Artykuły otagowane: Kościół

Czy mi was brakuje?

2017-07-17 - Marian Biernacki

Z dzisiejszej lektury Pisma Świętego

Czy mi was brakuje?

Lipiec to bardzo dobra pora na zadumę nad rzeczywistym związkiem z braćmi i siostrami z miejscowego zboru. Myśli te nasuwają się niemal same, gdy podczas nabożeństwa widzę puste krzesła z powodu wakacyjnych wyjazdów osób, które normalnie każdej niedzieli je zajmują. Dlaczego aż tak bardzo odczuwam ich nieobecność? Przecież wiem, gdzie są i kiedy wrócą. A jednak przerzedzonych szeregów zborowników nie potrafią mi zrekompensować nawet najwspanialsi goście, którzy w sezonie często biorą udział w naszych nabożeństwach. Niczego i nikogo tak nie pragnę, jak widoku "swoich". Cieszę się z każdego przybysza, który chce z nami wielbić Boga i rozważać Słowo Boże, ale najcenniejszym towarzystwem są dla mnie domownicy wiary. 

Czytany dziś przeze mnie Psalm 16 wskazuje na swego rodzaju prawidłowość moich uczuć do miejscowych zborowników. Mówię do Jahwe: Jesteś moim Panem! Nie mam żadnego dobra ponad Ciebie. Do świętych, którzy są w Jego ziemi, jak silne uczynił moje upodobanie do nich [Ps 16,2-3]. Tak jest. Nikt i nic nie równa się z Bogiem! On jest godzien chwały i najwyższego podziwu z mojej strony. Wszakże bracia i siostry w Chrystusie - jako najbliżsi współwyznawcy - są nieodłączną częścią mojej dobrej społeczności z Bogiem. Co do świętych, którzy są w tej ziemi, są wspaniali i są mą rozkoszą (wg Biblii Ewangelicznej). Każda wdowa, każde dziecko, każdy mężczyzna itd. - niezależnie od tego, kim są według ciała - są dla mnie wspaniali i pragnę ich towarzystwa. Nieobecność kogokolwiek z nich w niedzielnym zgromadzeniu to dla mnie duży niedosyt. 

Wiem, że w moich uczuciach względem braci i sióstr nie jestem odosobniony. Każdy normalny chrześcijanin, który wyjedzie na urlop lub do sanatorium i przez dwie, trzy kolejne niedziele nie jest obecny w swoim zborze, ktoś taki wie, o czym tu piszę. My nie nudzimy się sobą nawzajem. Ponieważ Chrystus przez wiarę zamieszkał w naszych sercach, lubimy z sobą przebywać. My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, ponieważ kochamy braci [1Jn 3,14]. Nie tylko świeżo po nawróceniu chciałoby się nam, ażeby nabożeństwa i spotkania zboru częściej się odbywały. Jakże wartościowa jest dla nas choćby jedna godzina spędzona w towarzystwie świętych. Choćby nie wiem jak prości, spracowani, małomówni - a jednak są oni naszą rozkoszą. To są szlachetni, w nich mam całe upodobanie - głosi przekład Biblii Warszawskiej.

W świetle powyższego nastawienia do zboru, potwierdzonego mi dziś przez Słowo Boże, w żaden sposób nie mogę pojąć ludzi, którzy do społeczności chrześcijańskiej w ogóle się nie przywiązują. Za nienormalną uważam taką sytuację, że ktoś prowadzi osiadły tryb życia, a nie przyłącza się do zboru i w kolejne niedziele bywa sobie w różnych miejscach. Tym bardziej zdumiewa mnie coś takiego, że ktoś jest członkiem określonego zboru, a w niedzielę idzie na nabożeństwo do innego. Jestem przekonany w Panu, że dla wierzącego człowieka najlepszym miejscem w niedzielę jest zbór, którego jest on członkiem. Miłuję zbór, do którego przynależę i wiem, o czym piszę. W każdym zborze można spotkać ludzi miłujących Boga, ale żadna społeczność nie jest dla nas tak wartościowa, jak ta, której jesteśmy członkami.

Korzystając z okazji pragnę zaapelować do każdego chrześcijanina, abyśmy - mając jasno określoną przynależność do zboru - kontakt z domownikami wiary, tj. z członkami swojego zboru, zawsze traktowali priorytetowo. Rozwijajmy i pielęgnujmy społeczność ze świętymi. Dla człowieka miłującego Pana nie ma takich salonów, takich kręgów towarzyskich, takich miejsc i klimatów, które swą wartością i magnetyzmem przewyższyłyby siłę przyciągania zboru Chrystusowego.

