Nasze miejsce na ziemi

2015-12-12 - Marian Biernacki

Nasze miejsce na ziemi

Pamiętam z lat mojej młodości zdumiewającą dla mnie wypowiedź pewnej starszej chrześcijanki opuszczającej Trójmiasto i udającej się na stałe do Stanów Zjednoczonych. Zapytana, czy nie będzie tęsknić za Polską, odpowiedziała, że jej ojczyzna jest tam, gdzie jest jej dobrze. Byłem wstrząśnięty jej słowami. Do dziś zresztą mam inne zrozumienie tej sprawy. Wierzę, że to Bóg rozlokował na ziemi poszczególne narody, ustanowiwszy dla nich wyznaczone okresy czasu i granice ich zamieszkania, żeby szukały Boga, czy go może nie wyczują i nie znajdą, bo przecież nie jest On daleko od każdego z nas [Dz 17,26-27]. Ta natchniona myśl wskazuje nam optymalne miejsce życia i służby Bogu, bowiem  jak ptak, który daleko odleciał od gniazda, tak człowiek, który się tuła z dala od ojczyzny [Prz 27,8]. Dodajmy, że czasem - w określonym celu - Bóg może kogoś posłać w obce strony, jak np. Józefa do Egiptu, lecz Jego zasadnicza wskazówka brzmi następująco: Mieszkaj w kraju i dbaj o wierność! [Ps 37,3].

Wchodząc w pierwszych dniach grudnia na Długi Targ w Gdańsku doznałem wewnętrznego wzruszenia. Moje serce zalała fala wdzięczności Bogu, że dał nam właśnie to miejsce na ziemi. Każdego dnia tysiące ludzi przyjeżdża, by je podziwiać, a my tutaj żyjemy i służymy Bogu na co dzień. Mało tego, w odległości zaledwie 1700 metrów od Ratusza Głównego Miasta, licząc w linii prostej, Bóg dał nam hektar ziemi nad Motławą, abyśmy mieli gdzie się spotykać, pracować, pomagać ludziom, budować się wzajemnie i pielęgnować naszą wieź z Bogiem. Jednocześnie otrzymaliśmy możliwość, aby - jako wspólnota kościelna – wpisać się w historię Gdańska troską o piękny zabytek, który niechybnie popadłby w całkowitą ruinę. Czyż to  nie przywilej, że z Bożą pomocą zmieniliśmy los tego miejsca i teraz czynimy je coraz piękniejszym?

Umiłowani, Bracia i Siostry! Dumny jestem i szczęśliwy, że dane mi jest właśnie z Wami dzielić wiarę i wspólnie pracować. Bywam w różnych przyjaznych dla mnie miejscach na ziemi, lecz za żadne skarby nie porzuciłbym tych chwil, gdy w niedzielę zgromadzamy się wszyscy na głównym nabożeństwie. Za nic w świecie nie oddałbym czasu, gdy w roboczych ubraniach siadamy z braćmi do wspólnej kawy, przy cieście upieczonym przez którąś z naszych sióstr. Nic nie może zastąpić mi widoku dzieci bawiących się w zborowym ogrodzie, który nie tak dawno był okropnym, zarośniętym śmietnikiem. Owszem, pocimy się tutaj i zmagamy z rozmaitymi przeciwnościami. Bywają dni naprawdę trudne. Jestem też świadomy, że w kolejnych latach – jeśli Bóg pozwoli – czeka nas na Olszynce ogrom dalszej pracy. Wcale mnie to jednak nie przeraża. Dane mi jest żyć i pracować we wspaniałym towarzystwie. Niemal każdego dnia przekonuję się także, że mamy wielu przyjaciół w kraju i za granicą. Wspierają nas modlitwą i dobrym słowem. Niektórzy bezinteresownie podarowali nam swój czas, fizyczną pracę lub pieniądze. Jestem przekonany w Chrystusie Panu, że w związku z tym Bóg będzie odbierał na Olszynce coraz więcej chwały.

Przyjaciele! Przed nami okres świąteczny. Niech będzie to czas wspólnego umocnienia się w Panu. Niech przepełni nas wdzięczność za dane nam miejsce na ziemi. Niech nasz zbór uczci przyjście Syna Bożego na świat wzajemną miłością i dalszą zgodną pracą na chwałę Bogu i dla wspólnego pożytku. Niech zbliżający się powrót Chrystusa Pana na ziemi zastanie nas w miejscu i na stanowisku, które On nam wyznaczył.

A ty? Czy znasz swoje miejsce na ziemi? Czy je należycie doceniasz? Czy otaczającym cię braciom i siostrom w Chrystusie dostatecznie dajesz do zrozumienia, że są kochani i dla ciebie ważni?

Po co wspominać?

2015-11-04 - Marian Biernacki

Refleksja okolicznościowa

Po co wspominać?

Po co wspominać?

 
Drugi dzień listopada jest dniem wspomnień o ludziach, którzy już od nas odeszli. Wspominamy zmarłych krewnych, przyjaciół, nauczycieli, dobroczyńców i wszystkich, którzy pozytywnie wpłynęli na nasze życie. Wspomnieniom towarzyszy refleksja, czy żyjemy tak, aby i nas ktoś kiedyś pozytywnie wspominał.

Wspominanie jest czynnością polecaną przez Biblię. Przede wszystkim trzeba nam pamiętać o Najważniejszym! Miej w pamięci Jezusa Chrystusa, który został wskrzeszony z martwych [2Tm 2,8]. On umarł, ale nie przynależy do świata zmarłych. Byłem umarły, lecz oto żyję na wieki wieków i mam klucze śmierci i piekła [Obj 1,8] - powiedział o Sobie. Jezus żyje. Śmierć nie ma nad Nim mocy. Wspominanie Jezusa, Jego śmierci i zmartwychwstania, ma dla wierzących wielkie znaczenie. Jego śmierć wyznacza bezwzględny kres naszemu staremu życiu. Jego zmartwychwstanie obwieszcza nam początek nowego życia. Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili [Rz 6,4]. Jezus wytyczył nam drogę zbawienia. Prawdziwa to mowa: Jeśli bowiem z nim umarliśmy, z nim też żyć będziemy [2Tm 2,11]. Trzeba nam codziennie mieć w pamięci Jezusa Chrystusa.

Dobrze jest również wspominać ludzi, którzy nam przybliżyli Jezusa. Bądźmy wdzięczni Bogu za kaznodziejów, którzy systematycznie, niedziela po niedzieli, głoszą nam dzisiaj ewangelię. Koniecznie jednak wspominajmy również tych, którzy już zakończyli swoją  posługę Słowa. Pamiętajcie o waszych przewodnikach, którzy wam zwiastowali Słowo Boże. Rozpatrując koniec ich życiowej drogi, naśladujcie ich wiarę [Hbr 13,7 wg przekładu Nowe Przymierze]. Gdzie bylibyśmy dzisiaj, gdyby nie ich kazania. których słuchaliśmy w dzieciństwie i w początkowych latach wiary?  Pełne świadectwo kaznodziei  i owoc jego posługi widać dopiero po jego śmierci. Z oceną niektórych dzisiejszych mówców trzeba więc jeszcze poczekać. Mamy jednak już całkiem spory zastęp sług Słowa Bożego, którzy godnie spełnili swą rolę w Kościele. Trzeba nam o nich pamiętać, ażeby z powodu owczego pędu ku nowoczesności, nie zejść z prawidłowego kursu.

