprawie, jaką jest wieczne zbawienie, nie wolno polegać na własnych poglądach lub odczuciach.

Zjawisko zbłądzenia może towarzyszyć także przynależności do licznej grupy. W tłumie zazwyczaj panuje przekonanie, że skoro większość tak myśli i robi  - to na pewno jest dobrze. Gdy ludzi przybywa, to w naturalny sposób przestają oni rozważać słuszność drogi, którą podążają.  Euforia nie lubi głębszych rozważań. Wielkie religie światowe bazują właśnie na tym, że ich wyznawcy niczego nie sprawdzają. Ulegają zbiorowej pewności, że jest ok. A gdy do tego nad grupą przejmie kontrolę jakiś zwodziciel, to wszystkich jej członków czeka nie tylko przykrość zmarnowanego czasu i energii ale i całkowitego rozminięcia się z celem. Czyż diabłu nie chodzi o to, żeby tak zrobić z wierzącymi w sprawie ich zbawienia? Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą znaki i cuda, aby o ile można, zwieść wybranych [Mk 13,22] – zapowiedział Jezus. Jeżeli przestaniemy się upewniać na drodze wiary, to zwiedzenie będzie wielkim sukcesem szatana, bo wyszło na świat wielu zwodzicieli [1J 1,7].

Dodajmy, że szczególnie wyrafinowanym wprowadzeniem w błąd na drodze do zbawienia jest pogląd, że w ogóle nie można mieć pewności zbawienia. To tak, jakby osobie pragnącej dojechać do Warszawy mówić, że dopiero gdy zobaczy pałac kultury będzie pewna, że jechała dobrą drogą. Bóg powołał nas do wiecznej chwały i zapewnia wierzących w Jezusa Chrystusa, że osiągną upragniony cel. To napisałem wam, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie żywot wieczny [1Jn 5,13].  Tym, którzy przez trwanie w dobrym uczynku dążą do chwały i czci, i nieśmiertelności, da żywot wieczny [Rz 2,7]. Możemy i powinniśmy już teraz nosić w sercu to przekonanie.

Na drodze wiary trzeba nam jednak wciąż na nowo się upewniać. Duchowy stan zboru w Laodycei świadczy bowiem, że można popaść w stan pewności fałszywej. Ponieważ mówisz: Bogaty jestem i wzbogaciłem się, i niczego nie potrzebuję, a nie wiesz, żeś pożałowania godzien nędzarz i biedak, ślepy i goły [Obj 3,17]. Można coś po drodze zgubić lub odrzucić, jak zbór efeski, który porzucił pierwszą swoją miłość do Pana.

Kiedy więc powinna nam zapalać się w sercu lamka alarmowa, wzywająca do korekty obranego na Królestwo Boże kursu?  Gdy przestajemy odczuwać potrzebę modlitwy i nie ma w nas głodu Słowa Bożego. Gdy nie odczuwamy wstrętu do grzechu. Gdy dobrze czujemy się w towarzystwie ludzi bezbożnych. Gdy nie ma w nas palącej potrzeby mówienia innym o Jezusie. Gdy nie potrafimy zapanować nad emocjami i swoimi naturalnymi pragnieniami. Gdy równolegle w trzech źródłach norm wiary i życia chrześcijanina -  tj. w Ewangeliach, w Dziejach Apostolskich i w Listach Apostolskich nie ma śladu naszych poglądów i praktyk. - Takie i podobne im objawy świadczą, że dzieje się z nami coś złego. Nie wolno nam wówczas jechać sobie dalej, jakby nigdy nic. Trzeba się upamiętać z grzechu, skorygować poglądy, wrócić do uczynków pierwszej miłości.