W wakacje ta prawda staje się mi szczególnie wyrazista. 

Baza ratowników dusz

2017-04-21 - Marian Biernacki

w 21. rocznicę powstania Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE

Baza ratowników dusz

W dniu dzisiejszym Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE w Gdańsku osiąga wiek dwudziestu jeden lat istnienia. Dwadzieścia jeden lat czynnej obecności w mieście; najpierw na Zaspie, potem we Wrzeszczu, w Oliwie, a teraz na Olszynce. W wielu środowiskach taki wiek oznacza dorosłość i zdolność do samodzielnego działania. Ja w wieku 21 lat założyłem rodzinę i wziąłem pełną odpowiedzialność  już nie tylko za swoje osobiste życie. A dwudziestojednoletni zbór? Czy nie czas na zmiany i podjęcie się nowych zadań duchowych? Gdy rozmyślam nad tym i modlę się o nasz zbór, moje myśli grupują się wokół trzech zagadnień, co zarazem określa moją wizję przyszłości Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE.

1. Otaczający nas świat pełen jest zgubionych dusz, które trzeba ratować! To zadanie zostało nakreślone już w chwili powstania pierwszego zboru chrześcijańskiego. Wielu też innymi słowy składał świadectwo i napominał ich, mówiąc: Ratujcie się spośród tego pokolenia przewrotnego [Dz 2,40]. Wyrok na bezbożny świat jest już wydany. Ale teraźniejsze niebo i ziemia mocą tego samego Słowa zachowane są dla ognia i utrzymane na dzień sądu i zagłady bezbożnych ludzi [2Pt 3,7]. Nie zmienia to dobrej nowiny, że Bóg chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni [1Tm 2,4] i w celach ratunkowych stosuje rozmaite środki. Gdy zaś jesteśmy sądzeni przez Pana, znaczy to, że nas wychowuje, abyśmy wraz ze światem nie zostali potępieni [1Ko 11,32]. Ponieważ mamy być naśladowcami Boga, jako dzieci umiłowane [Ef 5,1], to w imię Boże trzeba nam ratować ludzkie dusze. Dla jednych, którzy mają wątpliwości, miejcie litość, wyrywając ich z ognia, ratujcie ich [Jd 1,22-23]. Jeżeli jest to dla nas oczywiste, to możemy przejść do punktu drugiego.

2. Każdy z nas indywidualnie i na co dzień jest ratownikiem dusz. Zacznijmy od prostego obrazu. Dlaczego zadziwia nas bohaterstwo żołnierza lub policjanta, który w cywilnym ubraniu  przeciwstawił się przestępcy? Ponieważ zwykliśmy myśleć, że mundurowy poza godzinami pracy jest prywatną osobą i nie ma takiego obowiązku. Podobnie bywa z chrześcijańskim zaangażowaniem w ratowanie dusz. Niektórzy członkowie zboru angażują się w wyjazdy misyjne i różne działania  ewangelizacyjne wspólnoty, ale na co dzień raczej nie żyją takimi sprawami. Oddzielają życie kościelne od życia prywatnego. Tak być nie powinno. Każdemu z nas na stałe została przypisana powinność troski o zbawienie grzeszników. Tak jak lekarz lub ratownik medyczny, obojętnie czy jest w pracy, czy na urlopie daleko od domu, zawsze w razie zagrożenia powinien ratować ludzkie życie, tak i chrześcijanin nigdy nie przestaje być ratownikiem dusz. Wszędzie; w pracy, w szkole, w sąsiedztwie, na wakacjach, w szpitalu, w kościele - zawsze i wszędzie chrześcijanie są aktywnymi ratownikami dusz. To prowadzi nas do punktu trzeciego.