Wspominając tych, którzy odeszli, dobrze jest również czerpać z tych wspomnień przestrogę. Wspomnijcie żonę Lota [Łk 17,32] – powiedział Pan. Kto chce być zbawiony, ten powinien wystrzegać się miłości do świata.  Nie miłujcie świata ani tych rzeczy, które są na świecie. Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Bo wszystko, co jest na świecie, pożądliwość ciała i pożądliwość oczu, i pycha życia, nie jest z Ojca, ale ze świata. I świat przemija wraz z pożądliwością swoją; ale kto pełni wolę Bożą, trwa na wieki [1Jn 2,15-17]. Trzeba nam żwawo iść drogą zbawienia, bez odwracania się wstecz. Trzeba nam zachować czujność, ażeby nasze serce nie przylgnęło do rzeczy materialnych. Nie mamy tu na ziemi nic trwałego. Niezniszczalne dziedzictwo, dom przygotowany dla nas na wieki wieków, czeka na nas w górze. Wspomnijmy żonę Lota, aby nie popełnić jej błędu i nie stracić go z oczu.

Tak więc, trzeba nam pamiętać, wspominać i czerpać mądrość...

Niestraszna tymczasowość

2015-08-04

Niestraszna tymczasowość

Wszystko, co posiadamy i czym żyjemy tu na ziemi jest tymczasowe i krótkotrwałe. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika [Jk 4,14]. Przyjaźń, stanowiska, możliwości, zdrowie, a także życie, któregoś dnia  się skończy.  Pismo Święte przyrównuje doczesne życie człowieka w ciele  do namiotu, natomiast wieczność w społeczności z Bogiem - do trwałego domu.

W porównaniu tym nie ma wszakże ani cienia nostalgii lub rozczarowania. Wręcz przeciwnie, jest całkiem spora ekscytacja. Wiemy bowiem, że jeśli ten namiot, który jest naszym ziemskim mieszkaniem, się rozpadnie, mamy budowlę od Boga, dom w niebie, nie rękoma zbudowany, wieczny. Dlatego też w tym doczesnym wzdychamy, pragnąc przyoblec się w domostwo nasze, które jest z nieba [2Ko 5,1-2]. Któregoś dnia bez żalu zostawimy to wszystko i pójdziemy na spotkanie z Panem Jezusem.

Jako ludzie narodzeni na nowo mamy wspaniałą obietnicę Pana: Idę przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli [Jn14,2-3]. Nie przywiązujemy się więc do tego, co tymczasowe. Albowiem nie mamy tu miasta trwałego, ale tego przyszłego szukamy [Hbr 13,14]. Już dzisiaj jesteśmy wpatrzeni w to, co nadchodzi, a nie w to, co tymczasowe.

Dobrze tę prawdę ilustruje załączona fotografia. Ludzie z Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku zgromadzają się w namiocie. Jest to tymczasowa i bardzo nietrwała budowla. Ale nieopodal wyłania się  z łaski Bożej stałe miejsce naszych zgromadzeń. Któregoś dnia opuścimy namiot i pójdziemy tam - do trwałego budynku, w którym będziemy się cieszyć dachem nad głową.

Mając tak wspaniałą perspektywę na przyszłość nie trapimy się tym, że nasze życie podobne jest do namiotu. Bogu niech będą dzięki za namiot. Bylibyśmy jednak niespełna rozumu, gdybyśmy  chcieli w nim pozostać. Gdy budowa dobiegnie końca z radością przeniesiemy życie zboru do trwałych i przestronnych pomieszczeń.

Twórzmy wspólnotę Ducha Świętego!

2015-05-22

refleksja na okoliczność święta Zesłania Ducha Świętego

Twórzmy wspólnotę Ducha Świętego!

Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE, podobnie jak inne zbory, gromadzi ludzi z różnych środowisk i z rozmaitą przeszłością. Odmienność zebranych wcześniej życiowych doświadczeń, nabytych zwyczajów i nawyków oraz wielość ukształtowanych już poglądów –  zakłóca wzajemne relacje i utrudnia społeczność. Próby ujednolicania przekonań i uzgadniania stanowisk kończą się nieraz jeszcze większym rozdźwiękiem i nieporozumieniem. Na nic zdaje się tu nakazywanie jedności. Zbór potrzebuje czegoś więcej niż tylko wspólnie uznawanego credo.

Przypomnijmy sobie zborową wycieczkę do Herrnhut w Niemczech sprzed dwóch lat i jedną z podstawowych lekcji, jaką wspólnie wzięliśmy z tamtego wyjazdu. Zgrupowane w posiadłości hrabiego Zinzendorfa osoby, wykluczone z innych kościołów o odmiennych językach i zwyczajach, trudno było utrzymać w jedności. Rodziły się wciąż nowe konflikty i zażarte spory religijne. Hrabia na różne sposoby próbował temu zaradzić, wzywając do wspólnej modlitwy i rozważania Biblii. Niewiele to dawało aż przyszedł dzień 13 sierpnia 1727 roku. Tego dnia mieszkańcy Herrnhut doświadczyli wylania Ducha Świętego, podobnie jak pierwszy kościół w Jerozolimie w dniu Zielonych Świąt. Wszyscy zostali ochrzczeni w Duchu Świętym. W jednej chwili nastąpiła powszechna zgoda i niezwykła harmonia. Od tego momentu wspólnota herrnhucka była gotowa nie tylko do zgodnego współżycia ale również do niezwykłych osiągnieć misyjnych.

Oto prawdziwa tajemnica jedności zboru. Można oczywiście jedność wypracowywać własnymi sposobami. Skupiając ludzi wokół charyzmatycznego przywódcy lub wytyczając im jakiś chlubny cel – na pewien czas udaje się osiągnąć jednomyślność zboru. Pełna i trwała wspólnota wierzących następuje jednak dopiero wówczas, gdy wszyscy w zborze zostaną napełnieni Duchem Świętym. Wszelki rozdźwięk zanika, bo też w jednym Duchu wszyscy zostaliśmy ochrzczeni w jedno ciało - czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni, i wszyscy zostaliśmy napojeni jednym Duchem [1Ko 12,13].

W przeddzień tegorocznego Święta Zesłania Ducha Świętego wzywam: Twórzmy wspólnotę Ducha Świętego! Każdy inny czynnik utrzymujący nas przy zborze któregoś dnia okaże się niewystarczający.  Przyjaźń, podobne poglądy, działalność misyjna, piękne budynki kościelne – to wszystko za mało. Prośmy o chrzest w Duchu Świętym. Tylko Duch Święty zespala dusze na trwałe. Gdy w Dniu Pięćdziesiątnicy uczniowie Jezusa napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i zaczęli mówić innymi językami, tak jak im Duch poddawał [Dz 2,4]  zmienili się nie do poznania. I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach [Dz 2,42]. Gdy wszyscy zostaniemy napełnieni Duchem Świętym, zbór będzie cieszył się powszechną zgodą i niezwykłą harmonią.

Niech łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i wspólny udział w Duchu Świętym nadają bieg waszemu życiu [2Ko 13,13].

Dlaczego kawa w zborze jest bezpłatna?

2015-02-17 - Marian Biernacki

czyli refleksja o zbawieniu

Dlaczego kawa w zborze jest bezpłatna?

Od samych początków istnienia Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku uczestnicy naszych spotkań i nabożeństw mogą nieodpłatnie napić się gorącej kawy i herbaty  lub schłodzonej wody mineralnej. O cieście i innych wiktuałach nie wspominając, chcę dziś wyjaśnić gratisowy charakter tego poczęstunku. Kto sponsoruje takie ilości bardzo dobrej kawy? Czy zbór dostaje ją za darmo?