Jak możesz się upewnić na drodze zbawienia?  Po pierwsze, prosząc Boga, aby cię sprawdził. Tak robili nawet wielcy mężowie wiary. Zbadaj mnie, Panie, i doświadcz, Poddaj próbie nerki i serce moje! [Ps 26,2]. Badaj mnie, Boże, i poznaj serce moje, doświadcz mnie i poznaj myśli moje! I zobacz, czy nie kroczę drogą zagłady, a prowadź mnie drogą odwieczną! [Ps 139, 23-24]. Po drugie, upewnić się możesz, poddając wszystko testowi Słowa Bożego, podobnie jak wierzący z Berei. Przyjęli oni Słowo z całą gotowością i codziennie badali Pisma, czy tak się rzeczy mają [ Dz 17,11]. Właśnie po to masz Biblię, abyś upewnił się w prawdziwości nauki, jaką odebrałeś [Łk 1,4].  Po trzecie, upewniaj się na drodze zbawienia badając i testując samego siebie. Mając np. naturalną słabość do słodyczy, sprawdzaj co jakiś czas, czy potrafisz powstrzymać się przed drugim ciastkiem?  Gdy smakuje ci piwo, sprawdź, czy przez miesiąc spokojnie możesz nie wypić ani łyka i jak najbardziej normalnie nadal funkcjonować? W ten sposób dowiesz się, czy nie zaczyna cię opanowywać jakiś grzech niepowściągliwości. Gdy masz skłonność do plotkowania i obmowy, poddaj się próbie, by zamiast złych słów powiedzieć coś dobrego o tym człowieku. Czy łatwo ci to przyjdzie? I wreszcie, gdy zauważysz, że twoje zachowanie lub poglądy wywołują smutek lub zdziwienie  na twarzy ludzi głęboko wierzących, czym prędzej zrób sobie osobiste studium biblijne danego zagadnienia.

Kościół oczekuje na rychłe Powtórne Przyjście Jezusa Chrystusa. Tego dnia jedni będą zabrani, a drudzy pozostawieni. Warunkiem naszego pochwycenia jest gotowość na ów Wielki Dzień! Baczcie na siebie, aby serca wasze nie były ociężałe wskutek obżarstwa i opilstwa oraz troski o byt i aby ów dzień was nie zaskoczył niby sidło; przyjdzie bowiem znienacka na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc, modląc się cały czas, abyście mogli ujść przed tym wszystkim, co nastanie, i stanąć przed Synem Człowieczym [Łk 21,34-36].

Przypomniała mi się  pieśń. W obecnych dniach mieć musisz Zbawcę, co dzisiaj jest kotwicą twą. Upewnij się, upewnij się, czy nogi twe na pewnej skale są? Tą skałą Jezus, tak tylko On! Tą skałą Jezus, jedynie On! Upewnij się, upewnij się! Czy nogi twe na pewnej skale są?

Upewnij się, czy wciąż jesteś na drodze wiary? Upewnij się, że jesteś należycie przygotowany, by stanąć przed Panem!

Związek jednego ciała

2017-08-30 - Marian Biernacki

O nierozerwalności małżeństwa i problemie rozwodów

Związek jednego ciała

Ponieważ miesiąc wrzesień w naszej społeczności oznacza serię kilku uroczystości ślubnych, a z drugiej strony, docierają do nas smutne informacje o rozpadzie małżeństw już zawartych i rosnącej w środowiskach ewangelicznych łatwości rozwodów, chcę ponownie przypomnieć, że Pismo Święte stoi na stanowisku nierozerwalności związku małżeńskiego. Oto klasyczna wypowiedź naszego Pana, Jezusa Chrystusa w tym temacie:

Gdy stamtąd wyruszył, przyszedł w granice Judei i Zajordania. I znów schodziły się do Niego tłumy, a On – jak to było w Jego zwyczaju – znów je uczył. Wtedy podeszli do Niego faryzeusze i, wystawiając Go na próbę, postawili pytanie: Czy wolno mężowi rozwieść się z żoną? A On odpowiedział: Co wam nakazał Mojżesz? Oni na to: Mojżesz zezwolił napisać oświadczenie rozwodowe i rozwieść się. Wówczas Jezus oświadczył: Przez wzgląd na upór waszych serc dał wam takie prawo. Jednak od początku Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę. Dlatego człowiek opuszcza swego ojca i matkę, łączy się ze swoją żoną, i ci dwoje stają się jednym ciałem. Tak więc nie ma już dwojga – jest jedno ciało. Co zatem Bóg połączył, człowiek niech nie rozdziela. Po powrocie do domu uczniowie znów Go o to zapytali. Wówczas im powiedział: Kto się rozwodzi z żoną i poślubia inną, cudzołoży względem niej. I jeśli żona rozwodzi się z mężem i poślubia innego mężczyznę – cudzołoży [Mk 10,1-12].

Proszę na marginesie zwrócić uwagę, że już w czasach Jezusa pytanie o dopuszczalność rozwodu było z kategorii "wystawiania na próbę". Tak najczęściej bywa i dzisiaj. Problematyka jest bowiem złożona i za każdym razem inna. Ponadto, dość często pytania w tym zakresie padają nie tyle z ust osób osobiście przeżywających trudności w małżeństwie, co bardziej z ust rozmaitych "uczonych w piśmie i faryzeuszy", którzy mając w głowie gotowy już pogląd, ustalają sobie jedynie, kto jeszcze myśli tak samo "poprawnie" jak oni.