3. Zbór jest bazą ratownictwa duchowego. Każdy ratownik, jakkolwiek indywidualnie zmotywowany i oddany wielkiej sprawie niesienia pomocy, potrzebuje odpowiedniej bazy dla swojej działalności. Zbór jest właśnie taką bazą. Spotykają się w nim ratownicy duchowi, by wymienić się doświadczeniami, podszkolić wzajemnie lub zmotywować jeden drugiego do dalszego wysiłku. Mało tego. Do tej bazy duchowej sprowadzamy ludzi chorych, zranionych, rozczarowanych, osłabionych itd. Opiekujemy się nimi, aby ozdrowieli, stanęli w wierze na własnych nogach i zyskali zdolność do samodzielnego naśladowania Jezusa. Zarówno dla nas samych, jak i dla każdej ratowanej osoby, zbór ma być przyjaznym i bezpiecznym miejscem duchowego wytchnienia, korekty, wzmocnienia i zbudowania.

Właśnie tak postrzegam naszą nową siedzibę i przyszłość zboru. Cały trud adaptacji wozowni na salę nabożeństw, ogrom prac porządkowych na całej posesji, czekający nas remont zabytkowego budynku dworu i ewentualna rekonstrukcja dawnej stajni - to wszystko ma głębszy sens tylko wówczas, jeżeli będzie przez nas traktowane jako tworzenie i utrzymywanie bazy ratownictwa duchowego. Taka jest idea prawdziwego centrum chrześcijańskiego w świeckim otoczeniu. Tworzymy je nie dla rozrywki, zabawy i osobistej satysfakcji, lecz przede wszystkim po to, by mieć narzędzie do ratowania dusz. Siedziba CCNŻ będzie bazą ratownictwa duchowego wszakże tylko na tyle na ile my, członkowie i przyjaciele zboru, na co dzień będziemy w imieniu Pana Jezusa nieść ludziom pomoc duchową i okazywać się faktycznymi ratownikami dusz.

Drodzy Ratownicy! Dwadzieścia jeden lat wspólnoty, licznych akcji i rozmaitych doświadczeń za nami. Wykorzystajmy to wszystko, by jeszcze lepiej służyć Bogu i ludziom. Przywdziewajmy codziennie całą zbroję Bożą i działajmy dla chwały naszego Pana, Jezusa Chrystusa! Błogosławiony ów sługa, którego pan jego, gdy przyjdzie, zastanie tak czyniącego [Łk 12,43].

Marian Biernacki

Siódme miejsce spotkań

2014-10-17 - Marian Biernacki

Zmierzając ku docelowej sali zgromadzeń zboru

Siódme miejsce spotkań

Pragnę tym razem zaprosić Was, Bracia i Siostry, do chwili namysłu nad naszym miejscem zgromadzeń. Rozpoczynamy nabożeństwa w 6. już miejscu, biorąc pod uwagę całe dzieje naszego zboru.  Najpierw, przez 6 lat, zgromadzaliśmy się przy Alei Jana Pawła II  nr 7 na Zaspie w salce o powierzchni ok. 70 mkw. Potem nastąpiła wielka zmiana i przez 9 lat dysponowaliśmy dziesięciokrotnie większą  salą dawnego kina Znicz  przy ul. Szymanowskiego 12 we Wrzeszczu. Brak ogrzewania sali głównej sprawił, że urządziliśmy tam sobie mniejszą salą o powierzchni ok. 200 mkw. Czwartym miejscem naszych zgromadzeń była sala na piętrze przy ul. Droszyńskiego 28. Po trzech latach w Oliwie rozpoczęliśmy nabożeństwa w piątym miejscu, czyli w namiocie na Olszynce. Przetrwaliśmy tak ponad 5 miesięcy, przeżywając swoistą przygodę, pisaną słońcem, deszczem i wiatrem.  Teraz na zimę chowamy się do budynku dworu. Doznamy tu nieco większego ścisku, ale za to w bliskiej perspektywie mamy 7. miejsce  – czyli docelową salę zgromadzeń Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE.

Umiłowani w Chrystusie! Wdzięczni Bogu za każde dotychczasowe miejsce naszych nabożeństw, skierujmy się ku temu, które pojawia się na horyzoncie. Mamy na naszej posesji stary budynek byłej wozowni i gotowy projekt jej adaptacji na salę spotkań zboru. Czeka nas niemały wysiłek logistyczny, fizyczny i finansowy.  Zimą przygotujemy się do niego i – jeśli Pan pozwoli – wczesną wiosną wystartujemy z robotami rozbiórkowymi. Potem naprawimy mury,  zalejemy strop, zbudujemy dach, położymy instalacje, wylejemy podłogę i zajmiemy się pracami wykończeniowymi. Czy zdążymy na następną zimę przeprowadzić się już do nowej sali zgromadzeń?