Oczywiście nie. Zbór kupuje wodę mineralną, kawę, herbatę i wszystko, co do ich serwowania jest potrzebne,  każdego miesiąca wydając na to sporo pieniędzy. Stać nas na to, ponieważ członkowie zboru regularnie oddają do kasy zborowej swoje dziesięciny i składają tu rozmaite ofiary. Podobnie jak funkcjonowanie świątyni i całe życie duchowe Izraela kwitło dzięki oddawanym dziesięcinom, tak też nie brakuje niczego  we wspólnocie chrześcijan stosujących się do zasad Słowa Bożego. Wprowadzanie opłaty lub dodatkowej ofiary za kawę w zborze infekowałoby wspólnotę duchem komercji, a przede wszystkim byłoby nieuczciwością w stosunku do członków zboru, którzy swoimi dziesięcinami i ofiarami już się na tę kawę przecież złożyli.

Gratisowy charakter zborowego poczęstunku może niektórym z nas pomóc zrozumieć, jak to jest z naszym zbawieniem. Czy mamy je za darmo? Tak i nie. Owszem, mamy w Biblii prorocze zaproszenie: Nuże, wszyscy, którzy macie pragnienie, pójdźcie do wód, a którzy nie macie pieniędzy, pójdźcie, kupujcie i jedzcie! Pójdźcie, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia wino i mleko! [Iz 55,1]. Lecz czy to znaczy, że zbawienie grzesznika nikogo i nic nie kosztuje? Tak nie powiemy, bo Biblia nam mówi, że nie rzeczami znikomymi, srebrem albo złotem, zostaliście wykupieni z marnego postępowania waszego, przez ojców wam przekazanego, lecz drogą krwią Chrystusa, jako baranka niewinnego i nieskalanego [1Pt 1,18-19].

Drogoście kupieni [1Ko 7,23]. Syn Boży, Jezus Chrystus, zapłacił za nasze zbawienie pełną cenę. Wobec tego nie ma potrzeby, byśmy znowu za nie płacili. Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił.  Jego bowiem dziełem jesteśmy [Ef 2,8-10]. Tym bardziej nikomu nie wolno już handlować zbawieniem i pobierać  za nie dodatkowych opłat. Uwłaczałoby to wystarczalności ofiary Chrystusa, niczym pobieranie od członka zboru opłaty za kawę mogłoby sugerować, że regularnie oddawana przez niego dziesięcina nie wystarcza na kubek niedzielnej kawy.

Może i są gdzieś zbory, gdzie członkowie nie oddają dziesięcin i nie składają regularnych ofiar. Takie zbory – jeśli chcą po nabożeństwach serwować kawę – są zmuszone ją sprzedawać. W naszym zborze kawa po nabożeństwie jest za darmo. Już za nią zapłaciliśmy.

Moc miłości

2015-02-09 - Jarosław Wierzchołowski

Moc miłości

Od niedawna w moim zborze słuchamy wykładów o przykazaniach Jezusa. Jedno z najważniejszych dotyczy miłości. Dla chrześcijan narodzonych na nowo z wody i z ducha oczywistym jest trwanie w Panu i Jego przykazaniach, w tym także w miłości do Niego i miłości wzajemnej.

Wiele myślałem o tym, jak ważne, wręcz podstawowe znaczenie ma ta miłość w istnieniu i życiu zboru – społeczności ludzi wierzących. Nie jest w ogóle możliwe istnienie takiej społeczności bez miłości jako środka cementującego. Czy można wyobrazić sobie grono ludzi zbierających się kilka razy w tygodniu, razem modlących się nieraz przez całe godziny, spędzających niekiedy wspólnie całe niedziele lub nawet tygodnie (np. na wczasach zborowych), wspierających siebie w najróżniejszy sposób (niekiedy także finansowo) – bez miłości wzajemnej?
Oczywiście żyjemy w kraju, gdzie całe tłumy gromadzą się co tydzień by poświęcać kilkadziesiąt minut wyłącznie Bogu (nie chcę w tym momencie wchodzić w to na ile faktycznie Jemu podoba się sposób, w jaki się to odbywa). Ale ci ludzie, siadający obok siebie w ławkach kościelnych nie mają ze sobą najczęściej nic wspólnego, zwykle nie znają się zupełnie. Dlatego nie tworzą wspólnoty, są widzami przedstawienia, w którym ich udział jest w zasadzie zbędny.
Zbór ewangelikalny, gdzie w każdym człowieku ucieleśnia się miłość do Chrystusa i miłość wzajemna jest z zasady ciałem Chrystusowym: … abyśmy, będąc szczerymi w miłości, wzrastali pod każdym względem w niego, który jest Głową, w Chrystusa (List Pawła do Efezjan 4:15). Chrystus [jest] Głową Kościoła, ciała, którego jest Zbawicielem. (List Pawła do Efezjan 5:23); Tak my wszyscy jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie, a z osobna jesteśmy członkami jedni drugich. (List Pawła do Rzymian12:5)
Czy można sobie w ogóle wyobrazić inną sytuację? Czy zbór chrześcijański mógłby trwać bez wzajemnej miłości? Czy jest możliwe znoszenie z cierpliwości wszystkich swoich wad (patrz List Pawła do Efezjan 4:2), w pokorze uważanie drugich za wyższych od siebie (patrz List Pawła do Filipian 2:3), dbanie o miejsce, w którym się zbieramy i składanie się na jego utrzymanie? Sporo o tym rozmyślałem. Jeżeli nie cementowałaby nas miłość wzajemna a motywacją działania nie była miłość do Jezusa i Jego słowa to dlaczego mielibyśmy spotykać się by Go wielbić?
Chrześcijanie opierający swą wiarę wyłącznie na Słowie Bożym nie są związani żadną presją społeczną, nie ona utrzymuje zbór w całości. Większość polskiego społeczeństwa nie patrzy bynajmniej z miłością na ludzi wiernych Słowu Bożemu i dlatego nie „chrzczących” swoich nowo narodzonych dzieci, nie posyłających ich do „pierwszej komunii”, nie przyjmujących „kolędy”. Gdyby jakakolwiek presja społeczna była istotna dla ewangelicznie wierzącego chrześcijanina to w tych warunkach pełniłaby ona rolę „siły odśrodkowej” w zborze. Tymczasem do zborów przychodzą wciąż nawracający się do żywego Boga ludzie. Są prowadzeni miłością, która każe im szukać miejsca, w którym znajdą zdrową naukę biblijną (List św. Pawła do Tytusa 1:9) i miłość braci i sióstr. Oczywiście, zdarza się, że odchodzą ci, których wiara (i miłość) ziębnie. Ale ich odchodzenie nie ma nic wspólnego z żadną presją.
Miłość jest silniejsza niż wszystko, jedynie ona ma moc budowania Ciała Chrystusowego, o którym pisał apostoł Paweł.

Co robisz dla chwały Bożej na Olszynce?

2014-11-05 - Marian Biernacki

o poczuciu osobistej odpowiedzialności za wspólne dzieło dla chwały Bożej

Co robisz dla chwały Bożej na Olszynce?

W tych dniach, w rok po przejęciu Dworu Olszynka przez nasz zbór, ponownie staliśmy się obiektem  zainteresowania lokalnych mediów. Po artykule zatytułowanym „Dwór Olszynka zmienia się na lepsze” Patrz tutaj, który ukazał się na portalu Trójmiasto.pl, jesteśmy adresatami rozmaitych komentarzy i listów. Większość z nich jest nam przychylna, ale nie brak też głosów sceptycznych. Docierają do mnie takie listy: Dzień Dobry. Mieszkam na Olszynce i praktycznie codziennie mam okazję patrzeć jak Dwór Olszynka przywracany jest do życia przez zbór, którego jest Pan pastorem... . Można też usłyszeć komentarze, że nasze przejęcie Dworu Olszynka, to jedynie przedłużenie jego agonii. Mało komu z grupy sceptyków chce się wierzyć, że podołamy.