W odczytanym fragmencie Słowa Bożego Pan Jezus wyraźnie ogłosił, że stoi na stanowisku nierozerwalności związku małżeńskiego. Tak więc nie ma już dwojga – jest jedno ciało. Co zatem Bóg połączył, człowiek niech nie rozdziela. Słowa Jezusa doskonale wpisują się w poselstwo ostatniego z proroków Starego Przymierza, wypowiedziane przed okresem tzw. "wielkiego milczenia": A to kolejna rzecz, której się dopuszczacie: Zraszacie łzami ołtarz Pana; płaczecie i narzekacie że już nie zwraca się On ku ofierze i nie przyjmuje dobrowolnych darów z waszych rąk. I pytacie: Dlaczego? Otóż dlatego, że Pan był świadkiem między tobą a żoną twej młodości, której nie dochowałeś wierności, choć ona była twą towarzyszką i żoną przymierza z tobą. Czy nie Jeden [ją] dla niego stworzył z ciała i ducha? A czego pragnie ten Jeden? Potomstwa Bożego! Strzeżcie tego zatem w waszym duchu i niech nikt nie będzie niewierny żonie swojej młodości! Gdyż nienawidzę jej oddalania – mówi Pan, Bóg Izraela. [Kto to czyni,] okrył gwałtem swą szatę! – mówi Pan Zastępów. Strzeżcie tego zatem w waszym duchu i nie bądźcie niewierni! [Ml 2,13-16].

Jak z pewnością zauważyliśmy, rozmówcy Jezusa powołali się na fragment Tory. Jeśli ktoś pojmie kobietę i zostanie jej mężem, a zdarzy się, że nie znajdzie ona łaski w jego oczach, gdyż znalazł w niej coś wstydliwego, to wypisze jej list rozwodowy, wręczy go jej i odprawi ją ze swojego domu, ona zaś opuści jego dom i odejdzie. A jeśli wyjdzie za mąż powtórnie i jej następny mąż też ją znienawidzi, wypisze jej list rozwodowy, wręczy go jej i odprawi ją ze swojego domu – lub jeśli ten następny mąż umrze –  to pierwszy mąż, ten, który ją odprawił, nie będzie mógł ponownie pojąć jej za żonę, po tym, jak została pohańbiona, ponieważ jest to obrzydliwością przed Panem. Nie sprowadzaj więc grzechu na ziemię, którą Pan, twój Bóg, daje ci w posiadanie [5Mo 24,1-4].

Czy jednak powyższa instrukcja stanowi Boże poparcie dla idei rozwodu? Oto jak zacytowaną na początku rozmowę, zrelacjonował św. Mateusz: Wówczas zapytali: Dlaczego więc Mojżesz zezwolił napisać oświadczenie rozwodowe  i rozstać się z nią? Jezus odpowiedział: Mojżesz pozwolił wam rozwodzić się z żonami ze względu na upór waszych serc, jednak na początku tak nie było. Mówię wam natomiast: Kto się rozwodzi z żoną, z innego powodu niż nierząd, i poślubia inną kobietę – cudzołoży. Wtedy odezwali się uczniowie: Jeśli tak mają wyglądać stosunki męża i żony, to nie warto się żenić. Nie wszyscy pojmują tę sprawę – odpowiedział Jezus – jedynie ci, którym jest to dane. Są tacy, którzy nigdy nie wstąpią w związki małżeńskie, gdyż takimi się urodzili; są inni, którzy tego nie uczynią, bo tej możliwości pozbawili ich ludzie; ale są też tacy, którzy nie wstąpią w związki małżeńskie, gdyż ze względu na Królestwo Niebios sami tak postanowili. Kto jest w stanie to pojąć, niech pojmuje [Mt 19,7-12].