Potrzebna jest mobilizacja każdego z nas.  Izraelici na pustyni nie mieli większych od nas możliwości, a jednak byli w stanie zbudować Przybytek. Jak tego dokonali?  I wezwał Mojżesz Besalela i Oholiaba, i wszystkich zręcznych mężów, których serce Pan obdarzył mądrością, wszystkich, których serce poniosło, aby przystąpić do pracy i ją wykonać.  I odebrali od Mojżesza wszystkie dary, które przynieśli synowie izraelscy na wykonanie prac, potrzebnych do służby w świątyni. Oni zaś nadal przynosili do niego dobrowolne dary każdego rana.  I zeszli się wszyscy zręczni wykonawcy wszelkiej pracy potrzebnej do służby w świątyni, każdy od swojej własnej pracy, jaką dotąd wykonywali,  i rzekli do Mojżesza: Lud przynosi więcej, niż potrzeba na wykonanie tego, co Pan nakazał wykonać.  Wtedy Mojżesz wydał rozkaz, który ogłoszono w obozie: Niechaj już nikt - ani mężczyzna, ani kobieta, nie przynosi ze swego dorobku żadnego daru ofiarnego na rzecz świątyni. I lud zaprzestał przynosić.  A tego, co zniesiono, wystarczało na wykonanie wszelkich prac, a nawet zbywało [2Mo 36,2-7].

Naród Boży wykazał się niezwykłą ofiarnością. Wielu nawet odrywało się od swojej własnej pracy, by budować Przybytek. Wszyscy przynosili dobrowolne dary. Zgodnie z tą wskazówką Słowa Bożego uczynimy podobnie. Każdy z nas może z radością i ochotnie przyłożyć się do tego dzieła. Nawet dzieci mają do tego prawo, by mieć swój udział w przygotowaniu miejsca zgromadzeń zboru, choćby poprzez poświęcenie na ten cel swojego kieszonkowego. Obok tego, co sami możemy ofiarować, zawsze istnieją jeszcze możliwości poproszenia naszych bliskich, krewnych i znajomych, aby zechcieli nas wesprzeć. Można opisać nasze dzieło i z modlitwą rozesłać to wszędzie, gdzie tylko się da z prośbą o pomoc. Bóg może w ten sposób posłużyć się Wami bardziej niż mną. Dotrzecie do ludzi, do których ja nie mam dostępu i – być może - pobudzicie ich do ofiarności. Liczy się naprawdę każda złotówka.  Żaden dar nie jest zbyt mały, aby go ofiarować na nową kaplicę Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE.

Żadna budowla na ziemi nie jest wieczna, przemija bowiem kształt tego świata [1Ko 7,31]. Dotychczasowa historia naszych zgromadzeń potwierdza, że pielgrzymami jesteśmy, że Kościół jest w drodze, że nie budujemy tu nic na wieki wieków. Widać to po zaledwie dwustuletnim Dworze Olszynka, który wymaga kapitalnego remontu. Sala spotkań jest nam potrzebna, abyśmy mogli wypełnić rolę wyznaczoną nam na teraz. Odpowiadamy za to, aby obecnemu pokoleniu głosić ewangelię. Trzeba nam w tych dniach jak najlepiej wykonać wolę Bożą. Potrzebujemy tej sali, aby w następnych latach – jeśli Pan Jezus wcześniej jeszcze nie powróci – używać jej do ratowania dusz i budowania się wzajemnie.  Do dzieła, Przyjaciele!

Oto fotograficzny przegląd naszych dotychczasowych sal:

W obliczu ubóstwa

2014-05-17 - Marian Biernacki

W obliczu ubóstwa

 W  tych dniach czytam interesującą książkę D. A.  Carsona pt.  Jak długo, Panie?  Ponieważ Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE rozpoczyna działalność w uboższych rejonach Gdańska, postanowiłem przybliżyć streszczenie jednego z jej rozdziałów, traktujący o ubóstwie.

Czy brać udział w obrzędzie pierwszej komunii?

2013-06-17 - Marian Biernacki

Czy brać udział w obrzędzie pierwszej komunii?

Maj w Polsce to pora tzw. pierwszych komunii w parafiach rzymskokatolickich. Ośmioletnie dzieci, uczniowie drugich klas szkół podstawowych, po rocznych przygotowaniach uroczyście przystępują po raz pierwszy do najważniejszego w Kościele katolickim sakramentu Eucharystii.