Myślę, że to właściwa pora, aby w naszej zbiorowej świadomości odświeżyć pytanie komu i czemu ma służyć nasz trud na Olszynce? Rok temu, zabierając się za ruiny, śmieci i chaszcze przy ul. Olszyńskiej 37 ustaliliśmy, że cały nasz wysiłek dedykujemy chwale Bożej. W myśl Słowa Bożego: Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek czynicie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą [1Ko 10,31] przystąpiliśmy do dzieła, które przekracza nasze naturalne możliwości. Miesiące codziennej pracy zaowocowały niewątpliwie sporymi zmianami wizerunkowymi. Zauważają to okoliczni mieszkańcy ale też osoby rozsiane po świecie, śledzący nasze losy w Internecie. Gdy więc co nieco pozytywnego udało się w tym trudzie już osiągnąć, koniecznie powinniśmy za to oddawać chwałę Bogu. Starajmy się o tym pamiętać na co dzień i gdzie tylko się da, podkreślajmy dobroć naszego Pana, Jezusa Chrystusa, że to On nas do tej pracy zainspirował i dał siły, by ją wykonać. Albowiem z niego i przez niego i ku niemu jest wszystko; jemu niech będzie chwała na wieki [Rz 11,36].

Nie umniejszając w niczym rozmiarów poniesionego dotychczas trudu trzeba powiedzieć, że zasadnicze zadania w nowej siedzibie zboru dopiero są przed nami. Adaptacja budynku dawnej wozowni na salę zgromadzeń a potem remont kapitalny zabytkowego dworu – to zadania, przy których wielu ludzi będzie patrzeć nam na ręce. To dla nas dodatkowe wyzwanie. Nie chcemy przecież w niczym przynieść ujmy naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi. Wprost przeciwnie, niech nam zależy na tym, aby to, co tutaj robimy, rzeczywiście przyczyniało się do rozsławienia imienia Pana Jezusa. Wszyscy możemy mieć w tym praktyczny udział. Nie nam, Panie, nie nam, ale imieniu swemu daj chwałę, Dla łaski swojej, dla wierności swojej! Dlaczego mają mówić narody: Gdzież jest ich Bóg? Bóg nasz jest w niebie, Czyni wszystko, co zechce [Ps 115,1-3]. Zapragnijmy chwały Bożej na Olszynce. Dołóżmy do tego swoje pięć groszy. Niech za kilka lat będzie to powszechnie jasne, że ludzie z Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE żyją i działają z Bogiem.

Chociaż umowa użytkowania zobowiązuje nas do wykonania konkretnych robót, nie układamy żadnych żelaznych planów. Jeżeli Pan zechce, będziemy żyli i zrobimy to lub owo [Jk 4,15]. Wykonany tyle, ile On pozwoli nam zrobić w danym roku. Będziemy się w tym trzymać naszego Pana, zabiegając o kierownictwo Ducha Świętego, prosząc Go o wsparcie, za wszystko Mu dziękując, a to dlatego, aby cały czas było jasne komu należy się chwała i wdzięczność za przeobrażanie Dworu Olszynka.

Bracia i Siostry! Zadania na Olszynce są częścią naszej służby Panu. Cokolwiek czynicie, z duszy czyńcie jako dla Pana, a nie dla ludzi, wiedząc, że od Pana otrzymacie jako zapłatę dziedzictwo, gdyż Chrystusowi Panu służycie [Kol 3,23-24]. Służmy Panu ochotnie, wiernie i z oddaniem godnym naszego umiłowanego Zbawiciela i Pana.  Postarajmy się w miarę możliwości brać udział w pracy fizycznej na Olszynce. Przynieście całą dziesięcinę do spichlerza, aby był zapas w moim domu, i w ten sposób wystawcie mnie na próbę! - mówi Pan Zastępów - czy wam nie otworzę okien niebieskich i nie wyleję na was błogosławieństwa ponad miarę [Ml 3,10]. Interesujmy się tym, co dzieje się w naszym wspólnym domu i zajeżdżajmy do niego w wolnej chwili, chociażby po to, aby w nim pobyć i mieć społeczność z zastanymi tu ludźmi. Niech będzie to wiadome, że lubimy i doceniamy miejsce dane naszemu zborowi od Boga na lata ziemskiej pielgrzymki. Tak czy siak, rozsławiajmy razem imię naszego Pana, Jezusa Chrystusa w Gdańsku i na całym świecie.

Siódme miejsce spotkań

2014-10-17 - Marian Biernacki

Zmierzając ku docelowej sali zgromadzeń zboru

Siódme miejsce spotkań

Pragnę tym razem zaprosić Was, Bracia i Siostry, do chwili namysłu nad naszym miejscem zgromadzeń. Rozpoczynamy nabożeństwa w 6. już miejscu, biorąc pod uwagę całe dzieje naszego zboru.  Najpierw, przez 6 lat, zgromadzaliśmy się przy Alei Jana Pawła II  nr 7 na Zaspie w salce o powierzchni ok. 70 mkw. Potem nastąpiła wielka zmiana i przez 9 lat dysponowaliśmy dziesięciokrotnie większą  salą dawnego kina Znicz  przy ul. Szymanowskiego 12 we Wrzeszczu. Brak ogrzewania sali głównej sprawił, że urządziliśmy tam sobie mniejszą salą o powierzchni ok. 200 mkw. Czwartym miejscem naszych zgromadzeń była sala na piętrze przy ul. Droszyńskiego 28. Po trzech latach w Oliwie rozpoczęliśmy nabożeństwa w piątym miejscu, czyli w namiocie na Olszynce. Przetrwaliśmy tak ponad 5 miesięcy, przeżywając swoistą przygodę, pisaną słońcem, deszczem i wiatrem.  Teraz na zimę chowamy się do budynku dworu. Doznamy tu nieco większego ścisku, ale za to w bliskiej perspektywie mamy 7. miejsce  – czyli docelową salę zgromadzeń Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE.

Umiłowani w Chrystusie! Wdzięczni Bogu za każde dotychczasowe miejsce naszych nabożeństw, skierujmy się ku temu, które pojawia się na horyzoncie. Mamy na naszej posesji stary budynek byłej wozowni i gotowy projekt jej adaptacji na salę spotkań zboru. Czeka nas niemały wysiłek logistyczny, fizyczny i finansowy.  Zimą przygotujemy się do niego i – jeśli Pan pozwoli – wczesną wiosną wystartujemy z robotami rozbiórkowymi. Potem naprawimy mury,  zalejemy strop, zbudujemy dach, położymy instalacje, wylejemy podłogę i zajmiemy się pracami wykończeniowymi. Czy zdążymy na następną zimę przeprowadzić się już do nowej sali zgromadzeń?

Potrzebna jest mobilizacja każdego z nas.  Izraelici na pustyni nie mieli większych od nas możliwości, a jednak byli w stanie zbudować Przybytek. Jak tego dokonali?  I wezwał Mojżesz Besalela i Oholiaba, i wszystkich zręcznych mężów, których serce Pan obdarzył mądrością, wszystkich, których serce poniosło, aby przystąpić do pracy i ją wykonać.  I odebrali od Mojżesza wszystkie dary, które przynieśli synowie izraelscy na wykonanie prac, potrzebnych do służby w świątyni. Oni zaś nadal przynosili do niego dobrowolne dary każdego rana.  I zeszli się wszyscy zręczni wykonawcy wszelkiej pracy potrzebnej do służby w świątyni, każdy od swojej własnej pracy, jaką dotąd wykonywali,  i rzekli do Mojżesza: Lud przynosi więcej, niż potrzeba na wykonanie tego, co Pan nakazał wykonać.  Wtedy Mojżesz wydał rozkaz, który ogłoszono w obozie: Niechaj już nikt - ani mężczyzna, ani kobieta, nie przynosi ze swego dorobku żadnego daru ofiarnego na rzecz świątyni. I lud zaprzestał przynosić.  A tego, co zniesiono, wystarczało na wykonanie wszelkich prac, a nawet zbywało [2Mo 36,2-7].