Odwiecznym problemem - nie tylko w sferze małżeńskiej -  jest zatwardziałość ludzkiego serca. Żadne małżeństwo nie przetrwa, gdy współmałżonkowie upierają się przy swoim. W obliczu takiego uporu nawet sam Bóg dał w końcu list rozwodowy. Pomyślałem: Wyszaleje się i wróci do Mnie – ale nie wróciła. Przyglądała się temu jej niewierna siostra, Juda. Widziała, że za wszystkie cudzołóstwa odprawiłem odstępczynię Izrael, wręczając jej list rozwodowy. A jednak nie przestraszyło to niewiernej Judy, jej siostry. Odeszła i także zaczęła się nurzać w nierządzie! Odstępczyni Izrael uprawiała swój nierząd bez najmniejszych skrupułów, zbezcześciła tę ziemię, cudzołożąc z kamieniem i drewnem! Pomimo to jej niewierna siostra Juda nie powróciła do Mnie, to znaczy nie powróciła szczerym sercem, a jedynie obłudnie – oświadcza Pan. I powiedział Pan do mnie: Jeśliby porównać, to już odstępczyni Izrael jest sprawiedliwsza niż niewierna Juda [Jr 3,7-11].

Do naprawienia relacji potrzebna jest zmiana serca. Dopiero wtedy ludzie potrafią okazywać miłość, cierpliwie znosić przeciwności, przebaczać sobie nawzajem, słowem – zgodnie żyć wg zasad Słowa Bożego. Dam wam serce nowe, nowego ducha włożę w wasze wnętrza. Usunę z was serce kamienne, a dam wam serce mięsiste. Mojego Ducha włożę w wasze wnętrze i sprawię, że będziecie postępować według moich ustaw, będziecie przestrzegać moich praw i stosować je [Ez 36,26-27]. Niestety, ludzie wciąż dopuszczają się grzechu rozwodu. Co w tej sytuacji można im powiedzieć?  Powiedziano też: Kto się rozwodzi z żoną, niech jej wręczy oświadczenie rozwodowe. Ja wam natomiast mówię: Każdy, kto się rozwodzi z żoną, pomijając przypadek nierządu, naraża ją na cudzołóstwo, a kto by rozwiedzioną poślubił – cudzołoży [Mt 5 31-32]. Jeśli jednak niewierzący mąż chce odejść, niech odejdzie. Brat lub siostra nie są w tym przypadkach zniewoleni. Bóg przecież powołał was do życia w pokoju. Bo skąd wiesz, żono, że zbawisz swego męża? Albo skąd wiesz, mężu, że zbawisz swoją żonę? [1Ko 7,15-16].

Jak wynika z powyższych fragmentów Pisma, Biblia nie jednakowo obciąża współmałżonków winą za rozpad ich związku. Osoba zdradzona lub porzucona z powodu wiary w Jezusa Chrystusa nie jest przez to napiętnowana mianem "rozwodnika" i w świetle Słowa Bożego już na zawsze skazana na samotne życie. A jeśli wyjdzie za mąż powtórnie i jej następny mąż… - przeczytaliśmy w Księdze Powtórzonego Prawa. Powtórne wyjście za mąż kobiety oddalonej listem rozwodowym najwidoczniej było dopuszczalne i uznawane w Prawie Bożym.

Sformułowane w środowiskach purytańskich Westminsterskie Wyznanie Wiary z 1646 roku, w rozdziale 24 poruszającym zagadnienie małżeństwa, w pkt. piątym i szóstym brzmi następująco:
"Odkrycie faktu cudzołóstwa jednej ze stron po zaręczynach jest wystarczającym powodem do ich zerwania. Cudzołóstwo po ślubie daje prawo niewinnej stronie zażądania rozwodu, a po rozwodzie ponownego małżeństwa, tak jakby winna strona umarła.
Chociaż zepsuta natura ludzka waży się szukać najrozmaitszych przyczyn, aby bezprawnie rozłączyć tych, których Bóg połączył w małżeństwie, jednak tylko cudzołóstwo, albo porzucenie są wystarczającymi przyczynami rozwiązania małżeństwa. Należy wtedy sprawę przeprowadzić publicznie i zgodnie z prawem, nie pozostawiając stronom możliwości działania według własnego uznania".

Biblia mówi, że małżeństwo to połączenie męża i żony w jedno ciało. Żadne ciało po rozcięciu na pół nie będzie nadal żyło. Naruszanie nierozerwalności tego ciała zawsze sprowadza konsekwencje. Już choćby wg prawa państwowego wiadomo, że ludzkie ciało podlega ochronie. Artykuł 217 kodeksu karnego mówi: "Kto uderza człowieka lub w inny sposób narusza jego nietykalność cielesną, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku". Skoro nawet świeckie prawo stoi na straży nietykalności cielesnej, to cóż dopiero, gdy w grę wchodzi świętość jednego ciała, którym jest małżeństwo?!  Czy da się zgarnąć do zanadrza ogień i nie spalić przy tym odzienia? Czy można chodzić po żarze i nie poparzyć sobie stóp? Podobnie jest z tym, kto zachodzi do żony bliźniego: Nikt, kto jej dotyka, nie ujdzie bez kary! [Prz 6,27-29].