Naród Boży wykazał się niezwykłą ofiarnością. Wielu nawet odrywało się od swojej własnej pracy, by budować Przybytek. Wszyscy przynosili dobrowolne dary. Zgodnie z tą wskazówką Słowa Bożego uczynimy podobnie. Każdy z nas może z radością i ochotnie przyłożyć się do tego dzieła. Nawet dzieci mają do tego prawo, by mieć swój udział w przygotowaniu miejsca zgromadzeń zboru, choćby poprzez poświęcenie na ten cel swojego kieszonkowego. Obok tego, co sami możemy ofiarować, zawsze istnieją jeszcze możliwości poproszenia naszych bliskich, krewnych i znajomych, aby zechcieli nas wesprzeć. Można opisać nasze dzieło i z modlitwą rozesłać to wszędzie, gdzie tylko się da z prośbą o pomoc. Bóg może w ten sposób posłużyć się Wami bardziej niż mną. Dotrzecie do ludzi, do których ja nie mam dostępu i – być może - pobudzicie ich do ofiarności. Liczy się naprawdę każda złotówka.  Żaden dar nie jest zbyt mały, aby go ofiarować na nową kaplicę Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE.

Żadna budowla na ziemi nie jest wieczna, przemija bowiem kształt tego świata [1Ko 7,31]. Dotychczasowa historia naszych zgromadzeń potwierdza, że pielgrzymami jesteśmy, że Kościół jest w drodze, że nie budujemy tu nic na wieki wieków. Widać to po zaledwie dwustuletnim Dworze Olszynka, który wymaga kapitalnego remontu. Sala spotkań jest nam potrzebna, abyśmy mogli wypełnić rolę wyznaczoną nam na teraz. Odpowiadamy za to, aby obecnemu pokoleniu głosić ewangelię. Trzeba nam w tych dniach jak najlepiej wykonać wolę Bożą. Potrzebujemy tej sali, aby w następnych latach – jeśli Pan Jezus wcześniej jeszcze nie powróci – używać jej do ratowania dusz i budowania się wzajemnie.  Do dzieła, Przyjaciele!

Oto fotograficzny przegląd naszych dotychczasowych sal:

Nastaw się na dobry owoc życia!

2014-10-06 - Marian Biernacki

na okoliczność zborowego Dnia Dziękczynienia

Nastaw się na dobry owoc życia!

Każdy dobry plon jest uwarunkowany. Właściwy czas zasiewu, odpowiednie warunki rozwojowe, stosowna pielęgnacja - zignorowanie tych czynników nie tylko obniża plony ale nawet może ich całkowicie pozbawić. Nade wszystko zaś, gdy ktoś chce mieć wielkie żniwa, powinien wiosną zadbać o odpowiednie, dobre nasienie. To proste prawo zasiewu i zbioru może być dobrą ilustracją naszego życia i jego owoców.

Są ludzie, którzy zdają się kpić sobie z tej oczywistej zasady. Oczekują plonu życia niezgodnego z dokonywanym zasiewem. Stąd wezwanie Słowa Bożego: Nie błądźcie, Bóg się nie da z siebie naśmiewać; do albowiem co człowiek sieje, to i żąć będzie. Bo kto sieje dla ciała swego, z ciała żąć będzie skażenie, a kto sieje dla Ducha, z Ducha żąć będzie żywot wieczny [Ga 6,7-8]. Boga nie można na nic naciągnąć ani robić sobie z Niego żartów. Nie błądźcie, Bóg nie pozwala z siebie szydzić [wg przekładu Nowego przymierza]. Niektórzy jawnie negują związek doczesności z wiecznością. Prezentują całkowicie wykoślawione podejście do sprawy, niczym pewna kobieta, która wysłuchawszy podobieństwa o bogaczu i Łazarzu, stwierdziła, że za życia chce być bogaczem, a po śmierci będzie Łazarzem. Inni ślą ku Bogu następujący komunikat: Wyszaleje się, poużywam świata, a potem na starość się nawrócę. Jeszcze inni bagatelizują sprawę i liczą na jakiś fuks.

Pełno na ziemi cwaniaków, którym udaje się okpić rodziców, nauczycieli, pracodawców, władzę samorządową, a nawet skarbówkę. Lecz z Bogiem żadnemu cwaniakowi się nie uda. Nie zwodźcie sami siebie – nie sposób okpić Boga! [wg przekładu Sterna]. U Niego szansę mają tylko ci, którzy z drżeniem serca odnoszą się do Jego Słowa. A  Słowo Boże prezentuje żelazną zasadę: Człowiek zbiera to, co zasiał (Stern). Zasadźcie drzewo dobre, to i owoc będzie dobry, albo zasadźcie drzewo złe, to i owoc będzie zły [Mt 12,33]. Nie ma bowiem drzewa dobrego, które by rodziło owoc zły, ani też drzewa złego, które by rodziło owoc dobry. Każde bowiem drzewo poznaje się po jego owocu, bo nie zbierają z cierni fig ani winogron z głogu [Łk 6,43-44].

Krótko mówiąc, nasze codzienne postawy i czyny są zasiewem na jutro. Może to być zasiew prowadzący nas do dobrych zbiorów. Bo kto chce być zadowolony z życia i oglądać dni dobre, ten niech powstrzyma język swój od złego, a wargi swoje od mowy zdradliwej. Niech się odwróci od złego, a czyni dobre, niech szuka pokoju i dąży do niego [1Pt 3,10-11]. Niestety, istnieje i taka ewentualność, że zasiejemy coś, co niechybnie wyda nam złe owoce. Kto w swoim domu sieje zamieszanie, dziedziczy wiatr [Prz 11,29]. Izrael odrzucił to, co dobre, niechże go ściga nieprzyjaciel! Powołują królów, lecz beze mnie, ustanawiają książąt, lecz bez mojej wiedzy. Ze swojego srebra i złota uczynili sobie bałwany na własną zgubę. […] Bo sieją wiatr i będą zbierać burzę [Oz 8,3-7].

Biblia jest bardzo jednoznaczna. Bo kto sieje dla ciała swego, z ciała żąć będzie skażenie, a kto sieje dla Ducha, z Ducha żąć będzie żywot wieczny [Ga 6,8]. Oto jak tę myśl Słowa Bożego oddają inne przekłady: Ci, którzy sieją na gruncie swojej starej natury, aby zaspokoić swoje pragnienia, koniec końców zbiorą zniszczenie; lecz ci, którzy wytrwale sieją na polu Ducha, zbiorą z Ducha życie wieczne (Stern). Kto sieje to, co odpowiada pożądliwościom jego ciała, temu pożądliwości zgotują żniwo w postaci śmierci. Lecz jeśli będzie siał to, co podoba się Duchowi [Świętemu], w czasie żniwa Duch da mu w nagrodę życie wieczne (Biblia Warszawsko-Praska).

Zasadniczo są tylko dwie kategorie zasiewu. Cokolwiek zasiewamy – jest albo wg Ducha albo wg ciała. Sianie wg Ducha, to na przyszłość na pewno - żywot wieczny. Sianie wg ciała, to na przyszłość na pewno – skażenie, zniszczenie, śmierć. Jeżeli zdarzyło się nam, że przez lata sialiśmy według ciała, to jedynym sposobem uniknięcia złych tego owoców jest pokuta. Szczere wyznanie grzechów i obiecane przez Boga w takim przypadku przebaczenie, przerwie duchowy proces tworzenia złych owoców. Tylko niezwłoczne nawrócenie się do wiary w Pana Jezusa Chrystusa i rozpoczęcie siania tego, co dobre w oczach Bożych, zaowocuje żywotem wiecznym. Warto tu jeszcze za Sternem podkreślić, że prawem żniw jest nie tylko to, że człowiek zbiera to, co zasiał, dobre czy złe, lecz i to, że żniwo jest zawsze większe niż siew: "sto, sześćdziesiąt, trzydzieści razy więcej niż posiano" (Mt 13,8.23).

Przyjaciele! Na wiosnę można było wybierać, co się posadzi lub posieje. Jesienią już wybierać nie można. Zbiera się zgodnie z wiosennymi decyzjami i wyborami. To dla nas wielka lekcja duchowa. Nadchodzi dzień ostatecznego żniwa. Wielu ludzi błądzi w myśleniu o tym dniu. Myślą, że jakoś uda się im zbierać coś innego, niż zasiewali. Byli niegościnni – a myślą, że drzwi będą mieli szeroko otwarte. Byli skąpi – a myślą, że będą żąć obficie. Byli interesowni – a myślą, że spotkają się ze wspaniałomyślnością. Mieli zamknięte serca – a myślą, że spotkają się z otwartością. Nie przebaczali – a myślą, że zostaną im odpuszczone ich grzechy.

A co z nami?  Nastawmy się na dobry owoc naszego życia! Nie zwlekajmy z tym ani dnia dłużej. Zacznijmy siać to, co na pewno zaowocuje życiem wiecznym. Zróbmy to od razu. Jeżeli zaś już taką decyzję podjęliśmy wcześniej – proszę - nie ustawajmy! Bądźmy niestrudzeni w szlachetnym postępowaniu. Jeśli w nim wytrwamy, czeka nas czas wielkich żniw! [Ga 6,9].

Skrócona wersja kazania wygłoszonego w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE w Gdańsku na okoliczność Zborowego Dnia Dziękczynienia, 5 października 2014 roku

Pierwsza euforia

2014-07-29 - Jarosław Wierzchołowski

Pierwsza euforia

Człowiek jest z natury leniwy i niechętny zmianom. Zdarzają się oczywiście pionierzy, którzy bez wycinania maczetą wciąż nowych ścieżek czują się nieswojo, większość jednak lubi podążać utartymi szlakami. Tak jest także w życiu – oswajamy się z pewnymi warunkami, znajdujemy dobry sposób, by je jak najlepiej dla siebie wykorzystać i kiedy nagle się zmieniają czujemy spory dyskomfort. Ot, trzeba opracować nowe metody działania, trochę pogłówkować i pewnie się napocić…

Zdrowie jest oczywistą wartością, choroba to – pomijając wszelkie inne aspekty – swego rodzaju ograniczenie i zniewolenie. Dlatego tak oczywistym było, że Jezus, który sam powiedział o sobie Duch Pański nade mną, przeto namaścił mnie, abym zwiastował ubogim dobrą nowinę, posłał mnie, abym ogłosił jeńcom wyzwolenie, a ślepym przejrzenie, abym uciśnionych wypuścił na wolność (Ewangelia Łukasza 4:18) tak wielu ludzi uzdrowił.
Ostatnio czytając Dzieje Apostolskie zadałem sobie jednak pytanie: czy naprawdę wszyscy uzdrowieni cieszyli się z tych cudów? Kiedy apostołowie Piotr i Jan przy bramie świątyni napotkali na żebraka, nie mogącego chodzić, ten chciał od nich „coś otrzymać”. Z kontekstu wiemy, że chodziło mu o srebro lub złoto, a pobożni Żydzi, wiedząc, że Bóg nakazał dawać jałmużnę, na pewno byli hojni tuż przed odwiedzeniem świątyni.
Ale apostołowie wiedzieli przecież, że Bóg potrafi daleko więcej uczynić ponad to wszystko, o co prosimy albo o czym myślimy (List apostoła Pawła do Efezjan 3:20), dlatego dali mu uzdrowienie w imieniu Jezusa Chrystusa (cała ta opowieść Dziejach Apostolskich 3:2–8). Czytamy, że ten człowiek, nie mogący chodzić od urodzenia zerwawszy się, stanął i chodził, i wszedł z nimi do świątyni, przechadzając się i podskakując, i chwaląc Boga. Ostatnio jednak zastanawiałem się, czy kiedy opadły już jego pierwsze emocje był nadal tak samo rozentuzjazmowany. Przez dziesięciolecia żebrania pod świątynią (wszak był to „mąż”, czyli człowiek co najmniej w kwiecie wieku) zapewne wypracował sobie skuteczne metody pozyskiwania „srebra i złota” od pielgrzymów. Mógł liczyć na pomoc innych (wszak czytamy, że przynoszono go i zapewne także odnoszono „z miejsca pracy” – nie był zatem samotny), jego dzień był najprawdopodobniej dobrze zorganizowany i zapewne przyzwyczaił się już do takiego sposobu życia.
Teraz nagle z dnia na dzień wszystko się zmieniło. Zajęcie polegające wyłącznie na siedzeniu i wyciąganiu ręki po jałmużnę (zostawmy na moment całą kwestię cierpienia kaleki) musiał zamienić na codzienną pracę w pocie czoła. A przecież nic robić nie umiał, nie miał jak się tego wcześniej nauczyć! Czy komuś takiemu łatwo było się wyżywić? Zapewne sam miał co do tego poważne obawy…
Cała ta historia z domniemanym przeze mnie zakończeniem wywołała moją refleksję dotyczącą tego, jak często nawrócenie i poddanie Jezusowi naszego życia wcale nie skutkuje jakimiś radosnymi zmianami. Podobnie jak w przypadku żebraka, któremu się przyglądaliśmy, po pierwszej euforii okazuje się, że koszty przyjścia Jezusa do naszego życia są wysokie. Strata przyjaciół, zmiana sposoby życia, często konflikty w rodzinie czy miejscu pracy. Zdarza się przecież, że chrześcijanin nie godzi się już także na pewne rzeczy w swojej dotychczasowej pracy i jest zmuszony ją zmienić (i to nie zawsze na lepiej płatną). Warto? Z pewnością! Jeżeli nawet nie wszyscy przejdą te próby, to przecież zawsze zostaną tacy, którzy powtórzą za apostołem Piotrem: Panie! Do kogo pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego. (Ewangelia Jana 6:68)

Ekonomia posłuszeństwa Bogu

2014-07-24 - Marian Biernacki

Ekonomia posłuszeństwa Bogu

Dzisiaj trochę o ekonomii posłuszeństwa Bogu. Bogiem wielu ludzi w tych czasach stał się rachunek ekonomiczny. Wygrywa  lepsza oferta cenowa. Nikt nie chce przepłacać ani ponosić strat. Każdy chce mieć poczucie, że coś zyskał i w czymś wygrał. Jednym z haczyków na ludzi o takim nastawieniu jest wciągnięcie ich we wstępne umowy i  koszty.  Gdy wpłacą jakąś zaliczkę, albo gdy uwierzą, że coś będą mieli taniej, to będą trzymać się obranej drogi i zamkną się na szukanie innych rozwiązań, nawet jeśli po jakimś czasie odkryją jej mankamenty.  Żal im będzie utraty poniesionych już kosztów.