Nauka apostolska z całą surowością zakazuje inicjatywy prowadzącej do zerwania węzłów małżeńskich: Tym z kolei, którzy żyją w małżeństwie, podaję nakaz – nie mój, lecz Pański: Niech żona nie odchodzi od męża. A jeśli odeszła, niech pozostanie niezamężna albo niech się pojedna z mężem. Podobnie niech mąż nie porzuca żony [1Ko 7,10-11]. Kto lekceważy ten nakaz Pański, niech wie, że naraża się na sąd Boży.

Co ma zrobić chrześcijański współmałżonek, który został przez swego partnera zdradzony lub opuszczony?  Chociaż grzech cudzołóstwa męża lub żony stanowi biblijną podstawę do rozwodu – to jednak wierzący, mąż czy żona – w odpowiedzi na skruchę i opamiętanie partnera – powinni przebaczyć i trwać w małżeństwie. A co, jeśli tej skruchy brakuje i małżeństwa nie da się już uratować? Chociaż porzucenie z powodu grzechu wszeteczeństwa lub z powodu wiary w Jezusa – daje porzuconemu wierzącemu współmałżonkowi możliwość zawarcia nowego związku małżeńskiego – nauka apostolska radzi, że byłoby dla niego dobrze w tej sytuacji – całą energię skierować na podobanie się Bogu i służbę na rzecz Królestwa Bożego. Chcę, abyście byli wolni od trosk. Ten, kto nie ma żony, troszczy się o sprawy Pana, o to, jak przypodobać się Panu. A ten, kto ma żonę, troszczy się o sprawy świata, jak dogodzić żonie –  i żyje w rozdarciu. Również kobieta niezamężna, podobnie jak dziewica, troszczy się o sprawy Pana, chce zachować świętość ciała oraz ducha. Mężatka natomiast troszczy się o sprawy świata, chce dogodzić mężowi. Mówię to wszystko dla waszej własnej korzyści, nie po to, by zarzucać wam na szyję jakąś pętlę. Zależy mi na tym, aby nic wam nie przeszkadzało żyć dla Pana w piękny i pełen poświęcenia sposób [1Ko 7, 32-35].

Dodajmy, że rozwód, lub nawet już sam brak zgody w małżeństwie, kładzie się cieniem na nasze życie i zawsze ogranicza nas w posłudze duchowej. Mówią o tym między innymi biblijne kwalifikacje starszych i diakonów. Sługa Boży, który chce innych nauczać, sam - także w tej dziedzinie - powinien być bez zarzutu. Zbór nie powinien wszakże na osoby, które poniosły fiasko w małżeństwie, zamykać się w ogóle. Gdzież, jak nie w zborze Pańskim, osoby zranione, odrzucone i naznaczone piętnem rozwodu, miałyby znaleźć miłość, zrozumienie oraz oparcie moralne i duchowe? Gdzież, jak nie wśród chrześcijan, osoby które w przeszłości zgrzeszyły, po nawróceniu miałyby szukać przebaczenia, przyjaźni i poczucia przydatności? Biblijny zbór ma być i jest "miastem schronienia" dla wszystkich pokutujących grzeszników, w tym również dla rozwodników. Mądrość tego schronienia polega wszakże na tym, aby każdemu wyznaczyć w zborze stosowne miejsce i rolę.

Na koniec, słowo apostolskie, które bardzo dobrze podsumowuje nasze rozważanie: Uważam, że w obliczu obecnych trudności najsłuszniej byłoby trzymać się takiej zasady: Związałeś się z żoną? Nie szukaj rozwodu. Przestałeś być związany z żoną? Nie szukaj żony. Jeśli jednak się ożeniłeś, nie zgrzeszyłeś. Podobnie jeśli któraś z dziewczyn wyszła za mąż, nie zgrzeszyła. Takich jednak czeka wiele trudności codziennych, a ja chciałbym wam tego oszczędzić [1Ko 7, 26-28].
Marian Biernacki

PS. O tym, jak pielęgnować relacje małżeńskie i trzymać swe serce z daleka od stanu, w którym nasuwałaby się myśl o rozwodzie – już wkrótce.