W taką pułapkę wpadł kiedyś judzki król Amasjasz. Następnie Amasjasz zebrał Judejczyków i oddał ich według rodów pod komendę dowódców nad tysiącami i setników dla całego Judy i Beniamina, dokonał też przeglądu mężczyzn od dwudziestu lat wzwyż i doliczył się trzystu tysięcy zdatnych do boju, uzbrojonych w dzidę i tarczę oraz najął z Izraela sto tysięcy dzielnych wojowników za sto talentów srebra [2 Kn 25,5-11].

Wydarzenia te miały miejsce w czasach, gdy Królestwo Izraela było podzielone na państwo Północne ze stolicą w Samarii zwane Izraelem i Południowe ze stolicą w Jerozolimie zwane Judą. Podział wśród ludu Bożego polegał i na tym, że - z grubsza rzecz biorąc - królowie judzcy byli bogobojni, a królowie izraelscy bezbożni. Wszyscy byli jednakowoż potomkami jednego ojca Jakuba. Rozdźwięk między nimi wydawał się być czymś złym. Należało dążyć do jedności i współdziałania między braćmi.

Tak zrodziła się inicjatywa Amasjasza, króla judzkiego. W obliczu grożącej im wojny z Edomitami, czyli potomkami Ezawa, postanowił zaprosić do współdziałania izraelitów. W myśl słów piosenki, że nikt nie ma sam tego, co mamy razem, poszerzył swoją armię o sto tysięcy wojowników z Izraela, inwestując w to przedsięwzięcie co najmniej trzy tony srebra. Wydawać by się mogło, że był to super pomysł. Pojawił się dzięki temu jakiś przebłysk jedności między zwaśnionymi stronami. Oto synowie Jakuba mieli pójść razem walczyć z wrogami ludu Bożego. Mogło to ich przecież zbliżyć i trwale zjednoczyć.

Lecz przyszedł do niego pewien mąż Boży i rzekł: Królu! Niech nie wyrusza z tobą wojsko Izraela, gdyż Pan nie jest z Izraelem, z nikim z Efraimitów. Lecz wyrusz sam! Działaj! Wytrwaj dzielnie w boju! W przeciwnym razie Bóg przywiedzie cię do upadku wobec nieprzyjaciół. Bóg ma bowiem moc, by wesprzeć, ale i przywieść do upadku [2 Kn 25,5-11]. Zamiast pochwały za inicjatywę współpracy, Amasjasz usłyszał od Boga wezwanie do zaniechania pomysłu posiłkowania się ludźmi, którzy nie są pojednani z Bogiem. Mąż Boży potwierdził  znaną w Izraelu naukę Słowa Bożego o potrzebie ufności w  pomoc Pana, a nie szukania oparcia w ludziach, którzy nie żyją w bliskiej społeczności z Bogiem. Jednym słowem stało się jasne, że obrany przez Amasjasza sposób nie tylko nie gwarantował zwycięstwa nad Edomitami ale wręcz groził tym, że sam Pan stanie się przeciwnikiem Judy.

Tego król judzki z pewnością chciałby uniknąć, ale w jego głowie pojawił się wspomniany na początku problem poniesionych już kosztów. Wtedy rzekł Amasjasz do męża Bożego: A co zrobić ze stu talentami, które dałem wojsku izraelskiemu? Mąż Boży odpowiedział: Pan ma tyle, że może ci dać więcej niż to. Amasjasz oddzielił więc wojsko, które przyszło do niego z Efraima, aby powrócili do swych miejscowości; lecz oni wybuchnęli wielkim gniewem na Judę i powrócili do swych miejscowości mocno zagniewani. Amasjasz zaś nabrał odwagi i powiódł swój zbrojny lud [2 Kn 25,5-11].

Wyciągnijmy z tej historii parę chrześcijańskich wniosków. Jak Amasjaszowi tak i nam się zdarza, że nasze pomysły – chociaż wydają się słuszne – to jednak nie współgrają  z wolą Bożą. Bo myśli moje, to nie myśli wasze, a drogi wasze, to nie drogi moje - mówi Pan, lecz jak niebiosa są wyższe niż ziemia, tak moje drogi są wyższe niż drogi wasze i myśli moje niż myśli wasze [Iz 55,8-9]. Z tego tytułu nieraz pochopnie dokonujemy inwestycji i ponosimy koszty, których okazują się niepotrzebne, a nawet zaprzeczające szczeremu oddaniu się Chrystusowi. Pragnienie pełnienia woli Bożej zderza się wtedy w nas z niechęcią do ponoszenia strat.

Jakieś przykłady?  Oto ktoś ukończył studia na prestiżowej uczelni i ma przed sobą karierę zawodową, a Bóg wzywa go, aby pozostawił wszystko i pojechał na misję. Czyż nie szkoda tych ciężkich lat studiów? Ktoś inny wykupił drogi kurs jogi w Indiach, a właśnie dotarła do niego ewangelia i rozpoczyna nowe życie z Jezusem. Czyż nie żal wpłaconej kwoty i pożegnania się z myślą o zobaczeniu egzotycznego kraju? Oto jeszcze ktoś inny ciężko zdobywał przez lata dyskografię heavymetalową, a teraz nawrócił się do Pana Jezusa Chrystusa i już wie, że ta muzyka nie jest dla niego. A co zrobić ze stu talentami, które dałem wojsku izraelskiemu? Czy nie ma jakiejś możliwości, żeby  okazać posłuszeństwo Bogu i jednocześnie nie utracić tego, co przez lata tak ciężko zdobywaliśmy? Czy w posłuszeństwie Bogu należy odrzucić tak uznane dziś kryteria rachunku ekonomicznego? Jak wygląda ekonomia posłuszeństwa Bogu?

Biblia naucza, że posłuszeństwo Bogu nieraz wiązać się będzie z poczuciem straty materialnej. Kto chce być posłuszny Bogu, spotka się też z pretensjami ludzi, od których będzie się dystansować. Ba, narazi się nawet na szkody ze strony osób niezadowolonych z jego posłuszeństwa Bogu. Nie ominęło to Amasjasza. Lecz wojownicy z wojska, które Amasjasz odprawił, aby nie poszło z nim na wojnę, rozproszyli się po miastach judzkich od Samarii aż po Bet-Choron, zabili z nich trzy tysiące i zagrabili duży łup [2Kn 25,13].

Ekonomia posłuszeństwa Bogu rządzi się innymi niż w świecie zasadami. Pieniądze nie są tu najważniejsze. Relacje nie są najważniejsze. Dobra opinia nie jest najważniejsza. Nawet rodzina nie jest najważniejsza. Najważniejsze jest to, co powiedział Bóg. To jest arbitralne. Rodzi to w duszy człowieka oczywiste napięcie. Abraham i Sara nie wytrzymali owego napięcia i urodził się im z tego Ismael. Żona Lota nie wytrzymała tego napięcia i zamieniła się w słup soli. Król Saul nie wytrzymał tego napięcia  i stracił koronę. Amasjasz zaś nabrał odwagi i powiódł swój zbrojny lud. Machnął ręką na sto talentów srebra i zgodnie ze Słowem Bożym zwyciężył bez posiłkowania się odstępcami.

Dlatego bądźmy posłuszny Bogu niezależnie od kosztów już poniesionych! Bądźmy posłuszni Słowu Bożemu niezależnie też od kosztów prognozowanych. Uwierzmy Panu Jezusowi Chrystusowi! On może dać nam więcej niż wszystko to, co próbuje nas zatrzymać przed pełnym oddaniem i poświęceniem się Bogu. Upewnijmy się, jaka jest dla nas wola Boża objawiona w Piśmie Świętym i trwajmy przy tym, choćbyśmy mieli ponieść przy tym śmierć.  Pan powiedział:  Kto stara się zachować życie swoje, straci je, a kto straci życie swoje dla mnie, znajdzie je [Mt 10,39].

Taka jest ekonomia posłuszeństwa Bogu.

Jak trzcina kołysana przez wiatr

2014-07-12 - Marian Biernacki

o ludzkiej chwiejności

Jak trzcina kołysana przez wiatr

Dzisiejsza lektura Pisma Świętego skłoniła mnie do chwili zadumy nad chwiejnością ludzkich postaw. W jedenastym rozdziale Ewangelii Mateusza natrafiamy na intrygującą informację o Janie Chrzcicielu. Największy prorok Izraela, który wcześniej obwieścił o Jezusie:  Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata [Jn 1,28] po kilku latach pyta: Czy Ty jesteś tym, który ma przyjść, czy też mamy oczekiwać innego? [Mt 11,3]. Cóż wzbudziło w Janie takie wątpliwości? Czyżby Jezus  zmienił się w międzyczasie? Czy dał jakieś obiektywne powody, aby Janowa pewność sprzed paru lat ustąpiła miejsca takiej rozterce?

Nie. To nie Jezus, a Jan zachwiał się w swoich przekonaniach. A gdy ci odchodzili, zaczął Jezus mówić do tłumów o Janie: Co wyszliście oglądać na pustyni? Czy trzcinę chwiejącą się od wiatru? [Mt 11,7]. Człowiek - nawet tej co Jan klasy – niestety, może okazać się chwiejny. Wątpliwości bardzo szybko mogą ogarnąć ludzką duszę. Wystarczy, że zaniedbamy osobistą społeczność z Bogiem czy też dostaniemy się pod wpływ złych osób, a wkrótce nasza wcześniejsza pewność kruszy się i rozsypuje.

Iluż wokół siebie mamy takich „Piotrów”, którzy wcześniej zapewniali, że będą z nami, a już ich przy nas nie ma? Iluż mężów zapewniało, że będą kochać i nie opuszczą żony aż do śmierci? Ileż żon w słowach przysięgi małżeńskiej gwarantowało uległość mężowi, jak Chrystusowi  Panu?  Ileż przyjacielskich zapewnień poszło w niepamięć? Okoliczności mogą być różne i bardzo złożone, ale chwiejność zawsze świadczy o jakimś kryzysie w relacjach z Bogiem i wybrakowanej wierze.

Człowiek prawdziwie wierzący nie jest jak chorągiewka na dachu. Nauka Boga jego jest w sercu jego. Kroki jego nie chwieją się [Ps 37,31]. Miałem Pana zawsze przed oczami mymi, gdyż jest po prawicy mojej, abym się nie zachwiał [Dz 2,25]. Ci, którzy ufają Panu są jak Góra Syjon, która się nie chwieje, lecz trwa wiecznie [Ps 125,1].

Zawsze będą wokół nas ludzie podobni do trzciny kołysanej przez wiatr. A my? A tak, bracia moi mili, bądźcie stali, niewzruszeni... [1Ko 15,58].

Pan uczyni coś dla nas tego lata!

2014-06-13 - Marian Biernacki

Dlaczego miałbyś minąć się z taką okazją?

Pan uczyni coś dla nas tego lata!

 Minął miesiąc od chwili, gdy nasz zbór zaczął zgromadzać się na Olszynce. Ustawiczny trud  braci i sióstr owocuje coraz lepiej wyglądającą posesją zborową. Okoliczni mieszkańcy i przechodnie okazują zainteresowanie tym co robimy i chwalą naszą pracowitość. Niemal każdego dnia mamy dzięki temu rozmaite okazje, aby rozmawiać o Bogu i przybliżać ludziom Jezusa. W imieniu naszego Pana zaczęliśmy tu też nieść praktyczną pomoc osobom chorym, ubogim i niezaradnym życiowo. Dwa pomieszczenia w budynku byłego dworu przeznaczyliśmy na punkt pomocy socjalnej. Gromadzimy w nim takie środki pomocy  jak odzież, środki czystości, żywność i sprzęt AGD,  ażeby w razie potrzeby od razu mieć je pod ręką. Modlimy się o miejscowych ludzi, a z niektórymi już regularnie spotykamy się i rozważamy Słowo Boże.  Jednym słowem, równolegle z pracą fizyczną dzieje się na Olszynce wiele dobrego w sensie duchowym.

Zbliżające się lato - to wyjątkowo dobra okazja do konkretnego zaangażowania się w szereg planowanych przedsięwzięć zboru. W pierwszą sobotę i niedzielę lipca -  jeśli Bóg pozwoli - zorganizujemy spotkania ewangelizacyjne z Piotrem Stępniakiem. Będziemy spraszać mieszkańców Olszynki, Oruni i Dolnego Miasta, ażeby posłuchali świadectw ludzi, których Pan Jezus podniósł z głębokiego upadku i całkowicie przemienił ich życie.Będziemy w ten sposób stwarzać wielu osobom okazję do nawrócenia i rozpoczęcia nowego życia z Jezusem. Następnie, w dniach od 14 do 19 lipca urządzimy w siedzibie CCNŻ mini-wczasy zborowe. Każdego dnia rano będziemy w tym czasie zjeżdżać się na Olszynce, aby przeżyć cały dzień w społeczności ze świętymi. Niewątpliwie wynikną z tego dobre okoliczności wspierające indywidualną ewangelizację. Będzie można zaprosić tu swoich znajomych, aby osobiście zetknęli się ze zborem. Wyjątkową okazję po temu, zwłaszcza osoby młodszego pokolenia, będą miały 20 lipca, gdy na Olszynkę zawita amerykański muzyk Neal Morse. Wieczorny koncert Neal'a może okazać się czasem dobrych owoców w ewangelizowaniu naszych przyjaciół.

Bracia i Siostry! Przed nami pierwsze lato działalności naszego zboru na Olszynce. Za rok - jeśli Pan wcześniej nie przyjdzie - nie będzie już tylu wyjątkowych możliwości, bo siłą rzeczy ludzie oswoją się z naszą obecnością w Dworze Olszynka i zacznie zanikać czynnik zaciekawienia. Teraz jest stosowny czas, by przyłożyć rękę do dobrego dzieła i serdecznie włączyć się w pracę dla Pana. Nie wzorujmy się na osobach z rezerwą odnoszących się do obecności zboru na Olszynce. Chociaż nie wszyscy jednakowo cieszą się z naszej nowej siedziby, bądźmy dobrej myśli i spodziewajmy się, że już tego lata może Pan uczyni coś dla nas, gdyż Panu nietrudno wybawić przez wielu, czy przez niewielu [1Sm 14,6]. Byłoby niedobrze, gdybyśmy nie znaleźli się w środku tych wydarzeń i nie mieli w nich udziału. Przecież sprawa Królestwa Bożego jest ważniejsza niż nasze racje, upodobania i chęci.

Serdecznie zapraszam wszystkich dawnych i obecnych członków naszego zboru do wspólnej pracy dla chwały naszego Pana, Jezusa Chrystusa.

W obliczu cierpienia

2014-05-29 - Marian Biernacki

W obliczu cierpienia

Dziś proponuję garść myśli o podejściu chrześcijanina do cierpienia. W świetle Biblii widać, że może ono pojawić się z różnych powodów. Jak je rozumieć i przeżywać? Co cierpienie wnosi w życie chrześcijanina?

W obliczu ubóstwa

2014-05-17 - Marian Biernacki

W obliczu ubóstwa

 W  tych dniach czytam interesującą książkę D. A.  Carsona pt.  Jak długo, Panie?  Ponieważ Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE rozpoczyna działalność w uboższych rejonach Gdańska, postanowiłem przybliżyć streszczenie jednego z jej rozdziałów, traktujący o ubóstwie.